Napisane przez: pirath | 24 grudnia 2015

Mexx – Life Is Now for Him, czyli właśnie tu i właśnie teraz…


Life is Now… No powiało głębią, niczym na wieczorku literackim, gdzie recytują wiersze Norwida… To może ‚Pokój na Świecie„, „Właśnie oddycham powietrzem” lub „Trawię w sobie kebaba„, albo inna górnolotna nazwa/fraza – wyglądająca bardziej na populistyczny slogan, z reklamy kampanii uwiadamiającej kobiety przed rakiem szyjki macicy, niż nazwa perfum… Poważnie, gdy widzę, że nic niemówiącym banałem lub truizmem ocieka już sama nazwa, treść niewiele od niej odbiega. Wiecie, to jak z najnowszym Hugo Boss The Scent – gdzie marketingowcy wiodącego w latach 39-45 dostawcy mundurów dla III Rzeszy – wysilili się na górnolotne „The Zapach„. I znów musiałem sam do siebie powiedzieć – a nie mówiłem?

Mexx - Life Is Now for Him

Ten zapach to najlepszy przykład, że nie wolno, ABSOLUTNIE NIE WOLNO PODEJMOWAĆ DECYZJI O ZAKUPIE, NA PODSTAWIE TESTÓW BLOTEROWYCH!. Na papierku pachniał tak niewinnie i uroczo, że aż mnie rozczulił. Subtelny, pomarańczowo mandarynkowy, świeży i delikatny – wprost cudownie zaaranżowany świeżak dla nastolatka lub mężczyzny chcącego pachnieć lekko i przy tym naprawdę nietuzinkowo. Tak niepozorne i tanie pachnidełko, a pachnące z iście Ellenową* lekkością, finezją i polotem. Wącham i nie wierzę, toż to kaszmir i pomarańcza, w cenie ~70 zł per flaszka!. Normalnie nie mogłem oderwać nochala od bloterka – przechadzając się z nim pomiędzy pułkami zaprzyjaźnionej perfumerii. Cudo!, taka hybryda CK Dark Obsession z wybitnie pomarańczowo mandarynkową wyściółką, rodem z Hermesowych Eau Tres Fraiche i Mandarine Ambre – piałem z zachwytu… Ale dobrze, że perfumy jednak opisuję „z ręki” a nie papierka, bo obie recenzje miałyby zgoła odmienny wydźwięk…

*od specyficznego, ultra lekkiego, minimalistycznego i porażającego swą niewymuszoną sugestywnością, kroju – w jakim komponuje Jean Claude Ellena, miłościwie nam panujący, oficjalny nos domu mody Hermes.

Mexx - Life Is Now for Him reklama

Powtarzam jak mantrę, że bloter nadaje się jedynie do wstępnej kwalifikacji perfum, przed właściwymi testami skórnymi (bo „wolnej” skóry w perfumeriach, zawsze nam brakuje). Papierek (często odpowiednio w tym celu spreparowany) przekłamuje, zniekształca i nienaturalnie wydłuża czas trwania poszczególnych akordów – więc obraz jaki tworzy w nozdrzach wąchającego, nie ma nic wspólnego z rzeczywistym brzmieniem danych perfum na skórze. Dopiero na skórze (koniecznie własnej!) perfumy pachną „naprawdę” i tak jak powinny, a nasza skóra nadaje im dodatkowo własny i swoisty dla nosiciela charakter. Stąd też na każdym z nas, te same perfumy będą pachnieć nieco inaczej – ale i tak bardziej „autentycznie” niż na papierku… Na papierku Life Is Now pachniał jak niewinna, umiarkowanie soczysta, ciepła, przyjazna, pozbawiona ekscesów i fajerwerków mikstura – ale jakże milusia i rozkoszna dla noska… No kupiłbym od razu, ale doświadczenie nauczyło mnie, by papierkom nie wierzyć. Toteż zwinąłem garść próbek i postanowiłem przetestować nowego Mexxa na własnej skórze i na chłodno…

Mexx - Life Is Now for Him box

I całe szczęście, bo teraz kląłbym pod nosem, żałując wyrzucenia w błoto 70 zł – albowiem na skórze zapach nijak nie przypomina tego uroczego świeżaczka, którego kontemplowałem z papierka. Owszem jest ładny, przyjemny, lekki i świeży, ale temu co wytworzyło się na skórze – daleko do tego co zastałem na papierku. Zapomnijcie o tej wyrafinowanej pomarańczy/mandarynce i  zniewalającym akcencie kaszmirowo drzewnym – bo ostał się z tego jedynie bardzo przeciętny massmarket. Massmarket, którego aromatyczna wyrazistość, to głównie sztampowa gra kardamonu, smagniętego delikatną słodyczą owoców i dopełnioną homeopatycznym dodatkiem niezidentyfikowanych drewienek. To co najbardziej razi to nieczytelność zastosowanych składników, bo w zasadzie poza kardamonem (początkowo dość mocnym i wyrazistym) i jabłkiem (rodem ze słoika, z prażonym musem jabłkowym o zawartości jabłek minimum 30%), resztę nut można równie dobrze identyfikować, poprzez laboratoria kryminalistyki, CERN i NASA

o.33725

Ale pierwsze co zaskakuje, to rażąca niezgodność pomiędzy oficjalnym wykazem nut, a tym co zastajemy na skórze. Producent wspomina o ananasie, a ja czuję w otwarciu budyniową figę/kokosa, tudzież olej palmowy. Przecież wiem jak pachnie ananas, ale nijak go nie czuję!. Wprawdzie trwa to tylko kilka pierwszych minut od aplikacji, ale ręce opadają. Zresztą pineapple or coconutwhatever, przecież i tak nikt tego nie czyta… A może ananas to taki nowy kokos? Wiecie coś w rodzaju frazesu iż różowy to nowy czarny?. Czuć za to kardamon, ale mocno utemperowany oraz o dziwo jabłko – choć równie sugestywne, co w Deliciusach od Donny Karan. Powstał z tego taki poprawny politycznie, niegroźny i przyjemny dla otoczenia świeżak, oparty głównie na lakonicznych akcentach owocowych, które wzmocniono kardamonem, a który nadaje ton i charakter całej kompozycji i to na nim skupia się cała uwaga i masa bukietu. Ni to Puma, ni to Mexx, ni to Ferragamo, ni to DKNY, ni to Lacoste, ni to Boss lub starsze wypusty CK. Niewinny owocowy soczek dla jednostek, którym wszystko jedno czym pachną, byle tylko pachnieć. Zresztą patrząc na segmentację Mexxa i cenę tych perfum, czego można oczekiwać? Jak na swoją cenę pachną naprawdę dobrze – powiem nawet, że dużo lepiej i dłużej, niż kosztujący 5 x drożej Dior Sauvage

ananas i kokos

Poszczególne nuty są wprawdzie nieczytelne i zawiewa od nich laboratoryjną pipetą – ale wszystkie razem, dają całkiem przyzwoity efekt końcowy. Jakby ten zapach nie był słaby, lakoniczny, populistyczny, zachowawczy i nijaki – będzie się podobał. Połączenie kardamon + owoce + sandałowiec zawsze się sprzedaje i będzie się sprzedawać, podobnie jak miętowa pasta do zębów, czy konwaliowy odświeżacz powietrza. Jeśli nie przeszkadza Wam widmo taniości i zionącego od tych perfum populizmu (pachną jak pół miliarda sobie podobnych), to za te pieniądze jest co całkiem niezły zapach, o bardzo przyzwoitych parametrach. Wprawdzie fizjonomią przypomina większość nowomodnych i ultra poprawnych politycznie wypustów, z Bossem The Scent i Unlimited oraz Beckham Classic na czele, ale przynajmniej kosztuje 1/4 ich ceny. Jeśli więc nie macie pomysłu na prezent dla ojca, brata, szwagra, syna, kochanka, przyjaciela, a nie znacie gustów obdarowanego i nie jest to osoba przywiązująca szczególną uwagę do tego czym pachnie (bo wszystko co powącha jest „fajne”) – kupcie mu te właśnie perfumy, a na pewno zostaną mile odebrane… 🙂Mexx - Life Is Now for Him EdT

rok powstania: 2015

nos: nikt się nie chwali

projekcja: dobra

trwałość bardzo dobra

Głowa: ananas, jabłko, kardamon, bergamotka,
Serce: frezja, lawenda, nuty morskie,
Baza: paczula, drzewo sandałowe,

Reklamy

Responses

  1. Nie będę jednak za nimi wodził żadnym zmysłem… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: