Napisane przez: pirath | 26 sierpnia 2015

krótka rozprawa o sadze 1 Million, czyli o tym jak Paco Rabanne niechcący postrzelił się w stopę…


Przy okazji recenzji najnowszego i niestety okrutnie dennego Paco Rabanne 1 Million Cologne, postanowiłem uszeregować poszczególnych, a następujących po sobie „milionerów„. W przypadku serii 1 Million, samo wskazanie paluszkiem na ten najlepszy nie wystarczy – a i wypustów ze „złotą sztabą” było więcej, niż powszechnie się wydaje. Szczerze powiedziawszy o istnieniu edycji Absolutely Gold i 1 Million Dolar nawet nie wiedziałem, zaś o 1 Million Cologne wolałbym jak najszybciej zapomnieć. Dla formalności, wpierw pozwolę je sobie wymienić chronologicznie:

1 Million (2008)

1 Million Absolutely Gold (2012)

1 Million Intense (2013)

1 Million $ (One Million Dolar) (2014)

1 Million Cologne (2015)

złote sztaby Pacolegendarne i kultowe za życia, złote sztaby od Paco Rabanne

Klasyczny 1 Million, pomimo swej graniczącej z kiczem powierzchowności, krzykliwością i ostentacyjnym, wręcz odpustowym flakonem – wyznaczył pewien niepisany standard, którym zachłysnął się świat i który momentalnie podchwycił koniunkturalny światek wytwórców perfum. Wybujała projekcja i chwilami tak przeładowany, że aż groteskowy bukiet tych perfum zatrzymał ziemię, a słońce zaczęło krążyć wokół ich kipiącego kiczem flakonu. Synonim obciachu, bezguścia i ostentacyjności, którą uwielbiają nuworysze – podbił rynek, choć nie da się zbagatelizować, że ogromną rolę w sukcesie komercyjnym 1 Million odegrała szumna, szeroko zakrojona i wręcz upierdliwa kampania promocyjna. Włączamy niskie ceny!, pamiętacie? Ja pamiętam, że podczas premiery 1 Million, strach było otworzyć lodówkę… Poważnie, bałem się że któregoś dnia zastanę w niej tego „wymiętolonego” kolesia z reklamy, który zagadnie:

– sorry ziomuś, co to za miasto?…  a i lód ci się skończył…

Paco Rabanne 1 Million1 Million

„Miałeś chamie złoty róg”, aż by się chciało powiedzieć w kontekście przeboju, jaki wylansował Paco Rabanne – a konkretnie stworzyli go na zlecenie marki, perfumiarze Christophe Raynaud, Olivier Pescheux i Michel Girard. Pojawienie się pierwszego 1 Million, diametralnie zmieniło rynek perfum – ale na szczęście nie permanentnie, bo to tylko moda. A jak wiemy moda jest zmienna i kapryśna, choć lubi powracać – więc gdy największy początkowy szał na złotą sztabę minął, w zasadzie wszystko wróciło do normy. Obecnie producenci perfum prześcigają się w zmyślaniu (to nie przejęzyczenie) nowych koszmarków z szumnymi dopiskami Intense, Extreme i Parfum na etykietach, bo jak wiemy rynek nie znosi próżni. Paco Rabanne 1 Million to taki zapach z rodzaju Love or Hate. Można go kochać lub nienawidzić i wyjąwszy szczególnie upierdliwy oraz namolny w przypadku kampanii tych perfum marketing – większa część świata 1 Million pokochała. Ten zapach to mimo wszystko kompozycja zupełnie bezprecedensowa i na dodatek chwytliwa. Ponadto 1 Million to żywy dowód że słodycz – a zwłaszcza upojną i orientalizującą, najłatwiej jest sprzedać. Zresztą spójrzcie na niesłabnący sukces Joop! Homme, czy JPG Le Male

Paco Rabanne 1 Million Absolutely Gold1 Million Absolutely Gold

Tego rodzaju zapachy to kamienie milowe perfumiarstwa i jakie by mieć o tym zapachu mniemanie, nie można zaprzeczyć że jego pojawienie się wywróciło świat perfum do góry nogami. Zapach okazał się takim hitem (dla niektórych kitem), że wyłożył innym markom w diabli całe, misternie budowane strategie rozwoju. Od teraz każdy musiał mieć w ofercie coś Pacopodobnego. I zaroiło się od wszelkiej maści, nakrętce sklecanych kopii i klonów 1 Million, bo tę rozprzestrzeniającą się z prędkością infekcji wenerycznej modę, każdy chciał przekuć na swój własny sukces komercyjny. A kto w myśl prawa może komuś zabronić zrobienie kopii innych, świetnie sprzedających się perfum? Nikt, więc pomysł podchwycili min. Ted Lapidus Black Soul, Dsquared2 Potion, Calvin Klein The One Shock, Lanvin Avant Garde, Armani Code Ultimate, Davidoff The Game Intense, Viktor&Rolf Spicebomb, JPG Le Male Terrible, Diesel Only The Brave Tatoo i kilka innych marek, w zasadzie na poczekaniu wyskoczyło z własnymi wariacjami kultowego Paco. Każdy chciał mieć w ofercie własny odpowiednik/ wariację na temat 1 Million – i tym samym uszczknąć dla siebie choćby kawałek z tortu, jakim stała się oszałamiająca popularność jego brzmienia.

Paco Rabanne 1 Million Intense1 Million Intense

Oryginał sprzedawał się tak dobrze, że niektóre perfumerie wprowadziły nawet zapisy na zeszyt, bo chętnych na złotą sztabę było więcej, niż wynosiła podaż. Wyobrażacie sobie taką sytuację w czasach dzikiego polskiego kapitalizmu? Zapach schodził na pniu niczym Stoperan z apteki, podczas zatrucia nieświeżym bigosem na stołówce zakładowej… Gdy wrzawa i euforia zakupowa po pierwszej i największej od lat premierze przebrzmiały – ktoś u Rabanne postanowił zapach odświeżyć, by wycisnąć z ich złotego dziecka kilka dolarów. Prawdopodobnie 1 Million $ i Absolutely Gold to jakieś wersje limitowane – być może różniące się od prekursora serii wyłącznie flakonem, albo sygnowano je na konkretny rynek. Wiecie, coś w rodzaju Cartier Roadster Black, albo Terre d’Hermes w limitowanej edycji flakonów. Zapach ten sam, ale robi się sztuczny szum, pozorując wprowadzenie na rynek czegoś nowego. Studiowanie wykazów nut tych wersji nie ma sensu, bo jedynie organoleptyczne testy najszybciej weryfikują te kwieciste rewelacje – prefabrykowane przez kreatywnych PR-owców. By to sprawdzić, wpierw musiałbym zdobyć próbkę, zakładając że te edycje są wciąż dostępne w sprzedaży. Więc dopóki sam nie powącham, powstrzymam się od zgadywania i wróżenia czym są, na podstawie suchej analizy ich domniemanych walorów. Abstrahując od tego, czy się 1 Million komuś podoba lub nie – zapach odniósł nieprawdopodobny sukces komercyjny i wyznaczył trendy, które przez kilka lat absorbowały całą branżę perfumeryjną. Echo i pokłosie tej premiery zbieramy po dziś dzień i pokażcie mi drugi taki zapach (wyjąwszy Le Male i oudomanię, bo to zbyt oczywiste), któremu też się ta sztuka udała.

Paco Rabanne 1 Million $1 Million $

Paco Rabanne zarobił na tych chwilami przerysowanych i wyzywających perfumach fortunę, ale prawdziwie udana (od strony stylistycznej) była dopiero wersja Intense. Zapach doszlifowano i nieznacznie poprawiono, również powierzchownie wzrosła jego potężna projekcja. Trudno się dziwić, skoro klasyk był w stanie strącać sobą samoloty, gdy ktoś walnął na siebie w roztargnieniu kilkanaście chmurek… I właśnie w chwili gdy 1 Million wyewoluował do wersji Intense, stał się szlachetnym, dojrzałym i bardziej wyrafinowanym pachnidłem – świat przespał jego premierę. Trudno się dziwić, bo raz że rynek już się 1 Million nasycił, łącznie z producentami podróbek i zapachów inspirowanych jego brzmieniem – ale ja uważam, że zawiniła niefortunność formy flakonu Intense. Jest zbyt podobna do złotej sztaby, która wszystkim już zdołała spowszednieć – a ledwo widoczny napis Intense niezbyt wyróżniał tę nowość, na tle oryginału. A wystarczyło dać flakon w np. w srebrnym lub platynowym kolorze i nazwać go Platinium lub 1 Billion i ludzie znów rzuciliby się kupować. Moim zdaniem Paco Rabanne zmarnował swoją szansę, sygnując bardzo podobny, acz dużo lepszy zapach – ale na swoje nieszczęście, we flakonie łudząco podobnym do wersji oryginalnej. To dlatego zapach przeszedł niezauważony i bez echa, bo nikt nie zauważył, że to nowa wersja Intense. Szkoda, bo moim zdaniem to najlepszy 1 Million z całej rodziny i jedyny 1 Million, którego z całą stanowczością poleciłbym miłośnikowi głębokich – przyprawowo słodkich brzmień, wyrażonych z iście bliskowschodnim przepychem. Niestety w wyniku czyjegoś gapiostwa i prawdopodobnie przesytu, Intense rynku nie zawojowało.

Paco Rabanne 1 Million Cologne1 Million Cologne

Ale ponieważ tonący brzytwy się chwyta, pora na radykalną próbę wskrzeszenia serii. Teraz to z kolei Paco Rabanne prawdopodobnie podchwycił ideę sygnowania Colognes być może zainspirowany pomysłem Diora (seria Homme Cologne) i YSL (seria L’Homme Cologne), na purystyczno minimalistyczną odsłonę swego flagowca. Niestety jednym brzmienie 1 Million już się przejadło (podobnie jak moda na oud), inni wzdrygają się widząc flakon lub na samą myśl o tych perfumach – a już z całą pewnością nie wiążą tej nazwy z ideą i stylem Cologne… Całkiem słusznie, bo Paco Rabanne 1 Millon Cologne z Cologne nie ma nic wspólnego, ponieważ stylistyczne bliżej mu do YSL L’Homme. Czyżby przypadek?, w każdym razie premiera 1 Million Cologne to taka desperacka próba ożywienia trupa za pomocą nałożenia mu różu na policzki. No wyobraźcie sobie, że podupadający producent lodów planuje swój wielki comeback – przygotowując z tej okazji lody szpinakowe i o smaku podrobów… no palce lizać, ale do gastronomii, ale nie lodziarni…

Paco Rabanne 1 Million box


Responses

  1. Intense chyba było kiedyś w Twoim posiadaniu, nieprawdaż? Dodam, że ja, kobieta, lubiąca pachnących mężczyzn, za takim spryskanym delikatnie (!) złotą sztabką delikwentem, zawsze się obejrzę 🙂 Coś w tym zapachu po prostu jest, co przyciąga

    • Wciąż mam tę miniaturkę, choć nigdy jej nie użyłem i chętnie bym ją komuś sprezentował, choć uprzedzam że buteleczka jest bez atomizera. Ten Paco został stworzony właśnie tak, by podobać się kobietom i moim zdaniem cel został osiągnięty, choć uważam, że dopiero wersja Intense robi to z klasą 🙂

  2. Do dziś nie poznałem polecanego Intense a to jednak głównie za sprawą niechęci i zewsząd docierającego do moich nozdrzy oryginału, za to Black Soul Imperial noszę nadal bardzo chętnie choć już nie tak często jak kiedyś. Nawet nie rozwodzę się nad tym czym był inspirowany 😉 Obecnie mam fazę na inny głęboki zapach o jakże słodkiej i głębokiej ale w zupełnie inny sposób aurze czyli Sanal Majuscle. Flakon na nowy sezon już niebawem 😉

    • Wiem, trudno jest przemoc czasem i organiczną niechęć do danych perfum, dlatego tak trudno o chłodny obiektywizm podczas ich recenzowania. Dlatego czasem lepiej poczekać, ochłonąć i nabrać dystansu, zresztą z wieloma zapachami tak miałem. Nie znoszę One Million, ale mam świadomość że to tylko moje własne gusta i to nie powinno decydować o odbiorze perfum. Tyle że pierwszy milioner pomimo mej własnej niechęci naprawdę jest siermiężny i dopiero w wersji Intense to naprawiono… 🙂

      • Schyłkową balsamiczną bazę Jedynka ma nawet niezłą więc jak nie zapomnę a spotkam to przy okazji i Intense poznam…

        • polecam, dwójka to jeden z nielicznych przypadków w perfumiarstwie, by numer dwa przebił jakością i treścią brzmienie oryginału…

  3. Wrzucając do tematu w ramach ciekawostki a dla co niektórych (wielbicieli Milionowej zagrywki) czegoś więcej niechcący zauważyłem że Biały Jeleń w płynie 2 in 1 ewidentnie zainspirował się kultową wonią Paco bo pachnie prawie identycznie, wiadomo tyle na ile może pachnieć mydło i szampon. Nie wykluczone nawet że pływa tam rozcieńczony milionerek… 😉

    • kto wie, ale w dzisiejszych czasach nie rozróżnia się już olejków zapachowych na te dla perfum i te dla kosmetyków, leją jak leci 🙂

  4. Absolutely Gold kupiłem kiedyś przez przypadek zamiast Intense…Po pierwsze jest nieco inny. Rzecz jasna to wciąż zapach z rodziny 1 Milion ale nie jest tak, że to ten sam zapach w innej butelce. Wymieniona chociażby na fragrantice mandarynka (głowa), a dla mnie raczej jej skórka, jest wyczuwalna. Na dalszym etapie pamiętam też jakiś jakiś niuans goryczki w tej słodyczy ale ciężko mi już po takim czasie stwierdzić, w którym momencie. Chyba w podstawie.

    Zapach jest niby ładny ale na kolana mnie nie rzucił. W każdym razie po dwóch czy trzech dniach oddałem w prezencie i nabyłem już właściwy flakon. Dodam, że obdarowany jest zachwycony – nie widzi różnicy 😉

    Jeżeli o mnie chodzi, Intense jest pozycją obowiązkową w szufladzie w okresie jesienno-zimowym. Nie znam dwóch najnowszych zapachów ale nie wyobrażam sobie pełniejszej kompozycji niż ten więc nie czuje potrzeby 🙂

    • Dobrze wiedzieć, że jednak czymś się różnią, choć pewnie różnice są bardziej kosmetyczne. Wszak w „odcinaniu kuponów” chodzi o to, by zapach wciąż był w konwencji oryginału i trzepał kasę dla producenta 🙂

  5. Dawno się już tak nie uśmiałem 🙂 – szpinakowe, o smaku podrobów, malowanie trupa, spadające samoloty, bigos. Nie wiem tylko co tu jest, którą nutą tej recenzji, ale kompozycja cudowna.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: