Napisane przez: pirath | 16 września 2015

CB I Hate Perfume – Burning Leaves, czyli zapach palonych liści…


Nisza to kolebka i ostoja oraz naturalne środowisko woni ekstremalnych, skrajnie nietuzinkowych i ortodoksyjnie nonkonformistycznych. Zapachów tak dziwnych, czasem odrażających i niekonwencjonalnych, że tylko dziwacy i ekscentrycy odnajdują niemalże perwersyjną przyjemność używania czegoś tak abstrakcyjnie odjechanego. Burning Leaves też są niekonwencjonalne, ale jednocześnie piękne i pomimo swej ekstremalnej odmienności od tego co uchodzi w perfumiarstwie za kanon – są bliższe sercu i duszy każdego z nas, bardziej niż jakiekolwiek inne perfumy… Myśląc o niszy i zapachach ekstremalnych, mamy na myśli wonie pokroju Petroleum, Sege Noir, Complex, Musc Ubar, Fumidus czy Incense Normy Kamali. Wonie tak ekstremalnie trudne, że tylko nieliczni decydują się ich świadomie używać. Burning Leaves to perfumy HARDCOROWE, ale nosi się je z tak niewyobrażalna lekkością i przyjemnością jak to tylko możliwe. Sekretem jest ich naturalność – zupełnie jakbyśmy obcowali z zapachem świeżo skoszonej trawy lub powietrzem po burzy.

suchy liść klonu

W sumie mógłbym zakończyć tą recenzję jednym zdaniem: zapach palonych liści i koniec. Ale obcowanie z tym zapachem okazało się tak inspirującym, wręcz metafizycznym doznaniem – iż nie sposób przejść po nim do porządku dnia. Może zabrzmi to buńczucznie, ale nie spodziewałem się, że coś mnie jeszcze tak ekstremalnie i zarazem pozytywnie zaskoczy. Czymś tak prostym, oczywistym i jednocześnie pięknym. Wiem, że Demeter nie takie cuda oferuje (od zapachu smażonego bekonu, przez zapach kleju roślinnego, pomidora, ekskrementów, itp.), a Honore des Pres oferuje min. perfumy pachnące po prostu marchewką. Ale jeśli zaaplikować sobie Burning Leaves od tak, w ciemno i z zaskoczenia – człowiek przeżywa szok. Skonfundowany i skonsternowany, kręciłem z niedowierzaniem głową i natychmiast odpaliłem fragrantikę, by sprawdzić co to jest!. Olgo dziękuję Ci! Sprawiłaś mi ogromną niespodziankę i udało Ci się wprowadzić mnie w osłupienie…

CB I Hate Perfume - Burning Leaves

Subtelna, jakby rozwiana przez wiatr woń palonych jesienią ognisk. Ledwie tlących się stert z dymiącymi liśćmi, spośród których dobywają się i snują przy ziemi gęste, białe obłoki dymu i pary. Z bliska ta woń gryzie i szczypie w oczy, ale gdy unosi ją w swych ramionach jeszcze ciepły, jesienny wiatr – czy naszemu spacerowi i zadumie, może towarzyszyć wspanialszy zapach? Zapach tak swoisty i naturalny, tak autentyczny i ciepły – tak przejmująco sugestywny, że aż chce się za nim podążać. Zapach za którym tęsknimy i na który co roku czekamy (a przynajmniej ja). Aż trudno uwierzyć, że ktoś stworzył tak ekstremalnie niszowe i jednocześnie porywająco piękne perfumy!. Perfumy dla romantyków i melancholików, zapach który nawet w biurze pełnym dzwoniących telefonów i brzęczących świetlówek – pozwoli się wyciszyć i poczuć jak podczas długiego, jesiennego spaceru… Jakże bym chciał móc dać każdemu z Was tego doświadczyć – niestety dysponuję tylko skromną próbką… Ale jeśli kiedyś zobaczycie te perfumy, OBOWIĄZKOWO postarajcie się o próbkę.

płonące liście

Ten zapach stanowi tak uroczą i zwartą całość, że aż przykro próbować rozkładać go na czynniki pierwsze. Niewątpliwie jest tu aldehyd, który miałem kiedyś wątpliwą przyjemność wąchać w formie skoncentrowanej, na jednych z Warsztatów zapachowych Sabbath z Sabbath of Senses, który pachnie spalenizną i przypalonym mlekiem. Jest tu też odrobina karmelizowanego niemalże na węgiel cukru i zapach liści klonu (choć równie dobre może to być skarmelizowany syrop klonowy). Jest też woń palonego drewna, równie piękna co zapach dopalających się zgliszczy lub ogniska w innym jesiennym pachnidle – Black Turmalinie Oliviera Durbano. Tu warto podkreślić, że pomimo drzemiącego w BL ekstremum, zapach jest zadziwiająco delikatny i powściągliwy. Ludzie prędzej pomyślą, że to pachną Wasze ubrania – wciąż przesiąknięte dymem po niedawnej nasiadówce przy ognisku. To woń dyskretna i kameralna, nieco słodka – wręcz przytulna i przy tym ekstremalnie intrygująca. Zatem gdy jej użyjecie, nie grozi Wam wybuch paniki i włączające się tryskacze przeciwpożarowe… 🙂 Niestety zapach jest też bardzo nietrwały, więc pomijając jego urzekające i zarazem awangardowe brzmienie – należy go uznać jako interesującą ciekawostkę, niż pełnowartościowe perfumy… Tym bardziej, że dość szybko gubi tą dymną część z niuansami palonego drewna i liści – a na skórze pozostaje wątła i wątpliwej urody spalenizna.

dym z palonych liści

posłowie:

Czy to nie dziwne, że marka produkująca perfumy, nazywa się „nienawidzę perfum„?. Już wstępne zapoznanie się z ich dość rozpiętym portfolio, sugeruje iż w ten przekorny i być może ironiczny sposób – pragną wyróżnić i podkreślić swoją niewątpliwą odmienność. W końcu nie wytwarzają perfum w pojęciu klasycznym – i w tym kontekście, mogą tej formy szczerze nie znosić. I Hate Perfume, podobnie jak Demeter i Honore des Pres, to projekt oferujący zupełnie odmienne i skrajne, podejście do kreowania zapachów. Bawią się nim, szokują i polemizują z głównym nurtem, za pomocą swych olfaktorycznych performance’ów – wykraczając daleko poza kanon, prowokując i igrając z przestrzenią publiczną. Chciałbym poznać więcej ich zaskakujących kompozycji. Może nie są to dzieła użytkowe sensu stricte, ale tak jak haute couture znacząco ubarwia modę, tak i perfumiarstwo potrzebuje tego rodzaju alternatywy i odskoczni. Zwłaszcza, że tradycyjna nisza umiera, a wokół mnóstwo nudnej, przewidywalnej i skorelowanej pod publiczkę, sztampy…CB I Hate Perfume - Burning Leaves EdP

rok powstania: 2005

nos: Christopher Brosius

projekcja: dobra, później kameralna

trwałość: do dwóch godzin, później robi się nieciekawy i zupełnie zanika

Skład: liście klonu, woń palonych liści, aldehydy, zapach palonego drewna,

Advertisements

Responses

  1. „Her perfume smells like – burning leaves” 😉 Type o Negative, „Black No. 1”

  2. Tak,tak,tak! Zapach niesamowity. tego po nim oczekiwałam. Piękne palone liście. Ale cóż , jeżeli znikają ze ,mnie tak szybko..I rzeczywiście pozostawiają po sobie coś niemrawego na skórze. Ale warte poznania!

    • ha! czyli nie jestem odosobniony w moich odczuciach 🙂

  3. Brosius przed założeniem IHP pracował dla Demeter. To widać w niektórych kompozycjach marki. Na przykład w Memory od Kindness czy burning Leaves właśnie. 🙂

    • heh witaj Sabb 🙂 dzięki, dobrze wiedzieć 😀

  4. …Wciągająco 😉

    • jest śliczny, ale niestety to tylko ciekawostka niż pełnowartościowe i użytkowe perfumy. Zapach który można użyć na Zaduszki, Halloween, czy Sylwestra, ale nie do biura, czy imprezę…

      • Zgadzam się. Bardzo lubię Burning Leaves, ale ich noszalność jest raczej „domowa” niźli „wyjściowa”. Ot, wypsiurdać się w domowym zaciszu i zaciągać słodkim dymkiem.
        Cieszę się, że mogłam Ci taką „niespodziewankę” zaproponować do testów.
        Świetna recenzja!

        Pozdrawiam jesiennie

        • Zatem tym bardziej Ci dziękuję i posyłam buziaka :*


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: