Napisane przez: pirath | 12 września 2015

Pro Fumum Roma – Thundra, czyli tajga, tundra, jeden grzyb…


Czuję w kościach, że właśnie wraca moja druga ulubiona (po wiośnie) pora roku… Za oknem coraz ciemniej, chłodniej i wszędzie czuć zapach palonych liści. To ten okres gdy wracamy do rytuału picia wieczorem gorącej herbaty i szczelniej opatulamy się ciepłym kocem. Jeszcze dwa tygodnie temu narzekaliśmy na upały, a dziś rozgrzewamy marznące dłonie, wsłuchując się w trzask ogniska, w którym pieczemy ziemniaki i popijamy grzańca… Ehhh udziela mi się moja tendencja do melancholii, nostalgii i zadumy nad ulotnością oraz przemijaniem (po japońsku aware)… A skoro brodząc pośród suchych i szeleszczących liści, kroczy ku nam jesień – pora na wybitnie jesienny zapach…

Pro Fumum Roma - Thundra

A przynajmniej w teorii… Już na wstępie nie sposób zignorować wyraźnego akcentu „grzybowego„, który bardzo pozytywnie zaskakuje, już w pierwszych sekundach akordu otwarcia. Nie powiem bardzo oryginalnie, jesiennie i leśnie – zwłaszcza, że zapach nazwano Tundra (wg. Wikipedii bezleśne środowisko na północnych rubieżach, min. Syberii). Jest tu piękna, tylko nieznacznie zapleśniała i całkiem strawna dla nosów Europejczyków paczula, ale coś mi mówi, że ta „zapleśniała piwniczność„, którą zachowano w minimalnej formie – odpowiada pośrednio, za ów wspomniany akcent grzybów (zapach suszonych podgrzybków).

leśne grzyby

Jest to tak ewidentne i sugestywne, że aż niemożliwe do wyczarowania/wykreowania poprzez samą paczulę – więc jest tu również domieszka jakiegoś ekstraktu z grzybów. Ta dziwnie mineralna i grzybowa nuta, przypomina mi tę specyficzną aurę runa/leśnej ściółki – którą można też wyłowić w tle kompozycji Ramona Molvizara i jest to najbardziej awangardowy, niepowtarzalny i oryginalny aspekt jego perfum. Sorry ale w tej cenie (i guzik mnie obchodzi, że u Ramona występuje kryształ, złoto i platyna), warto by i sam zapach czymś się pozytywnie wyróżniał – i to się akurat (abstrahując od tej wydumanej otoczki ekstremalnego luksusu), Molvizarowi udało.

tundra

Skład Thundry jest prosty i minimalistyczny, ale efekt końcowy sprawia wrażenie czegoś bogatszego i bardziej złożonego. Muśnięta miętą paczula, plus wspomniany niuans grzybiczny – kreuje na nosicielu nieco surową, intrygującą i zarazem przyjemną aurę. Zwłaszcza, że dałbym sobie co nieco ogolić, że jest tu również fiołek, a konkretnie jego liście – które ożywiają i przydają odrobinę jowialnego ciepła, dzięki czemu kompozycja autentycznie rozgrzewa. Paczula sama w sobie również jest ciepła, zwłaszcza że w tym pachnidle jej natywną surowość znacznie utemperowano – czyniąc ją wysoce strawną i przyjazną dla nosa. Thundra to perfumy paczulowe, ale w nie do końca oczywistym wydaniu. Tutejszą paczulę doprawiono, zmiękczono i odmieniono, dzięki czemu zapach sprawia wrażenie bogatszego, pełniejszego, mniej oczywistego w odbiorze. Jest zarówno słodkawy i promienny (ciepły i słoneczny) i jednocześnie lekko surowy (chwilami chłodny niczym smagnięcia arktycznego wiatru), leśny i minimalistyczny. Ale z całą pewnością jest to zapach niebanalny i ciekawy.

syberyjska tundra

Ciekawy, bo stanowiącą oś kompozycji paczulę, ukazano tu w więcej niż jednym i nieustannie przeplatającym się wydaniu. W fazie dojrzałej to spokojne, ciepłe i dość monotonne pachnidło, buchające raz otulającym ciepłem miękkiej i słodkawej paczuli – by po chwili smagnąć nosiciela chłodem jej cierpkiej, piwnicznej, ostrej i surowej strony. W fazie dojrzałej uaktywniają się miękkie akcenty piżmowe, więc zapach nie drapie i co najistotniejsze nie zaburzyło to „wyważenia” całości aranżacji. Thundra nieustannie waha się i miota, pomiędzy swymi dwoma, dość skrajnymi obliczami – ale właśnie ta zmienność i niestałość (podobnie jak vetyvera w przypadku Lalique Encre Noire), sprawia iż jest to ciekawe i zarazem ujmujące pachnidło. Gdy już się finalnie uleży, pomimo swej dyskrecji, wciąż milusio rozgrzewa.

niegościnna tundra

Projekcja umiarkowana – ale trwałość, jak przystało na standardy Pro Fumum, potężna (marka słynie z ekstremalnej, przeszło 50% koncentracji olejków). Tyle, że ów wątek grzybowy mąci mi spokój ducha… Może ktoś w Pro Fumum pomylił Tundrę (brak drzew) z Tajgą (są drzewa)? Może te perfumy miały się nazywać Thayga, ale zbyt późno wychwycili pomyłkę? Ale i to nie tłumaczy, dlaczego dla wyartykułowania surowych, zimnych i niegościnnych terenów arktycznych – wybrano paczulę… Osobiście użyłbym jakiegoś sugestywnego igliwia i żywic, a nie paczuli, którą kojarzymy z tropikalnymi obszarami AzjiPro Fumum Roma - Thundra EdP

Rok powstania: 1996

projekcja: umiarkowana

trwałość: potężna

Skład: paczula, mięta, białe piżmo,


Responses

  1. Do poznania jak przystało na PfR 😉

    • też lubię tę markę, bo jak przystało na nisze jest bardzo treściwa,a przy tym niezbyt nadęta 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: