Napisane przez: pirath | 17 grudnia 2015

Bentley – Infinite Intense EdP, czyli brat Infinite z jednej matki, acz innego ojca…


Bentley Infinite i Infinite Intense miały jednoczesną premierę, mają jedną matkę (Nathalie Lorson), ale to nie bliźniaki. O dziwo są do siebie podobne (choć tylko przez pierwsze dwa akordy) i naprawdę czuć, że Intense to zintensyfikowana i wysoce esencjonalna odsłona INTENSE, ale niekoniecznie swego lżejszego brata. Infinite Intense nie jest przejawem ortodoksyjnej konsekwencji, pokroju Cartier Must via Must Essence i Dior Eau Sauvage via Dior Eau Sauvage ExtremeIntense był co najwyżej inspirowany pierwowzorem, choć parametry posiada zacne!. Alleluja!, bo dobrze wiecie jak z tym bywa i ostatnimi laty, bo zwykle szumnie lansowany Intense – to raptem kuzyn ze strony szwagra, od ciotki jej sąsiada. A więc już na wstępie bardzo miłe zaskoczenie, tą wcale nie tak oczywistą konsekwencją. No ale to Bentley i Nathalie Lorson, więc czy mogło być inaczej?.

Bentley - Infinite Intense EdP

Otwarcie Intense aż kipi ultra skoncentrowanym, gęstym i zawiesistym oraz diabelnie głębokim połączeniem grejpfruta, pieprzu i geranium (dokładnie tym samym którym wybrzmiewa mniej masywny brat), ale na tym podobieństwa się kończą. Na upartego też można uznać, że Otwarcie Infinite Intense również nawiązuje do kultowego Terre d’Hermes, z którego garściami czerpie wersja EdT Infinite – ale tu to podobieństwo nie jest tak bardzo uderzające, z racji masywności bukietu. To zrozumiałe, wszak Intense chadza w koncentracji EdP, więc jako niemrawość, oszczędność i powściągliwość w epatowaniu bukietem, jest w pełni zrozumiała – ale bynajmniej nie jego temperament i skoczność mam tu na myśli. Aby Wam wytłumaczyć na czym polega ta drobna zależność, w praktycznej efektywności obu wersji – wpierw odrobina teorii.

goldem bentley

Niekwestionowaną wadą pachnideł w koncentracji Intense/Extreme/EdP/Parfum/Extract jest ich niemrawość i oszczędna projekcja – wynikająca bezpośrednio z ich masywności, czyli dużo wyższego zagęszczenia olejków zapachowych. Teoretycznie powinny pachnieć mocniej, głębiej, bardziej bogato i intensywniej niż ich mniej skoncentrowane, toaletowe odpowiedniki (EdT, Cologne) – ale niestety wszystko rozbija się o nieubłagane prawa fizyki cząsteczkowej. Nie uciekajcie!, wbrew pozorom to bardzo proste. Tak jak osoba szczupła wyżej i sprawniej podskoczy w górę, niż otyła (choćby ja) – tak i lżejsze kompozycje, o np. koncentracji wody toaletowej (stężenie 5-15% olejków zapachowych), będą pachnieć mocniej, intensywniej i będą lepiej projektowały (będą bardziej wyczuwalne na odległość), niż dużo gęściejsze edycje perfumowane (stężenie 10-50% olejków zapachowych). Za projekcję perfum odpowiada min. ciepłota naszego ciała i temperatura otoczenia. To jak z balonem, który wypełniony ciepłym powietrzem, unosi się w górę – a prędkość wznoszenia można regulować zwiększając lub zmniejszając temperaturę zgromadzonego w nim powietrza. I dokładnie ta sama zasada znajduje zastosowanie w mechanice projektowania/nośności perfum.

Bentley - Infinite Intense EdP reklama

Aby zapach pachniał na nas obficie i efektywnie, musimy mieć ciepłą lub gorącą skórę. Wówczas cząsteczki olejków zapachowych, z których zrobione są perfumy – łatwiej i częściej podrywają się z naszej skóry i obficiej docierając do receptorów w naszych (i otoczenia) nosach, pachnąc mniej lub bardziej intensywnie. W przypadku perfum w koncentracji EdP, to zagęszczenie olejków i cząsteczek jest rzecz jasna dużo wyższe, więc potrzeba więcej ciepła (energii), by poderwać zapach ze skóry, z podobną skutecznością (efektywnością). To dlatego wody perfumowane, choć teoretycznie mocniejsze, pachną mniej okazale i ciszej – bo naszej skórze i ciału, zwykle po prostu brakuje ciepłoty, aby zapach zadziałał zgodnie z intencją jego twórcy. To dlatego zaleca się perfumowanie najcieplejszych miejsc na ciele, bo z nich perfumy najlepiej projektują i ot cały sekret… To dlatego na jednych z nas (tych cieplejszych) jedne perfumy projektują lepiej, a na innych gorzej i często nie ma to nic wspólnego z ich ogólną jakością. Wreszcie poszczególne cząsteczki zapachowe mają inną masę i to dlatego na wstępie czujemy te najlżejsze (cytrusy, owoce), a na końcu nuty drzewne i ambrowe, posiadające największą masę całkowitą cząsteczki. Zatem inaczej będzie projektować czysta esencja z cytrusa – a teoretycznie słabsza i mniej skoncentrowana woda kolońska, zawierająca raptem 1/4 ilości tegoż olejku, sprawi wrażenie że pachnie intensywniej i bardziej okazale.

bentley mulsanne

Prawda, że nie było tak strasznie? Tak więc Infinity Intense, choć istotnie jest bardziej esencjonalny, zawiesisty i wielokrotnie głębszy – w działaniu i pod względem realnej efektywności, wypada mniej nośnie niż wersja EdT, choć przy tym jest naprawdę okazały i bogaty w detale. Naprawdę czuć tę wysoką koncentrację, zupełnie jakby Intense był ekstraktem, esencją i absolutem wersji toaletowej – taką gęstą konfiturą, godzinami smażoną na patelni, aby odparowała z nadmiaru wody i uległa zagęszczeniu. Tuż po aplikacji, wita nas coś na podobieństwo Terre d’Hermes, w wersji Pure Parfum – ale już na dzień dobry mocno podbudowane wyrazistym i po prostu rozkosznym fiołkiem. Fiołkiem zaserwowanym w ogromnej ilości, ależ jak to przyjemnie i lekko pachnie… Niestety cieszyłem się tym zniewalającym detalem tylko minutę (dosłownie), bo już po chwili fiołkowi zaczyna wtórować głębokie, niemalże cytrusowo różane geranium. Równie gęste, esencjonalne co reszta ingrediencji. W tle przewala się cała feeria umiarkowanie aromatycznych przypraw, o dziwo znacznie lepiej wyczuwalnych niż w wersji toaletowej, gdzie przeszły zupełnie bez echa.

Bentley - Infinite Intense EdP box

Naprawdę czuć tu pieprz, nadrzędny – acz wyzbyty tej ultra nośnej ostrości, znanej choćby z Bang! Jacobsa oraz imbir i odrobina przydającej szorstkiej pylistości muszkatu. Paradoksalnie, wyczuwalnej w wersji EdT lawendy nie czuję, a bardzo istotny (wręcz elementarny w kontekście Terre) dla ogólnego wydźwięku kompozycji grejpfrut, zanika niemal zupełnie. W akordzie serca niepodzielnie i twardą ręką rządzi upojne geranium i aromatyczne przyprawy, wraz z lekką paczulą i zepchniętym do roli tła, fiołkiem. Jest piękny, wykwintny i diabelnie elegancki, ale z każdą minutą kompozycja oddala się od wątku przewodniego Terre, jak i Intinity w wersji toaletowej. Mocno liczyłem na tę vetiverową serenadę w wersji extreme, a tu taka niespodzianka… Na tym etapie zapach bardziej przypomina Platynowego Egoistę od Chanel i  już wyprztykanych z większości róży i geranium, Ungaro III oraz Davidoffa Zino, w ich stadiach dojrzałych. Z tym, że Intense jest bardziej pieprzny. Piękne i bardzo szykowne pachnidło i wyraźnie ocierające się o klasycznie europejski, nieco oldskulowy orient.

reklama Bentley - Infinite Intense EdP

Faza zupełnie dojrzała to zgrabne i urocze połączenie niemalże przebrzmiałych przypraw, z ciepłym drewnem i paczulą – a całość unurzano w jowialnej obłości balsamicznych żywic, z dominującą ambrą. Ale najbardziej zasmucił mnie brak vetivery, jakże cudnie i lekko ukazanej w edycji toaletowej. Po cichu liczyłem na schyłek obfity w tą nutę, przypominający esencjonalną i głęboką vetiverę, jaką znamy z Encre Noire (również autorstwa Nathalie Lorson), ale nic takiego nie ma tu miejsca. W EdT ujęło mnie właśnie bogactwo trawy haitańskiej, ukazanej na tą samą modłę, co w Sel de Vetiver od The Different Company, ale tu tego detalu zabrakło. Czuć ją, nieśmiało kwilącą i wciśniętą pomiędzy inne ingrediencje, ale to tylko jeden z detali tła. W zamian otrzymujemy przyprawy, drewno i żywice, tworzące ciepły i naprawdę interesujący bukiet, choć trudno nazwać to stadium kontynuacją brzmienia wersji EdT. Ale i tak baza Intense robi wrażenie swą obfitością i bogactwem, całkiem wyraziście ukazanych detali. O ile wersja toaletowa to świeża, lekka i bardzo dyskretna propozycja na cieplejsze pory roku, Intense to wybitnie propozycja na jesień, zimę i bardziej oficjalne okazje. I tu warto zaznaczyć, że to EdT jest tym lepiej i dłużej projektującym, choć Intense spokojnie dociąga pod 8-10 godzin, acz przy wyczuwalnie słabszej projekcji.

golden bentley continental gt

Końcowa konkluzja: Infinite Intense to pod względem parametrów jakościowych i brzmienia Intense z prawdziwego zdarzenia. Jedyne co może budzić pewien niedosyt, to brak swoistej konsekwencji, w próbie odzwierciedlenia i zintensyfikowania brzmienia wersji toaletowej. Owszem jest piękny i może z dumą nosić swą nazwę, ale nie jestem pewien, czy powinna zaczynać się frazą Infinite – ponieważ poza początkowym podobieństwem, w odbiorze to dwa różne pachnidła. No to teraz mogę skręcić termostat z 25, do 20 stopni… 🙂Bentley Infinite Intense EdP

rok powstania: 2015

nos: Nathalie Lorson

trwałość: bardzo dobra

projekcja: umiarkowana, z czasem kameralna – ale bez trudu wyczuwalna

Głowa: czarny pieprz, lawenda, fiołek, geranium,
Serce: przyprawy, gałka muszkatołowa, żywica elemi, syjamski benzoes, ambra,
Baza: paczula, haitańska wetyweria, piżmo, cedr,

Advertisements

Responses

  1. Jak niżej… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: