Napisane przez: pirath | 3 Grudzień 2015

Ferrari – Leather Essence, czyli pół żartem, pół serio o skórze…


Mam wysoce ambiwalentny stosunek do marki Ferrari, zarówno w kontekście samochodów jak i perfum. Z jednej strony potrafią stworzyć (a gwoli ścisłości, sygnować swym logo, bo perfum tak naprawdę nie robią) pachnidło urzekająco piękne, jak i tandetne i skrajnie siermiężne. To ostatnie tyczy się ich massmarketowej linii, dostępnej głownie w drogeriach i marketach – a której istnienie przynosi marce takiż sam prestiż i powód do dumy, co złapanie rzeżączki podczas wycieczki do Bangkoku… Wiem, pojechałem – ale niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego producent legendarnych samochodów, szarga własną reputację – firmując swym kultowym logo,  zarówno wózki po kilkaset tysięcy Euro i tanie perfumy?… Czyżby przychody ze sprzedaży sromotnie przepłaconych suwenirów (czapeczki, koszulki, kubeczki, breloczki, i inne gadżety dla fanatyków) nie przynosiły wystarczająco krociowych zysków? Przypominam, że np. Bentley też nie robi perfum, za to dba o ich konweniującą z wizerunkiem marki treść, oprawę i jakość.

Ferrari - Leather Essence

Jeśli spodziewacie się esencji skóry, w jej klasycznym i wysoce „europejskim” wydaniu, to muszę Was rozczarować. Temu pachnidłu jest zdecydowanie bliżej do jej bliskowschodniego ujęcia, niż europejskiej „kanapy„, czy pikowanego fotela a’la Chesterfield. Tutejszą skórę zaserwowano w wybitnie arabsko orientalnym przybraniu, całkiem wykwintnie i na bogato. Tak bardzo wykwintnie i na bogato, że przyćmiono ją innymi detalami. Nie powiem całkiem urodziwymi i sugestywnymi – ale zatarto nimi istotę kompozycji, czyli samą skórę

Ferrari - Leather Essence kolekcja

I tu warto nadmienić, że prawdziwa, organiczna skóra, a zwłaszcza w roli głównej – to rzadkość nawet w kompozycjach niszowych, nazywanych i oferowanych wprost, jako „skórzane„. Skórę jako nutę zapachową – zwykle się jedynie emuluje, za pomocą wianuszka innych nut zapachowych lub protezuje czymś syntetycznym. Używa się w tym celu benzoesu, ambry, piżma i innych żywic oraz wanilii i bobu tonka, w roli medium przydającego głębi i obłości (niuans miękkiego wyprawienia lub licowania). Ich mieszanina w odpowiednich proporcjach, lepiej lub gorzej (mniej lub bardziej sugestywnie) emuluje brzmienie naturalnej skóry – ale jeśli perfumiarz naprawdę się przyłoży, jest w stanie wyczarować coś naprawdę urzekająco pięknego. Czemu? ano naturalny ekstrakt/wyciąg/esencja skóry jest koszmarnie kosztowana i trudna do pozyskania w ilościach przemysłowych – więc używa się, albo jej syntetycznych zamienników lub jedynie ją udaje, za pomocą kompozycji, utkanej z innych nut. I właśnie z czymś takim mamy do czynienia w Esencji Skóry, firmowanej przez Ferrari – acz Ferrari ma tyleż wspólnego ze skomponowaniem tych perfum, co tutejsza „skóra” ze skórą

Ferrari - Leather Essence bokiem

Otwarcie ma prześliczne i bardzo owocowe, choć wbrew oficjalnemu wykazowi nut – cytrusów jest tu tyle co napłakał kot perski, z paskudną infekcją oka. Czuć delikatny i uroczy film z pomarańczy, niezbyt soczysty, ani gorzki oraz jabłko. Również niezbyt wylewne, ale wyraźnie je czuć, więc będę się upierał. Oba owoce przepięknie komponują się z oszczędnym goździkiem – tworząc wespół coś, co przypomina jeszcze gorącą szarlotkę lub mus jabłkowy, doprawiony goździkami i cynamonem – oprószony kosteczką z kandyzowanej skórki pomarańczy. W tej fazie jest naprawdę śliczny, ale po dwóch kwadransach przyjemnego kwilenia, zaczyna się wyostrzać, tężeć i gęstnieć. Staje się lekko pikantny, piżmowo tytoniowy i nieznacznie „skórzany„. W tej fazie dość mocno przypomina nieco szorstkiego Rasikh – Syed Junaid Alam, ale to stadium to też tylko trwający niespełna godzinę akord serca.

Ferrari - Leather Essence reklama

Tym niemniej zapach jest bardzo przyjemny i w przeciwieństwie do regularnej (najtańszej) oferty Ferrari, wcale nie trąci tandetą. Jakościowo, bliżej mu do fenomenalnego Oud Essence, choć wybrzmiewa w zupełnie innej tonacji. W swej fazie dojrzałej jest piżmowo tytoniowo skórzany i bardzo podobny do Rasasi La Yuqawam i Rasasi La Yuqawam Tobacco Blaze, a zwłaszcza do wspomnianego Rasikh’a. Jest to „skóra” mocno przyprószona tytoniem, piżmem i przyprawami, ostra i nieco sucha – wybitnie męska i zupełnie niepodobna do dystyngowanych skór Jovoy Paris i Parfum d’Empire. Są tu też przyprawy, goździk, szafran, wanilia, pieprz i cynamon, ale ujęte kameralnie i niezbyt wylewnie – ale i tak skutecznie odwracają uwagę od tytułowej „skóry„. Zresztą, nie bardzo jest się czym chwalić… Niby stanowią jedynie ozdobę i szlachetne dopełnienie całości, ale po kompozycji tytułowanej, per „Esencja Skóry” – ma się prawo oczekiwać iż:

– skóra będzie esencją, filarem i pierwszymi skrzypcami kompozycji

– skóra będzie wierna, autentyczna, czytelna i sugestywna

– będzie jej dużo, a sam zapach będzie na temat

Ferrari - Leather Essence blisko

Leather Essence jest ładny i przyjemny dla nosa (a zwłaszcza przez pierwszą godzinę od aplikacji), nie przytłacza, nie wywołuje krwawienia z nosa, ani pękania luster – ale nie spełnia żadnego, z powyższych kryteriów. Po prostu ktoś zapomniał dodać do niego skóry lub lepiej się przyłożyć do jej udawania… Nie da się wymienić tych perfum na równi i jednym tchem, z choćby Cuir Ottoman Parfum d’Empire, Private Label Jovoy, Cuir Pivera, Cuir Mauresque Lutensa, Boadicea Complex, czy nawet damskim Les Parfums de Cuir Muglera i Chanel Coromandel. To co sygnuje Ferrari, to ledwie upstrzony i zgrabnie przybrany dodatkami zamsz, który ze skórą ma niewiele wspólnego. Nijak nie zasługuje na swoją nazwę i segmentację, bo już bardziej skórzany jest klasyczny Dior Homme Intense. O dziwo czuć tu gwajak, chwilami ciężki, mocny i aż gęsty, przez co pachnidło nabiera mocno orientalnego zarysu i esencjonalnego, wybitnie niszowego pierwiastka – znanego choćby z drzewnych kompozycji Micallef, Pigueta, czy rdzennie arabskich Rasasi. Tyle że i ten niuans nie trwa długo, a po nim nastaje era słodkawo drzewno przyprawowej pulpy. Lekko zwietrzałe piżmo, o wyczuwalnie pikantnych konturach plus odrobina nieczytelnych przypraw korzennych – a całość skąpana w niezbyt wylewnej, gwajakowo, tonkowo, waniliowej słodyczy.

Ferrari - Leather Essence i skóra

Nie twierdzę, że nie jest przyjemny, wręcz przeciwnie, ale… Nie tego się spodziewałem i nie lubię czuć się oszukiwany. Fantastyczny Ferrari Essence Oud pozwolił marce podbudować zszarganą renomę i odzyskać reputację, ale niestety nie są konsekwentni. Znów zainkasowali dolę za użyczenie praw do wizerunku, firmując ewidentny przerost formy nad treścią. Może nawet użyczyli tej samej skóry, z której szyją tapicerkę swoich samochodów – a którą pokryto flakon Leather Essence (Essence Oud miał flakon pokryty oryginalnym lakierem samochodowym Ferrari), ale niezbyt to wpłynęło na poprawę brzmienia samego bukietu. Leather Essence to niestety imitacja skóry i atrapa. Projekcję ma umiarkowaną, acz adekwatną do swego bukietu i całkiem niezłą, około 6 godzinną trwałość. Wprawdzie utrzymuje się na skórze znacznie dłużej, ale wodzenie nosem po skórze – w poszukiwaniu zapachu, nie nazwałbym uczciwym projektowaniem. Zatem jeśli pominąć kluczowy aspekt niezgodności z nazwą i powierzchowność, z jaką tu wyrażono tytułową nutę – jest całkiem przyjemnym, drzewno przyprawowym casualowcem, zaserwowanym na wybitnie orientalną modłę. Ale nic ponadto…Ferrari - Leather Essence EdP

rok powstania: 2013

nos: Alexandra Carlin

projekcja: umiarkowana, z czasem blisko skórna

trwałość: dobra, ale jak na EdP nie powala + doba kwilenia blisko skóry

Głowa: gorzka pomarańcza, bergamotka, goździk (przyprawa),
Serce: skóra, fasolka tonka, cynamon,
Baza: paczula, drzewo gwajakowe, cedr, wanilia,


Responses

  1. Poznałbym sobie bo brzmi naprawdę fajnie. Mój lubiany mocno Oud Essence też nie wali Agarem. To właściwie pierwsza róża która przełamała mój stereotyp starej baby i wtedy bez oporu otworzyłem się na królową kwiatów by nosić Ją bez oporu w innych dużo dzikszych kompozycjach. Całościowo to piękna kompozycja i jeśli na mnie działa to przymykam oko na nieadekwatną nazwę 😉
    Vetiver Essence też nie bucha trawskiem choć ono tam bez wątpienia jest, podane grzecznie, ułożone kulturalnie, pachnąc miło, cieplutko i nic więcej w sumie…. No i też dość szybko opada.

    • jak dla mnie Oud jest bardzo oudowy, więc zdziwiło mnie że ichniejszy Leather tak podle skórę udaje…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: