Napisane przez: pirath | 15 października 2015

Rasasi Ashaar Pour Homme, czyli wysoce proeuropejski przybysz z bliskiego wschodu…


Uwielbiam perfumy orientalne, a zwłaszcza te rdzennie orientalne, bo tylko one wciąż wybrzmiewają orientem z prawdziwego zdarzenia. Oczywiście to nie reguła, zwłaszcza gdy uświadomić sobie, że prawie 70% perfum na rynku (europejski mainstream i nisza) to kompozycje mniej lub bardziej orientalne – ale większość kupujących, nie zdaje sobie nawet z tego sprawy. Tyle, że od pewnego czasu odczuwam swoiste znużenie orientem, a zwłaszcza gdy obcuję z tzw. orientem komercyjnym – czyli osnutym na modnym, wtórnym i przez to nudnym połączeniu, nieśmiertelnej róży z oudem. Cóż odkrywczego może wnieść 50-ta wariacja, tego wyeksploatowanego już na wskroś połączenia? Na szczęście, trafiają się też zapachy mniej koniunkturalne, acz wciąż intrygujące swym krojem – i w tym przypadku, nie do końca bliskowschodnim… Takim zapachem jest właśnie Rasasi Ashaar, bo nie uświadczycie w nim ani róży, ani oudu, ani „monstrualnej zwalistości„, typowej dla wonności orientalnych.

Rasasi Ashaar Pour Homme

Ashaar przynajmniej pod jednym względem jest wyjątkowy i zniewalający. Chodzi o jego iście orgazmistyczne otwarcie, które wyda się szczególnie przyjemne miłośnikom żywic i twórczości Marca Antoine Corticchiato. Żywic zaserwowanych na dość upojną, soczystą, ździebko słodką i typowo orientalną modłę. O dziwo nie chodzi tu o olibanum, a lekko świdrujące niczym soki iglaków, słodkie i niemalże śliwkowo owocowe żywice labdanum, elemi i galbanum. Wita nas przepiękne i niesamowicie apetyczne połączenie żywic i umiarkowanie wylewnych, nieco przesuszonych przypraw – układające się na podobieństwo Christiana Lacroix Tumulte oraz Wazamby i Aziyade od Parfum d’Empire. Ma się wrażenie obcowania z kandyzowanymi i suszonymi owocami, ale tak naprawdę to połączenie wonnych żywic i przypraw, tworzy ten jakże przyjemny i niestety krótkotrwały miraż. Już w godzinę, może dwie od aplikacji – to kuszące brzmienie zanika, kwiląc coraz ciszej, aż do zupełnego zaniku. W akordzie serca, Ashaar’owi bliżej do europejskiego casualowca, osnutego na stonowanych drewnach i spłowiałych przyprawach. Tutejszy kardamon, zwykle dźwięczny i wysoce inwazyjny – utemperowano i ściszono, by współgrał i wybrzmiewał w tej samej głośności i tonacji, co muśnięte ni to pieprzem, ni to piżmem, spłowiałe nuty drzewne. Ale to też jedynie złudzenie…

żywica

Wprawdzie jeśli dać tym perfumom odrobinę ciepła i wilgoci, ta cudowna i żywa żywiczność powraca, w formie cudnej urody drydownu – ale trudno oczekiwać, by nosiciel robił pompki lub biegał po schodach, aby pobudzić swe perfumy do życia… W swym początkowym stadium jest prześliczny, ale szkoda że nie poprowadzono/ podtrzymano tego wątku dłużej – albowiem finisz tych perfum rozczarowuje, a przynajmniej mnie i to z jednego, solidnego powodu. Zapach ma niesamowicie tłustą fakturę, więc jego replikacja może nastręczać pewnych niedogodności – pozostawiając na skórze świecące, tłuste i długo utrzymujące się plamy. Oczywiście te plamy to zasługa ISO E Super, którego dyskretna i specyficzna woń, ujawnia się wraz z przebrzmieniem najbardziej dźwięcznych akordów początkowych. Wyjąwszy apetyczne i ultra pociągające otwarcie – ich faza dojrzała, to w zasadzie perfekcyjnie zaaranżowana mistyfikacja. Mistyfikacja oparta na cudownych i magicznych właściwościach ISO E Super, które odpowiada za ten oleisto kadzidlany oraz pieprzno drzewny, minimalistyczny i wysoce powściągliwy charakter akordu bazy.

czystek

Owszem, nawet w tej nader oszczędnej i powściągliwej fazie, są wciąż wyjątkowo przyjemne, balsamiczne i pociągające – ale nie za sprawą udziału wyszukanych ingrediencji, a sprytnego zabiegu ze sporą domieszką wspomnianego ISO. Ilekroć mam do czynienia z perfumami zawierającymi ten składnik, mam podobne obiekcje. Bo czy pochwała brzmienia i kroju tak spreparowanych perfum, jest aby zasłużona? To trochę jak przyznać tytuł „najpiękniejszej” kobiecie, której twarz poprawiono wpierw skalpelem, a później wyretuszowano Photoshopem. Urok brzmienia dojrzałej fazy Ashaar’a, nie wynika z cudownej korelacji nut, ani pietyzmu i kunsztu perfumiarza – a z zastosowania taniego i nie do końca uczciwego zabiegu, polegającego na dodaniu do składu ISO, które samo w sobie stanowi arcy intrygujące i przepiękne perfumy. Tak naprawdę poza ISO, jest tu tylko lekko ujęte drewno sandałowe, za to pięknie współgrające, z żywicznym drydownem.

drewno sandałowe

Teoretycznie, gdyby oddalić zastrzeżenia odnoście nadużycia ISOAshaar to pachnidło prześliczne, zgrabne, dyskretne i wyjątkowo pociągające swym kameralnym i intrygującym bukietem. Perfumy można interpretować jako całość lub starać się rozbić na poszczególne składniki – ale tylko ta pierwsza opcja pozwala w pełni się nimi cieszyć. Zdaję sobie sprawę, że nie każdego to interesuje i czuje potrzebę drążenia tematu – wszak liczy się efekt końcowy. Dlatego wspominam o tym z obowiązku, bo nie wnikając w szczegóły – to nader przyjemny, wręcz idealny na zimę zapach, o wybitnie nieorientalnym i wysoce pociągającym kroju. Wprawdzie projekcję ma nieco pylistą i przygaszoną, ale obecne w nim ISO sprawia, że pachnie ciepło i bardzo długo. Wprawdzie lwia część jego bytności to blisko skórnie kwilenie – ale to tylko sprzyja intymności… Reasumując, na plus należy zaliczyć cudownej urody korelację żywic z sandałowcem – a jako minus, tani chwyt, polegający na wysłużeniu się magią ISO E Super, które odwaliło za perfumiarza resztę roboty…Rasasi Ashaar Pour Homme EdP

rok powstania: 2012

projekcja: umiarkowana

trwałość: bardzo dobra, acz blisko skórna

Skład: kardamon, cynamon, bergamotka, cedr, drzewo sandałowe, mech, styraks, oud,

Reklamy

Responses

  1. Mnie podkręcanie perfum ISO jak i samo ono (choć jakby nie było ładne jest) jednak wkurza dlatego jak słyszę o kolejnej kompozycji z jej udziałem to naturalnie już nie umiem się napalić. Otwarcie musi być naprawdę niezwykłe… szkoda więc że to nie cudowna uwertura do całości wybitnego dzieła.

    • otóż to, perfumy z ISO są jak chipsy nafaszerowane glutaminianem, wzmacniaczami smaku i aromatu, przez co produkt naturalny i wolny od wszelkich „power up’ów” wypadają słabo i mniej interesująco. Też bym wolał by ta uwertura wybrzmiewała zapętlona do samego końca 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: