Napisane przez: pirath | 31 października 2015

Demeter – Prune, czyli perfumy pachnące piernikiem ze śliwką…


A skoro jesteśmy przy marce Demeter, pora pochylić się nad ich przepastnym (prawie 400 pozycji) i miejscami kontrowersyjnym portfolio. Demeter, choć młodziutkie*, to niekwestionowany creme de la creme niszowej awangardy. Awangardy ekstremalnej i dyskusyjnej pod względem użytkowym, ale przede wszystkim świeżej, nonkonformistycznej i szokującej. Każdy, absolutnie każdy znajdzie w przepastnych zasobach Demeter, coś dla siebie. I nie ważne czy jesteś fanem niezobowiązującego i na wskroś bezpiecznego mainstreamu – czy maksymalnie skrzywionym indywidualistą, ze skłonnością do sado maso. Demeter oferuje swym klientom perfumy pachnące min. pizzą, szarlotką, czekoladą, selerem, mlekiem skondensowanym, kredkami świecowymi, metalem, gumą balonową, małym dzieckiem, wiórami drzewnymi, kominkiem, stajnią, kurzem, brudem, klejem biurowym, pomidorem, wodą święconą, dymem, miodem, popcornem, terpentyną, deszczem, ponczem, śniegiem, sushi, słońcem, basenem, homarem, grzybami, farbą, książką, plasteliną, etc – więc nikt nie odejdzie od nich z kwitkiem…

*raptem anno 1993, co w skali „perfumeryjnego wielkiego wybuchu” i niszowych dinozaurów pokroju Creed’a, to raptem noworodek. Ale tu warto napomknąć, że Christopher Brosius, założyciel marki Demeter, jest też założycielem CB I Hate Perfum – a więc jakby nie patrzeć, kontroluje sporą część rynku wonnych dziwadeł.

Demeter Prune

Wprawdzie można dać się ponieść inwencji jeszcze bardziej, próbując zamknąć we flakonie zapach spermy, krwi, moczu, smażonego bekonu, potu, a nawet kału – tyle, że to już bardziej artystyczny performance, olfaktoryczna ciekawostka i wybryk na zasadzie yes we can!, niż perfumy stricte użytkowe. Perfumy postrzegamy głównie przez pryzmat woni uchodzących za przyjemne – lecz niemainstreamowa definicja owej przyjemności, jest równie umowna i subiektywna, co rozległa… To co jednych pociąga i podnieca, innych odrzuca i zniesmacza – stąd między innymi imponujące bogactwo krojów i dziwactw, w ofercie marki i jej podobnych. Zapachy Demeter to głównie kompozycje monotematyczne i monosylabowe, pachnące lub emulujące jedną nutę zapachową, rzecz lub zjawisko. Oczywiście większość z tego nazewnictwa, to jedynie czcza ideologia i populistyczny przerost formy nad treścią, mający się nijak do samego zapachu. Ale część z tych kontrowersyjnych mikstur, naprawdę pachnie tak, jak je szumnie nazwano a nawet więcej…

szuszone i pieczone śliwki

Uwielbiam zapach śliwek, a zwłaszcza świeżych – zaś czując zapach placka ze śliwkami, z marszu dostaję ślinotoku. Przepadam za ich smakiem i zapachem, wprost ubóstwiam śliwkowy Tarczyn i powidła śliwkowe. Niestety dużo mniejszą estymą darzę śliwki suszone, a zwłaszcza kompot ze zmumifikowanych śliwek. Wprawdzie tutejsza śliwka, to nie prześliczny, soczysty i diabelnie sugestywny owoc, jakiego zakosztowałem w Sensei She Piotra Czarneckiego (szapo ba Maestro) – ale bez wątpienia czuć tu śliwkę, choć nie w monosylabowym ujęciu, co sugeruje wykaz nut. Zapach otwiera się przepięknie i okazale, przywodząc na myśl coś dużo bardziej złożonego i zarazem znajomego. O dziwo śliwki (a konkretnie upieczone) nie atakują od razu, a stanowią jedynie odsunięte nieco w głąb dopełnienie – umoszczone pomiędzy czymś, co chwilami do złudzenia przypomina tytoniowo waniliowego Tobacco Vanille od Toma Forda. Zupełnie jakby ktoś wziął szlagier Tomka Forda (acz w niepełnej jego okazałości) i doprawił go śliwkami, które zapieczono/upieczono w umiarkowanie korzennym pierniku, sowicie słodzonym miodem i wanilią.

piernik z powidłami śliwkowymi

Prune, to przesuszony (lekko z tydzień leżenia w kredensie), umiarkowanie korzenny piernik, oszczędnie przekładany powidłami śliwkowymi. Poza śliwką są tu również niezbyt wylewne, acz przydające kompozycji głębi, nuty korzenne – wyartykułowane w nader oszczędnej, choć wyczuwalnej formie. Jest tu więc muszkat, imbir, anyż, goździk, cynamon, kardamon – czuć też ciasto, a konkretnie jego delikatnie mączno czekoladowo orzechową fakturę (orzech włoski). Normalnie jak prawdziwy świąteczny piernik, acz dość oszczędny i wstrzemięźliwy w projekcji – bo został upieczony co najmniej tydzień lub dwa temu, więc jego zasadniczo esencjonalne przyprawy, zdołały już solidnie zwietrzeć i przebrzmieć. To samo tyczy się powideł śliwkowych, którymi przełożono jego poszczególne warstwy. Pomimo iż ten piernik nie wygląda apetycznie, kruszy się i nikt nie chce go już jeść, wciąż pachnie przyjemnie.

wysuszony piernik

Pomimo iż „piernik” kojarzy się zapachowo z ciężką i wzniosłą artylerią – ten zapach jest z gatunku lekkich, powściągliwych i nienarzucających się. Mile pieści po nozdrzach swą niezbyt wylewną i pieszczotliwą formą – jednocześnie intrygując niebanalnością konceptu, wyrażoną w docelowo, bardzo subtelnej formie. Prune nawet w chwili aplikacji nie terroryzuje, by nie powiedzieć że pozostawia pewien niedosyt. Z czasem zapachu trzeba szukać, szorując nosem po skórze, a i projekcję ma wysoce wstrzemięźliwą. Przy tym pachnidle casualowo ciasteczkowe Rochasy, Muglery i Lempickie, to mordercze killery, o miażdżącej trwałości i zabójczej projekcji. Tak naprawdę nikła projekcja i trwałość, to jedyne i największe wady Prune (wynikające poniekąd ze specyfiki EdC), bo do samego zapachu nie sposób się przyczepić. Pachnie uroczo, apetycznie i bardzo sugestywnie. Tu aż się prosi, by ten nieśmiały uniseks, szerzej rozpostarł swe apetyczne skrzydła.Demeter Prune EdC

rok powstania: ~2006

projekcja: umiarkowana, z czasem blisko skórna

trwałość: dobra, adekwatna do koncentracji EdC

Skład: suszona śliwka

Reklamy

Responses

  1. Mnie zapach suszonej śliwki mocno hipnotyzuje i to się zmieniło na przełomie lat gdyż w dzieciństwie świąteczny kompot (bo nie wiedząc czemu, albo i wiedząc, głównie wtedy się go pija) sączyłem raczej symbolicznie. Tutejszy, odstany piernik potraktował bym raczej tylko jako ciekawostkę ale chyba głównie za sprawą miłości do korzennych przypraw. 🙂

    • też nie znoszę kompotu z suszonych śliwek i omijam je szerokim łukiem w każdej postaci. Co innego śliwka świeża, pieczona albo w powidłach, mniam palce lizać a zapach wprost nieziemski 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: