Napisane przez: pirath | 12 listopada 2015

Geoffrey Beene – Eau de Grey Flannel, czyli woda z szarej flaneli…


Nim przejdę do opisu Eau, chciałbym nawiązać pokrótce do pierwszej Szarej Flaneli, z 1975 roku. Uważam że to na tyle wyjątkowe i niepowtarzalne pachnidło, iż zasługuje na oddzielną wzmiankę – zwłaszcza, że Eau de Grey Flanel, nie jest jego kontynuacją. Osobiście nie znam potężniejszej i bardziej opresyjnej (gdy przesadzić z cynglem atomizera), nośniejszej, trwalszej i bardziej esencjonalnej wody kolońskiej (tu w kontekście grupy olfaktorycznej) niż Grey Flannel. Wody kolońskiej zwykle są lekkie, rześkie i orzeźwiające, osnute na nieśmiertelnym wianuszku soczystych cytrusów i esencjonalnych ziół. Trudno tu wymyślić i wnieść coś nowego, choć zdarzają się świeże i wyłamujące się z kanonu wariacje, na temat klasycznej wody kolońskiej. Z racji specyfiki użytych składników, wody kolońskie nie są też przesadnie trwałe, choć zdarzają się chlubne odstępstwa od tej zasady, pokroju Banana Republic Classic, czy Davidoff Cool Water.

Geoffrey Beene - Eau de Grey Flannel

Dziś klasyczna woda kolońska to gatunek zapomniany i skazany na śmierć. Gusta i trendy w perfumiarstwie się zmieniają (wręcz dewaluują, jeśli chodzi o jakość treści w nowościach) i zwykle klimaty kolońskie (te oryginalne) kojarzymy ze starym dziadem – być może ojcem, gdy skrapiał się nią po goleniu. Niestety obecnie w modzie mamy brody i kilkudniowe zarosty, więc woda kolońska cieszy się jeszcze mniejszym wzięciem – a co dopiero oldskulowe, stetryczałe siekiery, pokroju Grey Flannel. Szara Flanela na pierwszego niucha to woda kolońska jak każda inna, ale jej siła tkwi w jej niesamowitej nośności, trwałości i masywnym, inhalujoąco onieśmielającym brzmieniu. Potężnym, wręcz monstrualnym, ostrym, suchym, męskim, wytrawnym, gorącym i niesamowicie esencjonalnym. To jak wyciąg z wody kolońskiej, który zintensyfikowano i zamknięto w butelkowo zielonej flaszce, z retro etykietą.

golenie z Geoffrey Beene - Grey Flannel

Tego rodzaju kompozycje trzeba lubić, choć nie wątpię że mężczyźni wciąż golący się konwencjonalną żyletką, tudzież brzytwą i pędzlem – wciąż darzą wielką estymą, rytuał wywoływania „pieczenia skóry„, poprzez jej skropienie odrobiną wody kolońskiej. To dla nich są Brutale, Muelhensy, Przemysławki, niektóre Hermesy i zapomniany Banana Republic Classic – stojące jakby okoniem, względem współcześnie sygnowanych perfum. O gustach się nie dyskutuje, ale uważam że Grey Flannel jest zapachem wybitnym i warto go poznać – choćby po to by wyrobić sobie własne zdanie i zakosztować prawdziwej wody kolońskiej, póki jeszcze jest produkowana*.

*zakładając, że to co jest dostępne obecnie, to wciąż ten sam Grey Flannel, którego miałem przyjemność poznać 4 lata temu.

Geoffrey Beene - Grey Flannel

Eau de Grey Flanel, choć powstał 18 lat temu, już wówczas nie był kontynuacją, wariacją ani uzupełnieniem dla klasyka. To zupełnie nowa i zaprojektowana od podstaw kompozycja, choć posiłkuje się nazwą zacnego oryginału. No cóż, Dior też co rusz „podciera się” nazwą Fahrenheit, choć sygnuje tą kultową nazwą zapachy niezbyt lub w ogóle nie przypominające zapachu, który owa nazwa symbolizuje… No cóż, ja ten proceder nazywam „odcinaniem kuponów od własnej popularności„, bo czym innym wytłumaczyć taką politykę? Z kolei przedrostek „Eau de„, podobnie jak w przypadku np. Cartiera, czy Hermesa, sugeruje że mamy oto do czynienia z czymś ultra lekkim, minimalistycznym, zwiewnym i delikatnym. I tak jest w istocie, bo Eau de Grey Flannel jest zupełnym przeciwieństwem swego wielkiego protoplasty – i nie znaczy to, że jest od niego gorszy. Jest po prostu inny, diametralnie inny.

Geoffrey Beene - Eau de Grey Flannel na woreczku

Eau, pomimo 18 lat na karku, nie zestarzał się ani o jotę. Jest wciąż w 100% aktualny, na czasie i na temat. Szczerze powiedziawszy, szyku i klasy mógłby się od niego uczyć nie jeden współczesny zapach, chodzący w poważniejszej i cięższej lidze. Eau de Grey Flannel to delikatność i świeżość wyrażona w dość specyficznej, wysoce minimalistycznej i naturystycznej formie. Próżno szukać tu cytrusów, nut aromatycznych i esencjonalności, z której słynął jego przodek. Ten zapach, nie kipi, a wybrzmiewa świeżością, zaaranżowaną przy użyciu soków młodych listków, łodyżek i świeżych, dosłownie przed chwilą zerwanych z krzaczka ziół. Nie ma w nim nic wynaturzonego, wybujałego i sztucznego, jego niewymuszony puryzm jest w 100% naturalny, by nie powiedzieć ekologiczny.

Geoffrey Beene - Eau de Grey Flannel z woreczkiem

Od tych perfum bije dyskretna, roślinna aura, tak subtelna i niewymuszona, że aż czarująca. Analogia do niektórych Bvlgari, Cartierów i Hermesów, będzie tu jak najbardziej na miejscu – a chciałbym przypomnieć, że to Beene był pierwszy… Eau jest ni to wodny, ni to rośliny, ni to ziołowy. Taka dyskretna i bardzo przy tym sugestywna hybryda, utkana z różnych, bardzo subtelnych niuansów. Jest bardzo ostrożny, wybrzmiewający przepięknym mchem i stonowanym, lekko przesuszonym wianuszkiem ziół, surową wetiverą i cyprysem oraz delikatnym, niemalże ozonowym, piżmem. Skojarzenia z Bvlgari PH, Cartierem Eau de Cartier i Hermesem Eau de Gentiane Blanche, są tu jak najbardziej na miejscu – z tym że Beene jest jeszcze o ze dwie oktawy delikatniejszy i dyskretniejszy. Chwilami pachnie równie delikatnie co krem lub balsam do rąk, zawierający ekstrakt z ziół.

Geoffrey Beene - Eau de Grey Flannel obok woreczka

Z początku pachnie nieco bardziej aromatycznie, wybrzmiewając delikatnym, acz czytelnym wianuszkiem ziół i przypraw. Czuć kminek, szałwię, lawendę, trawę cytrynową i pięknego, soczyście zielonego cyprysa. Wszystko jest tu zielone, świeże, ale ani trochę krzykliwe lub wybujałe. Czuję się jakbym siedział w ogrodzie i pielił, zbierał zioła, przesadzał rośliny. Ich zapach zostaje na moich palcach, przesiąkła nim moja odzież, a że niedawno padało – czuć też zapach wilgotnego mchu dębowego, niesiony przez chłodny wiatr, od rosnących w głębi ogrodu, wiekowych drzew. Ale to stadium to ledwie trzy kwadranse, po czym zapach traci wyczuwalne kontury, wybrzmiewając raczej aurą miejsca, niż poszczególnymi ingrediencjami. Z tym że jest to woń tak neutralna, złożona, finezyjna i przyjemna, że do szczęścia nie potrzeba nic więcej.

Geoffrey Beene - Eau de Grey Flannel z etykietą

Jeśli lubicie purystyczne, niewymuszone i naturystyczne kompozycje wybrzmiewające delikatnością roślinnych soków, złamanych gałązek, świeżych acz przywiędłych ziół, wilgotnego od deszczu mchu, drewniano roślinną, nieco ziemistą wetiverą i delikatnym, zupełnie nieorganicznym piżmem – będziecie tym zapachem zachwyceni. Lekki, dyskretny świeżak, wprost idealny na lato i wybornie komponujący się z naturą i jej czystością, czystością po deszczu. To nie pachnie starym dziadem, cytrusami, ani Grey Flannelem, to zupełnie nowy koncept – ale poprowadzony z takim pietyzmem i lekkością, iż aż szykowny i elegancki. Bez wątpienia jest to zasługa wysokiej jakości składników, w tym pochodzenia naturalnego – gdyż sugestywności i zaplecza, mógłby temu taniutkiemu Eau pozazdrościć nie jeden dużo droższy, współczesny świeżak. Zresztą, takich świeżaków też już nie robią…Geoffrey Beene - Eau de Grey Flannel EdT

rok powstania: 1997

projekcja: umiarkowana

trwałość: dobra

Głowa: cyprys, mandarynka, anyż gwiazdkowaty, kminek, cedr, cytryna,
Serce: eukaliptus, paczula, lawenda, szałwia muszkatołowa;
Baza: drzewo sandałowe, piżmo, wetyweria,

Reklamy

Responses

  1. Bardzo mnie zachęciłeś szczególnie tymi roślinnymi sokami, złamanymi gałązkami i świeżością po deszczu. Czuję się wręcz w obowiązku poznać tą klasę świeżości. Moja wyobraźnia dostała mocnego kopa, tylko gdzie można dopaść Grey Flannel w ilości do testu?

    • polecam, zapach jest naprawdę zaskakujący, zwłaszcza jeśli sobie przypomnieć jak „odmiennie” pachnie Grey Flanel i Bowling Green 🙂

  2. Mam małą próbkę, notabene bardzo małą przez ostatnie nieuczciwe praktyki znanej sieci robiącej odlewki, noszę na nadgarstku i jestem bardzo zadowolony. Otwarcie bardzo świeże, ciekawe wyraźnie ziołowe, nie ukrywam że nasuwa mi się myśl że |gdzieś już to czułem|. Dalej zapach robi się świeżo zielony, bardzo soczysty, piękne naturalne cytrusy, delikatny akcent cedrowo-lawendowy. Wspaniały koloński zapach.

    • i słusznie, wszak Grey Flannel w wersji Eau wciąż zalatuje nieśmiertelną tematyką kolońską, więc wszelkie dejavu sa jak najbardziej uzasadnione.
      p.s. no to trzeba było reklamować, skoro jesteś niezadowolony z pojemności. Mogło się wylać i odparować, ale odpowiednie pakowanie to wciąż broszka sprzedawcy.

      • Nie mam strzykawki, więc niczego bym im nie udowodnił, ale kupiłem kilka odlewek w tych samych atomizerach i miały kompletnie różny stopień nalania. I to nie jestem jedyną osobą, która tak została wrobiona. Odkąd zmienił się właściciel sklep zszedł na psy, domyśl się Piracie o kim piszę, odl.-p.pl

        • domyślam się o jaki sklep chodzi, ale co ja na to poradzę? Powtórzę raz jeszcze – REKLAMUJ. Takie rzeczy się zdarzają, może odparował, wylał się, pracownik się pomylił, albo nie potrafi posługiwać się strzykawką – z Twojego punktu widzenia, nieistotne. Robi się zdjęcie, tuż po rozpakowaniu, śle maila z reklamacją i gotowe. A o zmianie właściciela nic mi nie wiadomo.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: