Napisane przez: pirath | 13 czerwca 2015

jestę kierowcom, rowerzystom i piszym, czyli o tym co boli każdą ze stron…


Dziś wpis ewidentnie offtopowy, ale mam nadzieję, że się nie obrazicie za odrobinę konstruktywnej żółci i jadu… Ponieważ sam jestem jednocześnie kierowcą, rowerzystą i pieszym, postanowiłem podzielić się z Wami pewnymi obserwacjami najbardziej irytujących lub uciążliwych zachowań na drodze i chodniku. Wychodzę z założenia, że by móc obiektywnie opowiedzieć się po każdej ze stron, trzeba trochę posiedzieć w każdym z „okopów„, zatem para na garść wniosków z autopsji… Uprzedzam, że wpis zawiera dość kontrowersyjne konkluzje, ale nie widzę powodu by pewnych kwestii nie poruszyć, bo może ktoś poczuje się dotknięty moim punktem widzenia.

Jestę kierowcom!

Trzeba nie mieć za grosz instynktu samozachowawczego, by wleźć/wtargnąć/wjechać pod koła jadącego samochodu – tylko dlatego, że jakiś idiota bez wyobraźni, dał pieszym i rowerzystom takie bezwzględne prawo. Ja rozumiem, że ludzie byli tu szybciej niż samochody i to oni powinni mieć pierwszeństwo, ale odrobina myślenia i przewidywania nie zaszkodzi. Widać jakiemuś liberałowi, ślepo zapatrzonemu na Holandię – wydaje się, że wystarczy pomazać farbą ulicę (wytyczając tym samym ścieżkę rowerową, albo pasy w dowolnym miejcu), by zmienić tym przyzwyczajenia i mentalność polaków. Niestety na to trzeba dekad oraz wzajemnego poszanowania i racjonalnego myślenia, po każdej ze stron. Nie potrafię zliczyć przypadków, gdy jakaś szczebiocząca przez telefon niunia, albo pędzący na złamanie karku młodzieniec na rowerze – nawet nie patrząc czy coś jedzie, śmignął mi przed maską, akurat w miejscu – gdy nie miałem prawa go zobaczyć i odpowiednio wcześniej zareagować.

01

Jak byłem mały, to mnie uczyli, że najpierw patrzę w lewo, potem w prawo i znów w lewo i dopiero gdy nic nie jedzie, mogę iść. Szkoda, że ta zasada przestała obowiązywać, bo przecież teraz pieszy i rower ma pierwszeństwo, więc ludzie wyłączyli myślenie. A wystarczy mieć choćby mierny z fizyki, by wiedzieć, że samochód (zwłaszcza ciężarowy), nie zatrzyma się w miejscu – gdy jedna łajza z drugą, wkroczy nie oglądając się, bo takie ma prawo? Ale pewnie jakiemuś politykowi wpierw jakiś 40 tonowy zestaw musi rozsmarować kogoś z rodziny na drodze – by uświadomił sobie, że jadący ulicą samochód nie przeleci cudownie nad pieszym lub rowerzystą, który wjechał/wszedł mu bezmyślnie pod koła, bo przecież samochód ma obowiązek przepuścić…

02

Tyle, że ja się nie ryję samochodem na chodnik i tego samego oczekuję od pieszego lub rowerzysty, by nie wjeżdżał/wchodził mi pod maskę w ostatniej chwili (bo jest na prawie) – tylko pomyślał i zatrzymał się, bym ja również mógł bezpiecznie przejechać. Kierowca samochodu ponosi największe koszta utrzymania dróg (akcyza w paliwie), płaci za przeglądy, winiety, parkowanie i obowiązkowe haracze w postaci ubezpieczenia OC – gdy rowerzysta nie ponosi żadnych opłat. A powinien, bo byłoby z czego budować mu bezpieczne trasy rowerowe i miałby uzasadnione prawo awanturować się o swoje przywileje. Dlaczego to kierowców najbardziej się nęka mandatami i zmusza nierzadko kuriozalnymi przepisem, by przepuszczał pieszego i rowerzystę – albo wlekł się w myśl absurdalnego lub nieuzasadnionego ograniczenia prędkości (rzekomo w trosce o ich bezpieczeństwo)? Sorry, ale ulice są dla samochodów, więc to pieszy i rowerzysta, chcąc z niej skorzystać – powinien dostosować się do sytuacji na drodze. Czasem owo ograniczenie egzekwowane jest przez pojazdy nauki jazdy (L-kę), które z upierdliwą wręcz konsekwencją wloką się i 30 km/h oraz zatrzymują przed każdymi pasami, bo w promieniu pół kilometra od przejścia, kursant zwietrzył pieszego. Sam mieszkam w pobliżu takiego WORD’owskiegomałpiego gaju” i szlag mnie trafia, bo gdy stoją przede mną 3-4 L’ki, już wiem że przejadę skrzyżowanie dopiero za 3-4 zmianą świateł. A nie da się rozpuścić tego po całym mieście i dla odmiany nauczyć tych ludzi jeździć – zamiast uczyć kursantów tylko tras obowiązujących na egzaminach?…

03

Ileż to razy widuję, jak sznurek kilkunastu samochodów zatrzymuje się, by przez pasy przeszła jedna osoba – gdy logika podpowiada, by to pieszy poczekał, aż te auta przejadą (i powtórka co 200-300 metrów). Ile razy nie mogłem odjechać sprzed jakichś szczególnie uczęszczanych pasów, bo sznurek pieszych nie miał końca?. Żaden nie wpadł, że skoro ja stoję i ich przepuszczam od 2-3 minut – to może wypadałoby (na zasadzie wzajemności) też stanąć i pozwolić przejechać sznurowi 50 pojazdów, który się za mną utworzył? Żeby nie było, jestem za przestrzeganiem przepisów i ograniczeniami prędkości w miastach oraz jeszcze surowszym karaniem za jazdę na podwójnym gazie* – ale dlaczego prowadząc samochód, coraz częściej czuję się jak zaszczuty i zniewolony pies?

*natychmiastowa i bezwarunkowa konfiskata pojazdu na rzecz Skarbu Państwa. I guzik mnie obchodzi, czy auto należy do kierowcy, jego żony, szwagra, firmy, leasingu czy wypożyczalni – jako potencjalne narzędzie zbrodni i w rękach potencjalnego mordercy, powinno zostać mu zabrane. I niech się później martwi jak spłacić stronę, do której należał ów pojazd. No bo co z tego że zabiorą mu prawko, skoro dalej będzie jeździć, bez niego i prędzej czy później kogoś zabije?

04

No i małolaty w dużo za szybkich i stanowczo za mocnych samochodach. Zwykle są to mocno przechodzone eM-ki, RS’y i GTI, liczące minimum tyle lat, co ich dumny właściciel. Oczywiście w tym wieku zamiast mózgu mają szarlotkę z kruszonką – więc nie dziwota że szarżują, wymijają na trzeciego i pokonują ronda bokiem. Zatem co się dziwić, że zawijają się potem na drzewach, albo co gorsza zabierają ze sobą przypadkowych, niewinnych ludzi. Ale nie tylko młodzi powodują wypadki, dlatego jestem za obowiązkowymi badaniami lekarskimi dla kierowców po 65 roku życia. To samo tyczy się motocyklistów, oczywiście nie mam nic do nich samych (sam mam słabość do ścigaczy), ale szlag mnie trafia gdy „na lusterka” mija mnie pędzący grubo ponad 200 km/h pocisk. Oczywiście patrzę w lusterka, ale co mogę poradzić na martwą strefę i jego prędkość?. No i amatorzy tych wszystkich, absurdalnie głośnych chopperów. Jak coś tak małego, relatywnie lekkiego i wiozącego zwykle jedną osobę, może generować tak irracjonalną ilość hałasu? I jeszcze strzelają z wydechu, gazują wkręcając silnik na arcy pierdzące obroty – zagłuszając wszystko wokół i autentycznie wzbudzają tym u mnie agresję. Lubisz to? spoko, ale czy pół miasta musi o tym wiedzieć i słuchać napierdzielania po uszach twoim wydechem?

05

Do tego dochodzi problem z parkowaniem i „miszczami” parkowania. Sam nie wiem co bardziej irytujące, brak nawet płatnych miejsc parkingowych – czy niemożliwość zaparkowania, bo jakiś kretyn zaparkował na dwóch miejscach naraz, albo tak niedbale (rozrzutnie), że obok wciśnie się jedynie skuter. Jak nie potrafisz opanować parkowania SUV’a, to są jeszcze inne i mniej kosztowne metody, na przedłużenie sobie penisa 🙂 Wcale się nie dziwię, że naklejki „karne prącie” cieszą się na allegro tak wielkim wzięciem i chyba sam sobie takie sprawię. Czasem i kwadrans krążę, szukając na moim osiedlu wolnego miejsca parkingowego i szlag mnie trafia, jak widzę takie parkowanie. No i te strefy płatnego parkowania, zaczynające się niemal na rogatkach i na rogatkach kończące. Ja rozumiem, że u nas drogi i parkingi powstawały w nieco innych realiach politycznych, gdy auto miał tylko pierwszy sekretarz i paru prominentów – ale znam rodziny, mieszkające w bloku, gdzie na cztery osoby, są cztery samochody. Ale zamiast budować parkingi wielopoziomowe i zarabiać na miesięcznym abonamencie (sam chętnie bym zapłacił, by mieć jedno, stałe miejsce pod dachem), lepiej postawić parkomaty i pozastawiać wszystkie ulice samochodami.

06

Najpierw pobudujcie drogi i obwodnice, a potem stawiajcie znaki ograniczeń i fotoradary. W Polsce zdecydowanie brakuje dróg, a te które istnieją co kilka kilometrów (zwłaszcza krajowe i wojewódzkie) wyhamowują pobudowane wzdłuż nich wioski – obstawione nieśmiertelnymi znakami, teren zabudowany. Po drodze osiedlowej w mieście, mogę jechać i 20/h, ale 50/h po drodze wojewódzkiej? Pobudujcie tym ludziom przejścia nad i podziemne, albo zróbcie im przejścia na „guzik„, ale błagam – przestańcie spowalniać co chwilę tranzyt (droga krajowa!) absurdalnymi limitami!. Ja rozumiem, że mieszkańcy też mają prawo czuć się bezpiecznie, ale od czego są progi zwalniające przed przejściami i barierki wzdłuż chodnika? Skoro pobudowaliście się w ciągu drogi krajowej, po której dziennie sunie kilkadziesiąt tysięcy samochodów – to nie dziwcie się, że macie hałas i duży ruch. Pewnie zaraz mi się oberwie od autochtonów zamieszkujących takie miejscowości, ale prosty rachunek matematyczny dowodzi – iż 500-3000 mieszkańców takiej wioski, utrudnia życie kilkudziesięciu lub kilkuset tysiącom podróżujących taką drogą.

07

Ktoś kiedyś dał ciała, wydając zgodę na wybudowanie każdej możliwej chałupy w ciągu głównej drogi (to jakiś punkt honoru czy jak?), gdy wystarczyło zrobić jedno skrzyżowanie i wybudować boczne odnogi po każdej ze stron i to wzdłuż nich pobudować te wszystkie domy (tak jak ma to miejsce w Anglii i w Stanach). Wówczas teren zabudowany miałby góra 500m, a nie ciągnął się przez kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów. Więc jak ludzie mają nie łamać przepisów, nie wyprzedzać na trzeciego – skoro na takiej trasie DK94, z Opola do Wrocławia, częściej jadę 50-ką (droga krajowa!), niż przepisowe 90? Mi nie przeszkadza jazda i do Warszawy z taką prędkością – ale pozwólcie mi tę prędkość w miarę utrzymać! Bez wleczenia się 50/h przez większość drogi, nawet gdy wokół po horyzont nie ma ani jednej chałupy… No ale takie niczym nieuzasadnione 50-ki, to nic innego jak punkty poboru opłat i haraczy. To patologia, skoro nasze państwo odgórnie zakłada, ile organy ścigania powinny rok w rok ściągnąć mandatów – z już i tak drakonsko ciemiężonych opłatami kierowców. Ale tu oczywiście chodzi o bezpieczeństwo… 🙂

08

Po tzw. „autostradach” też się normalnie jeździć w tym kraju nie da. Bo albo muszę się wlec 87-92km/h za jakimś tirem na prawym pasie, albo skakać na chwilkę na lewy i go wyprzedzić – nim jakiś debil w pędzącym 200 km/h Audi nie zacznie mi mrugać długimi, że mam mu zjechać… Ewidentnie brakuje tu trzeciego pasa, bo jak tu jechać te 120-140/h bez spowalniania przez jednych i poganiania przez drugich? No i te wyprzedzające się co chwila ciężarówki. Trwające 1 nanosekundę błyśnięcie migacza (albo i wcale) i hyc na lewy pas, bo przecież on potrafi wycisnąć ze swego ciągnika aż kilometr więcej, niż zamulacz przed nim – a ty se człowieku hamuj z dymem lecącym z pod kół, latającą na boki dupą, albo uciekaj na barierki, bo przecież on wyprzedza… Jazda polską autostradą to męczący, stresujący i nie mający nic wspólnego z ekonomią i bezpieczeństwem slalom – na dodatek sromotnie przepłacony. Że o odcinku A4 od Katowic do Krakowa nie wspomnę, bo za ten przekręt (9 zł za wjazd i 9 zł za wyjazd z bramek i tyle samo z powrotem) ktoś powinien zgnić w pierdlu – albo zostać prewencyjnie rozstrzelany, jak w Chinach.

09

Ja się pytam gdzie jest policja, gdy prawie wpadłem do rowu, odbijając w ostatniej chwili, bo mi jakaś babina na „Ukrainie” w technologii stelth (zero oświetlenia), starszej niż ona sama – wyrosła mi na drodze po zmroku? Oczywiście zero światełek (bo po co), skoro ona tylko do kumy w sąsiedniej wsi jedzie?. Skoro samochody mają rokroczne przeglądy, to czemu nie wymaga się tego samego od innych uczestników ruchu, mam na myśli rowery? To znaczy teoretycznie są kontrole, ale w praktyce niezbyt skutecznie się to egzekwuje. Gdybym ją potrącił, to jutrzejsze nagłówki Faktu donosiłyby o piracie drogowym, który potrącił staruszkę – ale nikt nie pomyśli, że to nie wina kierowcy lecz nieudolności i rażącej niekonsekwencji naszego prawa!

10

Gdzie jest policja, gdy rowerzysta wjeżdża mi pod maskę, przejeżdżając na rowerze przez pasy? Ja mam mu ustąpić na ścieżce rowerowej przecinającej drogę – a nie po pasach, przez które on ma obowiązek ten rower przeprowadzić!. Do tego dochodzą rowerzyści jadący w parach, albo środkiem pasa (nijak takich wyminąć), albo debilni rodzice, puszczający dzieci jadące na rowerach, za sobą!. I niech mi teraz taki smark wykona gwałtowny manewr, albo się przewróci i tragedia gotowa. Skoro prawo tak surowo traktuje kierowców (rowerzysta to też kierowca), to czemu prawo nie jest równie konsekwentne w karaniu gapowatych pieszych i cyklistów? Gołym okiem widać, że w tym narodzie nie może być stron wyraźnie uprzywilejowanych – bo te nie potrafią racjonalnie i z rozmysłem z tych swobód i wyróżnień korzystać.

Jestę rowerzystom!

Nic mnie tak nie irytuje jak podjeżdżam do jezdni, gdzie ścieżka rowerowa krzyżuje się z ulicą i żaden burak się nie zatrzymuje. Ani nie wjeżdżam na chama, wyskakując z zawrotną prędkością zza węgła, tylko dotaczam się powoli do krawężnika i czekam jaka będzie reakcja kierowców. Szczęśliwie coraz więcej zatrzymuje się (choć tu ja jestem na pierwszeństwie), ale nie brakuje też takich, którzy mają mnie w dupie… Aż by się chciało ruszyć i wjechać takiemu pod koła i przerysować mu pedałem to śliczne, nowe BMW (szkoda mi roweru i zdrowia), a potem złośliwie wezwać policję… Albo gdy jeden z drugim mijają mnie na centymetry na ulicy. Owszem jest wąsko, dlatego staram się jechać możliwie blisko krawężnika – bo samemu szlag mnie trafia, gdy widzę buraka na rowerze, jadącego środkiem drogi. I jak taką zawalidrogę wyminąć, skoro po środku podwójna ciągła i z naprzeciwka ciągnie sznurek samochodów? Tyle, że by na to wpaść, trzeba być i kierowcą i rowerzystą, bo tylko w ten sposób można wiedzieć jak takie zachowanie jest irytujące dla drugiej strony…

11

Dojeżdżam do skrzyżowania ze światłami i czekam razem z innymi autami na zielone. W końcu jadę ulicą, więc nie rozumiem dlaczego niektórzy rowerzyści nagle wjeżdżają na chodnik i przejeżdżają przez pasy (a powinni przeprowadzić!) – wraz z pieszymi, a tuż za skrzyżowanie, hyc z powrotem na ulicę?… No ale takich spryciarzy i cwaniaków nie brakuje, więc czemu nie spróbować takiego manewru samochodem? Muszę kiedyś ruszyć za takim i trąbiąc na pieszych, przejechać autem przez pasy – omijając w ten sposób niekorzystną dla mnie sygnalizację i jakże przyśpieszyć mój przejazd!. Ciekawe jaki dostałbym za to mandat i dlaczego policja nie wlepia podobnych, tak właśnie zachowującym się cyklistom? Co to ma być, hybryda jakaś? No jak jedziesz tłuku ulicą, to stosuj się do zasad ruchu, który obrałeś – a nie skaczesz z kwiatka na kwiatek, bo tak ci akurat wygodnie!…

12

Jestem istotą rozumną, wiec analizuję i przewiduję sytuację na drodze. Moje tkanki nie mają większych szans w konfrontacji z kilku, kilkudziesięciu tonowym żelastwem i mam tego pełną świadomość. Dlatego gdy widzę, że ktoś jedzie szybko, lub gdy nie ma szans bezpiecznie się zatrzymać – sam przepuszczam auta, pomimo iż na ścieżce rowerowej, to ja mam pierwszeństwo. Mnie te kilkanaście sekund nie zbawi, ale przynajmniej dojadę do celu. Nabyłem rower w technologii stelth. Za cholerę nikt by go nie zobaczył z włączonym fabrycznym oświetleniem, bo przecież oświetlenie do roweru, podobnie jak błotniki, uchwyt na bidon i stopka, to obecnie dodatki, które trzeba sobie dokupić. W zasadzie kupuję ramę i koła, więc producenci jednośladów szybko się uczą, od producentów drukarek (brak kabelka USB).

13

Widoczność na drodze może uratować mi życie i zdrowie, więc jak dla własnego dobra, mógłbym jechać po zmroku bez sprawnego oświetlenia? W końcu sam klnę jak szewc, hamując ostro przed jakimś starym dziadem, który jedzie w nocy – nawet bez głupich odblasków. No cóż, osobiście jestem zdania, że takie jednostki powinny po prostu ginąć (i wcale mi takich nie szkoda), a kierowcę w tej sytuacji powinno się uniewinnić. A może sam powinienem zaczaić się w nocy bez świateł na poboczu i pozwolić dla hecy – najechać na mnie paru nieoświetlonym rowerzystom? W końcu to byłaby ich wina, nieprawdaż? Tyle, że rowerzysta nie płaci OC, więc nie ma z kogo ściągnąć odszkodowania za uszkodzenie pojazdu…

Jestę piszym!

Jako pieszego najbardziej mnie irytuje, że idąc chodnikiem co chwilę chce mnie rozjechać jakiś rower, albo muszę wymijać stojącą grupkę ludzi. O ile jestem w stanie zrozumieć rowerzystów bojących się jeździć po zatłoczonej ulicy, ale szlag mnie trafia gdy spaceruję sobie po Bolko (taka rekreacyjna wyspa z parkiem w Opolu), albo idę deptakiem lub chodnikiem i co chwilę ktoś na mnie plumka dzwonkiem rowerowym. Sam nie wiem, czy rower może jechać po takiej alejce, gdzie nie wyznaczono pasa dla rowerów?. Oczywiście na niektórych ktoś wymalował przez środek alejki linię i stosowne znaki, ale piesi i rowerzyści mają to serdecznie gdzieś. Jestem światkiem nieustannego, męczącego i szczególnie irytującego slalomu. Jedni fukają na drugich, dzwonią dzwonkami, ostro hamują i balansują na rowerze niemal w miejscu – czekając aż jakaś rodzinka idąca tyralierą, łaskawie zejdzie na bok. Albo idę sobie lub jadę rowerem, a tu na środku drogi stoją z wózkami dwie mamuśki i wymieniają się cennymi uwagami, o dzisiejszej „kupce” swoich dzieci. Bezmyślne krowy, stańcie sobie z boku, albo zaparkujcie tyłki na ławeczce, zamiast blokować ruch!…

14

Albo spaceruję sobie nieśpiesznie i nagle wuuuuusz! – z prędkością bliską nad świetlnej, mija mnie rozpędzony do 30-50 km/h rower, niemal ocierając się o mnie! Aż czuję pęd powietrza i strach pomyśleć, co by było gdybym sekundę temu postanowił nieznacznie zmienić kierunek… Staranowałby mnie i połamał jak nic, a przecież mam prawo iść po chodniku i ze słuchawkami w uszach? Mam się oglądać za siebie podczas spaceru, za każdym razem jak mam zamiar skręcić, w obawie przez rozjechaniem przez idiotę na jakimś wyczynowym bajku? Do tego służą alejki w parku i chodniki, by poganiać spacerujących dzwonkiem – albo przepędzać ich na boki, bo jakiś oszołom chce adrenaliny? A gdyby mu tak jakiś dzieciak albo pies wyskoczył? Sądzę, że mandacik w wysokości 500 zł i konfiskata roweru na 2 miesiące, byłaby nader skutecznym narzędziem prewencyjnym, że o sporym zastrzyku gotówki dla budżetu nie wspomną. I w ten jakże pożyteczny dla społeczeństwa sposób, można by dla odmiany – mniej intensywnie ściągać haracze z kierowców…

15

Widzę też, że Polacy mają problem nawet z korzystaniem z chodnika, albo wchodzeniem do sklepów i komunikacji miejskiej. Przypominam, wpierw wypuszczamy tych co chcą wyjść/wysiąść, a dopiero potem sami ładujemy się do środka – i generalnie na chodniku też obowiązuje ruch prawostronny. Najbardziej mnie irytują pasażerki (zwykle nobliwe matrony) z siatami rozłożonymi na siedzeniach – więc zwykle podnoszę i rzucam takiej tą siatę na kolana i siadam. A jak pyszczy, albo krzywo się patrzy – to pytam, czy za te „zmęczone toboły” też bilet skasowała?. Albo stanie sobie jakiś idiota z potężnym plecakiem ze stelażem w przejściu i krzywi się, że co chwila ktoś mu każe się przesunąć. A wystarczyło zdjąć z plerówpagodę i postawić koło siebie lub stanąć w miejscu do tego w każdym autobusie przeznaczonym?. No ale myślenie boli… Nie rozumiem też fenomenu słuchania muzy na telefonie, zmuszając do tego resztę autobusu, albo głośnych rozmów przez telefon. A od czego są słuchawki i kultura osobista? No ale jak ktoś wrzuca na fejsa swoje słitfocie w kiblu i informuje znajomych o kondycji swojego porannego stolca – to co się dziwić, że lubi uprawiać auto ekshibicjonizm w autobusie?

16

I to by było na tyle, mam nadzieję, że nie znienawidzicie mnie za mą dosadność i szczerość – ale naprawdę uważam, że wystarczy pomyśleć o innych, by wszystkim korzystało się z dróg i chodników lepiej…

Reklamy

Responses

  1. Ja jako miłośnik jazdy na rowerze muszę nieco również nieco swoich przemyśleń napisać. Uwielbiam rower i jazdę na nim. Nie ma dni abym nie wybrał się na przejażdżkę. Z własnego doświadczenia muszę sprecyzować trochę informacji.
    Nie podoba mi się przepis ze schodzeniem z roweru przed pasami. Nie ze względu tego że istnieje takie prawo tylko ze względu bezpieczeństwa. O wiele łatwiej jest szybciej zjechać rowerem z jezdni przed rozpędzonym idiotą w BMW niż przechodząc z nim. Przy takim zderzeniu – jest się nawet w gorszej sytuacji niż pieszy ponieważ części od roweru mogą się nam wbić w ciało ! Niestety skończyło by się to prawdopodobnie na innym świecie. Mając dobrze ustawioną przerzutkę tak że możesz szybko przyśpieszyć takiej sytuacji mogło by się uniknąć.

    Co do jazdy rowerem po chodnikach. Przepisy są jasne. Można to robić o ile szerokość chodnika wynosi powyżej 1,8 m lub są złe warunki atmosferyczne. Tylko tutaj nasuwa się na myśl kluczowe słowo – (OSTROŻNIE!). Ścieżek rowerowych w moich okolicach jest jak na lekarstwo a drogi są bardzo ruchliwe i pełne młodych kretynów. Bezpieczniej jest jeździć chodnikiem niż narażać się na drodze na za ciężką nogę innych. Przecież kierowca zza zakrętu może nie zauważyć w porę rowerzysty na środku drogi. Sęk w tym że większość rowerzystów nie zachowuje tej ostrożności lub co gorsza mają niesprawne hamulce i rower.

    Kolejna sprawa. Zgadzam się tutaj z tobą całkowicie. Nic mnie bardziej nie irytuje niż ćwoki, nie przepuszczające nikogo na pasach. Nie raz zdarzyło mi się czekać nawet dwie minuty aby wjechać rowerem na przejście. Może i zaoszczędził te parę sekund ale w zamian okazał swój brak kultury Sam miałem kilka razy przypadek że ktoś zwalniał a przed psami przyśpieszał aby celowo mi pokazać że to on jest tutaj panem. Sam jadąc samochodem zawsze przepuszczam pieszych i rowerzystów. Kierowcy z tyłu mnie może i przeklinają ale za to nie jestem ograniczonym bez kultury burakiem 😉 Dodam że nie jestem powolnym niedzielnym kierowcą.

    • Żeby była jasność: sam uważam przepis nakazujący przeprowadzanie roweru przez przejście za idiotyzm, zwłaszcza w kontekście skrzyżowań i przejść z sygnalizacją świetlną. Bo po cholerę, skoro to światła sterują ruchem i nikt nikomu nie wejdzie na czerwonym? (no chyba że jakiś idiota postanowi przelecieć samochodem na późnym pomarańczowym, ale obawiam się, że wówczas to czy jadę lub prowadzę rower nie ma większego znaczenia). Co do reszty przejść raczej zaproponowałbym obowiązkowy stop dla rowerzystów i dopiero później przejazd rowerem przez pasy (tak jak w przypadku samochodów na przejazdach kolejowych). Aż dziwne że nikt nie pokusił się o zastosowanie analogicznego rozwiązania jak powyższe.

      • to żaden idiotyzm, jest jeden, uniwersalny przepis, który sprawdza się głównie w sytuacji, gdy kierowca skreca na zielonym w prawo w ulicę gdzie piesi też mają zielone – a wiadomo że rower to nie pieszy – wyskakuje szybko przed maske i nie ma czasu na reakcję. Stąd powinien zsiąść i przejść jak pieszy, tak jest bezpieczniej. A jak mu sie tak nie podoba – moze jechać ulicami, to już wybór rowerzysty. Ja czasem czuję sie bezpieczniej na chodnikach i zsiadam z roweru przed pasami, choćby po to, żeby nie dostać mandatu (już kilka razy widziałem akcje policji karającej rowerzystów za przejazd po pasach)

        • nie wszystkie skrzyżowania mają strzałkę prawo skrętu, moje zastrzeżenia dotyczą obowiązku przeprowadzenia roweru przez skrzyżowanie, gdzie światło zielone zatrzymuje całkowicie ruch samochodów – gdzie nie widzę sensu przeprowadzania roweru. Co zaś się tyczy skrzyżowań z warunkową strzałką, to skoro samochód ma obowiązek się na strzałce zatrzymać i przepuścić pieszych oraz rowerzystów i tego bym się trzymał. Z kolei gdy skrzyżowanie nie ma sygnalizacji i prawo skręt przecinają pasy, moim zdaniem obowiązkowy stop dla rowerów na pasach/ścieżce rowerowej znacząco wpłynąłby na bezpieczeństwo. Rowerzyści nie zdają sobie sprawy z tego, że kierowca skręcając w prawo nie ma szansy ich zauważyć na równoległej do drogi ścieżce rowerowej i często kończy się na potrąceniu jakiegoś barana na rowerze, który nawet nie zwolnił i wpadł na ulicę pełnym pędem (bo ma prawo). Nikt mi nie piwie że obowiązkowy stop nie zwiększyłby bezpieczeństwa rowerzystów, bo co innego jest najechać samochodem na wyskakującego znienacka rowerzystę, ale jadącego 5/h, a co innego 15-25/h. Sam często jadę chodnikiem, gdy na ulicy jest wąsko, duży ruch albo nawierzchnia jest w fatalnym stanie i guzik mnie obchodzi że nie wolno – w razie zatrzymania przez policję będę się tłumaczył, że na tym odcinku drogi nie czułem się bezpiecznie, choćby przez niewielką odległość pomiędzy moim rowerem, a mijającym mnie samochodem lub autobusem.

    • Nie zgadzam sie, jakoby przepis przeprowadzania roweru przez pasy był zły. Rowerzysta po prostu porusza się zbyt szybko aby wjeżdzajac na pasy nie stwarzał zagrożenia. Na pasach bez sygnalizacji swietlnych, gdzie samochody jadą sobie 50km/h kierowca samochodu nie zdąży wyhamować, kiedy rowerzysta wjedzie na jezdnię (rowerzysta, który myśli sobie – mam pierwszeństwo, wiec wjeżdżam, przecież mnie chyba widzą). Rowerzyści przejeżdzający przez pasy są powodem przekleństw dla kierowców, którym migają przed maską i trzeba hamować w ostatniej chwili.
      Jeśli już to zniesienie pierwszeństwa pieszych na pasach + nakaz przeprowadzania rowerów przez pasy. Choć umówmy sie – rozwiązań idealnych nie ma i niech teraz sobie pieszy przejdzie przez ruchliwą dwupasmówkę bez sygnalizacji świetlnej na pasach – nie raz sam wychodzę na beszczela bo inaczej czekałbym pół dnia żeby przejść w godzinach szczytu przez ulicę
      wczoraj miałem taką sytuację – jadę ulicą na rowerze pasem rowerowym – jakaś laska na rowerze wjeżdża z chodnika na pasy, wyjeżdza mi przed nos bo mnie nie zauważyła (włączyłem sie do ruchu z ulicy podporządkowanej, pasy były dopiero ładnych parę metrów za skrzyżowaniem). Nagle, kiedy mnie zauważyła że jadę i jestem blisko – co robi? Wpada w panikę i hamuje… oczywiscie hamuje idealnie w miejscu gdzie przebiega mój tor jazdy, musiałem ją wymijać. Gdybym jechał samochodem dozwolone 50 km/h, cóż, różnie mogłoby być. Prawo musi ogarniać takich matołków, którzy nie mają wyobraźni albo myślą o niebieskich migdałach. Kierowca ogarnie pieszych na pasach, bo poruszają sie wolniej, bardziej statycznie. Rower to zupełnie inna sprawa.
      Takie moje zdanie, a jestem i kierowcą, i rowerzystą, i od miejskich spacerów po 15km dziennie tez nie stronię

      • ” Rowerzysta po prostu porusza się zbyt szybko aby wjeżdzajac na pasy nie stwarzał zagrożenia. Na pasach bez sygnalizacji swietlnych, gdzie samochody jadą sobie 50km/h kierowca samochodu nie zdąży wyhamować, kiedy rowerzysta wjedzie na jezdnię (rowerzysta, który myśli sobie – mam pierwszeństwo, wiec wjeżdżam, przecież mnie chyba widzą). Rowerzyści przejeżdzający przez pasy są powodem przekleństw dla kierowców, którym migają przed maską i trzeba hamować w ostatniej chwili ” Po primo, jak jest rowerzysta mądry to nie wjeżdża szybko na pasy tylko powoli aby móc w razie zagrożenia szybko przyśpieszyć. Po secundo dlatego właśnie nie jeżdżę rowerem po ulicy. Nie mam zamiaru być narażonym na głupotę młodych wariatów i niepotrzebny stres niektórych. ” kiedy rowerzysta wjedzie na jezdnię (rowerzysta, który myśli sobie – mam pierwszeństwo, wiec wjeżdżam, przecież mnie chyba widzą) ” Na szczęście nie znam tak głupich rowerzystów 😉

        • Otóż to, to rowerzysta wkraczając na ulicę zobowiązany jest do zachowania szczególnej ostrożności i analizy sytuacji nim wjedzie na ulicę, a że niektóre jednostki są oporne i zamiast mózgu mają budyń, to nie dziwota, że dochodzi do potrąceń, zwłaszcza na prawo skręcie. Co innego gdy kierowca z daleka widzi zbliżający się lub czekający an pasach rower, ale ile razy widziałem jak taki rower wypada na drogę nawet nie zwalniając? Moim zdaniem skoro kierowca powinien (a mało kto tak robi) zatrzymać się przed skrętem w prawo, rowerzysta powinien robić to samo dojeżdżając do ścieżki rowerowej lub pasów, b y w razie czego móc się bezpiecznie zatrzymać, bo jednak rower hamuje sprawniej niż samochód i to rowerzysta poniesie większy uszczerbek na zdrowiu w wyniku konfrontacji z samochodem, który często nie ma prawa takiego rowerzystę w porę zauważyć (ścieżki rowerowe biegnące równolegle do drogi + skrzyżowanie gdzie ta ścieżka je przecina).

      • i to powinno się moim zdaniem rozdzielić. Tam gdzie światła zatrzymują cały ruch samochodów i robią zielone tylko dla pieszych (opcja dla skrzyżowań bez warunku na prawo skręcie) przeprowadzanie roweru uważam za bezsensowne, a dla skrzyżowań bez świateł i warunkiem w prawo wprowadziłby obowiązkowy stop dla rowerzystów, tak jak samochód ma obowiązek się wpierw na strzałce zatrzymać n im ruszy. Właśnie po to się zatrzymuje, by zupełnie wytracić prędkość i zwiększyć szansę pieszego/rowerzysty na przeżycie w przypadku zagapienia się/nie zauważenia i potrącenia. Nie rozumiem dlaczego taka sama zasada nie miałaby dotyczyć rowerów, skoro to one wkraczają na jezdnię, czyli rewir zarezerwowany dla samochodów?

  2. Uhh… myślałam że będzie lajtowo a tu tyle czytania i skupić się trzeba. Przerobiłam tylko Black Soul Imperial i wrócę jutro żeby napisać że mam sporo podobnych przemyśleń .

    • no zdaję sobie sprawę, że objętościowo trochę mnie poniosło 🙂

  3. Ja, jako kierowca. boję się rowerzystów. Rowerzysta, w porównaniu z m,asą rozpędzonej stali, w której siedzę,. jest kruchy. Nie obchodzi mnie kwestia winy – to ja będę musiała żyć ze świadomością, że zrobiłam komuś krzywdę. A nie chcę. Bardzo, bardzo ostrożnie mijam. Nie denerwują mnie. Straszą.

    • Hej Sabb, rozumiem co czujesz, kiedyś też tak miałem, właśnie w obawie o kruchość i nieprzewidywalność, a zwłaszcza w odniesieniu do dzieci. Ale z czasem mi przeszło (zwyciężył mój pragmatyzm i racjonalizm) – bo skoro rowerzysta świadomie wybiera ulicę, to pewnie zdaje sobie sprawę z potencjalnego ryzyka. Na drodze obowiązuje zasada ograniczonego zaufania – a myślenie i analizowanie sytuacji na drodze obowiązuje każdą ze stron, w takim samym stopniu.

  4. Ten twój nowy post Piracie tak bardzo mi się podoba bo myślę i czuję dokładnie tak jak Ty.No może prawie dokładnie bo jestem ogromnym przeciwnikiem przepisu pierwszeństwa pieszych na pasach bo droga jest dla pojazdów, a nie dla pieszych i to oni tam są intruzami i powinni przekraczać moim zdaniem jezdnię da pojazdów tylko wtedy gdy nie przeszkadzają pojazdom i tylko wtedy gdy nic nie jedzie i wyłącznie na własną odpowiedzialność i tylko ostrożnie na zielonym świetle i nic poza tym.W myśl zasady że chodnik jest tylko dla pieszych a jezdnia tylko da aut i wszelkie zamiany miejsc są dokonywane na odpowiedzialność tych którzy tej zamiany dokonują.Przepis ten /o pierwszeństwie pieszych/ doprowadził do śmierci wielu ludzi i jest szkodliwy społecznie,wiem to od znajomych prawników i policjantów,którzy podzielają moje zdanie.Uważam też że jazda po drodze dla aut rowerem to przejaw głupoty i bezmyślnej gry w rosyjską ruletkę i nigdy nikomu z moich bliskich na taką głupotę bym nie pozwolił,podobnie jak na jazdę motorem dla której nie widzę żadnego powodu poza głupią zabawą i dziecinadą dorosłych w sumie ludzi podczas gdy inni uczestnicy ruchu jadą pracować,po zakupy,odpocząć,itp.Niestety nic nie zrobimy i musimy marnować tysiące litrów benzyny i hamować przed wszystkimi pasami.Jakaś potworna głupota drogowa jest blisko u mnie w słynnym już bohaterze skeczów kabaretowych Radomiu gdzie na ulicy Grzybowskiej pasy już zaczynają się 15 metrów wcześniej niż jezdnia bo nie ma tam krawężnika i nigdy nie wiadomo czy tam ktoś już nie biegnie a za krzakami nic nie widać.Ja to teraz boję się głupoty motocyklistów,naiwności i hazardu row

  5. rowerzystów i pasów a na nich „Świętych Krów” i to nie jest śmieszne wcale.(Psuje mi się komputer i nie umieścił końca tekstu)

    • No niestety Piotrze, życie dowodzi, że w tym kraju przepisów nie tworzą ludzie myślący racjonalnie i perspektywicznie. Widzę co jest u mnie, gdy banda lobbystów i aktywistów w pewien sposób wymusza wprowadzenie pewnych regulacji w organizacji ruchu, a efekty tych poronionych decyzji to korki i zatory w najbardziej newralgicznych miejscach oraz wypadki i potrącenia… Przez jedno z głównych i najbardziej zatłoczonych rond w Opolu jakiś debil puścił ścieżkę rowerową, zupełnie ignorując fakt, że zjeżdżający z estakady samochód nie ma prawa zobaczyć wyjeżdżającego z pod estakady rowerzystę, a ci dosłownie ryją się pod koła i nie raz słychać złowieszczy pisk opon i stek przekleństw, bo jakaś bezmyślna krowa, gadając przez komórkę wjechała prosto pod koła jadącego tira albo autobusu… Moim zdaniem przed wjechaniem na pasy i ścieżkę rowerową powinien rowerzystów obowiązywać obligatoryjny nakaz zatrzymania. A potem niech wjeżdża na własne ryzyko…

  6. Przepis pierwszeństwa pieszych faktycznie moim zdaniem jest zły – obecnie ze względu na pokolenie – przepraszam – smartfonowców o zamulonym internetem mózgowiu, trzymających uparcie i konsekwentnie swoje skupione lecz otępiałe mordy wgapione w ekrany swoich superaśnych telefoników, których miny wskazują na chwilowe bądź długotrwałe zagłuszenie inteligencji, bezmyślnie łażących gdzie popadnie i włażących pod i we wszystko bez względu na potencjalne konsekwencje, ratując sie nerwowymi ruchami w ostatniej chwili. Ponownie przepraszam 🙂

    • otóż to, ludzie przestają zwracać uwagę na drogę, bo mają przeświadczenie swojej bezkarności i bezwzględnego pierwszeństwa. Ale trzeba nie mieć za grosz rozumu i instynktu samozachowawczego, by bezwzględnie ufać, że każdy mnie zauważy, zahamuje i przepuści. Kilka dni temu jakaś babka zjeżdżająca z ronda, by mnie potrąciła na ścieżce rowerowej, bo tak jej się śpieszyło. W sumie miałem pierwszeństwo, ale znam potencjalne skutki potrącenia, przez jadący 50/h samochód więc to ja hamowałem. I żeby nie było projekt przepisu ograniczający prędkość do 30/h uważam w miastach za debilizm. Ile więcej spalin wyprodukują wlekące się na niskich obrotach i pracujące dłużej silniki i co to ma wspólnego z moim bezpieczeństwem? Jak ma mnie trzepnąć na ścieżce rowerowej to i tak trzepnie, więc raczej stawiałbym na edukację i krzewienie kultury jazdy niż przepis który wszystkim utrudni życie i zwiększy jeszcze bardziej smog i korki w miastach.

  7. Hej!
    Także jestem kierowcą, rowerzystą i pieszym.
    Kilka moich przemyśleń, sporo zgadza się z Twoimi więc nie wszystko pisałem.
    1) Rozwiązania komunikacyjne, drogowe coraz częściej rozwiązują urzędasy, 30 lat temu zajmowali się tym drogowcy z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem, dziś Ci co mają w rodzinie kogoś z PSLu.
    2) Zawsze powtarzam jak mantrę – przechodniu, to że masz pierwszeństwo nie oznacza, że jesteś zwolniony z myślenia. Nie wiesz czy kierowca zbliżający się do przejścia Cię widzi i jest skoncentrowany. Jeżdżę trochę i wiem że po kilku godzinach w samochodzie już refleks nie ten, a jak reagują starsi? Wiadomo że wolniej. Nie poruszę nawet kwestii że pieszemu łatwiej się zatrzymać i ruszyć niż pojazdowi, a pojazd łatwiej ruszy i zatrzyma się niż rower.
    3) Szkoda, że policja w zmowie z rządem w naszym postPRLowskim kraju ma założenie karać, a nie pomagać. Coraz częściej słyszy się przypadki, że znajdują paragrafy nawet na uczciwych. Jadę prędkością chodu ludzkiego po szerokim chodniku, bo na ulicy zapieprzają nieprzepisowo. Nie chcę stwarzać niebezpieczeństwa i boje się o swoje życie. Mandat! Jako jedyny zawszę przeprowadzam rower przez przejście na pieszych. Babcia przejedzie, chłopczyk przejedzie, a ja przeprowadzam, bo nie chcę żeby trafił się jakiś mądry co ze mnie przestępce zrobi. Rozumiem założenie tego zakazu – niebezpieczne jest gdy ktoś wjeżdża na pasy nagle z dużą prędkością ale czy nie można zrozumieć że jak ktoś zatrzyma się rowerem przed przejściem i przejedzie w tempie ludzkiego chodu to nie stworzy zagrożenia? Szkoda że wieczorami jak wracam do domu i odurzone bandy zaczepiają kogo popadnie to wtedy nie ma policji. W USA znajomy szedł poboczem pijany, podjechał patrol, załadował go do radiowozu i się pyta – gdzie Pan mieszka, zawieziemy Pan, tak będzie bezpieczniej(!)
    4) Kradzieże rowerów. Dopóki policja nie będzie karać złodziei dopóty to haniebne zjawisko będzie rosło. Czy nie można wziąć co jakiś czas 10 policjantów po cywilu, podstawić drogi rower przypięty tanią linką i wyławiać złodziejaszków. Jestem pewny że po kilku takich akcjach złodziej dwa razy bardziej by się bał przed kradzieżą.
    5) A może lepiej by było nie karać pieszych mandatami za przechodzenie w niedozwolonych miejscach? Powiedzieć – możecie na własną odpowiedzialność. Jak kogoś zabije samochód to już więcej nie przejdzie. Dobitnie mówiąc – jednego głupka mniej. Tak jest w niektórych wolnych krajach.
    6) Trąbienie na co się tylko da jako forma wyładowanie frustracji. Ludzie, czy jak mi zgaśnie samochód na krzyżówce to myślicie że zrobiłem to Wam na złość?!? Trąbienie dodatkowo stresuje i spowalnia, a nie przyspiesza „rozwiązania waszego problemu” (twierdzenie że to problem to obraza ludzi, którzy mają problemy). Brak kultury – nieuleczalne niestety jak się z domu nie wyniosło.
    7) Testy na prawo jazdy dla kobiet powinny być 2 razy trudniejsze. Nie będę pisał że nie powinny prawa jazdy w ogóle posiadać. Powinny mieć dwa razy trudniejsze testy tak aby uczestnicy ruchu byli dwa razy bezpieczniejsi.
    8) Płatne drogi – okupanci kłamią że pieniądze z płatnych przejazdów autostradami idą na utrzymanie tych dróg. Rozmawiałem niedawno z doktorem inżynierii komunikacyjnej z politechniki warszawskiej, który to świetnie wytłumaczył.
    8) Wieśki jeżdżące rozpadającymi się beemkami z przewierconymi tłumikami – wsiaki, lepszy efekt od odklejającej się czarnej folii na szybie miałoby umycie samochodu 😉
    9) Badania lekarskie kwalifikujące do przedłużenia prawa jazdy dla seniorów – popieram Cię, to wszystko dla bezpieczeństwa.
    10) Przyklejanie się pojazdów do tyłka ciężarówki i jechanie za nim, bo nie umie się wyprzedzić. NIE KAŻĘ WYPRZEDZAĆ! Ale jak nie umiesz lub boisz się to nie powoduj, że muszę wyprzedzać zamiast tira to tira i ciebie naraz!!! Jedź z odstępem długości jednego samochodu, aby można było pojedynczo wyprzedzać.
    11) Układanie chodników. Czy nie można zrobić tak jak w Anglii? Chodnik budujecie tam, gdzie ludzie chodzą, aż wydeptają. Nie w Polsce musi urządas, który nawet nie był na miejscu planowanego chodnika wyznaczyć go tak jak przepisy unijne każą. I mamy oto chodniki, a obok wydeptane ścieżki.
    12) Gdy jadę rowerem po ulicy wkurza mnie jak wyprzedzają o milimetr. Po wyprzedzeniu często przyklejają się do prawej strony i kiedy za 10 sekund dojeżdżamy do czerwonego światła nie mogę zająć lepszej pozycji startowej. Kierowcy zostawcie trochę miejsca, będzie się rowerzystą jechało i bezpieczniej i płynniej.

    Chętnie podyskutowałbym dalej 🙂

    • ojej widzę, że temat się rozkręcił i podsunąłeś mi parę pomysłów na kilka następnych wątków 🙂 Czasem żałuję, że formuła tego bloga jest tematyczna i przez to hermetyczna, bo czasem aż się prosi o więcej offtopu 🙂

  8. 13) „Zachęcanie” do korzystania z komunikacji miejskiej podnoszonymi cenami biletów.

  9. 14) Ruszanie samochodów po zapaleniu zielonego światła. W Skandynawii ludzie nauczyli się, że po zapaleniu zielonego ruszają wszyscy naraz. U nas najpierw pierwszy, później drugi, trzeci itd. I tak zamiast stać raz na czerwonym stoi się kilka razy.

    • u nas się nie da, bo zawsze ktoś się zagapi, zagada, zgaśnie mu, maluje się, rozmawia przez telefon, przełącza radio, je, pali, albo się wyłączy. Tez mnie irytuje to zamulanie na światłach, zwłaszcza jeśli w kolejce trafi się L-ka i wówczas wiadomo, że niewiele aut przejedzie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: