Napisane przez: pirath | 25 września 2015

Clinique Happy for Men, czyli piorę, więc jestem szczęśliwy…


Uwielbiam zapach świeżo upranego prania. A Szczególnie tę delikatną woń, która ciągnie się ogonem, za nosicielem ubrań – wypranych w wysokiej jakości i zwykle zagranicznym proszku. Mówcie co chcecie, może i Niemcy przeginają z ilością perfum, w swoich środkach piorących – ale za to jak one piorą i pachną… Nikt mi nie wmówi, że podlejsza jakość tych samych detergentów, ale produkowanych na rynek polski – wynika z tego, że nasze gospodynie sypią ich więcej… A co to ma do rzeczy? Ilość proszku na jeden cykl prania, zależy od stopnia zabrudzenia i twardości wody – ale przede wszystkim od widzimisię piorącego. Jeśli klient ma kaprys zużyć choćby całe opakowanie proszku na jeden raz, to jest to jego sprawa – a nie decyzja, którą odgórnie podejmuje producent, świadomie zaniżając jakość i stopień koncentracji produktu, który oferuje na naszym rynku!. Zgadzacie się ze mną?

Clinique Happy for Menale ja nie o tym…

Poznałem Happy już 5 lat temu, ale przelotnie i z papierka – stąd brałem wielką poprawkę na jego zniewalające otwarcie. Co z tego, że wówczas wydał mi się śliczny, rozkoszny i nic tylko tulić, adorować i uwielbiać – skoro życie uczy, że blotery kłamią nie gorzej niż politycy. Podobnie miałem z DKNY I Love New York i najnowszym Mexx Life Is Now, które również zachwycały z papierka, więc lepiej się nie napalać. Ale ostatnio dzięki uprzejmości Pawła (pozdrawiam serdecznie) miałem okazję wypróbować te perfumy na własnej skórze. O dziwo na skórze ich otwarcie prezentuje się nie gorzej niż na papierku – i pojawia się w nim niuans tej specyficznej, acz wyrafinowanej i urzekająco przyjemnej świeżości, jaką zwykły pachnieć wysokiej jakości proszki do prania. Wpleciona pomiędzy nuty morskie i cytrusy woń detergentu i mydła piorącego – jest do tego stopnia wyraźna i sugestywna, iż nie sposób ten akcent pominąć.

proszek do prania

W otwarciu, poza ekstremalnie soczystymi i wyjątkowo przyjemnymi (i nieczytelnymi) cytrusami – czuć też, dosłownie namacalną obecność proszku (najpewniej niemieckiego, bo te są równie solidnie uperfumowane), wąchanego wprost z jego opakowania lub wiórków mydlanych, służących do prania. Mydełka do mycia rąk pachną nieco inaczej, stąd jednoznaczny nacisk na woń środków piorących. Ale podkreślam, WYSOKIEJ JAKOŚCI, bo w ten sposób pachną jedynie proszki z najwyższej półki. Czuć wybitnie syntetyczne kwiaty, cytrusy i akcenty ozonowo morskie, ale jest tu coś jeszcze. Jest w tej woni coś niezdefiniowanego, ale cudownie pieszczotliwego (i nie frezję, konwalię, cyprysa i mandarynkę, mam tu na myśli) – jak w zapachu towarzyszącemu unboxingu nowej elektroniki, czy zapachu wewnętrznej strony folii ochronnej z wyświetlacza. Ta ultra wysublimowana mieszanka przywodząca na myśl jakby kaszmir, ananasa i coś co przypomina fazę dojrzałą Hermesa Concentree d’Orange Verte. Na pewno nie jest to ISO E Super, a aldehyd* – zwłaszcza, że ów niuans, pojawia się bliżej otwarcia, a nie akordzie bazy. Co tu dużo mówić, podobnych klimatów doświadczymy w będącym tego kwintesencją, Escentric 02 od Escentric Molecules

*dokładnie ten sam, co w składzie Laine de Verre Lutensa

Clinique Happy for Men box

Porażająco piękna, kojarząca się z czystością, jasnością i ultra wysublimowanym puryzmem świeżość Happy, autentycznie nastraja optymistycznie. Szkoda tylko, że zapach nie pachnie tym ślicznym i nader wdzięcznym niuansem przez cały czas* – zbliżonym zresztą do aranżacji, nie mniej uroczego i również przypominającego wysublimowaną świeżość prania, w Avon Pure O2. Wprawdzie oba wybrzmiewają dość sztucznie, ale życzyłbym sobie, aby wszyscy producenci perfum potrafili wyczarować coś tak diabelnie przyjemnego, z ewidentnie syntetycznych nut zapachowych. To się udało Clinique bez pudła (Avon zresztą też) i aż mi było przykro, gdy ten „proszek do prania” został koniec końców spłukany z mojej skóry, przez następujący po nim akord. W fazie dojrzałej, zapach staje się subtelnie zielonkawy i delikatnie drzewny – ale jeśli mam być szczery, bardziej odpowiada mi pierwotne brzmienie Happy for Men. Brakuje mi w finiszu tej wyszukanej, wyrafinowanej i pieszczotliwej aury „niemieckiego OMO„, którego nader subtelna woń, pozostaje na ubraniach jeszcze przez długie tygodnie od ich uprania.

*Przy tym nie jest to puryzm absolutny, jak w Prada Infusion d’Homme.

uprana koszula

Faza dojrzała też jest lekka, przyjemna, ale już nie tak pieszczotliwa jak jej preludium. To głownie echo tej wcześniejszej, detergentowej świeżości – maźnięta bardziej niż kameralnymi i wysoce oszczędnymi drewnami, o niezidentyfikowanym rodowodzie. Happy jest niemal równie lekki i finezyjny, co Gucci by Gucci Sport, ale jednak mu ustępuje. Szczęście to naprawdę lekkie i bardzo dyskretne perfumy, idealnie niezobowiązujące i nader taktowne. Przy tym są na tyle intrygujące, by pomimo swej niewątpliwej oszczędności i wyzierającej zeń błahości – skutecznie zwrócić na siebie uwagę (i zyskać przychylność) otoczenia.

pranie

To nie jest klasyczny słodkawy casualowiec, a coś co wybrzmiewa głównie wysoce ujmującą, zielonkawą świeżością – więc punkt dla Clinique za wykonanie i niebanalność konceptu. Owszem niebanalność, gdyż pomimo iż woń detergentów zwykle kojarzy się z banałem i trywialnością zapachów od Lacoste – ale nie w tym przypadku. Tym perfumom bliżej pod względem wyrafinowania, do Abercrombie & Fitch Fierce i wspomnianego Gucci by Gucci Sport, niż infantylnej siermiężności linii L.12.12. Szkoda tylko, że Happy (czy też może dlatego) ma dość umiarkowaną projekcję i trwałość, gdyż perfumy pachnące jego pierwszą, uderzeniową fazą – mógłbym nosić bez końca… Clinique Happy for Men EdT

rok powstania: 1999

projekcja: umiarkowana, z czasem oszczędna

trwałość: dobra

Głowa: lima, nuty zielone, mandarynka, cytryna, nuty morskie,
Serce: frezja, jaśmin, konwalia, róża,
Baza: cyprys, piżmo, drzewo gwajakowe, cedr,

Reklamy

Responses

  1. You made my day!: „… blotery kłamią nie gorzej niż politycy…”
    I prawda to najprawdziwsza. Tak samo , jak moja osobista prawda : nie oceniaj zapachu po pojedynczym psiku na rękę ( czy jakąkolwiek inną partię ciałka) , tylko po totalnym użyciu.
    Zapachy Happy przyciągają mnie świetną nazwą, kolorem i prostotą formy. Przemawia do mnie,że codzienne łypniecie na toaletkę z napisem „happy”, uszczęśliwi mnie na resztę dnia ( tak samo jak perfumy „I`m a sex goddes” są pożądane z tego samego powodu ;-))
    No to dobrej niedzieli!

    • Faktycznie, nazwę ma ciekawą, ale najlepsze jest to, że anturaż tych perfum w pełni pokrywa się z ich wydźwiękiem na skórze. owe Happy to nie tylko tania demagogia, to szczęście naprawdę tu czuć, podobnie jak w Davidoff Good Life 🙂 I Tobie również Olu, choć gdy to piszę, may już środę 😀

  2. Dziękuje za recenzje ( i Pozdrowienia ) mojego ulubionego zapachu na lato , po przeczytaniu tytułu recenzji myślałem że go totalnie zjedziesz a tutaj taka niespodzianka , dla mnie on jest tak słitaśny , pozytywny i niepowtarzalny że spokojnie sie wyróżnia wśród wszelkiego rodzaju wodno-świeżych zapachów dla temperatury 20+ stopni Celcjusza ( Armani , D&G , Bvgari ) i nie przechodzi w fazę błotno-zgniło-fekalną jak niektóre świeżaki na mojej skórze . I co ciekawe na mnie raczej brzmi owocowo , na początku cytrusowo-mandarynkowo a póżniej pojawiają sie nuty wodne wraz z brzoskwinią . Moim zdaniem zapach mimo że to woda kolońska spokojnie może być uniseksem włączając nawet w to nasze małe pociechy , bo w zasadzie nie znam osoby która tego zapachu nie lubi , i jest na tyle uniwersalny że pasuje nawet do letniej marynarki .
    Jeżeli miałbym porównywać go do innego zapachu to najbliżej Happy do Waty aka Wełny Szklanej od Lutensa ( i jeszcze jednego zapachu kojarzącego się nazwą do „Androidowego Seksu” naprawdę 😉 , mam nadzieje że niebawem prześle Ci próbkę wiec sobie przetestujesz ) ale jest bardziej obły i spokojniejszy , mniej dokazuje na skórze i jest w póżniejszej fazie mniej cytrusowy a bardziej wodny .

    POZDRAWIAM

    • Ależ cała przyjemność po mojej stronie Pawle 🙂 Siłą tego zapachu jest jego finezyjna prostota, osnuta właśnie na świeżości detergentu, acz wyrażono ją w nader wyrafinowanej i miłej dla nosa formie. Laine de Verre to właśnie Wata Szklana Lutensa 🙂 również pozdrawiam i jeszcze raz Ci dziękuję 🙂

  3. Nie wiem co powiedzieć bo niby detergenowo-proszkowe klimaty do mych nie należą (mimo że ostatni płyn do płukania czuję teraz na swym podkoszulku i pieści me nozdrza delikatnie kwiatowo drzewnym niuansem) ale opisałeś to tak ‚uroczo’ że zdało by się zapoznać. Szukam nadal ciekawego swieżaka na przyszły rok – już teraz, więc tym chętniej się przekonam. 🙂

    • bo ten zapach jest uroczy i kojarzy się z taką niezobowiązującą, diabelnie przyjemną blisko skórną i ledwo wyczuwalną świeżością czystej bielizny 🙂

  4. szkoda tylko ze nie ma lepszych parametrów, tak to można go rozpatrywać raczej w kategoriach mgiełki do ciała niż perfum

    • wiesz nie wszystko musi być wiecznie trwającą siekierą – czasem dobrze jest sięgnąć po delikatny zapach i względnie go reaplikować.

      • nie popadajmy w skrajności, Happy to bliżej do scyzoryka niż do siekiery

        • za to z jakiej dobrej stali wykuto ten scyzoryk…

          • co z tego skoro tak łatwo go zgubić w kieszeni ;P

  5. Masz rację Piracie, blotery kłamią i dlatego musiałbym go jeszcze kiedyś wypróbować na skórze, żeby poczuć jak naprawdę pachnie. Dawno temu wąchałem go z blotera i zapamiętałem jako zapach kwiaciarni ze wszystkimi jej zapachami kwiatów, gałązek świerkowych i zmiażdżonych łodyg. Tak to zapamiętałem. Przy najbliższej wizycie w perfumerii sprawdzę jak to rzeczywiście pachnie. Pozdrawiam.

    • sądzę że poczujesz różnicę, ale na skórze zachowa swój krój, choć uwypuklą się nieco inne nuty i niuanse, ale koncepcja świeżości pewnie się zostanie


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: