Napisane przez: pirath | 25 lipca 2015

woda mineralna bez konserwantów, czyli słówko o przeginaniu w reklamach…


Ostatni wpis o Dsquared 2 Wild oraz towarzyszącej mu kampanii reklamowej, skłonił mnie do kilku refleksji na temat współczesnego marketingu, w tym perfum. Zastanawiałem się, co ten idealnie wyrzeźbiony i wydepilowany przystojniak oraz przyjęta konwencja reklamy, mają wspólnego z przedmiotem samej reklamy?. Generalnie reklamy (nie tylko perfum) znacząco rozmijają się z rzeczywistością – a znając produkt i widząc reklamę, nijak nie potrafię obu ze sobą powiązać. Kiedyś śmialiśmy się z topornych reklam proszków do prania, gdzie gospodyni zdegradowana do roli cofniętej w rozwoju kury domowej – wyciągała z pralki ubrania (zasadniczo podmienione na nowe, bo niekiedy jeszcze ze śladami fabrycznego zaprasowania), które wreszcie doprała, przy pomocy uczynnego celebryty i rewolucyjnego proszku z nową formułą. Nie miałem pojęcia, że dopranie gaci i skarpetek, może przysporzyć tyle podniecenia – no ale jeśli ów cudowny proszek trafia do przegródki na płyn do płukania, to rzeczywiście miał miejsce cud. Dziś jest bardziej finezyjnie, bo uporczywe plamy usuwa się grafiką komputerową, a biel bielizny i zębów przywraca odpowiednimi filtrami. Nigdzie indziej plamy z zapuszczonych garnków i kuchenek, nie schodzą tak gładko, jak w reklamie.

reklama 0

Jak wygląda współczesna reklama perfum? Wyobraźcie sobie reklamę jakiegoś wyjątkowo szkaradnego samochodu, np. Fiata Multipli, czy stareńkiej Skody Favorit. Normalnie ludzie na widok takiego paskudztwa odwracają wzrok lub na ich twarzach pojawia się grymas zniesmaczenia. Ale nie w reklamie perfum. Tu ludzie patrzą na ten brzydki lub niczym niewyróżniający się pojazd wzrokiem pełnym pożądania i uwielbienia – niemalże zrywając z niego karoserię oczami. Powłóczyste, wyrażające pożądanie oraz podniecenie spojrzenia kobiet i pełne zazdrości łypnięcia u mężczyzn jeżdżących zwykłymi Audi, Mercedes i BMW. Oto król i władca szos, sunie dumnie i majestatycznie po ulicy, a wszyscy się za nim oglądają. Przypominam, że chodzi o Fiata Multiplę*…

*przepraszam, że przywołałem w Was tak traumatyczne wspomnienia, ale potrzebowałem naprawdę mocnego porównania…

reklama 1

Do tego dochodzi wszechobecna golizna. Dziś nawet buda z kebabem i sklep z częściami samochodowymi, ma na bannerze roznegliżowaną panienkę – a w reklamie pasty do zębów i preparatu na łysienie, przed lustrem wdzięczy się perfekcyjnie wyrzeźbiony model. Zresztą do samo tyczy się reklam specyfików na odchudzanie, gdzie w rolach statystów obsadza się fanatyków fitnessu, którzy bynajmniej odchudzać się nie muszą. Nie od dziś wiadomo, że reklama dźwignią handlu, a nic tak dobrze nie sprzedaje dóbr wszelakich jak odrobina atrakcyjnej dla oka golizny i znamiona potencjalnego seksu. Wszystko oczywiście sowicie podlane gęstym sosem z namiętności i pożądania, zupełnie jakby ów produkt był dla bohaterów reklamy synonimem kocimiętki. Nic tak nie wspomaga podjęcia decyzji o zakupie, jak świadomość, że kupując produkt reklamowany przez kogoś atrakcyjnego – sami poczujemy się do niego podobni, czyli atrakcyjniejsi. A że przekaz reklamowy odbywa się w na zasadzie postrzegania i analizy podprogowej, nad którą nie potrafimy racjonalnie zapanować, taka reklama będzie skuteczna za każdym razem.

reklama 3

No ale co z idiotycznymi truizmami, manipulowaniem półprawdami i wciskaniem ludziom nadprzyrodzonych cech produktu, które są niczym innym jak inaczej nazwanymi cechami własnymi, a utożsamianymi z takim produktem od zawsze? Woda mineralna bez konserwantów – czyli największy absurd, jakim od niedawna epatują reklamy przynajmniej trzech producentów. Litościwie przemilczę nazwy, ale od kiedy woda mineralna, w dodatku nie zawierająca domieszki organicznych soków owocowych, wymaga użycia konserwantów? W wodzie mineralnej, srjsly? Co więcej te reklamy dotyczą wód tzw. smakowych, a których smak i aromat uzyskano za sprawą domieszki chemii. Ale o tym akurat aspekcie, wybiórczy – a ponoć szczególnie troszczący się o nasze zdrowie reklamodawca nie wspomina… Albo olej roślinny bez cholesterolu… od kiedy coś co z przyczyn oczywistych nie może zawierać cholesterolu, miałoby go zawierać? Ale tu chodzi o wmówienie potencjalnemu klientowi urojonej cechy dodatniej produktu i wydumanej zalety. Wszak agencje zakładają, że klient to debil i idiota, który kupi każdy kit. Naprawdę nie można by powołać jakiejś komisji etyki, która oglądałaby te spoty, przed wypuszczeniem ich do emisji? Co z działalnością misyjno edukacją mediów, które powinny dbać o merytoryczną treść emitowanego materiału? No tak, przecież oni żyją z reklam, więc palcem nie kiwną, by reklamodawcy nie robili widzom wody z mózgu…

reklama

Ostatnio szczególnie rozbawiła mnie reklama innego producenta wody mineralnej, w której pewna pani zadaje szyku, biegając po hotelu i ulicy z półtoralitrową butelką wody. Jakież to poręczne i wygodne, gdy się waży około ~50 kilo i planuje wyprawę z przyjaciółkami na shopping, z wielką butlą w dłoni. Jednocześnie ta pani jest tak zjawiskowa i wywarła swym pojawieniem się tak miażdżące wrażenie na gościach i obsłudze hotelowej (notabene kradnąc kelnerowi tę wodę z tacy), że aż wybiegli za nią z hotelu. Może chcieli odzyskać tę wodę i ścigali złodziejkę?, ale tego akurat reklama nie precyzuje… Ponadto ta „dama” żłopie tę wodę, wprost z tej „poręcznej” półtoralitrowej butli (cóż za klasa), niczym napoleoński wiarus – co trochę kłóci się z jej wyidealizowanym wizerunkiem… Ja wiem, że damska torebka potrafi ważyć tyle co kowadło, ale ręka do góry – która z czytelniczek bloga idąc na miasto, bierze ze sobą półtoralitrową butlę wody i paraduje z nią w dłoni? BTW, czy przychodzenie na uroczyste przyjęcie z butelką Perwoll Black Magic, jest już passe?

reklama 4

Do tego dochodzi wmawianie ludziom sztucznych, nieistniejących i wydumanych problemów, które prawdopodobnie w ogóle ich nie dotyczą, ale zręcznie stymulują nasze zwykle uśpione ciągoty względem hipochondrii. Teraz już wiem, że moim największym wrogiem są „infekcje intymne i złe PH mojej pochwy„, a najważniejsza jest „bioretencja” i niedopuszczenie do „zakwaszenia organizmu„. No ale producent takiego substytutu diety (to nie są leki, bo tych reklamować nie można) jakoś musi nam wmówić sens i konieczność zażywania swojego specyfiku. Używa się zatem zręcznie spreparowanych zwrotów „może powodować, może się przyczynić, może doprowadzić” i inne czarnowidztwo, które pociska nam jakiś pseudo autorytet. Wprawdzie związek przyczynowo skutkowy pomiędzy nie braniem suplementu X – a wystąpieniem możliwych objawów, jest raczej przypadkowy i porównywalny z hipotetycznymi następstwami tzw. „efektu motyla” – ale kto tam będzie dociekał, przecież ta pani lub pan w kitlu, wygląda jak lekarz…

Przykład 1: Kasia nie zażyła naszych tabletek przeciwko wzdęciom, więc jej sąsiadka złamała nogę.

Przykład 2: Filip nie je naszego jogurtu, więc prędzej czy później będzie przeziębiony i dostanie kataru.

Przykład 3: Andrzej nie używa naszego szamponu regeneracyjnego, więc wkrótce wyłysieje i za kilkadziesiąt lat umrze.

Przykład 4: Ania nie żyje (potrącił ją tramwaj), bo nie brała naszego suplementu na wzmocnienie odporności.

reklama 5

Oczywiście powyższe przykłady następstw nie kupowania suplementów na wszelkie znane ludzkości przypadłości, są mocno naciągane i celowo przejaskrawione – ale dość dobrze oddają mechanizm nakręcania ludziom fobii i namawiających do ich stosowania. A więc kusi nas golizna i epatowanie seksem, wmawia się nam choroby i dolegliwości (wprawdzie urojone, ale działa na nasza podświadomość), których prawdopodobnie nie mamy – lub mamy, ale ich przyczyna i metodologia leczenia jest zgoła inna. Przedstawia nam się alternatywną rzeczywistość, gdzie uznani szefowie kuchni próbują nam wmówić że zupka i sos z proszku stanowią wyższość nad prawdziwym gotowaniem (da faq?). W efekcie mamy poczuć, że producentowi reklamowanego produktu naprawdę na nas zależy, troszczy się o nas i daje nam gotową solucję na wszystkie możliwe problemy. Ależ oni są cudowni i wielkoduszni, a jedyne co musimy zrobić w zamian – to pobiec do sklepu i kupić ich produkt…

reklama 6

Masz zgagę? po co odstawić smażone jedzenie, weź nasze pigułki. Masz kaszel palacza? po co rzucać palenie, weź nasz specyfik na kaszel palacza. Swoją drogą, który lekarz przepisuje specyfik leczący objawowo, zamiast wyeliminować oczywistą przyczynę? No ale nie od dziś wiadomo, że ludzi bardziej opłaca się leczyć niż wyleczyć, z tym że tę akurat reklamę uważam za szczególne przegięcie. Jeśli boli mnie ząb (organizm stany zapalne i urazy sygnalizuje bólem), to znaczy że dzieje się coś nie tak i mam iść do dentysty, a nie brać np. Ketanol Forte lub Morfinę, by go uśmierzyć. Więc skoro moje zrujnowane płuca i oskrzela, sygnalizują mi kaszlem, że wytrułem fajkami te włoski, służące ich samoczynnemu oczyszczaniu – to znaczy, że mam rzucić palenie, by mogły się zregenerować, a nie brać tabletki tłumiące odruch ostrzegawczy! Który lekarz przepisze mi tabletki uśmierzające, zamiast wyeliminować przyczynę problemu? – rzecz jasna ten z reklamy (o ile to lekarz)…

reklama 7

Pomijając aspekt etyczny, dlaczego reklamy tak perfidnie manipulują, wmawiają i przeinaczają rzeczywistość? Ponoć reklama nie może kłamać i wprowadzać w błąd, więc czemu takie babole wciąż mają miejsce? Czy nie znajdzie się jeden sprawiedliwy i majętny (bo batalie z korporacyjnymi prawnikami kosztują) mąż, który zacznie pozywać producentów reklam za robienie z ludzi idiotów, wprowadzanie w błąd i perfidne żerowanie na naszych instynktach? Przecież gdzieś być musi kres i granica we wciskaniu ludziom kitu i wypadało by ją jasno i precyzyjnie wyznaczyć. Czy tylko ja czuję, że treść takich reklam obraża i pogwałca moją inteligencję? Skoro można złożyć do prokuratury wniosek o obrazę uczuć religijnych (swoją drogą kolejne kuriozum), to dlaczego nie można zgłosić weta przeciwko pogwałceniu etyki, nauki i zdrowego rozsądku? Do tej pory nie pozostaje nic innego, jak przerzucanie pilotem po kanałach, gdy zaczynają się bloki reklamowe i bojkotowanie marek, które wystosowały szczególnie debilne reklamy.

reklama 8

Żeby nie było, cenię dobrą reklamę, zwłaszcza tą błyskotliwą i dowcipną. Tyle, że takich jest najmniej, bo paradoksalnie wraz ze wzrostem „poziomu” takiego spota, spada jego skuteczność oddziaływania. Na tak zwane „masy„, działają najprostsze przekazy – o banalnej, a więc łatwej do przyswojenia treści. Stąd ambitne i mówiące truskawki w jogurtach, gadające kible i maniera przedstawiania bohatera spotu jako uwstecznionego w rozwoju idiotę i życiową ofiarę, która nie radzi sobie z najprostszymi czynnościami dnia. Jak myślicie, dlaczego ludzie dzwonili na popularne przed paru laty audiotele? Bo znali oczywistą odpowiedź i chcieli się podzielić/dowieść swojej wiedzy. Tak spreparowane reklamy i konkursy tylko pozornie mają bawić, ale przede wszystkim mają podbudować i dowartościować widza, który zna rozwiązanie, a przy okazji przyswaja sobie, że problem może rozwiązać, min. za pomocą reklamowanego produktu. Powiecie, że to przecież oczywiste i nie wymaga głębszej analizy, ale ile w tym psychologii i wyrafinowanej manipulacji. Bo reklama nie powinna wymagać myślenia (podobnie jak teraźniejsza ramówka), ma zapaść w pamięć – stąd często upierdliwa częstotliwość emisji, doprowadzająca widza do szewskiej pasji. Ale nie ważne co gadają, byle gadali – zresztą pamiętacie „włączamy niskie ceny„?. Spot wywołał rekordową falę hejtu, ale jego cel został osiągnięty z nawiązką, bo miliony polaków przyswoiły sobie nazwę tego sklepu. Tylko ilu z nich będzie konsekwentnie ich bojkotować, a ilu w pierwszym odruchu pobiegnie tam po nowy telewizor? 🙂

A nie można by tak?

Reklamy

Responses

  1. Swego czasu dałem się wydymać na Excedrin , jako że mam migrenę i to mocną , tak że jeden atak skończył się udarem mózgu i pobytem szpitalnym na Neurologii na szczęście jak na razie bez powikłań , to z całą powagą mogę stwierdzić to nie jest jakikolwiek środek na migrenę , a ta reklama z Okulusem (film) to jakaś totalna bzdura , chyba się tyczy ataków z aurą ? ( dość mały procent 10-20 wszystkich migren ), ale firma jest cwana i oczywiście tego nie przyzna bo podczas aury nie wolno brać jakichkolwiek leków chyba że ktoś chce się zabić 😦 , wystarczy przeczytać ulotki innych leków na migrenę . Ja kupiłem raz Excedrin wziąłem przez dzień było bez żadnego rezultatu , resztę wyrzuciłem , zresztą jak jest w składzie aspirina , apap (paracetamol akurat ten nawet przydatny żeby wzmocnić działanie ale zupełnie innych leków na migrenę) i kofeina ( kawa zwłaszcza mocna lepiej działa ) ma pomóc , ,Placeboo wiele lepsze bo jest obojętne dla żołądka , zwłaszcza że Excedrin wcale nie jest tani niewiele tańszy od prawdziwych leków na tą przypadłość czyli tryptanów i podobno wycofano go z wielu krajów ze względu na skutki uboczne . I jak jesteśmy przy leko-suplememtach to rzuciła mi się w oczy reklama w właściwie dwie były po sobie , tej samej firmy jedna była na zatwardzenie a druga na biegunkę , ekstra już wiadomo że jak przesadzisz z jednym możesz sie ratować drugim , No i dla mnie największe reklamowe kuriozum czyli clip z farbami od pana Amaro z całym szacunkiem do kulinariów , kulinarnego celebryty z gwiazdką od Michelina a tej gwiazdki nie dostaje się za nic ( no chyba że teraz porobiono jak z zapachowymi nagrodami ) że się wybiorę ( jak dostane miejsce) do niego zwłaszcza że to raczej kuchnia prestiżowa zahaczająca o niszowość i smakowanie a nie jedzenie to się teraz boje że te farby dodaje do produktów żeby ładnie wyglądały , no bez jaj reklamowanie dla mnie chemii przez człowieka związanego z kuchnią naturalną , sorry ja wysiadam , to tak jakby wpuścić , do szanującej się kuchni w dobrej restauracji , panią Gessler z szopą włosów , no chyba że w czepku pływackim na głowie 🙂 Pozdrawiam

    • wiem co to migrena z aurą, choć na szczęście mnie osobiście ten koszmar nie dotyczy. Zważywszy na łatwość manipulacji i wmawiania ludziom wszelkiej maści dolegliwości, choćby przez błędną interpretację objawów i symptomów – jestem wielkim przeciwnikiem reklamowania leków i suplementów diety. Tylko lekarz ma kompetencje i wiedzę by zdiagnozować chorobę i wskazać odpowiednie leczenie i nie przez suplement który łagodzi objawy, a przez zlokalizowanie źródła i wyeliminowanie przyczyny. I jak się nie dziwić że jesteśmy narodem lekomanów i hipochondryków, skoro na każdym kroku zachęca się nas do faszerowania chemią, leczącą głównie objawowo?
      A co do Amaro, to uważam że powinien pozostać na swoim poletku i przy tym co robi dobrze. Chałturzenie w reklamach ani nie przydaje mu klasy, ani szacunku – ale nie mi oceniać jak kto chce spożytkować swoje 5 minut sławy. Gesslerową cenię, choć jako za osobą za nią nie przepadam, bo kobieta z klasą nie zachowuje się w tak chamski sposób, nawet jeśli wymaga tego konwencja programu. Dama na którą się Madzia kreuje, nie klnie jak szewc, nie rzuca garami, ani przede wszystkim nie wtrąca się i nie roztrząsa życia prywatnego bohaterów rewolucji, bo to po prostu nieprofesjonalne. Ale jestem jej wdzięczny za wyczulenie polaków na aspekt jakości i czystości w gastronomii, bo do tej pory miało być dużo i tanio, a od czasu kuchennych rewolucji, da się zauważyć efekt tej edukacji u rodaków.

  2. Mnie najbardziej wkurza w reklamach wymyślanie i wmawianie ludziom nieistniejących chorób. Najpierw zespół przeziębionej głowy, potem przeziębionego nosa. Może w końcu powstanie reklama z zespołem przeziębionego penisa ? 😮 Tak samo wciskają nam kit z tym zakwaszeniem organizmu. Te objawy to może dotyczyć również 1000 innych dolegliwości i chorób ale zamiast wziąć zwykły lek przeciwbólowy – wezmą już ten cały „Eliminacid” bo to już przecież zakwaszenie organizmu. Co ciekawe osoby występujące w reklamach są przedstawione nie jako normalne osoby, polecające produkt tylko jako fanatycy. Na śniadanie budyń ‚Winiary” , na obiad zupa i danie gotowe Winiary (ba ! dla całej rodziny), na Boże Narodzenie barszcz czerwony „Winiary” (Jak u mamy 😉 ) a na Wielkanoc Żurek „Winiary”. Współczuję dzieciom tych rodzin, które są szczególnie podatne na tą chemię. Niemal dostaję szału jak widzę rodziców z trójką dzieci kupujących w hurtowych ilościach zupy z torebki. Oczywiście nazwa marki jest przypadkowa i do samej marki nic nie mam, jednak osoby w reklamach mówią często wręcz z dziką fantazją w oczach jaki ten produkt jest wspaniały. Tak samo z reklamami środków przeciwbólowych.

    – O Bożę jak mi pęka głowa ! Nie ma już dla mnie ratunku

    – Ale Haniu, weź doberan forte max ! Jak jedyny zawiera paracetamol ! Jest taki wspaniały i kosztuje gorsze.

    ————————————————————————————————– Rzeczywiście od razu mi przeszło. Co ja bym bez ciebie zrobiła.

    – Co byś zrobiła bez Doberanu forte max !

    – Doberan forte max – Dla mnie to najlepszy lek.

    I tutaj dochodzimy do kolejnego żenującego triku i chwytu marketingowego.

    „Dla mnie to najlepszy lek.” Tylko skoro dla ciebie jest najlepszy to nie musi być taki również dla innych. Każda substancja działa na różnych osobach inaczej. Od tego zależy również jej skuteczność. Często również producenci podmieniają nazwę środka np: ibuprofen – „inhibitor cox”. Naiwni klienci w to wierzą a producenci już mogą szykować sobie podwyżki cen. Dlatego sam nie daję się na to nabierać i przestrzegam przed tym innych. Najlepsza jest medycyna naturalna. Przynajmniej wiesz co stosujesz, Naturalne składniki kosztują gorszę i starczają na dłużej przy analogicznie lepszym działaniu. Co najważniejsze nie faszerujesz organizmu tymi paskudztwami ! Wiem rozpisałem się trochę – ale taki to już sęk tego tematu.

    • pięknie napisane, nic dodać nic ująć 🙂 Zauważyłem też inną szczególnie irytującą zależność. Że jedzenie które jemy wcale nie jest tym czym powinno być. Pasztet już nie jest pasztetem, sok sokiem, masło nie jest masłem, jogurt jogurtem, bo wszystko zawiera tak potężne ilości wypełniaczy, zagęstników, wzmacniaczy i konserwantów, że to już nie jest jedzenie!. Zacząłbym od wymuszenia na producentach stosowania najprostszej receptury, bez całego wianuszka dodatków i pewnie nagle by się okazało, że zmniejszy się zachorowalność na choroby układu pokarmowego, krążenia, alergie, uczulenia i niestrawność. No ale po co, skoro dzięki temu można sprzedawać suplementy uśmierzające objawy uboczne stosowania diety z „żywności” która żywnością już od dawna nie jest?

      • Oczywista oczywistość 🙂 Sam unikam tej chemii i na ile to możliwe staram się robić domowe odpowiedniki. Np. jedzenie z macdonalda ( czy jak to się tam pisze), nigdy się nie psuje.

        • he he , ja uważałbym z tym „jedzenie” w kontekście jedzenia, bo to jest tak bardzo przetworzone i faszerowane chemią (choć smaczne), że co tam ma się zepsuć? 🙂 Psują się produkty organiczne i nieprzetworzone, te najszybciej tracą świeżość i zaczynają gnić, a skoro coś się nie psuje (widziałem ten filmik z frytkami i burgerami w słoikach), to znaczy że coś jest na rzeczy 🙂

  3. Niech sobie łykają Ci co nie szukają..:)

    • W końcu to u nas najwięcej łyka się wszelkiego rodzaju leków.

      • dokładnie i ciekawe dlaczego 🙂

    • koleżanka nauczyła mnie kilka lat temu uważnego studiowania etykiet na żywności. Bym naprawdę wiedział co jem. I wiesz co? Moja dieta się zasadniczo nie zmieniła, ale od kiedy wybieram produkty z jak najmniejszą ilością chemii i konserwantów – skończyły się problemy gastryczne, złe samopoczucie, problemy z ciśnieniem, a waga sukcesywnie spada. Wystarczyło wyeliminować z diety najprostsze i jednocześnie najbardziej oszukane produkty, a teoretycznie najtańsze i od renomowanych marek.

  4. Najbardziej śmieszy mnie napis na pewnym napoju firmy C*** C***: „Zawiera sok pomarańczowy” lub coś w podobie, może nie jest to standardem, że napoje pomarańczowe są z soku pomarańczowego…

    • I tu kolego Rafale troszkę się mylisz , bo swego czasu wyszła niezła zadyma z powodu nektaru z cząstkami pomarańczy bo zamiast pomarańczy była zmielona kapusta przecież jest znacznie tańsza , nie wiem jak to sie skończyło ale chyba wycofano ten produkt z rynku,i uwierz mi jeżeli chodzi o korporacje to dmuchają nas one jak małe dziecko bańki mydlane , trzeba się nauczyć jednego jak Ci smakuje to się godzisz na ścierwo za które płacisz spore pieniądze z pełnymi konsekwencjami ( otyłość cukrzyca resztę sobie dopisz ) bo dla nich liczy sie tylko zysk a nie dobro kupującego i napiszą wszystko żeby sprzedać , do tego mają prawników jak się bronić i Ciebiee tak nieładnie napisze wyr****ać. To tak jak z dopalaczami na paczce jest napisane ” nie do użytku wewnętrznego ” przywaliłeś to powinieneś mieć świadomość że poniesiesz konsekwencje ze śmiercią włącznie , , trafisz na detoksykacje nie obejmuje Takiego delikwenta ubezpieczenie zdrowotne , plus inne koszty jak policja straż pożarna itp. a to są kosmiczne kwoty , od razu by nie było sprzedaży tego typu środków i wydawania naszych pieniędzy bo myślę ze szpitale i NFZ mają znacznie ważniejsze sprawy ( np. brak refundacji na niektóre nowotwory i choroby genetyczne ) , taką ustawę pewnie można by przegłosować w jeden dzień , ale widzę że nasi politycy wolą wydawać w końcu nie swoje pieniądze na interwencje i „profilaktke” a nie żeby ten który jest pod wpływem dopalaczy poniósł konsekwencje swojego czynu ( bez poniesienia konsekwencji nie ma sensu jakakolwiek leczenie czy terapia ). Pozdrawiam

      • hmmm nie uważacie że to kuriozalne? To chyba oczywiste że jeśli coś jest pomarańczowe, to powinno zawierać pomarańcz, bo teoretycznie to nie te czasy gdy parówki robiło się z tektury… mnie to bawi, podobnie jak podział na soki, nektary i napoje owocowe. A etykieta tak zmanipulowana, że nijak nie odczytasz z niej (przed zapoznaniem się ze składem), że sok to nie sok a ów nektar. Różnica w cenie jest zauważalna gołym okiem, ale czemu nasze prawo dopuszcza tego rodzaju manipulacje? Sok może być tylko jeden, a wszelkie wyroby „podobne” powinny być z automatu oznaczane dużym napisem informującym że mamy do czynienia z substytutem, który z sokiem nie ma nic wspólnego. Dziś nawet dopuszcza się, by sok 100% był przygotowywany z użyciem soków zagęszczonych i koncentratów co samo w sobie jest absurdalnym zaprzeczeniem prawidłowości użycia słowa sok!. Albo sok wiśniowy, gdzie sok z wiśni to 1,5% koncentratu soku wiśniowego,a całość bawiona jest ekstraktem z czarnej marchwi, WTF!? I wszystko słodzone na potęgę, ale nie cukrem lecz syropami fruktozowo glukozowymi! Tak pseudo sok kosztuje 3-4 złote, a coś co jest sprzedawane jako sok (choć z soków zagęszczonych) nawet i 5-7 zł, więc ile powinien kosztować sok naturalny? 10-15 zł? Ile może kosztuje w hurcie kilogram jabłek i marchwi? Ewidentnie producenci nas dymają na każdym kroku, bo prawo i normy obchodzi się szerokim łukiem? Komuno wróć!, wraz ze swymi surowymi i nie dającymi się obejść normatywami na produkcję wędlin, nabiału i przetworów warzywnych. Gdzie sok przecierowy był sokiem przecierowym, masło masłem, a wędliny nie były szprycowane soją i solanką…

    • he he bo widzisz, to wcale nie jest takie oczywiste. Jadłem ostatnio chipsy z Tesco o smaku pomidorowego sosu salsa. Są naprawdę smaczne i czasem lubię ich skosztować. Ostatnio czytam wykaz składników i co? ani śladu pomidorów, a przecież to podstawa sosu salsa i wydawać by się mogło, że musieli użyć pomidora w jakiejkolwiek postaci do produkcji. Okazuje się, że koło pomidorów te chipsy nawet nie stały, więc ostrzeżenie, że produkt z pomarańczą w nawie może zawierać pomarańcz, jest jak najbardziej uzasadnione 🙂 Mnie bardziej irytuje umieszczanie na wszystkim (jakaś nowa moda) że produkt może zawierać lub nie zawiera glutenu. Jeszcze rozumiem ostrzeżenie, że coś zawiera orzeszki, bo ktoś może być uczulony, ale jaja i gluten? Czyżby standardowa regułka na okoliczność pozwu od kogoś, kto przebadał produkt mikrobiologicznie i odnalazł tam substancje, których w składzie nie ujęto?

      • Chodzi o nową modę na dietę bezglutenową gdyż gluten rzekomo wpływa na wagę ciała i zaburza pracę organizmu (prawdziwa nietolerancja glutenu czyli groźna celiakia dotyczy około 3% populacji). Problem jest taki że nie ma żadnych wiarygodnych badań że taka dieta ma sens, a pozbywanie się glutenu z diety u osób zdrowych jest nie wskazane. A to że producenci piszą o braku glutenu w produktach których naturalnie go nie zawierają jest tym samym jak w/w woda bez konserwantów, tylko czekać na bezglutenową wodę.

        • niestety moda na różne diety to kolejna zmora i voodoo, które często robi więcej szkody niż daje pożytku. Przecież każdy organizm pracuje indywidualnie i ma indywidualne zapotrzebowanie na konkretne składniki żywieniowe – więc jeśli nie mam nietolerancji laktozy, skazy białkowej czy uczulenia na pomidora – dlaczego miałbym go eliminować z mojej diety? Dukan ponoć siedzi za swoją dietę cud…

          p.s. bezglutenowa woda, to jest to 🙂

  5. Jako że pracuje przy Rynku Bałuckim wiec siłą rzeczy będzie o rzeczach z stamtąd w właściwie o sklepie z perfumami i kosmetykami troszkę znam właściciela i kupuje tam czasami , najczęściej brałem lakier do paznokci ( niektóre kobiety mają na ten temat schize ) a że gość ma niezły wybór i czasami ciekawostki z tego asortymentu wiec mi zamawiał co chciałem i tak przez przypadek zgadałem się o męskich perfumach z dawnych lat 🙂 ( właśnie zamawia mi Fiorda , poniżej dychy za wodę toaletową ) ale co on tam ma i może to nie w tym artykule dopisze w odpowiednim . Mnie chodzi o zupełnie coś innego o podróbki , wiadomo że ma , mówi się mu co potrzeba i załatwi „odpowiednik” twierdząc ze taki sam i trwały i tu dochodzę do sedna bo jak wiadomo obok rynku jest Hebe gdzie są oryginały i nie wnikam już w konkretną Marke czy w „odpowiednik” , kilka razy protestowałem i wyszły jaja bo „odpowiednik” ma prawie identyczne brzmienie ale to luz jak ma być podróbką to powinien takie mieć , mnie chodzi o coś innego o projekcje i trwałość w wielu przypadkach „odpowiedniki” mają te parametry o wiele lepsze niż oryginał , wiec o co chodzi tym wielkim Brandom bo już nie kumam , w tym przypadku tylko chyba o nazwę i snobizm klientów ( trza flaszke mieć przy sobie i sie obnosić ), bo dla człowieka co liczy pieniądze wygra podróbka bo jak go taka firma dmucha na kasę bo za produkt liczy sobie dobrze ponad stówę , a pachnie to do godziny , to klient ich też wydmucha i następnym razem kupi podróbkę , co pachnie i projektuje znacznie dużej . Choć ostatnio widzę że wiele firm chyba się zreflektowało i znacznie poprawiło swoje parametry co oczywiście mnie cieszy . Pozdrawiam

    • zgadzam się, sam znam i opisałem na blogu przypadek, gdzie tania podróbka Lacoste Style in Play pachniała niemal identycznie i kilka razy dłużej niż kosztujący kilkaset złotych oryginał. Ale tak spektakularne przypadki to rzadkość, co nie zmienia faktu że mimo wszystko podróbka/substytut/zapach alternatywny (jakby tego nie nazwać) to perfidne i bezczelne żerowanie na czyimś dorobku. Niestety mechanizmy prawne są w tym przepadku upośledzone (ponoć zapachu nie można zastrzec), więc producenci podróbek mają i będą się mieli świetnie. I co dziwne, producent oryginału, zamiast obniżyć cenę lub podnieść jakość, skupia się jedynie na ściganiu pirata, który zerżnął od niego kształt i wygląd flakonu, lub za mało przeinaczył nazwę… i wierz mi, że poza naprawdę nielicznymi przypadkami, podróbka wcale nie pachnie tak samo, co najwyżej podobnie – ale jak wiemy prawie czyni różnię. Choć klienci i tak mają to gdzieś… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: