Napisane przez: pirath | 14 kwietnia 2015

Sean John – Unforgivable, czyli i’ll (dont) be missing you…


Nie jestem rasistą, ale Puff Daddy brzmi dla mnie jak ksywka jakiegoś obwieszonego złotem alfonsa z południowego Harlemu. Na otarcie łez i poniekąd jako nawiązanie, dostajemy pozłacany napis na flakonie i zostaniemy mile połechtani wzmianką – iż ów beznamiętny przerost formy nad treścią wyróżniono nagrodą: FiFi Award Fragrance Of The Year Men`s Luxe 2007! Laski już mają kisiel w majtach, a faceci spuszczają ze wstydem wzrok, bijacz! Oto książę kiczu (królami wciąż są Liberace i Versace, zaś księżniczką Kim Kardashian), wysiada ze swego Bentleya, którego zwieśniaczono 22 calowymi, chromowanymi rimsami (+ spinnery) i zachwyca zgromadzonych swą śmiałą stylizacją (dres + norki przy ~30 stopniach w cieniu). Jakoś bardziej lubiłem Puff Daddy z czasów i’ll be missing you. Później coś mu odbiło ze street rapem i na jakiś czas zaszył się w getcie – by wrócić jako kwintesencja auto lansującego się pozera (coś na podobieństwo Kanye Westa). Tak wiem, miało być o perfumach… 😉 Sean John - Unforgivable
Powierzchowny, populistyczny i na pokaz, te trzy określenia doskonale obrazują brzmienie tych wybitnie celebryckich perfum. Z początku próbują być ździebko kolońskie i klasyczne, ale nijak nie potrafię wyzbyć się wrażenia, że to tylko odpacykowana wydmuszka. Unforgivable to zapach tak bardzo wyreżyserowany, zachowawczy i pozerski – jak jego rapowata wysokość Puff Dady/P.Diddy/P.Daddy, czy jak się tam teraz Sean John tytułuje. Wreszcie Unforgivable znaczy po angielsku niewybaczalny – co i owszem pasuje, bo te perfumy są niewybaczalnym wybrykiem współczesnego perfumiarstwa. Zupełnie jakbym był multimiliarderem, który wynajął sobie czterech projektantów, aby zaprojektowali mu dom. Teoretycznie wypasiony, modny i nowoczesny – ale ściśle wedle gustu nuworysza i oczekiwań tzw. statystycznego odbiorcy mainstreamu.

reklama Sean John - Unforgivable
W efekcie dostaję rezydencję, w którym można by kręcić jakiś serial, albo celebrity show, przestawiając jedynie mebelki i dodatki z Ikei, ustawione na kafelkach od Versace – a całość skąpana w neonowym oświetleniu, żywcem wyjętym z hallu któregoś z kasyn w Las Vegas. A! i na suficie obowiązkowo te świecące diody emitujące gwiaździste niebo i designerskie hokery, w nieużywanym (bo na pokaz) aneksie kuchennym. Do kompletu basen, tak wielki, że z powodzeniem mógłby w nim zatonąć Titanic, a poszukiwania wraku zajęłyby jakieś 50 lat. No i na koniec stosowna cena za to cacko, nie mniej niż 25 milionów baksów. To nic, że szczęśliwy nabywca tak urządzonej rezydencji, zacząłby od skucia wszystko do gołego betonu…

Sean John - Unforgivable box Otwiera się całkiem rześkim, soczystym i bardzo przyjemnym akordem cytrusowym, w przeważającej części opartym na grejpfrucie. Nie powiem, jest miło i przyjemnie, choć ździebko monotematycznie. Po chwili do wątku cytrusowego dołącza lawenda, o dziwo całkiem naturalna i sugestywna, przenosząc barwę bukietu w stronę akcentów ziołowo roślinnych. I koniec, w chwili gdy spodziewałem się dalszego rozwoju całkiem nieźle zapowiadającej się akcji, następuje tąpnięcie. Zapach kompletnie wytracił swój początkowy impet i dryfuje beznamiętnie w nikomu nieznanym kierunku. Zupełnie jakby w trakcie trwającego przedstawienia, ktoś opuścił kurtynę i zgasił światło. W tle słychać jakieś szmery i szepty zwiastujące że na scenie wciąż coś się dzieje (być może szybka zmiana dekoracji). Ale gdy wraca zasilanie i kurtyna znów nieśmiało unosi się w górę – trudno stwierdzić co miała na celu ta wyrwa w akordzie serca i życiorysie widza.

Sean Johnklasa przede wszystkim!

W fazie schyłkowej – na scenie zastałem jedynie przyjemny, choć nieśmiały, wysoce powściągliwy i bardzo ubogi akcent kaszmirowo drzewny (syntetyczny jak diabli), dopełniony (na szczęście jedynie dla formalności), w leciutką tonkową słodyczą, the end!. Jesteście rozczarowani? ja też. Może to i się nada na imprezę na 57 metrowym jachcie gospodarza, zacumowanym gdzieś w Monaco, ale skąd tu wytrzasnąć taki jacht i Monaco? Zwłaszcza, że zapach (co akurat postrzegam jako zaletę) nijak nie emanuje tym krzykliwym, hip-hopowo imprezowym blichtrem. Jest naprawdę cichy i dyskretny oraz na swój sposób przyjemny – ale to jedyne pozytywy jakich się doszukałem w Niewybaczalnym. Ale mimo wszystko jest lepiej niż u Winnego (Guilty od Gucci), choć w sumie reprezentują ten sam poziom. 🙂

Sean John & Unforgivable
Zaraz pewnie mi się oberwie od największego fana i orędownika min. tych właśnie perfum (pozdrawiam RoQ), ale cóż ja mogę że nie podzielam jego zachwytów nad tym ponoć wybitnym arcydziełem?. Oczywiście to kwestia gustu, bo jeden lubi wonie ciężkie i bogate, a drugi lekkie i proste – jak z jedzeniem, muzyką i niemal każdym aspektem otaczającej nas rzeczywistości. Te perfumy może nie tyle są obciachowe, co są po prostu słabe. Cóż z tego, że nad zapachem pracował cały tabun uznanych w branży kinoli, podpierając się imponującym zestawem składników – skoro kompletnie tego nie czuć? Owszem początkowe brzmienie zdradza bardzo zgrabnie i sugestywnie ujęte nuty cytrusowo ziołowe, a nieco później całkiem przyjemną aurę drzewną – ale nic ponadto. Wykaz nut aż ugina się pod ciężarem wyrafinowanych składników (pojęcia nie miałem, że jest coś takiego jak australijskie drewno sandałowe) -ale czuć, że o ostatecznym (wysoce zachowawczym, dziurawym i po prostu ubogim) kroju kompozycji decydował zleceniodawca i potrzeby rynku (a te jakie są, każdy wie). Najbardziej mnie boli, że zmarnowano ów przebogaty potencjał, którym epatuje przepyszny i nader obfity jak na niezobowiązującego i świeżaka wykaz nut. Ponoć czterech perfumiarzy pracowało nad brzmieniem tych perfum, wykorzystując przy tym przebogaty arsenał szlachetnych ingrediencji – a wyszło im napuszone, nieco nudnawe i pozbawione polotu nic.

Jean John w futrzekozackie futerko ziom, rispect!

Nigdy nie miałem dobrej opinii o zapachach celebryckich, a te są żywym przykładem dlaczego. Bo jak tu się zachwycać czymś co powstało wyłącznie z myślą o zaspokojeniu/schlebieniu czyjejś ambicji – i zrobione tak nijako, by napchało portfel zleceniodawcy jak największą kupą hajsu. Sean John jest tak bogaty, że mógłby sobie pozwolić na stworzenie zapachu z klasą, nonkonformistycznego i chociaż swoistego. Sean John to jeszcze artysta, czy już biznesmen, nastawiony na osiąganie maksymalnego zysku?. Umówmy się, koleś z jego ego raczej nie lubi pozostawać w cieniu i takoż pachnieć. A tym czasem podpisał się pod skrojonym wybitnie pod rynek (brzmienie zbliżone do obecnych wypustów od Gucci), beznamiętnym, nijakim i słabowitym niczym odświeżacz do pasaży, świeżakiem. I nie projekcję mam tu na myśli, co poziom kompozycji, nad którą przypomnę – pracowało kilku naprawdę zdolnych perfumiarzy. No ale nasz klient, nasz pan i tej wersji się trzymam. 🙂Sean John - Unforgivable EdT

rok powstania: 2006

trwałość: słabowita

projekcja: niezła

nos(y): David Apel, Pierre Negrin, Aurelien Guichard i Caroline Sabas

Głowa: liść brzozy, zielona mandarynka, tangerynka, jałowiec, bazylia, bergamotka, grejpfrut, sycylijska cytryna,
Serce: irys, lawenda, szałwia muszkatołowa,
Baza: fasolka tonka, żywica bursztynowa, australijskie drzewo sandałowe, rum, drzewo kaszmirowe,

Reklamy

Responses

  1. Witam – jestem czytelnikiem od paru lat, ale to mój pierwszy komentarz i to na dodatek offtop – dałby się Pan namówić na recenzję (w nieokreślonej przyszłości) Paco Rabanne Pour Homme Eau gdybym posłał Panu fiolkę? Ciekawy jestem opinii kogoś z wyrobionym nosem (mój niestety ma wyłącznie dobrą „czułość”, z „rozdzielczością” jak na razie dużo gorzej).

    • Wita, oczywiście że tak, choć nie jestem w stanie określić ram czasowych ukazania się tekstu. Cierpię na permanentny i postępujący brak wolnego czasu – ale proszę o kontakt mailowy (adres jest podany w zakładce na blogu, lub poprzez facebooka) i wymienimy się dany i adresowymi (chciałbym się czymś zrewanżować), pozdrawiam 🙂

      • Super, naprawdę jestem ciekawy opinii kogoś innego a to niezbyt popularny zapach (znalazłem tylko jedną recenzję na nieaktywnym już niestety opium dla mas). Jak tylko przyjdą nowe fioleczki skontaktuję się mailowo 🙂

        • super, z góry dzięki 🙂

  2. +1. Dobra recenzja ;D
    Ale chociaż reklamę ma niezłą.
    Trwałość zepsuli podczas reformulacji (choć nie wiem po co bo tytanem projekcji czy trwałości nigdy nie był).
    5 lat temu miałem butelkę z której zapach wytrzymywał cały dzień (i chyba był mniej słodki w otwarciu).
    Warto też dodać że SJU uważany jest jako bardzo podobny do Creed Millesime Imperial, który nota bene cieszy się opinią jednego z najmniej udanych zapachów Creed.
    Kto wie może dzięki pracy przy SJU Pierre Negrin nabrał doświadczenia (i renomy) i dzięki temu mamy znakomite Beckham Homme, Polo Black, Opus VII, Opus VIII czy Interlude Man Amouage.

    • sądzę, że Negrin zawsze miał wyczucie i talent, ale niestety był zmuszony stworzyć produkt, wedle ściśle określonych kryteriów. W końcu rachunki z czegoś trzeba płacić, choćby kosztem zaniżenia poziomu własnego warsztatu, na potrzeby zlecenia. 🙂

      • Ciekawie mnie jak wygląda współpraca kilku perfumiarzy zwłaszcza kiedy każdy z nich mógłby sobie spokojnie sam poradzić (no bo co np. W tym przypadku jak to wyglądało? 1 zrobił głowę 2 serce 3 bazę a 4 wszystko połączył? Czy może każdy z nich po kolejki robil swoja wersje a Puff D. Odrzucał kolejne wersje zwalniania al perfumiarza i kazał następnemu np a żeby była bardziej słodka… ? ). Ciekawe tez jak to wygląda w lprzypadku kogos ze znanym nazwiskiem i kogoś mniej utytułowanego czy ten pierwszy tylko firmuje kompozycje czy tez jego wkład to powiedzmy 75%

  3. zapachu nie zamierzam nawet testować
    a co do offtopu na temat kiczu Puff Daddy – no przecież wiadomo, to że skończył uniwerek ma akurat małe znaczenie, to raper z Harlemu, kumpel ś.p. Notoriusa B.I.G, pseudo gangster, mówić o nim że jest kiczowaty to tak jak zarzucać Argentynie, że to biedny kraj. Nawet I’ll be Missing you był kiczowaty przez swoją tematyczną pompatyczność, a muza sciągnięta z The Police więc też nic odkrywczego
    nawiasem mówiąc gość ma słabość do coverowania, bo kawałek do soundtracku do Godzilli to też kopia Led Zeppelin z ich gitarzysta w klipie

    • o! trafił się znawca tematu 🙂 problem w tym, że w czasach gdy Notorious i Fate Evans „rządzili” w tym środowisku, SJ jako BIG’a protegowany, jedynie wygrzewał się w ciepełku swego mentora. Wybił się dopiero po jego tragicznej śmierci, a pewne źródła i hipotezy wskazują iż mógł mieć z tym coś wspólnego. W końcu dopiero tragiczna śmierć Notoriuosa spowodowała nagłą eksplozję kariery Seana. Nie chcę nikogo pomawiać ani oczerniać, ale zbyt dużo ludzi z tego środowiska wspomniało, że P.Diddy miał najwięcej do zyskania na jego śmierci.

      Tak wiem, że jest mistrzem coverów, zresztą jak większość w tej branży, a żeby daleko nie szukać, weźmy kawałek nagrany z Mario Winansem – I Don’t Wanna Know 🙂 toż to cover wałkowany tak wiele razy iż najstarsi górale na Brooklynie nie pamiętają, kto to zagrał jako pierwszy. I nim pomyślisz Fugees (Ready or not), ja podpowiem Enya (Boadicea), a przed nią Roberta Flack, choć tytułu nie pamiętam 🙂 Zresztą przeciętnego odbiorcy tego rodzaju hitów, guzik obchodzi kto to napisał jako pierwszy, grunt że można się pobujać z ziomkami, lub dupeczką na parkiecie klubu 🙂

      • To chyba trochę nie tak.
        P.Diddy postrzegam przede wszystkim jako producenta (btw ucznia Dr Dre !), wykonawcą jest chyba troszkę tak przy okazji (wydaje mi się że po prostu chce być bardziej znany, po za tym z tylko producentem Jennifer Lopez mogła by nie chcieć się spotykać). Majątek który zrobił nie pochodzi z jego działalności nazwijmy to wokalnej ;D. Zdjęcia powyżej to nic innego jak sceniczny wizerunek (proszę w zależności od grupy docelowej taki wizerunek inaczej wygląda http://www.seanjohn.com/Mens.htm?collection=Tailored%20Clothing Ci goście chyba z amerykańskim gangsta rapem/hip hopem za dużo wspólnego nie mają).
        Diddy to po prostu biznesmen (tak go postrzegam).
        Wracając do tematu to właśnie P. Diddy wyprowadził Notoriousa „na szerokie wody” a nie odwrotnie.
        Za dużo też na jego śmierci nie skorzystał bo Notorious prawie nie zostawił żadnego materiału (ponoć był nawet problem żeby album Life after death (ten gdzie jest Hypnotize) Notoriousa jako tako skończyć i składa się po cześci z odrzutów (co w sumie trochę słychać). Wielki sukces Notorious odniósł więc dopiero po śmierci. Diddy mógł więc trochę poczekać jesli by chciał na Notoriusie zarobić.

        Co innego było z 2Pac’iem który przed śmiercią zamknął się na kilka tygodni w studiu i nagrywał (w końcu wydali – najlepsze że to właśnie ten producent któremu się przypisuje udział w śmierci 2Paca, a więc ten to sobie zarobił – chyba z 5 albumów po jego śmierci). Warto dodać że na początku kariery 2Pac i Notorious dobrze się znali. kolejny świetny film tym razem dokumetalny o tej tematyce dla zainteresowanych http://www.filmweb.pl/film/Tupac%3A+Zmartwychwstanie-2003-106456 , (jest kilka śmiesznych momentów np. jak 2Pac opowiada o znajomości z Janet Jackson ;D )

        Co do coverów to to co robią z tymi utworami (oni czyli artyści) uważam za świetną sprawę i fajnie że potrafią wykrzesać z tych utworów i na tyle je uwspółcześnić że puszczają je w radio. źle by sie chyba stało gdyby odeszły w zapomnienie.

        • Hmmm producenta owszem, ale raczej nie wiązałbym osoby Combsa z Dre, bo jedyne co łączy tę dwójkę to fakt iż obaj są producentami i promotorami. Combs jest ze wschodu, zaś Dre z zachodu i z tego co się orientuję, niezbyt za soba przepadają. Tak w ogóle to dzięki za namiar na ten film o Notoriousie, obejrzałem go z prawdziwą przyjemnością 🙂 Też bardziej postrzegam Combsa jako biznesmena niż wykonawcę, obo owszem wypromował wiele sław, ale z czasem i on zapragnął sławy, rozgłosu i rozpoznawalności, a kasa to nie wszystko. Już Cię naprowadzam na mój tok myślenia. Owszem, to Combs był managerem i wydawcą Notoriousa, ale umówmy się, był cały czas w jego cieniu. A Noitoriious był bardzo utalentowanym i kreatywnym człowiekiem, miał duże poważanie i szacunek w środowisku (nie branży, bo tu podział ról jest oczywisty). Swoją drogą to jedna z czterech największych osobowości w tym środowisku (osobiście zaliczam do niej Paca, Mary J, Nortoriousa i sam nie mogę się zdecydować czy Layryn Hill, czy WILL.I.AM’a). Notorious kompletnie przyćmił i zmarginalizował Puffa, w którego głowie już rodził się plan kariery muzycznej, ale niestety na drodze stał mu właśnie Notorious, jego gwiazda i maszynka do robienia pieniędzy. Zgadzam się, BIG w przeciwieństwie do Pac’a nie zostawił po sobie niemal żadnego materiału, ale dlatego, że tworzył spontanicznie, dużo improwizował i jako osoba niesamowicie błyskotliwa i kreatywna, tworzył w zasadzie na poczekaniu i był bardzo kapryśny. Ale nie zapominajmy o Faith, jego żonie. Byłem zszokowany, gdy zobaczyłem ją w video z Puffem, tuż po śmierci Notoriousa, niby to był ich wspólny hołd dla męża i przyjaciela, ale Faith już wówczas była gwiazdą i stając w tym momencie za Puffem – niejako oczyściła go z zarzutów o rzekome powiązania ze śmiercią jej męża. Zginął Pac, Zginął Notorious, Puff miał po zwojej stronie Faith, więc już nic nie stało na przeszkodzie by jego kariera (na którą jako chorobliwie ambitny egocentryk miał wielką chrapkę) nabrała rozpędu. Co do coverów, to owszem niektóre są nawet lepsze niż oryginalne wersje, (np. Under the Bridge w wykonaniu All Saints), ale te w wersji hiphopowej zwykle nastawione są jedynie na ordynarne zapożyczenie wpadającego w ucho refrenu. Nawet nie wiesz jak się ciesze, że mogłem z Tobą na ten temat podyskutować Grzegorzu, pozdrawiam 🙂

          • Prawdopodobnie masz rację. Zapędziłem się z tym uczniem Dr Dre (filmowy Puff D. opowiada o jakimś Andre który chce być jedynym lwem itd. i jakoś założyłem że chodzi o Andre Younga czyli Dre a to chyba chodziło o Andre Harrella z Uptown Records). Tak że wycofuję się z tego.
            Pozdrawiam również

          • tu chodziło o Andre Harrella z Uptown Records u którego Sean Combs pracował, gdy poznał Notoriousa.

  4. Polecam http://www.filmweb.pl/film/Notorious-2009-453909 . Ale tylko jak ktoś choć trochę lubi te klimaty i urodził się przed 1990 rokiem i może pamięta co się działo po śmierci 2Paca i później Notoriousa (w sumie to i tak dobry film ale lepiej się ogląda jak ktoś choć trochę tematem zainteresowany. Jedna z lepszych biografii muzycznych, do Ray’a trochę brakuje ale i tak jest nieźle). Jest tam i Puff Daddy (chyba bym się obraził jak by mnie pokazali w filmie tak jak jego, trochę śmiesznie wypadła w filmie jego postać zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt na jakiego gangsta/macho chce pozować).

    Jeszcze dodam, że od jakiegoś czasu idę razem z Roq’iem w stronę Słońca i pozbyłem się wszystkich (po za jednym) kadzidlaków, zielaków i zapachów „uwodzicielskich”.

    • Oj bardzo lubię te klimaty, zresztą wcale się nie wstydzę, że lubię rap i hip-hop. Moje zamiłowania muzyczne mają dość rozpiętą amplitudę, ale ponieważ bardzo lubię rytmiczną i powtarzalną muzykę i głęboki bas (z tego samego powodu nie trawię jazzu i bluesa), nie stronię też od Techno – choć zwykle słucham nieco spokojniejszej muzyki, nie stroniąc przy tym od klasyki i nie gardząc tzw. popową komerchą. Tym niemniej pamiętam i mile wspominam lata dziewięćdziesiąte, właśnie przez pryzmat muzyki, zwłaszcza czarnych rytmów. Ehhh a kto pamięta jeszcze MC Hammera i Sir Mxalota, od których zaczęła się moda na czarne rytmy? 🙂

      p.s. wyzbywasz się kadzidlaków? nie idź tą drogą, bo Roq jedynie wywodzi Cię na manowce 🙂

  5. Nie wiem czy istnieje inna wersja ale mam wrażenie że właśnie tą samą o której piszesz testowałem. Co prawda zdecydowanie nie było to pachnidło w moim stylu mimo to pamiętam że zapach miał pazur i wybitnie męski charakter. Ziołowe soczyście szorstkie otwarcie z brudną bergamotą oraz wetiverowo- paczulowa mocą która dawała dość ciemne oblicze brzmienia jak i solidna projekcja dały się zapamiętać. Miałem nawet skojarzenia z Enrce Noire. Dlatego teraz nieco się zagubiłem w mych odczuciach, bo czy możliwe by aż tak nasze wersję się od siebie różniły…
    A na pozerkę mam niezwykle silne uczulenie, mój brat tracąc włąsną tożsamość skutecznie kseruje się na kogoś kto kiedyś w rapie miał nawet coś do powiedzenia i robił to naturalnie a teraz mózg się mu od hajsu zlasował i bredzi na haju dla ślepaków. Tede i jego PLNY.. 😉

    • tede w zasadzie nigdy niczego nie robił naturalnie, nawet WW Deszcz w jego wykonaniu nie był naturalny chociaż kiedyś wydawało mi sie inaczej ale byłem młody i głupi 🙂

      • hmmm jakoś nie przepadam za TeDe i generalnie przestałem słuchać polskiego hip-hopu mniej więcej wtedy, gdy posypała się Paktofonika. Chyba jedyny rodzimy wychowawca, który ostatnimi laty przykuł moja uwagę jest Donatan, gdyż w jego prześmiewczych, autoirnonicznych i rzekomo seksistowskich teledyskach – przemycono więcej błyskotliwego dowcipu i mocno zawoalowanej szydery (oraz treści patriotycznych) niż u chłopaków w kółko rymujących o biedzie i beznadziei życia na postsocjalistycznych blokowiskach 🙂

  6. Nie będę go bronił bo nie ma czego a i tu nie o tym ale posłuchaj płyty ‚ Nastukafszy’ 😉

    • słuchałem jak byłem mały 🙂
      nie no w podstawówce byłem i do Nastukafszy właśnie piłem w poprzednim komencie

  7. Pirath ma pewnie oczy jak słodki ze zdziwienia że wśród swoich czytelników ma fanów hip hopu ;D

    • wręcz przeciwnie, cieszy się że właśnie się takowi ujawnili 🙂

  8. Żeby nie było, ja do nich nie należę chociaż nie gardzę dobrym bitem, jednak w wersji bardziej tripowej bądź abstrakcyjnej, w końcu z blokowiska powstałem. Tak, PFK rządzi… 😉

    kapplakk – bo chyba zapomniałeś się wtedy nastukać. Ahh tak, nie mogłeś… 😉

    • mogłem 😉
      chyba mnie nie zrozumiałeś, chodziło mi to że byłem fanem płyty Nastukafszy czy Skandal Molesty, miałem Tedego i Numera za super kolesi a później się okazało że to nie było do końca tak jak myślałem i bardzo sie rozczarowałem postawą TeDego
      pozdro


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: