Napisane przez: pirath | 14 grudnia 2015

Dolce&Gabbana – The One for Men Eau de Parfum, czyli krzyżówka CK, Bvlgari i Diora, w wersji Parfum…


Heh, pojawienie się The One w wersji perfumowej, było jedynie kwestią czasu… Natomiast otwartym (na ten moment) pozostaje pytanie, czy jest objawieniem pokroju Diora Homme i Fahrenheita w wersji perfumowanej, czy jedynie monstrualnym przerostem formy nad treścią i zapchajdziurą w ofercie marki?. Jeśli nie czytujecie perfumomanii regularnie, mogło Wam to umknąć – więc na wstępie, małe wprowadzenie. Kilka lat temu, producenci perfum zmówili się (wyczuli koniunkturę na której można zarobić), na sygnowanie klonów doskonale wówczas się sprzedającego One Milion. Potem mieliśmy modę na oud (oudomanię), następnie owczy pęd za Intense/Extreme, czyli intensyfikowanie (choć zwykle urojone i tylko z nazwy), wszystkiego co popadnie.

Dolce&Gabbana - The One for Men Eau de Parfum

Teraźniejszą zajawką producentów, jest wypuszczanie najlepszych i najlepiej rozpoznawalnych pozycji ze swego dorobku, w wersji perfumowanej. Najnowsza moda na Parfum, to w sumie mutacja/wariacja wcześniejszego trendu, bo klientom ździebko się już to Intense/Extreme przejadło i opatrzyło – więc dla zmyłki (pozorując spłodzenie czegoś nowego), przerzucili się na sygnowanie nowości per „Parfum”. Wpierw pod rebranding poszły klasyki z Diorem Homme i Fahrenheitem, a potem Chanel Bleu, Givenchy Gentleman Only, YSL L’Homme oraz klasyki Dolce & Gabbana Pour Homme i Acqua di Gio Armaniego*. Nawet starszy niż węgiel i sprzedający się częściej niż McDonnald’sowy Big MacBoss Bottled doczekał się swojej wersji perfumowanej… Nawet denne i płytkie, niczym dno Zatoki PuckiejMercedes Benz i Burberry Brit Rhythm, też doczekały się własnej edycji perfumowanej/ zintensyfikowanej, więc już nic mnie nie zdziwi… 😀

*jeśli uważacie, że JPG i CK się uchowali, przez tą zbiorową paranoją, to uprzejmie donoszę iż JPG Ultra Male i Calvin Klein Euphoria Liquid Gold – to nic innego, jak nieco bardziej inteligentnie zakamuflowana, intensywniejsza (perfumowana) wariacja na temat obowiązującego trendu na Parfum/Eau de Parfum 😀

Dior Fahrenfeit Le Parfum Absolute i Bentley Man In Blacka oto co najbardziej przypomina, acz dopiero w swej dojrzałej i najbardziej urodziwej fazie. Od lewej Dior Absolute, Bvlgari Man In Black i Dior Fahrenheit Le Parfum

Jest piękny, zwłaszcza w swej najbogatszej i najbardziej spektakularnej fazie otwarcia, ale niestety jest też odgrzewanym kotletem. Kotletem, który kij wie ile czasu spędził w lodówce, potem go zamrożono – a teraz rozmrożono w mikrofali i wrzucono na chwilę do frytkownicy, by przydać jego rozmiękłej panierce trochę apetycznego kolorytu i chrupkości. Otwarcie ma głębokie, szarmanckie, zmysłowe, pociągające i na wskroś wykwintne – wybrzmiewające obłą i balsamiczną subtelnością żywic, zaserwowanych na wybitnie ambrowo, bursztynowo styraksową modłę i nieznacznie ożywione ładnie ujętym grejpfrutem, którego naprawdę tu czuć. Jest pełne polotu, zjawiskowe i zniewalające swą wysublimowana głębią, ale niestety nie trwa wiecznie. Nieco później robi się wtórnie i na pograniczu banału, ale to co najbardziej mnie zraziło, to koszmarna wtórność bijąca od tych perfum i bynajmniej nie pierwszego The One mam tu na myśli. No po prostu wszyscy się zmówili na robienie kameralnych i dość nijakich słodziaków, tylko odrobinę głębszych i masywniejszych niż król niezobowiązującego i ultra zachowawczego oklepania, YSL L’Homme. Wiecie jak to pachnie przed nastaniem swej fazy dojrzałej? jak Calvin Klein – Reveal. Gdyby zmieszać najnowszego CK Eternity Now For Men, z CK Reveal i CK Encounter – w efekcie otrzymamy coś na podobieństwo wspomnianego Dolce. A! i La Nuit L’Homme oraz Kenzo Night też w pewnym momencie wybrzmiewają zbliżonym krojem i w podobnym klimacie, no ale ile można!?

Dolce&Gabbana - The One for Men Eau de Parfum reklama

No jest ładny, przyjemny i „złożony” w odbiorze, niczym klocki Duplo – ale przy tym zachowawczy i wybitnie pod publiczkę (ma się podobać wszystkim), więc sporo traci na wejściu, gdyż na rynku takich zapachów jest całkiem sporo. Podobnie pachnie Baldessarini Ambre, Fahrenheit Absolute i Fahrenheit La Perfum oraz Bvlgari Man In Black. Z tym że oba Diory i Bvlgari to przy najnowszym Dolce arcy wyrafinowane i porywające głębią i bogactwem detali dzieło sztuki… Nowy Dolce byłby całkiem podobny do powyższych, gdyby go bardziej zintensyfikować (jak na EdP przystało) i rozciągnąć w pełni i konsekwentnie jego początkową głębię, na pozostałe akordy. Przyprawy i zioła, które rzekomo stanowią oś serca kompozycji, ujęto tak lakonicznie, zdawkowo i umownie – iż nie sposób wspomnieć o namacalnej obecności którejkolwiek z nut. Kolejnym minusem jest to, iż The One Parfum niespecjalnie przypomina klasyka, poniekąd którego jest bardziej skoncentrowaną kontynuacją. Tu The One Parfum wypada podobnie do Prady Amber Pour Homme Intense, która również w niewielkim stopniu nawiązuje do swego zacnego protoplasty. To raczej nowa kompozycja, piękna ale wtórna i pozbawiona pazura oryginału. Ten zapach ewidentnie sklecono by schlebić modzie i zarobić dodatkowe pieniądze, odcinając kupony od sukcesu protoplasty*. Jeśli nie znacie klasyka i w/w będziecie zadowoleni, ale jeśli znacie The One EdT – zaczniecie ziewać z nudów i macie pełne prawo poczuć się oszukani.

*chcecie dowodu? no to popatrzcie na zdjęcie poniżej. Ju sama „brodata” twarz Matthew McConaughey’a wystarczy za dowód, że ten zapach próbuje nadążyć/wpisać się w modę, a ta wiadomo jest zmienna i kapryśna. Czyżby więc sygnowali perfumy na raptem kilka sezonów, nim ktoś dojdzie do wniosku, że facet z kucykiem „na samuraja” i brodą jak rododendron, wygląda jak zapuszczony lump – a od teraz modne są „rzymskie loki” i jakże męskie „fioletowe płukanki”? 😀

reklama Dolce&Gabbana - The One for Men Eau de Parfum

W fazie dojrzałej napotkałem kolejny problem, a wręcz pat i sprzeczność, bo w akordzie bazowym, robi się cholernie ładny i męski – więc całe moje utyskiwanie na jego wtórność i wcześniejszą koniunkturalność, diabli wzięli!. Brzmienie do którego wyewoluował, nie sposób skrytykować, nawet jeśli na usta ciśnie się „to już było!„. Jego tytoniowo kadzidlano żywiczny, powłóczysty finisz, z subtelną nutą imbiru i ciepłego drewna, jest po prostu zniewalający!. Ale i wysoce podobny, do nie mniej urokliwego Bvlgari Man In Black i Fahrenheita Absolute – acz jest od niego bardziej tytoniowy i równie kadzidlano, ambrowo balsamiczny co Dior. Tak, to co prezentuje najnowszy Dolce już było, ale mimo wszystko urody i wdzięku nie sposób tej wersji odmówić – choć przy tym, zapach jest bardzo nierówny i niekonsekwentny. Otwarcie ma piękne, serce nudne i zachowawcze, by znów wypięknieć w akordzie schyłkowym. Nie potrafię ocenić tych perfum jednoznacznie, gdyż ich słabe strony i wady, w pełni rekompensuje rozkoszny i niemiłosiernie pociągający niuans tytoniowo balsamiczny. Z drugiej strony bardzo poprawny i naprawdę uroczy krój kompozycji, o całkiem niezłych parametrach trwałości – psuje jej początkowa wtórność, powtarzalność i zachowawcza niemrawość. Choć być może winę za to ostatnie ponosi sama konwencja Parfum.Dolce&Gabbana - The One for Men Eau de Parfum EdP

rok powstania: 2015

nos: Olivier Polge

trwałość: bardzo dobra

projekcja: umiarkowana

Głowa: grejpfrut, kolendra, bazylia,
Serce: kwiat pomarańczy, imbir, kardamon,
Baza: tytoń, żywica bursztynowa, cedr,

Reklamy

Responses

  1. Taki błąd – Man in Black to Bvlgari, a nie Bentley 😉

    • he he rzeczywiście, coś mi się pokićkało z tym Bentleyem 🙂 Ale dzięki za czujność, już poprawiam 🙂

  2. To dobre perfumy. Pierwszy The One kulał zarówno przez projekcję jak i trwałość. Tu jest trochę lepiej, ale to trochę ma znaczenie. Do tego zapach jest pełniejszy i ładniej „gra”. Pierwszy The One porównał bym do duetu podczas gdy wersję EDP co najmniej do kwartetu smyczkowego, w końcu Steffano Gabbana nie jest perfumiarzem a tutaj swoją ręke przyłożył Olivier Polge i to czuć.
    Jest jedno „ale”. zapach ma spora konkurencję m.in. Boss Bottled (także Intense) czy choćby Moschino Forever a nawet Ferrari Black czy choćby YSL La nuit i każdy z nich na dzień dzisiejszy jest tańszy.

    • Oj abstrahując od Polge’a, czuć, że przy tych perfumach gmerał profesjonalista. Ale z całej trójki i tak najbardziej uwielbiam The One Gentleman, zużyłem już flaszkę i będzie kolejna.

      • zaoszczędzisz sporo jak kupisz ScentStory 24 Go Dark, a parametry lepsze

  3. Całkiem, całkiem… Jeśli o TO chodzi to podzielam twoją opinie o nim. Jest świetny i sam muszę nad nim pomyśleć, to już ten czas. 😉

    • świetnym bym go nie nazwał, ale mimo wszystko trzyma poziom, a to już jest coś 🙂

  4. Świetny jak na większość koleszków stojących obok na tej samej mainstreamowej imprezie 😉

    • niech zgadnę, bo balsamiczny? 😀


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: