Napisane przez: pirath | 2 Maj 2015

Chanel – Bleu, czyli czy warto iść pod prąd?


Jeden z czytelników bloga (taran63, pozdrawiam i dzięki za inspirację), zawarł w swym komentarzu, dającą wiele do myślenia pointę: czy w przypadku doboru perfum, warto iść pod prąd? Generalnie chodziło o to, że ultra samczy Kouros przeszedł w jego przypadku zupełnie bez echa, za to za lekkie i słitaśne casualowce momentalnie zbierał komplementy od pań – dopytujących: co to za nowa, fajna* woda?… Koronne… czyżby więc sława i tupet YSL Kourosa przebrzmiała, zdewaluowała i zestarzała się mentalnie do cna – a jego archaiczne brzmienie na nikim już nie robi wrażenia?. A może nasze współczesne powonienia, wychowane i skalibrowane za sprawą dominującego w perfumiarstwie nurtu totalnej sielanki, nijakości i banału – nie są w stanie docenić nic, poza kanonem brzmienia, ewidentnie spreparowanym pod gusta masowe?. Wszak młode pokolenia nie mają pojęcia jak pachniały perfumy jeszcze 20 lat temu (mają prawo nie wiedzieć i za tym nie tęsknić) – bo obowiązujący kanon piękna, kroju i „fajności” perfum narzucają obecnie święcące rynkowe triumfy kompozycje komercyjne. Oczywiście Kouros to jawna skrajność, zapach bardzo specyficzny i raczej dla koneserów gatunku i wcale się nie dziwię, że większość ludzi odbiera go jako nieznośny fetor – zwłaszcza, że na przeciwległej szali wagi ustawiono również skrajność, czyli kompozycje pokroju Bleu, L’Homme i pierdylion innych infantylnych świeżaków.

Chanel - Bleu

*swoją drogą, gdy słyszę określenie „fajny” w kontekście perfum, nóż mi się otwiera w kieszeni. Fajne to mogą być promocje z darmowymi sosami do pizzy, popowa piosenka w radio, albo zapach płynu do zmiękczania tkanin, ale nie dobre perfumy!

By zająć stanowisko w tej sprawie, wpierw trzeba sobie samemu odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie: czy perfumujemy się dla siebie, czy dla kogoś? Jeśli dla siebie, polegajmy wyłącznie na własnych gustach i nośmy co dusza zapragnie, ale w przypadku gdy zapach ma zrobić wrażenie na innych (co przyświeca około 85% populacji samców), warto nosić to co wpadnie w nos większości, np. Chanel Bleu. Umówmy się, większość facetów używa i dobiera perfumy pod tzw. „spódniczkę” gdzie najważniejszym kryterium wyboru jest to – jak bardzo (czy) zapach (s)podoba się płci pięknej, choć i tu można się nieźle sparzyć. No bo jak zwrócić uwagę na faceta, gdy wszyscy wokół pachną niemal tak samo?…

reklama Chanel - Bleu

Wyznam, że od samego początku miałem do Blech, o pardon Bleu nie tyleż stosunek ambiwalentny, co po prostu byłem na nie! i konsekwentnie nie zawracałem sobie nim głowy. Jakim prawem duma i chluba europejskiego perfumiarstwa, jedna z nielicznych marek, wciąż trzymających fason – śmie wypuszczać beznamiętne siuśki, wykreowane w celu podbicia serc min. pań z biura tarana63?. Jak bardzo Chanel musi być zdesperowane lub niepewne swej pozycji, by rzucić się w pogoń za „patykiem” z resztą koniunkturalnej watahy?. Umówmy się, czasy oldskulowych killerów, siekier i wód po goleniu, których mógłby używać Kojak, Don Johnson z Miami Vice, McGyver i Tango&Cash już dawno minęły, wraz z upadkiem Muru Berlińskiego, przenośnymi odtwarzaczami CD i stylówami, a’la gwiazda Disco Polo. Tyle, że to co zaprezentowało tymi perfumami Chanel, to kolejna skrajność. I pomimo upływu kilku lat od premiery i tego że przez te lata moja postawa względem mainstreamu znacznie złagodniała – wciąż uważam że jak na Chanel, a zwłaszcza Polge’a, to skandalicznie słabe perfumy. Ale co się dziwić skoro ich potencjał i poziom celowo zaniżono dla uzyskania maksymalnych przychodów. Nie mam do Polge’a pretensji, w końcu jako nos na etacie, robi to co mu karzą. Lecz o ile jestem wstanie wybaczyć potknięcie każdemu producentowi perfum, to celowego zaniżania lotów w celu zwiększenia sobie wpływów, puścić płazem nie potrafię.

Chanel - Bleu box

Otwarcie Bleu, jak przystało na zapach skrojony tak by podobać się wszystkim, ma wprost prześliczne. Wszak otwarcie to reklamówka perfum, jakże ulotna i myląca – ale 90% ludzi i tak kupuje zapach wyłącznie w oparciu o wrażenia z tej swoistej „reklamy” zapachu i na tym aspekcie, mam wrażenie najbardziej się skupiono. Przepiękne soczyste cytrusy, aromatyczny i bardzo ciepły imbir oraz przydające odrobinę lotnej świeżości mięta, a różowy pieprz szczyptę pikanterii – wykreowały szalenie przyjemne i wciągające środowisko, więc wcale się nie dziwię, że zapach psiknięty i wąchany z blotera (który przekłamuje i nienaturalnie wydłuża życie tego akordu) przekona do siebie wąchającego. Niestety później jest już tylko coraz gorzej. Tutejsze drewna i inne wypełniacze pachną równie homeopatycznie i zdawkowo, jakby owinięto je folią spożywczą i podetknięto komuś pod nos do wąchania.

Chanel - Bleu reklama

O ile w początkowej fazie zapach pachnie pięknie, wyraziście, dźwięcznie i bardzo świeżo (całą robotę odwalają cytrusy, imbir i mięta), to już po zaledwie godzinie (i dalej w czasie) – zamienia się w niemal bezkształtną, smętną i pozbawioną polotu smutę. Już po dwóch godzinach, gdy przebrzmią ostatnie dźwięki dźwięcznych cytrusów, kwili marudnie, blisko skóry i próbuje prężyć swe rachityczne, przyprawowo drzewne muskuły – przypominające kształtem profil czoła u szczura. Może to i porwie niewiasty rozmiłowane w mdławej i bezpłciowej słodyczy YSL L’Homme, bo pseudo drzewno przyprawowy Bleu, to ten sam poziom beznamiętności. Coś czuję że Bleu to taka bezpośrednia odpowiedź Chanel na YSL L’Homme, jak swego czasu Antaeus, na wspomnianego wcześniej Kourosa. Pewnie ktoś u Chanel pomyślał, zróbmy coś dla pieniędzy i wykreowali zapach tak bardzo pozbawiony wyrazu, neutralny i nijaki, że niemal każdy powie iż jest „fajny„, ale nic więcej. Zresztą mam wrażenie, że powstaniu Guerlain Ideal przyświecała dokładnie ta sama idea. To ma pachnieć, milusio, beznamiętnie, banalnie i tak zdawkowo na ile to możliwe. Co by na pewno nikogo nie odstraszyć i urazić zdefiniowanym bukietem i tym samym odstręczyć jakiegokolwiek potencjalnego nabywcę.

Chanel - Bleu konferencja

Nie twierdzę, że to ma być ukręcająca nozdrza siekiera, morderczy kafar (pokroju pierwszego Egoiste), od którego projekcji pękają lustra w łazience – ale niech to przynajmniej jakoś pachnie!. Bezkształtny, cichy, nijaki i skrajnie przygaszony bukiet Bleu, to coś czego nie sposób zapamiętać. W pogoni za poprawnością polityczną i przypochlebianiu się każdej możliwej grypie nabywców, od licealisty po emeryta – zapomniano iż perfumy powinny mieć też coś takiego jak swoistość, charakter i charyzmę, której ewidentnie tu zabrakło. A przecież da się zrobić delikatne i dyskretne perfumy pokroju Cartier Roadster, Prada d’Infusion Homme, Guerlain L’eu Boisee, D&G The One Gentleman, Hermes Eau Tres Fraiche, Lempicka Illusions Noires, Lacoste Essential, Biagiotti Essenza di Roma i CK Eternity, które pomimo swej filigranowości są absolutnie niepowtarzalne, wysmakowane, szykowne i zapamiętuje się je od pierwszego niucha. W tym akurat przypadku absolutnie nie opłaca się przepłacać za Chanel, bo po pierwsze nie mamy napisane na czole, że pachniemy Chanel – a po drugie tego samego, niezbyt górnolotnego szyku, zadamy czymś o połowę tańszym i prawdopodobnie będzie też trwalsze od Bleu.Chanel - Bleu EdT

rok powstania: 2010

nos: Jacques Polge

projekcja: wpierw dobra, później blisko skórna

trwałość: słabowita, a jak na półkę Chanel, mierna

Skład: labdanum, gałka muszkatołowa, imbir, drzewo sandałowe, paczula, mięta, jaśmin, grejpfrut, cytryna, wetyweria, kadzidło, cedr, różowy pieprz,

Reklamy

Responses

  1. Szanowny Pirathcie, z niemałą uciechą ujrzałem Twój nowy wpis o Bleu de Chanel, a to za sprawą wnikliwej analizy którą prowadzę od pewnego czasu and tym pozbawionym polotu i wyrazistości pachnidle. W pełni podzielam Twoje zastrzeżenia co do swoistego rodzaju asekuratywności tego zapachu i prostoliniowości aby uzyskać możliwie najbardziej efektowne zbilansowanie i wpasowanie się w aktualne potrzeby rynku. Projektowanie przypomina mi gorset który musi być na tyle dobrze ściśnięty aby nie można było o pojawiających się akordach powiedzieć nic złego. Dla mnie jest to można by rzec wieczorowa wersja Allure Homme która również projektuje jednostajnie i nazbyt syntetycznie, nie ma projekcji która uwalnia poszczególne akordy dając im się wyszaleć w pięknej harmonii i cudownej głębi. Jednak nie zgodzę się zdecydowanie do Twojej wycieczki w stronę YSL L’Homme której jestem gorliwym wielbicielem 😉 Dla mnie to nie uzasadniona analogia. Cóż mam poradzić, że przepadam za słodziakowatymi pachnidłami.. Mim zdaniem Bleu to jakaś alternatywa którą nazwałbym świeżakiem ale na wieczór (chyba taka kategoria nie takiego nie istnieje ;)… Poszedłbym w stronę dywagacji że jest to odpowiednik Allure, które jest uniwersalnym casualowcem do stosowania na co dzień. Tak tutaj widzę że Bleu został predestynowany zdecydowanie na porę kiedy słońce chowa się za horyzontem. Nawet bym się odważył porównać go do wieczornej wersji Aqua di Gio. Więcej porównań robić się nie odważę ponieważ w gruncie rzeczy jestem początkującym i dopiero co raczkującym perfumomaniakiem i znam nie wiele zapachów… 🙂 W każdym razie, jeśli chodzi o mnie to zapach mi się generalnie podoba, jest okej, nie mówię że nie, ale bez fascynacji. Zauważ Pirathcie że zdecydowana większość konsumentów płci męskiej nie dokonuje tak głębokiej refleksji nad tym, czy woda jest gustownie skomponowana, ma wyrafinowaną grę akordów i zadowalającą projekcję… 🙂 Mówimy tutaj o ścisłym gronie ludzi, dla których perfumy znaczą coś więcej niż tylko psik psik 😉 Tutaj wkrada się ten subiektywizm który spycha Bleu do jakiegoś „ochłapu” dla ciemnego ludu i jest w tym sporo prawdy ale nie każdy lubuje się w Egoiscie lub M7 albo Diorze Homme Parfum 🙂 Tak na marginesie zastanawiam się nad kupnem wersji Dior Intense ale martwi mnie to że nie ma tego pięknego dynamizmu między otwarciem, sercem a bazą… Podsumowując na pewno Bleu nie jest warty tyle kasy!!! Już lepiej sprawić sobie odlewkę która posłuży w zasadzie na każdy wieczór bez względu na porę roku. Tak na koniec Pirathcie, mały błąd ortograficzny w słowie „karzą” trzy linijki nad zdjęciem z Bleu wraz z pudełeczkiem. Pozdrawiam pięknie! 🙂

    • Ekhm Chanel Allure to naprawdę dobre perfumy a w zestawieniu z Bleu, wręcz wybitne. Na wieczór powiadasz, bo tak zasugerowałeś się reklamą? 🙂 No cóż, ten zapach ledwie daje radę wykrzesać coś z siebie po 2-3 godzinach, więc jego wybitnie zdawkowa i casualowa natura nijak nie wpasowuje się w krój i cechy zapachu sygnowanego na wieczór. Wtenczas nosi się coś bardziej wyrazistego, coś wybitnie wieczorowego, z charakterem, a tych cech próżno w Bleu szukać. Wybacz mi mój autokratyczny ton, ale może właśnie przez to że zetknąłem się z tak wieloma zapachami, zdawkowy i nijaki bukiet Bleu nie zrobił na mnie żadnego wrażenia i choć minęło raptem kila dni od wpisu – wciąż/jeszcze pamiętam jedynie jego otwarcie. Dowodzi to tezie, że ciężko zapamiętać coś nijakiego a jeszcze trudniej zrobić tym na kimś wrażenie. Ja nie mam nic do lekkich i lotnych casualowców oraz świeżaków, sam chętnie po nie sięgam, ale każdy z nich ma coś w sobie, a tego w Bleu po prostu nie ma. Zapach wcale nie musi być siekierą, by zrobił ważnie na innych, po prostu musi mieć to coś co sprawi że zostanie zapamiętany, a zapamiętać Bleu po prostu nie potrafię i nie chcę. Jest masa dużo ciekawszych i lepiej skomponowanych perfum, stąd moja teza by nie tracić na Bleu uwagi. również pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. Tak narzekacie na Bleu EDT, powąchajcie sobie Bleu EDP – to jest dopiero katastrofa!

    Bleu mam na półce drugi raz, po zużyciu pierwszego flakonu miałem niesmak, ale potem zaczęło mi go brakować.

    To jest po prostu Chanel mniej wymagający, do bólu „mainstreamowy”, ale z drugiej strony – bardzo podobający się ludziom. Wiele razy słyszałem już komplementy, że pięknie pachnę i pytanie – czym.

    Ja akurat mam dni, kiedy czuję w nim wyraźnie imbir, pieprz i kadzidło, ale są też dni, kiedy wszystko pachnie jednostajnie i „dezodorantowo”. Przyzwyczaiłem się do tego.

    Denerwuje mnie cena – najkorzystniejsza jest w przypadku zakupu flakonu 150 ml – ok. 2,3-2,4 zł/ml. 300 zł za 100 ml nie dałbym nigdy w życiu. 250 – jeszcze tak.

    Piracie – powąchaj sobie wersję EDP tego zapachu – to jest dopiero masakra i katastrofa!

    • he he Marcinie, wiem 🙂 dlatego postanowiłem opisać je chronologicznie, by móc jakoś nawiązać, a przynajmniej spróbować 🙂

  3. „jedno zasadnicze pytanie: czy perfumujemy się dla siebie, czy dla kogoś? ”

    Odpowiedź wydaje się prosta – dla siebie, ale z uwzględnieniem ekosystemu w jakim żyjemy.
    Bo co się stanie, kiedy bardzo odpowiada nam zapach zgliwiałego sera?
    I ta odpowiedź wydaje się prosta – wyjdziemy na niedomytego dziwaka 🙂
    Dla siebie, to możemy się swobodnie ubierać i dobierać potrawy. Pod warunkiem, że nie będą to gągle z nosa, spożywane na oczach innych.. 🙂
    Pozdrawiam…

    • Jeśli perfumuję się dla siebie, to mam gdzieś gusta i odczucia ekosystemu – a jedynym kompromisem i gestem pojednawczym w jego kierunku, jest w mym odczuciu powściągliwa aplikacja noszonych przeze mnie perfum. A jeśli ktoś przekroczy moją strefę intymną i zapach moich perfum (niech Ci będzie, o zapachu długo gliwiejącego Cheddara) mu przeszkadza – to już jego problem, że zbytnio się zbliżył. To oczywiście truizm, choć nie dla wszystkich oczywisty, że moc i projekcję perfum można precyzyjnie regulować ilością psiknięć – więc mogę nosić nawet killera, bez obawy że wyrządzę nim komuś krzywdę na psychice. Zdaje się, że tego aspektu w ogóle nie bierzesz pod uwagę, a woń czyichś rachitycznych siuśków, acz psikniętych w ilości 10-15 chmurek, również do przyjemności i taktu nie należy 🙂
      Czochrając z sympatią Twą brodę, pozdrawiam i jak zwykle miło było Cię przeczytać 🙂

  4. Bleu de Chanel bez polotu? A co Wy uważacie za polot? Zapach przepoconego drwala zlanego Kourosem, walącego na kilometr tak, że wiewiórki zdychają, a zające przestają się mnożyć?
    Tak bardzo rozsmakowaliście się w killerach z lat 70′ i 80′, że każdy subtelniejszy zapach wydaje się być bez polotu?
    Zrozumiałbym, gdybyście pracowali po 12 godzin na stacji benzynowej. Praca w takich warunkach potrafi rozregulować powonienie, ale na Boga, piszecie o zapachu, który cieszy się ogromną popularnością właśnie dlatego, że jest świetnie skomponowany.
    Bleu akurat idealnie oddaje trendy zapachowe naszych czasów. Nie jest inwazyjny, ale przy bliższym kontakcie z jego nosicielem, czuć… intymne piękno. Bleu roztacza misterną, delikatną aurę. To Chanel. Ekstraklasa w kwestii zapachowej i lata doświadczeń. W Biedronce tego nie kupicie.
    Ale skoro wolicie coś na kształt potężnego pierda w miejskim autobusie, Wasza sprawa.
    Moda na krzyczące zapachy dawno minęła. Resztki fanów ostały się jeszcze na wsi ( zapomniane prezenty od wujka z NRF), w małych miasteczkach ( idealnie komponują się z białą, poliestrową koszulą, krawatem i kościołem), i na forach zapachowych 🙂
    I naprawdę nie mogę już czytać tekstów, że tylko lemingi kupują 1Million, Bleu, Allure Homme Sport, czy inne perfumeryjne hity, bo się nie znają.
    Kupują, bo im się zwyczajnie PODOBAJĄ.
    Lansowanie bubli, lub zapachów sprzed kilkudziesięciu lat jest po prostu śmieszne. Czas najwyższy wyjść na ulicę, i przekonać się, że mamy rok 2015 a nie 1976.
    Czytając peany na temat Kourosa czy stetryczałego Quorum wnoszę, że zamiast mainstreamowej Toyoty czy Forda, jeździcie Zaporożcem, bo ten zdecydowanie nie jest popularny, i pięknie koresponduje z unikatowym (w tych czasach) Quorum…
    Uniosłem się. Przepraszam i pozdrawiam 🙂

    PS. Sorry Drogi Pirathcie, ale pozwolę sobie wkleić link do mojej szerszej wypowiedzi. Mam nadzieję, że mi wybaczysz 🙂

    http://roqfort666.blogspot.com/2015/04/na-co-komu-fora-zapachowe.html

    • Idę o zakład o moją śmieszną emeryturę za jakieś 30 lat, że o Bleu i mu podobnych, za jakieś 20-30 lat nikt nie będzie nawet pamiętał. Jako zapach beznamiętny, nijaki, pozbawiony polotu i skrajnie koniunkturalny, przejdzie zupełnie bez echa i nikt tego nie zapamięta, ani nie zatęskni. Chyba jest coś na rzeczy, że wciąż pamięta się i widzi w sprzedaży klasyki z przed 20-30 lat, które choć często poddawane reformulacji/odmłodzeniu – wciąż stoją na półce, więc jednak ktoś je pamięta i z rozmysłem kupuje (wszak przemysł i biznes nie robi tego z filantropii). Ponadto wciąż odnoszę wrażenie, że frustracja i nienawiść do mocnych zapachów, która Cię zraziła do for perfumeryjnych, przesłania Ci racjonalne spojrzenie na kompozycje mocne i wyraziste. Pomijając nieśmiertelne gusta, one nie są złe i wcale nie pachną jak pierd, gdy używać ich z rozmysłem i powściągliwe. Kluczem do sukcesu jest tu, jak ze wszystkim umiar i jeśli potrafisz obejść się z umiarem z atomizerem, powszechna zagłada od Twych perfum nikomu nie grozi. A zapewniam Cię, że nawet używając stosunkowo lekkich siuśków, acz użytych w nieprzyzwoitej ilości, efekt będzie podobny, choć bardziej nijaki – zupełnie jakbyś wypsikał całą puszkę odświeżacza do toalet. 🙂

      Roq, demonizujesz i uderzasz w skrajności. Uwziąłeś się tych zapomnianych killerów, aka Kouros zupełnie jakbym wypinał pierś w ich bezwzględnej obronie. Napisałem, że ten zapach (Kouros) to skrajność i nie wymagam uwielbienia dla tego rodzaju perfum, ale nie zapominaj że są gusta i guściki. To, że akurat Tobie odpowiada beznamiętny, jałowy i po prostu byle jaki krój Bleu i wód współczesnych i prywatnie, z lubością pławisz się w ich lekkim bukiecie – wcale nie znaczy, że inni też muszą przyjmować wszelką koniunkturalną chałturę, jako obowiązujący standard. Jeśli lubisz takie siuśki to spoko, ale moją intencją jest zwrócenie uwagi i zainteresowanie ludzi czymś co na 99% nie zostanie im pokazane przez uroczą konsultantkę, więc są nadal skazani na zakup jakiejś komercyjnej szmiry z Top 10. Niech ludzie sami wybiorą, czy chcą pachnieć beznamiętnym kompocikiem od któregoś z tuzów lekkostrawnego mainstreamu, siekierą rodem z lat 70-80, albo czymś pomiędzy. Czymś co ma charakter, jest swoiste, niepowtarzalne, co zachwyci swym wyrafinowanym i specyficznym bukietem – wreszcie czymś co pachnie zauważalnie inaczej niż skrojone na miarę gustu ogółu, szczyny. Owszem gusta nabywców przez ostatnie dziesięciolecie się zmieniły, ale nie uległy aż takiemu spłyceniu i dewaluacji – jak skierowana do nabywców oferta, która mam wrażenie znacznie ten proces przyśpieszyła, odgórnie nazbyt upraszczając kompozycje zapachowe. Jeszcze nie spotkałem się z sytuacją, by klient perfumerii, mając do wyboru piękny zapach mało znanej marki i tandetne g…. od powszechnie znanego producenta, wybrał to drugie – oczywiście jeśli dać mu wybór i trochę czasu na zastanowienie.

      Trendy powiadasz? te same które lansują faceta w obcisłych rurkach, brodzie, śmieszną fryzurką i torebką? Proszę od kiedy trendy i lobbing z nimi związany jest rzetelną miarą i wymiernikiem potrzeb, jakości i dobrego smaku? Masz rację to nie lata 70-te, ale to wcale nie znaczy, że można robić z ludzi idiotów, jak Apple, wciskając im sromotnie przepłacony produkt, który jakością i finezją nijak nie odstaje od taniego dezodorantu z Biedronki. Roquorcie Ty ciągle zapominasz że o doborze perfum mają decydować subiektywne gusta i preferencje nabywcy, a nie trendy, media, lobbing, które nie mają nic wspólnego z sygnowaniem i lansowaniem rzeczy tego wartych. Komuś po prostu na tym zależy (lobbistom i reklamodawcom), a spece od marketingu aż się spinają by opakować każde skrojone z myślą o zyskach g…. w pozłotkę i wmówić zmanipulowanej gawiedzi, że to coś dobrego, bardzo markowego i właśnie tego potrzebowali do szczęścia. Niestety żyjemy w czasach gdy nacisk kładzie się wyłącznie na promowanie marki i logotypu, a nie realne udoskonalanie i ulepszanie produktu, bo łatwiej iść na łatwiznę i zrobić coś z niczego, ubrać w szumną ideologię, podlać amazingiem i wydać budżet Paragwaju na reklamę, bo tak jest po prostu prościej. Broniąc tego rodzaju chałtur (np. Bleu, co przychodzi łatwo, bo sam lubisz tego rodzaju bezpłciowe kompociki) dajesz w pysk producentom którzy przynajmniej wysilili się, by stworzyć coś nowego, innego, z charakterem i bynajmniej nie archaiczne killery mam tu na myśli. Bronisz chały, tandety i przysłowiowego fastfooda, stawiając go wyżej niż danie ugotowane przez prawdziwego szefa kuchni, no ale co kto lubi… Wreszcie (gwoli fenomenalnej sprzedaży tego badziewia) tego fastfooda masz wyeksponowanego w każdej perfumerii na honorowym miejscu, a żeby kupić takiego Cartier Roadstera, czy Guerlain Vetiver – musisz pofatygować się do regału, odkurzyć dawno zapomniany tester i sam spróbować co to takiego… i co to takiego ten Cartier?… Boss, Lacoste, Armani, Davidiff, Chanel, CK, Puma, Gucci, Adidas, to są znane marki! 🙂

      Nie jestem wrogiem lekkich zapachów o czym doskonale wiesz (wszak mam ze 30 flakonów lekkich świeżaków i casualowców, czyli 1/3 kolekcji), ale nie mogę napisać nic dobrego o zapachu, który jest po prostu nędzny, słaby, nijaki, byle jaki i pozbawiony wyrazu – a takie Chanel Bleu po prostu jest, koniec i kropka. Ty ani nikt inny nie musisz się ze mną zgadzać, wszak są gusta i guściki, ale nazywajmy rzeczy po imieniu. W porównaniu z równie lekkim Biagiotti Essenza/Mistero Di Roma, banalny i homeopatyczny bukiet Chanel Bleu to po prostu drwina z potencjalnych nabywców tego badziewia. No ale nazywa się Chanel i dzięki jego z rozmysłem spłaszczonym i spłyconym bukietem, łatwo go sprzedać, bo nie trzeba wnikać w gusta i preferencje nabywcy. To trochę jak z samochodami. Można wyprodukować kolejnego Passata, Octavię, Superba, których linie nadwozia mają z założenia spodobać się wszystkim – a można skroić coś bardziej wyrafinowanego, z polotem i charakterem jak, BMW M6, Audi A7, Merc CLS, Pasek CC. Coś co jest wciąż piękne, szykowne, eleganckie i funkcjonalne, a jednak ma swój charakter i nie gubi się w tłumie niemal identycznych japońskich hatchbacków. Bleu to taki kolejny nieśmiertelny Passat w kombiku i ekonomicznym silnikiem 1,9 TDI, ale w cenie i oprawie jak za ekskluzywnego niemieckiego sedana w klasie premium. No ale kto Ci zabroni jeździć Golfem za ćwierć miliona i ponaśmiewać się z frajerów jeżdżących Bentleyem, Alfą, Subaru, Volvo, Jaguarem i S klasą? 🙂

      p.s. oczywiście nie cenę i prestiż marki mam tu na myśli, lecz niepowtarzalną, ponadczasową, charakterystyczną, swoistą i wysmakowaną linię nadwozia – ale co tam, dziesiątki milionów posiadaczy Passatów i Golfów nie może się mylić 🙂

      p.s.2. żeby nie było, sam mam Golfa – ale dla mnie auto to środek lokomocji a nie przedmiot, którym podkreślam swój stan posiadania, leczę kompleksy i podreperowuję ego… 🙂

      tym niemniej dzięki za odwiedziny i jak zawsze miło Cię przeczytać 🙂

  5. Grube słowa powyżej więc Ja napiszę tylko tyle że przetestuję, chociaż przeczuwam że moje odczucia, ‚niestety ?’ w większości pokryją się z Twoimi…

    • przekonaj się zatem sam jak się rozmienia swą wielkość i ideały w imię mamony 🙂 oni nawet się nie postarali, by to przypominało coś z klasą 🙂

  6. „To Chanel. Ekstraklasa w kwestii zapachowej i lata doświadczeń.” – tak było kiedyś. Teraz Chanel (mam na myśli obecne męskie wypusty, zwłaszcza ostatni – bohatera wątku) to badziewny i cholernie drogi mainstream.

    Oczywiście, można powiedzieć, że Antaeus, Egoiste, Platinum Egoiste, seria Allure trzymają poziom. Tylko, że Bleu EDP ten poziom obniża…

    A EDT nie jest nędzny. Powinien być tańszy, ale jest naprawdę solidnym zapachem…

    • I tego właśnie boję Marcinie, że Chanel też się skończyło i teraz będą się ścigać z YSL w walce na pnące się słupki sprzedaży, zalewając rynek pierdylionem nic nie wnoszących, pachnących nijako i banalnie siuśków, aka rodzina L’Homme. W moim odczuciu wersje EdP zawsze pachną słabiej i gorzej niż wersje EdT, więc Twoja reakcja na tego pierwszego jedynie może potwierdzić moje własne przypuszczenia. A swoją drogą jak można jeszcze bardziej spłycić coś tak dennego? Cenę ma absurdalną jak na poziom który Bleu sobą reprezentuje, no ale to Chanel, które już sobie wychowało klientelę, że tanio nie jest – a teraz pora na odcinanie od tego kuponów…
      solidny powiadasz? rozumiem że to był sarkazm 🙂

  7. Z Waszych wypowiedzi można wysnuć wniosek, że swoją ogromną popularność, Bleu de Chanel i inne rynkowe hity zawdzięczają głównie debilom, którzy po prostu nie znają się na zapachach…
    A czy można znać się na zapachach?
    Bo czy można piętnować ludzi za, że wolą jeść salami, zamiast ogórka kiszonego, bo uważacie się za znawców potraw?
    Skoro większość wyżej ceni Bleu od Quorum, to chyba ma swoje powody?
    A teza, że to konsultantki Douglasa wciskają im te chanele prawie siłą, jakoś mnie nie przekonuje. Darmowe próbki i owszem, wezmą, ale Polak te swoje ciężko zarobione parę stów długo miętosi w dłoni, zanim je wyda.
    Jeśli nie znoszę krewetek, to ich nie kupuję. Proste? To samo dotyczy zapachów…

    Pozdrawiam

    • Roq nie nakręcaj się tak.
      Mi się Bleu podoba bardzo, ale nie muszę się tym tu chwalić (to chyba nie stosowne miejsce) ;D.

      Niestety mamy tak (nie wiem czy jako ludzie, czy jako naród), że wolimy ganić niż chwalić.
      Więc taka recenzja i podsumowanie tego zapachu to raj dla malkontentów, gdzie można ponarzekać do woli (choćby na cenę).

      Myślę że bierze się to też z rozczarowania jakiego doznaje część osób „delektując” się nowymi wypustami marek uznawanych za synonim słowa „perfumy” jak Chanel, Armani czy YSL (które bierze się z kamieni milowych przemysłu perfumiarskiego jakie te firmy wydały w przeszłości).

      • bo zaraz trafisz na cenzurowania, za rozprawianie herezji o Bleu 🙂
        Oczywiście łatwiej jest ganić niż chwalić, ale tu naprawdę nie ma czego chwalić i czasem trzeba walić tę smutną prawdę prosto w oczy, nawet jeśli ona kogoś urazi, ale mam to gdzieś. Cena to tylko jeden z aspektów, ale zauważ że ja nie na cenie, tylko skandalicznie tanim i nijakim brzmieniu skupiłem całą moją agresję, frustrację i organiczną niechęć do tych perfum. Pewnym markom tego rodzaju zagrywki nie przystają i ujść płazem nie mogą – choćby dla naszego, klientów dobra.

    • W skrócie? tak… Ludzie sugerują się marką, wierzą ufnie że taka figura jak Chanel zna się na rzeczy i na pewno ich nie wydyma… a jednak, wydymało i to za taką kasę, że aż głowa boli. W przypadku jakiegoś mainstreamowego giganta jeszcze byłbym w stanie zrozumieć tak porażająco niski poziom tego zapachu, ale w przypadku Chanel nie potrafię. Te perfumy pachną tak, jakbyś poszedł do wytwornej restauracji z gwiazdkami Michelina i dostał na kolację kebaba z budy za rogiem. Pewnie, że większości to będzie smakowało, wszak Bolandia kebabem stoi jak długa i szeroka – ale chyba nie chcesz mi wmówić, że jest to wirtuozeria i szczyt kulinarnych osiągnięć, za które płacisz jak za homara i Don Perignon?…

      Ależ mój drogi jedz ogórka kiszonego i zagryzaj go kromką chleba ze smalcem lub pasztetową, ale nie ograniczajmy się do tego poziomu i nie sugerujmy wszem i wobec że jest to super, top wyżyny i w ogóle cudo objawione. To fajnie że Ci to smakuje i jedz na zdrowie, ale nie spłycajmy osiągnięć i możliwości szefa kuchni do serwowania tak prostego jadła i wmawiania ludziom, że to wszystko na co nas stać i chcemy zamówić do jedzenia. W obliczu Bleu 300 lat najwyższych lotów perfumiarstwa właśnie poszło się paść – bo ktoś uznał, że na prymitywizmie lepiej się wychodzi i zarabia. Masz rację, polak za swoje ciężko zarobione pieniądze zasługuje by naprawdę pachnieć dobrze, a nie jak wodą z drogerii/bazaru za 20 zł. Też lubię od czasu do czasu przekąsić kebaba, albo przaśnego schabowego z kapustą, ale jestem daleki od narzucania ludziom tezy, że to crem de la creme kuchni/perfumiarstwa i na tym powieliśmy poprzestać, w dodatku płacąc za tego kebaba równowartość kolacji w Londynskim Savoy’u 🙂 również ciepło pozdrawiam

  8. „jedno zasadnicze pytanie: czy perfumujemy się dla siebie, czy dla kogoś? ” niedawno myślałem o tym kilka razy i odpowiedź jest zawsze prosta: dla siebie
    dla mnie stosowanie perfum jest podpisem, naszą sygnaturą, sprowadzanie ich do roli narzędzia uwodzenia jest dla mnie tak słabe ze nie chce mi sie nawet na ten temat rozwodzić.
    ale sorry, nawet jak ktoś idzie na dicho powyrywać panienki to sam wybiera: wypachnić się dla wszystkich głupiutkich, czy dla tej jednej, która skusi sie na indywidualzim?

    • myślę podobnie, zapach ma wyrażać mnie, a nie przypodobać się ogółowi. A w kontekście zwrócenia na siebie uwagi zapachem, wolałbym wyrwać na zapach tę jedną jedyną, niż wpaść w oko całej reszcie 🙂

  9. A wiecie że Pirath podobno wrzuca ostatnio na dicho Beckham – Intimately Men 😉
    No i ta jedyna wcale nie musi być mądrzejsza… nie na tyle by dostrzec w macho – tonkowym, imprezowym bełkocie jak on pachnie Incense Normy Kamali 🙂

    • A co Must de Cartier mu się skończył ? ;P

      • podobno wciąż posiada oba 🙂

    • bardziej skłaniałbym się ku tezie, że na Normę Kamali prędzej zwróci uwagę kobieta bliska mym własnym preferencjom, niż stadko panienek lubujących się w ciasteczkowych słodkościach 🙂

  10. Nie wiem czy, ale mnie już dawno… A ty co narobiłeś, przypomniałeś mi i teraz okropnie tęsknie. Must upolować flaszkę jednego z najpiękniejszych pachnideł jakie znam 😉

  11. Roq moim zdaniem ma rację. Celem produkcji perfum jest ich sprzedaż. Zwłaszcza w branży perfumeryjnej wydaje się że, sprzedaje się to się ludziom podoba.

    • Nie do końca, wiele ludzi nie kupiłoby zapachu x, gdyby nie flakon z napisem Armani czy Chanel, nie zapominajmy o snobach.
      Myślę również, ze marki typu Chanel, Dior itd powinny mieć wyższe aspiracje niż to, żeby produkt sie sprzedawał. To tak ogólnie.
      Nie wiem jak jest z samym Bleu, bo nie znam

      • Dokładnie. Chanel perfidnie i z rozmysłem wykorzystało swoją pozycję, rozpoznawalną markę i otoczkę luksusu, dając ludziom w ręce koniunkturalnego gniota o skandalicznie podłych parametrach. Francuzi mają takie powiedzonko noblesse oblige (szlachectwo zobowiązuje) i Chanel zdaje się zapomniano tego credo….

    • Owszem, ale za wszelką cenę, byle jak i na odczepnego? Nikt mi nie wmówi, że te perfumy to wirtuozeria i szczyt możliwości, bo te z rozmysłem zaniżono i spłycono w imię zysków. Ale jak lubisz być potulną owcą, która zje wszystko co jej koncern rzuci, proszę bardzo 🙂 Wielu producentów upraszcza swoje perfumy z myślą o przypodobaniu się jak najliczniejszemu gronu nabywców, ale to co zrobiło Chanel to po prostu kpina i robienie z ludzi frajerów, którzy zaufali marce i sromotnie za to przepłacą, bo przecież to Chanel i nikt się w tym tanim przekręcie nie pokapuje 🙂 Produkt ma się podobać przede wszystkim klientowi, a w związku z pozycją i dorobkiem jego wytwórcy – powinien być jak najlepszy, mieć jak najlepsze parametry i jakość, a nie skrojony tak by sprzedać go jak najwięcej. Chanel to ikona, a ikony nie mają prawa odstawiać takie maniany, bo tylko s… ludziom w głowach, wmawiając że pierwsza z brzegu chałtura to arcydzieło – wszak ludzie są wpływowi na takie zagrywki i to jest w moim odczuciu najbardziej naganne przewinienie tej marki. No ale ja jestem tylko niepoprawnym idealistą, gdy triumfy święci marketing 🙂

  12. Tak sobie tylko przechodziłem, i chciałem zwrócić uwagę, że ten prostacki, do bólu mainstreamowy, mało wyrazisty, nudny, pozbawiony jaj, i ogólnie kiepski i nieudany zapach, który kupują tylko debile pozbawione gustu, zostały docenione nie tylko przez miliony zadowolonych klientów.
    Bleu de Chanel jest tak perfidnym zapachem, że zdobył nawet parę nagród.

    Na przykład FiFi Award 2011

    http://www.gq-magazine.co.uk/style/articles/2011-04/15/gq-grooming-fifi-fragrance-perfume-awards-2011-chanel-bleu

    Docenili go także niedorozwinięci Kanadyjczycy…

    http://cosmeticsmag.com/news/2015/4/winners-of-the-2015-canadian-fragrance-awards

    …czy zupełnie pozbawieniu smaku Włosi…

    http://www.magiconline.com/news/accademia-del-profumo-reveals-2014-award-winners

    Oczywiście, my Polacy wiemy lepiej, jaki zapach jest wartościowy, a jaki nie. Nagrody te to tylko spisek i zmowa koncernów kosmetycznych, zaś w jury siedziały konsultantki z Douglasa i Sephory z listą, jakie zapachy mają promować…
    Bo tak naprawdę, Bleu de Chanel to kiepski zapach, tylko ludzie przesadzają z tą euforią.

    Życzę miłego dnia 🙂

    • Mój Ty kochany brodaczu, podchodzisz do tego zbyt personalnie – wyluzuj bo to tylko perfumy, a zaczynasz swą retoryką przypominać ortodoksa z forum perfumeryjnego, który obruszył się że mu skrytykowali ulubiony zapach 🙂

      Akurat wyróżnienie przez FIFI to nie jest dla mnie żadna nobilitacja, a dowód że zapach może być naprawdę drętwy, a już na pewno mainstreamowy do bólu. Chciałbym jedynie zauważyć, że wyróżnili też min. Gucci Guilty, Sean John I Am King, Bossa Bottled Night i V&R Spicebomb – a więc wyjątkowe, ultra komercyjne gnioty, co niezbyt dobrze świadczy o kwalifikacjach i intencji szanownego jury. Z tego samego powodu przestałem postrzegać nagrodę Nobla za nobilitację i prestiż – po tym jak nominowano do niej Hitlera i Stalina, a tego drugiego aż dwukrotnie 🙂

      Masz rację lobbyści i jury wszelkich konkursów gdzie liczą się wpływy i pieniądze na promocję wiedzą lepiej, co powinno mi się podobać 🙂 od tej pory przestaję zdawać się na moje powonienie i zaufam niezawisłemu wyborowi specjalistów od marketingu i ich lobbystom, bo przecież oni mają na uwadze wyłącznie moje dobro, a nie własne kieszenie… 🙂

      pozdrawiam 😀

      • Sean John Unforgivable wyróżnili. Nie I am the King. Swoją drogą I am the King został przez „P.Diddy zrobiony” z myślą o Muhamedzie Alim, Martinie L. Kingu i Baracku Obama (tak przynajmniej opowiadał w wywiadach).

        • jeszcze a propo Sean’a John’a, specjalnie dla pirath’a wrzucam ;D
          http://3am.seanjohn.com/

          • he he, sądząc po tym jak bardzo reklama odwraca uwagę od jej przedmiotu, coś czuję że to będzie kit, o pardon HIT 🙂

        • Przysięgłym że widziałem w nominacjach z ostatnich lat Króla, ale nie będę się spierał o tak nieistotną pierdołę, zwłaszcza, że oba cudem nie są 😉
          a już najmniej interesuje mnie ich marketingowa otoczka, która z samym produktem niewiele ma wspólnego, bo to tylko marketing i próba wykreowania dobrego pretekstu by coś kupić 🙂

  13. Faktycznie, niepotrzebnie się podniecam. W końcu, to co wywąchałeś w Bleu to Twoje osobiste wrażenia, i nie mam prawa podważać tego, co odbiera Twój (słodki i rozkoszny swoją drogą) nosek 🙂
    Podjąłem tylko walkę z propagatorami „złotej myśli”, która mówi, że im zapach popularniejszy, tym gorszy, oraz zwolennikami teorii spisku doradców w drogeriach… 🙂

    • dokładnie, to moja opinia i niekoniecznie ktoś musi ją podzielać 🙂
      p.s. zapomniałeś o dodaniu zgrabny i kształtny 😀
      A co do teorii spiskowej, to wybacz ale dopóki/jeśli ludziom płaci się procent lub premię od obrotu, trudno mówić o bezstronnym i rzetelnym doradztwie, gdy trzeba cisnąć na plan i realizować cele 🙂

  14. To jak by się miał do tej teorii Aventus i GIT?

  15. Cudowny Must deCartier rzecz jasna!.. Chociaż bardzo chciałbym zarzucić na siebie Normę którą to raz tylko z korka wąchałem, a że była na tyle intrygująca że nie sposób zapomnieć tego tąpnięcia…
    Tak stadko laluń zapewne wykorzystało by w amoku miotłę od czarownicy Kamali by uciec w popłochu… 😉

    • Norma jest przepiękna, do tej pory trzymam niemal pustą buteleczkę po jej odlewce, a która pomimo upływu lat wciąż niemiłosiernie daje czadu 🙂 To chyba jedyne ortodoksyjnie niszowe perfumy, które na ten moment naprawdę chciałbym świadomie i z premedytacją kupić i nosić 🙂

  16. GIT akurat ma się do tej teorii nijak, ale Aventus jak najbardziej.

    • Aventus to lekki zapach, lekki i niezobowiązujący, ale pomimo swej lekkości to naprawdę wybornie i diabelnie sugestywnie spreparowane pachnidło. I raczej wątpię by genezą jego powstania była chęć podbicia rynku słitaśnym kompocikiem, a bardziej tu celuję w szczerą chęć poszerzenia swego nieco poważnego i statecznego portfolio, czego świetnym przykładem jest właśnie GIT.

  17. ! 😀 do dzieła.

  18. Warto iść pod prąd. 🙂 Mam wersję wody perfumowanej tego zapachu i nie zawiodłem się na kupnie. Zapach utrzymuje się bardzo długo i polecam każdemu nowoczesnemu facetowi. Kilka kobiet w pubie mnie wąchały często więc byłem zadowolony 🙂

    • owszem czasem warto, ale nie kosztem zaklinania rzeczywistości… 😉

  19. Zastanawiam się skąd się wzięła u ciebie tak zła opinia o tych perfumach… Otwarcie może i jest płaskie i bez wyrazu, ale po jakimś czasie na mojej skórze wyłania się kadzidło, sandałowiec (znienawidzona przeze mnie nuta przez Brutala, ale tutaj to jakoś toleruję 😉 i korzeń wetywerii. Wszystkie te nuty tworzą bardzo oryginalną kompozycję. Wydaje mi się, że moja skóra to dziwna osobliwość patrząc na te wszystkie komentarze i recenzje…

    • To może być kwestia skóry, ale choć może zabrzmieć to nieskromnie, bardziej stawiałbym na obycie i oblatanie nosa. Znam już trochę perfum, wiem jak mogą i powinny pachnieć, więc Bleu nie jest tym na co stać markę kalibru Chanel. Śmiem twierdzić, że świadomie i z premedytacją zaniżyli poziom, podobnie jak ostatnio Guerlain i Dior, stąd taka a nie inna ocena.

      • W tym świetle muszę się z tobą zgodzić, poprzeczki jakoś wysoko sobie nie postawili. Bleu de Chanel jest przyjemny, ale też bardzo prosty, pachnie od początku do końca podobnie, jedyne co się zmienia to natężenie nut zapachowych. Ktoś nawet stwierdził, że jest w nim paczula i byłem prawie w stanie się z nim zgodzić… No, ale jednak nie. Jak ktoś tu wyczuł coś tak charakterystycznego jak paczula to jakby poczuł Patchouli Absolu to by mu chyba płuca wyrwało. 😉

        • Dla mnie te perfumy (w kontekście marki) są po prostu płytkie i banalne. Może i są przyjemne, ale zapachów przyjemnych i podobnie skrojonych są na rynku pęczki – więc nie wiem za co Chanel krzyczy za Bleu taką kwotę…

  20. Z mojego punktu widzenia, czyli z punktu widzenia kobiety, Chanel Bleu potrafi być nieziemski i pachnieć rewelacyjnie, ale tylko na niekórych mężczyznach. Nie na każdym ten zapach rozwija się tak samo,bo są i tacy, na których pachnie on faktycznie nieszczególnie i nie ma się czym zachwycać.

    • Ingo tak jest z każdym jednym zapachem, choć oczywiście są mężczyźni jak i kobiety, którym dobrze i do twarzy nawet w jutowym worku i pachnąc czymkolwiek, ale tu akurat nie zapach o tym decyduje 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: