Napisane przez: pirath | 9 listopada 2015

Viktor&Rolf – Spicebomb Extreme, czyli nareszcie ekstremum z prawdziwego zdarzenia…


Dziś dam Wam odpocząć od ekstremalnej niszy, choć bohater wpisu jest nie mniej ekstremalny i bynajmniej nie chodzi mi o jego nazwę. Co więcej jest też jednym z nielicznych ostatnimi laty przypadków komercyjnego mainstreamu – w którym zadeklarowany przez producenta wykaz nut, tak obszernie pokrywa się z rzeczywistością. Tak, w dzisiejszych czasach to ewenement. Ponadto jestem mile zaskoczony faktem, że owo Extreme w nazwie, nie jest tylko pustym frazesem, wysnutym dla potrzeb marketingu. Jesień i zima na tej szerokości geograficznej jest depresyjna, zimna, mokra i ponura. Dlatego gdy nastają chłody i zwiększa się nasz apetyt na endorfiny – wyciągamy przykurzone i zapomniane przez resztę roku flakony, z nieco cięższą artylerią zapachową. Do łask wracają ociekające głęboką słodyczą Muglery, ciężkie kadzidlaki, esencjonalne piżmowce i sążniste killery, od których stronimy gdy ciepło. Łakniemy słodyczy, głębokiej, upojnej i masywnej, chcemy się w niej pławić i otulić nią jak ciepłym szalem…

Viktor&Rolf - Spicebomb Extreme

Czy da się zintensyfikować coś, co już jest intensywne? Pierwszy Spicebomb był owszem głośny, ale wydał mi się swoistym przerostem formy nad treścią. Jest przerysowany, napaćkano w nim wszystkiego co się nawinęło, no i powstał wybitnie pod publiczkę. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy w zintensyfikowanym sequelu, odnalazłem solidnie zintensyfikowaną moc i brzmienie znane z pierwowzoru – ale całość uporządkowano i uwolniono od wad protoplasty. A więc da się i to jak się okazuje z zaskakująco spektakularnym, więcej niż poprawnym i nadspodziewanie przyjemnym skutkiem… Oryginalny Spicebomb jest koniunkturalnym i chaotycznym naśladownictwem, nazbyt mocno wpisanym w pogoń za „króliczkiem„. Miał potencjał, ale był też ordynarny, wtórny i rozchwiany, więc wówczas i przy tej konkurencji kariery nie zrobił. Ale dziś ma szansę, bo wielka sława „króliczka” za którym gonił przed laty, już przebrzmiała – a tym razem u V&R naprawdę się wysilili, by sklecić coś dojrzalszego, jeszcze okazalszego i wreszcie wykwintnego. Spicebomb Extreme to nie tylko pierwszy, naprawdę dobry V&R, ale i nareszcie wysoce adekwatny Spicebomb w jednym.

Viktor&Rolf - Spicebomb Extreme reklama

Czy można chcieć więcej niż pełnej zgodności z sugestywną nazwą, która dodatkowo przekłada się na wysoką jakość kompozycji i nienaganne parametry jakościowe? Poprzednikowi, pomimo jego niekwestionowanej nośności – brakowało prostoty formy, harmonii, czytelności i głębi Extreme. Pomimo potężnej artykulacji wersji Extreme, sprawia dużo bardziej pozytywne i wykwintniejsze wrażenie, a z jego skromnego wianuszka nut, wyciśnięto absolutnie wszystko. Faktycznie Extreme jest bardzo podobny do swego poprzednika, ale odnoszę wrażenie, że ten zapach skomponowano zupełnie od podstaw – kładąc wysoki nacisk na jakość zarówno składników, jak i nienaganny krój kompozycji. To już niemal level Tobacco Vanille Toma Forda, choć bujna projekcja i wyzierające z obu bukietów bogactwo, to nie jedyne cechy wspólne tych dwóch pachnideł.  Jest nim bogata, obfita, rozwiązała, soczysta, wręcz tłusta wanilia. Również nieco ospała, masywna i esencjonalna, acz jej słodycz przełamuje pięknie osadzony w koncepcie, czarny pieprz – przy akompaniamencie skromnie wyartykułowanej lawendy oraz powściągliwego tytoniu. Extreme, na swym „pieprznym etapie” jest nie mniej esencjonalny, wyrazisty i arogancki jak u Marca Jacobsa (Bang!), ale jego ostre krawędzie, pięknie rozmywa wspomniana wanilia. Razem prezentują się pięknie, okazale, wykwintnie i nader harmonijnie, a umiarkowane dopełnienie z jakże męskich i zgrabnie zaserwowanych przypraw i tytoniu – jedynie podkreśla piękno, dojrzałość i wysmakowany majestat, który bije od bukietu tych perfum.

Viktor&Rolf - Spicebomb Extreme box

Ale tu mała korekta. TO NIE JEST klon Tobaco Vanille, ani jego bezpośredni ekwiwalent – a zapach podobny do niego pod względem stylu aranżacji, artykulacji i jakości wykończenia. Jeśli więc lubicie bogaty, upojny i słodki sznyt ala TV od Tomka Forda, Black Soul Imperiale od Tadka Łapiducha, czy 3,14159 od Żiwęszi i im podobne – to już wiecie czego się spodziewać i prawdopodobnie będziecie bardzo zadowoleni. Extreme to nowy poziom jakości, wykończenia detali i brzmienia – to zupełnie nowe wcielenie zapachu (dosłownie, bo jest to EdP), który w oryginale wniósł sobą niewiele nowego i dobrego. Spicebomb Extreme wciąż pachnie jak klasyczny Spicebomb, tyle że jakość jego wykończenia, dojrzałość bukietu i parametry techniczne – deklasują protoplastę o kilka długości. Bez dwóch zdań, to jest naprawdę świetnie skrojone pachnidło i wręcz wyborny towarzysz na jesień i zimę.

tytoń i wanilia

Z początku rzeczywiście jest mocno przyprawowy, aromatyczny, z silnie wyczuwalnym pieprzem, lawendą i tytoniem – oraz odnoszę wrażenie, przydającym wilgotności alkoholem. Ta wylewna acz niesamowicie przyjemna waniliowa słodycz i świdrująca ostrość pieprzu przypomina jakiś zacny trunek (najpewniej likier), sączony leniwie z kieliszka. Nie przepadam za wódą w perfumach, ale ten niuans pachnie tak przekonywająco, sympatycznie, apetycznie i zarazem ujmująco, że nie sposób nań utyskiwać. To nie ordynarna gorzała jaką zioną niektóre Herrery, DKNY i Hugo Bossy, by wykręcać mordkę ze zniesmaczenia – a ciepło alkoholu, którym emanują niektóre wyszukane kompozycje niszowe. Zupełnie jakby to „waniliowe ciasto” nasączono jakimś ponczem na bazie wysokoprocentowego likieru lub koniaku. Zapach generalnie utrzymano w bardzo apetycznej konwencji gourmand, jest bardzo ciepły i diabelnie przyjemny w odbiorze. Z czasem gdy nadrzędny wątek przyprawowy zaczyna przebrzmiewać, bukiet Extreme redukuje się w zadzie do samej waniliowej słodyczy, bujnej, upojnej i obfitej jak we wspomnianym Givenchy Pi. Przy czym nie jest to blisko skórne kwilenie, a pełna rozmachu i ekspresji epopeja – o projekcji co najmniej, na rozpiętość ramion przeciętnego koszykarza.

reklama Viktor&Rolf - Spicebomb Extreme

Intensyfikacja wszystkiego co popadnie to aktualna moda i trend producentów, mający wyciągnąć z kieszeni klientów maksimum pieniędzy przy maksymalnie niskim wkładzie własnym. Ale ten zapach wyraźnie wyłamuje się, pachnąc autentycznie Extremalnie, wykwintnie i wprost wybornie, w każdym calu i aspekcie. Jestem wprost oczarowany miękkością, głębią i szlachetnością wersji Extreme, podobnież jego jakością i parametrami użytkowymi. Nie sposób przyczepić się do jakości użytych składników, a trwałość i projekcja tych perfum jest w stanie zawstydzić nie jedno niszowe EdP. Jeśli więc szukacie naprawdę wybornie zaserwowanego rozpraszacza jesiennej chandry, Spicebomb Extreme będzie doskonałym wyborem…Viktor&Rolf - Spicebomb Extreme EdP

rok powstania: 2015

projekcja: okazała

trwałość: wyśmienita

Skład: kminek, lawenda, czarny pieprz, tytoń, wanilia,

Advertisements

Responses

  1. Dobry bo wali na kilometr?
    To znaczy że duże obrazy są cenniejsze od małych…
    Wiem, czepiam się.
    Dobranoc 🙂

    • ekhm, pozwól że pokrótce naświetlę, co wychwyciłeś i zarejestrowałeś z całego przekazu:
      bla bla bla, ekstremalna trwałość, bla bla bla, potężna projekcja, bla bla bla…
      no i jak ja mam z Tobą rozmawiać brodaczu? 😀

      • Czesc pirath pisze w tym temacie tylko dlatego ze nie wiem jak napisac do ciebie w inny sposob (nie znam twego maila gg ani innych metod kontaktu). Otoz chcialem sie zapytac czy rzeczywiscie Burberry London i Azzaro Visit sa juz wycofane z produkcji? Bo np na dolce.pl mozna bez problemu kupic. Na stronie burberry nadal mozna tez zamowic londona. A w necie grzmi od informacji ze niby nie jest juz produkowany. Masz jakas wiedze na ten temat? Pisze dlatego ze uwielbiam obydwa zapachy. Zamowilem probki obydwu i po prostu milosc od pierwszego powachania!

        • Witam, z zakładce „o blogu” jest mój adres mailowy, mam tez fejsbóka, jakby co 🙂 Pierwsze słyszę by Burberry miało zamiar skasować ich najlepiej sprzedający się zapach. Na ich stronie wciąż jest dostępny, a i Basenotes donosi, że wciąż jest produkowany.

  2. Bombowy i pieprzny opis…jak przystało na Spicebomb.

    • i taki właśnie powinien być zapach, noszący tę nazwę 🙂

  3. Racja, mój Black Soul Imperial czeka ale już niebawem się doczeka i Ja wtedy docenię jego bukiet dużo pełniej i jakby na nowo, lubię to ponowne wejście w ciepłą złotą rzekę. Nemo uruchomiłem dzisiaj zainspirowany recenzją Akowy.
    Spicebomb nawet w wersji standardowej w pewnym sensie spodobał mi się ale zdecydowanie nie był mój, za to jego nowa odsłona z tego co piszesz może być znacznie bliższa. Jeśli oczywiście tylko ta wanilia nie daje choćby ciut chemicznie. Nie oczekuję szoku ale wypada sprawdzić bo jak Pirath coś poleci to…. 😉

    • myślę, że będziesz zadowolony, zwłaszcza jeśli lubisz klimaty Black Soulowe 😉

  4. Właśnie, właśnie… Otwierają na dniach galerię u nas w mieści a w niej D, więc będę na bieżąco z nowościami, no przynajmniej powinienem. 😉

    • jeśli chodzi o D, to nie napalaj się, bo u nich wszystko pojawia się z niemiłosiernym poślizgiem, jak przystało na wielkiego molocha 🙂

  5. Wiesz, zakładam że będą chcieli zabłysnąć jak na otwarcie przystało no ale… 😉

  6. Takk, otwarcie D jak D..a.
    Jedyne co nowego poniuchałem to nowy Eternity.
    Tam gdzie na półce zapakowany był Bootled Oud (byłem skłonny sięgnąć) stał tester The Scent jako nowość! Kiedy grzecznie zwróciłem uwagę 4 pani do mnie podchodzącej to zgłupiała,..że to dopiero otwarcie i pewnie testery dojdą na dniach w końcu wymyśliła. 🙂
    Swoją drogą zauważyłem zmianę w naszym ukochanym L’Instant – Flakon już bez przyciemnienia i tylko z dopiskiem EdP jako Extreme (gdzieś tylko na opakowaniu widniejące) i wydawało mi się że zbytnio paczulę czuć jako nutę przewodnią, bez tego kakaowo – przyprawowego otoczenia. Zweryfikuję jednak na spokojnie.

    • taaaaak niedobory testerów to norma, podobnie stare gnioty lansowane na półce z nowościami jako nowość 🙂

  7. Jestem zachwycony, jak dla mnie to premiera roku ! Z racji czujnego oka ochroniarza i miłej pani, która mnie z wku*wiała wznosząc peany na część nowej „pacorabny”, za aplikowałem dyskretnie 4 strzały, po dwa na każdą stronę szyi. Dobrze, że nie odważyłem się psiknąć więcej, gdyż przez pierwszą godzinę chciało mi urwać głowę. W końcu doczekałem się prawdziwego Extreme, nie żadnego Intense. Zachowano tutaj charakter pierwowzoru, który był dobrym pachnidłem ale czegoś mu brakowało, nie miał mocy i kopa. Tutaj każda nuta gra pięknie i naturalnie. Do rzeczy, czuję w nim wanilię, cynamon, pieprz i lawendę. Świetny otulający gourmound. Projekcja przez pierwszą godzinę jest fantastyczna, później nos się przyzwyczaja i czuć go jedynie przy ruszaniu głowa, co nie oznacza że otoczenie go nie wyczuwa, nadal bardzo dobrze projektuje. Jak cena spadnie to na bank go kupię, drugi poważny kandydat obok słonika kenzo, z sekcji „Perfumy na święta” 🙂

    • Mały minus trwałość. po 3 godzinach zapach stracił zupełnie lotność, obecnie 5 godzin po aplikacji, czuję już tylko jego lekkie tchnienie, ale mimo to pierwsze trzy godziny, to intensywna piękna otchłań, wzorowego przyprawowca.

      • oj ja nie narzekam, ale Twoja skóra jak zauważyłem dość szybko wytraca perfumy, ale taki jej urok…

    • oj tak, nośny jest i trwały jak diabli, więc miło dla odmiany poczuć Extreme z prawdziwego zdarzenia, a nie rachityczne siuśki, jedynie nieudolnie je emulujące 😉

  8. Testowałem wczoraj, noszę dzisiaj i powiem tak : wku…a mnie kolejne, ewidentne podobieństwo do Miliona które tu wyczuwam, aczkolwiek nie tak bardzo ordynarnie i na pierwsze niuchy gdzieś jakby specjalnie przyczajone. BSI przy nim to wyrafinowane dzieło i może powstało dobie inspiracji Dolarem ale ma swój osobisty charakter, artystyczny sznyt i nie trąci brakiem własnego pomysłu. Nowa Bomba, owszem miła i otulająca ale bez charakteru i owy spice-wątek też wcale nie extreme. Odpuszczam 😉

    Przy okazji poznałem też Vabun Gold , hahahaa 🙂

    • no cóż, VRSBE to wprawdzie wersja udoskonalona i nie jest tak ordynarny jak jego protoplasta, ale nie można zapominać czym ten protoplasta był inspirowany 🙂

  9. Wczoraj grzebiąc w stosie próbek trafiłem na to pachnidło… Toż to nic innego, jak Givenchy Pi w wersji modern. 🙂 Słodki kocyk na zimę, przytulasek i ciepełko, miodzio! 🙂 Prawdopodobnie kupię jak mi się Terre skończy. 🙂

    A wydawało mi się, że 1M Prive to Pi na miarę naszych czasów. O nie nie. Spicebomb Extreme to jest nowe Pi. 😀

    • coś jest w tym co piszesz 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: