Napisane przez: pirath | 6 lipca 2015

źle się dzieje w państwie duńskim, czyli Coty planuje przejąć brandy od P&G…


Dziś temat zastępczy, bo przy 32 stopniach w cieniu, próba recenzowania perfum mija się z celem. Parę tygodni temu, natrafiłem w sieci na informację (link do źródła), że Coty planuje odkupić hurtem kilkanaście marek od P&G, min. Hugo Boss i Gucci. Przyznaję, temat mi uleciał, ale dziś postanowiłem go skomentować, po mojemu. Kiedyś już Wam wspominałem, że większość współczesnych mainstreamowych marek perfumeryjnych, to firmy wydmuszki. Odpicowana fasada w postaci szeroko rozpoznawalnego logotypu, która tak naprawdę nic nie wytwarza i nie ma wpływu na to, co sobą firmuje. Ot umieszcza się jej logo na produkcie i sprzedaje jako wyrób markowy. Bo przecież klient nie kupuje produktu, a sygnujący go logotyp, czego od mniej więcej dekady uczą nas producenci – wciskając nam byle co, ale opakowane w pożądaną, bo szeroko rozreklamowaną markę.

perfumery

Coty to moloch, posiadacz bardzo wielu marek w portfolio i choć Proctera też nie darzę jakimś szczególnym szacunkiem (uważam że te perfumy można robić lepiej, choć o tym w dużej mierze decyduje zleceniodawca), więc decyzja o przejściu „słabo rozwijających się marek” pod skrzydła Coty, wcale nie nastroiła mnie pozytywnie. Ujął bym to mianem przysłowiowego „wejścia z deszczu pod rynnę„, bo nie wierzę by ta roszada w choćby minimalnym stopniu wpłynęła na poprawę jakości i kunsztowności sygnowanych tymi markami wytworów – a wręcz przeciwnie, może polecieć w dół, bo jakoś te utopione miliardy trzeba odzyskać. Z drugiej strony jestem mile zaskoczony poziomem i jakością najnowszych wypustów należącego do CotyCalvin Kleina, więc może nie taki diabeł straszny? Naprawdę chciałbym, ale to nie te czasy, że o rynek walczy się jakością oferowanego produktu, dekadami buduje swą reputację – dziś steruje tym szeroko pojęty i powierzchowny marketing. My dajemy produkt, wy logo, razem dorabiamy do tego szumną i chwytliwą ideologię, następnie topimy miliony w reklamę i jakoś się sprzeda. Być, albo nie być – oto jest pytanie… Hamletem zacząłem, więc Hamletem wypada zakończyć – zwłaszcza, że ta sentencja idealnie ilustruje nastroje i atmosferę panującą w gabinetach decydentów, odpowiedzialnych za rozwój i dalszą ekspansję wspomnianych marek.

shelf with perfumes

Już sama wzmianka o pozbyciu się marki (lub jak w tym przypadku pakietu marek) tylko dlatego, że słabo rokuje lub za wolno się rozwija – powinno dać do myślenia, że coś jest na rzeczy. Przyzwyczajeni do korporacyjnej demagogii oraz języka „słupków w Excelu” – księgowi i marketingowcy chyba zanadto się zapędzili, bo perfumy to nie płatki śniadaniowe, ani szczoteczka do zębów z jakimś wydumanym ficzerem. Marka ekskluzywna, to nie jest produkt, który będzie walczył o udziały i co roku wyszarpywał dla właściciela marki kolejne kilkadziesiąt procent rynku. To nie jest tania masówka, jak jogurt, ani marka dopiero debiutująca, by wycisnąć z niej nie wiadomo co, zmieniając strategię marketingu, target i wprowadzając nową segmentację. Oczywiście to tylko moje czarnowidztwo i nie wątpię, że im się uda – boli mnie tylko ta swoista przedmiotowość i wciskanie ludziom kitu, że te liczne brandy cokolwiek robią, poza użyczaniem swego kultowego logo. A wystarczy obrócić flakonik do góry dnem i odczytać z etykiety, że często producentem jest nie marka X, tylko Coty Prestige lub Procter&Gamble. Aby nie być gołosłownym, poniżej podaję linki do ich pełnych portfolio, abyście wiedzieli komu tak naprawdę dajecie zarobić. 😉

http://www.pg.com/en_US/brands/all_brands.shtml

http://www.coty.com/brands

Shopping

Stajecie przed półką i wydaje się Wam, że to Wy decydujecie co kupicie, że jesteście panem i władcą swego portfela, ale guzik prawda. Te kilkadziesiąt marek, które widzicie na półce perfumerii – tak naprawdę należy do dwóch, może trzech gigantów, którzy są ich faktycznym posiadaczem. Oczywiście marka Hugo Boss jak najbardziej istnieje (choć bazuje na konfekcji i galanterii), tyle że już dawno temu odsprzedała prawa (udziały) do produkcji perfum, jakiemuś dużemu graczowi. Tylko nieliczne brandy jeszcze naprawdę wytwarzają perfumy, zatrudniają nosa i troszczą się o jakość i brzmienie oferowanych przez siebie perfum. Teraz już wiecie, dlaczego Gucci i Boss wypuszczają od kilku lat taką manianię? Bo ich perfumy nie mają być dobre, tylko zdobywać udziały w rynku i generować przychody za wszelką cenę. A dużo łatwiej jest sprzedać pozbawionego wyrazu, koniunkturalnego gniota, który z założenia ma podobać się wszystkim, niż coś wyrafinowanego i niebanalnego. Dlatego nowości naprawdę coś wnoszących, należy oczekiwać raczej od marek pokroju Diora, Chanel, Lalique, Thierry Mugler, Hermes, Guerlain, etc, – które naprawdę produkują swoje perfumy. Oczywiście mogą one zlecać produkcję podwykonawcy (włącznie z rozlaniem we flakony), ale wciąż to one wymyślają receptury i narzucają jakość – czego nie można powiedzieć o markach wydmuszkach, które zwykle korzystają z jakiegoś gotowca, wybranego z katalogu np. Fireminch.

in shopping

Pomijając politykę wielkiego biznesu, jak ta wiadomość przekłada się dla nas, zwykłych użyszkodników perfum? Ano nijak, dalej będziemy karmieni tą samą lub jeszcze podlejszą tandetą, którą upudrowano, odpicowano i przystrojono w otoczkę luksusu, pożądania, seksu i zmysłowości. Otoczkę, którą symbolizują (póki co, bo moda i trendy się zmieniają) roznegliżowane panie i panowie, a ci ostatni z modnymi brodami i dziwnymi hipsterskimi fryzurkami. Wciąż z plakatu będą na nas spoglądać swym zapładniającym wzrokiem przystojni goście i wychudzone laski, z kusząco rozwartymi ustami oraz wyzywająco rozchylonymi nogami. Wyidealizowane ikony, których pozy sugerują iż właśnie przeżywają orgazm, obcując z tym ponoć fenomenalnym zapachem – który w praktyce okazuje się sromotnie przepłaconą szmirą, o trwałości otwartego piwa na słońcu. Prawda jest taka, że wielki biznes i korporacje już dawno mają nas, konsumentów w d…. a ich wewnętrzne roszady, fuzje i wymiana pozycji w ich rozpasanych portfoliach, to tylko kosmetyka. Bo tu nie chodzi by zrobić dobrze nam – tylko by oni mogli pomnażać swoje krociowe zyski i wypłacać dywidendy akcjonariuszom. A „owce” mają grzecznie kupować, mamione wizją stania się lepszymi (dowartościowania się), przez używanie rzekomo prestiżowego produktu marki X i cieszyć się, że obcują z wielkim światem i luksusem*.

*którego koszt produkcji to zaledwie ułamek ceny na perfumeryjnej półce, ale to już inna inszość…

happy shopping

A może o to właśnie nam chodzi? Sami przed sobą wstydzimy się do tego przyznać i wypieramy ze swojej świadomości to co oczywiste? Oczywiście prawdą jest, że znakomita większość z nas utożsamia produkt markowy z jakością i trwałością, stąd stawiamy na marki znane i uznane. Ale przede wszystkim, w każdym z nas siedzi mały próżniak albo snob, dlatego lubimy wrzucić na grzbiet jakąś markową szmatę (najlepiej z dobrze wyeksponowaną metką). Pożądamy rzeczy markowych, a niektórych rajcuje nawet wizja spaceru po pasażu galerii handlowej, ze zwykłą torbą od Zary. A producenci dóbr luksusowych, doskonale o tym wiedzą… 🙂

Advertisements

Responses

  1. mimo wszystko portfolio coty i p&g jeśli chodzi o marki perfum nie jest tak bogate jak sie spodziewałem, jest wręcz marne – biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy spodziewałem się szerszego.
    poza CK nie mają niczego co czego uzywam bądź się interesuję. Jedynie Cerruti mnie zadziwiło swoją obecnościa na liscie ale ten brand już chyba nie funkcjonuje za bardzo

    • czy ja wiem? W ich rękach jest CK, Boss, Lacoste, Mexx, Gucci, Dolce & Gabbana, Adidas, Puma, Bruno Banani, Marc Jacobs Davidoff, Joop i Beckhama – czyli na oko jakieś 70% najczęściej rotujących marek i zapachów mainstreamowo massmarketowych, a to niewyobrażalna potęga. 🙂 Lekko stawiam, że Hermes, Cartier, Prada i Lalique razem nie sprzedają rocznie (wartościowo) tylu perfum i kosmetyków co sam Adidas 🙂 Jakby nie patrzeć, mają w ofercie w sumie najpopularniejsze i najczęściej kupowane marki i w tym tkwi ich potęga 😉

      • i dobrze, niech mają. Poza CK dla mnie to margines

        • Też tak uważam. CK ma w tej chwili najwięcej dobrych i ciekawych zapachów w ofercie (i co cieszy, również wśród nowości), no i może jeszcze Beckcham. Czego nie można powiedzieć o D&G (bo nawet swego flagowego PH schrzanili), Boss (tylko Bottled trzyma jeszcze poziom), oferta Gucci Kończy się na PHII i Gucci by Gucci Sport (ale to starocie). Podobnie z Lacoste, gdzie poziom trzymają jedynie starsze Challange, Essential i Style in Play, które wybijają się ponad przeciętność. Niby portfolia tych marek aż puchną od ilości zapachów, ale niewiele tego przekłada się na jakość i niebanalność – a jeśli już, to są to głownie starsze kompozycje, które powstały jeszcze w czasach przed wylansowaniem mody na „marketingową sieczkę”. Tyle, że ludzi nie interesuje oryginalność i poziom tych kompozycji, liczy się że są „fajne” i od znanej marki i stąd się bierze ich wizerunkowa i medialna potęga, która z kolei przekłada się na krociowe zyski ze sprzedaży tego truchła. A niestety z liczbami się nie polemizuje…

  2. Swojego Dark Obsession nie oddam za żadne skarby i to kompletnie nie ze względu na logo jak sam zresztą dobrze wiesz 😉 Sam się nie afiszuję z tym w czym chodzę ale jeśli mi się podoba to nie zważam na nic… Pomódlmy się za owieczki Marcinie. 😉

  3. O kosmetykach brak jest ciekawej wiedzy w Polsce

    • też tak sądzę i dlatego staram się to zmienić 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: