Napisane przez: pirath | 23 października 2015

Iceberg – Eau de Iceberg Oud, czyli dziecko probówki i szalonego chemika…


Po pierwsze, NASA i CERN wydały oficjalny komunikat, że znalazły w tych perfumach oud!. To nie żart, ani pusta i niczym niepokryta wzmianka w wykazie nut!. On naprawdę tu jest i tańczy dla mnie, tfu – atakuje nozdrza swoją pełną mocą, już od pierwszych taktów akordu otwarcia!. Niesamowite jak na niezbyt górnolotny mainstream i ingrediencję, zwykle upychaną gdzieś bliżej końca i w iście homeopatycznej ilości. W pierwszej chwili przypomina fazę dojrzałą klasycznego M7, którego bukiet już się ładnie uleżał na skórze, od co najmniej kilku godzin. Pachnie pięknie, intrygująco i zarazem niezobowiązująco, jak na dojrzałą fazę eM Sept przystało. Niestety ten bardzo poprawny i przyjemny niuans nie trwa długo w swej niezmiennej postaci, szybko zaczynając się wyostrzać i dość szybko gubi otoczkę z subtelnej, wysmakowanej, jakby paczulowej słodyczy – pozostawiając na skórze jedynie siermiężny, skromny i wysoce syntetyczny, drzewny monolit. Dodam, tylko że tutejszy oud jest wytworem probówki, ale za to jego obecność jest mocno wyczuwalna (syntetyk jest o niebo tańszy, niż agar pochodzenia organicznego).

Iceberg - Eau de Iceberg Oud

Jak na syntetyka, wybrzmiewa całkiem przyjemnie i swojsko, tyle że zaserwowano go w dość ciężkim i jednocześnie, zaskakująco lakonicznym wydaniu. Owszem ma impet i nośność oudu, ale brakuje mu jego tłustości i szlachetnej głębi. Bardziej przypomina gorzkawą spaleniznę, przybraną purystycznymi drewienkami, na wybitnie nowoczesną modłę – niż choćby najmocniejszy oudowy monolit, rodem z bliskowschodniego orientu. Zamysł mieli piękny, wszak kompozycję muśnięto szafranem i imbirem, ale moje zastrzeżenia tyczą się raczej samego wykonania niż konceptu. Cieszę się, że Icebergowi udało się ukazać inne oblicze najmodniejszej ingrediencji świata ever!, ale jednocześnie zapach aż męczy swą wybujałą syntetycznością. Gorzki, suchy, apteczny oud, sprawiający wrażenie industrialnej i martwej materii, nieorganicznego pochodzenia. Ale sądzę, że to nie wina samego agaru – a wysoce syntetycznych, nachalnych i siermiężnych wypełniaczy, stanowiących dopełnienie, dla niekwestionowanie nadrzędnej nuty tytułowej.

chemikalia

Im dłużej zapach gości na skórze, tym dysproporcja pomiędzy stopniowo wycofującym się agarem, a jego coraz głośniejszym i bardziej nieznośnym tłem, rośnie. W pewnym momencie owa syntetyczność osiąga tak nieznośne apogeum, że ten wybujały kontekst drzewny zaczyna autentycznie męczyć i przytłaczać. Z czasem robi się tak hałaśliwy, wytrawny, ostry, suchy i pylisty, że zaczęła mnie boleć od tego głowa, a zapach gościł jedynie na nadgarstku. Nie wiem czy to wina samych składników, czy też przesadzono ze wzmacniaczami – bo z całkiem uroczego i naprawdę przyjemnego zapachu, przeistoczył się w rozwścieczoną i gryzącą karykaturę samego siebie. Iceberg Oud, prezentuje też bardzo osobliwe ujęcie oudu i osoby które nie są przyzwyczajone do jego brzmienia (a tym bardziej wynaturzonego i podkręconego chemią), prędzej zinterpretują woń tych perfum jako połączenie spalenizny, z odorem chemikaliów, tudzież woń aptecznych medykamentów. Stąd też ciężko dawkować to pachnidło, gdyż trwałość ma przeciętną – za to projekcję ma rozhuśtaną, od akuratnej, po miażdżącą. Jeden psik za dużo i w akordzie serca, ludziom w naszym otoczeniu zacznie lecieć krew z nosa i popękają im szkła w okularach. 🙂

Iceberg - Eau de Iceberg Oud reklama

Przez to że od bukietu Iceberg Oud aż zionie syntetyczną chemią, zapach sporo traci na autentyczności, dusi i zaburza swoją noszalność. Z czasem (po około 2 godzinach od aplikacji) gdy ta agresywna, męcząca nadpobudliwość odpuszcza  – wtedy znów jest bardzo przyjemnie, całkiem poprawnie, całkiem akuratnie i całkiem podobnie do fazy dojrzałej Zirh Ikon, z czasów jego świetności. Tyle, że wpierw trzeba to stadium jakoś przeczekać, najlepiej z klamerką do prania na nosie. Odniosłem wrażenie, że perfumiarz który opracował formułę, podszedł do tego z finezją i wyczuciem chirurga – zabierającego się za trepanację czaszki, przy pomocy maczety do rozłupywania kokosów. To minimalista, z fiksacją na punkcie przesycania kompozycji syntetycznymi nutami drzewnymi – ale mam wrażenie, że tym razem po prostu przesadził. Akord serca jest tak wybujały, nienaturalnie głośny i zarazem sztuczny, że dosłownie odrzuca. A pewnie w zamyśle, miał to być nowoczesny, modny i wykwintny casualowiec, dla miłośników klimatów drzewnych, ale coś poszło nie tak.

probówki

Czuć też że jest to Iceberg, gdyż marka, a konkretnie pracujący dla niej perfumiarz, mają bardzo specyficzny sznyt w kreacji. Określam to mianem wspólnej bazy, wizytówki perfumiarza, niuansu wspólnego dla całego portfolio. Ów niuans występuje i u Durbano, Muglera, Lempickiej, Hermesa, Prady, Loewe, Laique i wielu innych marek, co uważam za duży plus. Piję do akcentu purystycznych, nowoczesnych acz wysoce syntetycznych i wybujałych drewienek, które odnajdziemy zarówno w Iceberg Oud, Cedar i lakonicznym 74 PH. A wystarczyłoby mniej forsować owe syntetyczne drewienka, by zapach stracił wprawdzie na nośności, ale zyskałby na odbiorze. Mimo wszystko uważam, że jest to dość ciekawa propozycja dla ortodoksyjnych miłośników oudu, którzy cenią sobie brzmienia nowoczesne i monolityczne – gdyż ewolucja Iceberg Oud, bardziej opiera się na amplitudzie jego nośności, niż faktycznej migracji nut i akordów.Iceberg - Eau de Iceberg Oud EdT

rok powstania: 2013

trwałość: przeciętna,

projekcja: od umiarkowanej, poprzez miażdżącą, po znów umiarkowaną,

Głowa: imbir, kardamon,
Serce: labdanum, szafran, geranium,
Baza: oud, paczula, cypriol,

Reklamy

Responses

  1. To wszystko prawda co piszesz… Iceberg produkuje zapachy raczej trwałe ale rażące swą sztucznością i syntetycznością. Gdy czytasz nuty to niby wszystko jest OK, potem wąchasz i na początku też jest całkiem nieźle, ale po 10 min. wychodzi sztuczność, która strasznie męczy przez to że trwa i trwa…

    • Mnie ta sztuczność niemal zamordowała. Niby zapach generalnie fajny i broni się, ale przy takiej domieszce chemii, kompletnie traci urok i zabiera całą przyjemność… szkoda, bo wystarczyłoby poskromić ciągoty perfumiarza względem probówki oraz pipety i byłoby akuratnie i bez przegięć.

  2. Od kilku dni raczę się czystymi (równie, aczkolwiek inaczej miażdżącymi) agarowymi esencjami więc tym chętniej mówię takim wywłokom Nie… Kiedy jednak gdzieś To coś zauważę to sięgnę bo może warto by kupić zamiast gazu łzawiącego w razie potrzeby obrony.

    • powąchaj, bo mimo wszystko tak zaaranżowanego agaru ze świecą szukać, nie tylko w mainstreamie…

  3. Dobrze, zatem zerknę zaraz do R ale na twoją odpowiedzialność 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: