Napisane przez: pirath | 26 grudnia 2015

G.Bellini – X Bolt, czyli bardzo udana podróbka kultowego Bottled…


Lubicie Szarego Bossa? No pewnie, że lubicie… Kto nie lubi, a nawet uwielbia flagowe pachnidło od Hugo Bossa. Dior ma swojego Fahrenheita, Lalique ma Encre Noire, Burberry ma Londona, Paco Rabanne ma One Milion, JPG ma Le Male, Adidas ma Active Bodies, Hermes ma Terre, Chanel ma No 5, a Hugo Boss ma Bottled, aka No 6, aka Grey Boss. Co by nie było, co by nie miało aktualnie swej szumnej premiery, jakby nie zmieniła się moda i trendy – mający premierę w 1998 roku Boss Bottled, święci swój nieprzerwany triumf, od prawie 20 lat. Trudno się temu dziwić, bo wprawdzie „szarlotka” nie robi aż tak miażdżącego wrażenia i nie jest tak charyzmatyczna w oddziaływaniu na żywe organizmy jak Terre, One Milion, czy Fahrenheit – ale ma swój specyficzny, niepowtarzalny, „chwytliwy” i wprost zniewalający urok. Jej urok porywa już drugie pokolenie mężczyzn (i przede wszystkim ich kobiety), ceniących sobie jego ciepłe, apetyczne, niezobowiązujące i diabelnie przyjemne brzmienie. Doczekał się pierdyliona podróbek oraz zainspirował drugie tyle „autorskich” wariacji – inspirowanych swym kameralnym i doskonale skrojonym bukietem.

G.Bellini - X Bolt

Nie znoszę podróbek i mam wysoce ambiwalentny stosunek do zapachów „inspirowanych” lub cechujących się mniej lub bardziej zawoalowanym naśladownictwem w kreacji. Uważam, że prawo do „odcinania kuponów” od sukcesu jakiegoś wybitnego pachnidła oraz przebłysku geniuszu perfumiarza – ma prawo jedynie twórca lub właściciel praw do kompozycji. Bo przełomowy i innowacyjny oryginał może być tylko jeden. Zresztą pisałem o tym przy okazji recenzji niedawno poznanego Bentleya Infinite. Niestety w alternatywnej rzeczywistości europejskiego prawodawstwa, nie da się zastrzec, zarejestrować i chronić praw autorskich do danej kompozycji zapachowej. Można zastrzec nazwę, wygląd flakonu – ale paradoksalnie, nie da się zastrzec brzmienia. A więc legalnie i w majestacie prawa, można dowolnie kopiować, powielać oraz wycierać sobie mordę i wypychać portfel czyimś dorobkiem – ponieważ nie ma w kodeksach paragrafu, który tego procederu zabrania.

G.Bellini - X Bolt box

A więc kwestią czasu i koniunkturalizmu (wszak rynek nie znosi próżni, a zwłaszcza gdy można na tym zarobić) jest pojawienie się mniejszej lub większej ilości naśladowców, którzy postanowili wypuścić własną, mniej lub bardziej oczywistą kopię oryginału. Darujmy sobie poprawność polityczną i konwenanse, nazywające ten proceder „sygnowaniem zapachów alternatywnych lub inspirowanych” – to po prostu kradzież. G.Bellini X Bolt to kolejna, perfidna, bezczelna i wyrachowana podróbka kultowego Bottled, tyle że nadspodziewanie solidnie wykonana. Kolejny i spłodzony z premedytacją skok na kasę i dorobek Hugo Bossa, nic więcej. Brzydzę się podróbkami i pomimo iż szczerze nie znoszę Hugo Bossa (zarówno za ich niechlubną historię, jak i sygnowanie banalnych, wtórnych i koniunkturalnych szmir), zawsze stanę w obronie prawowitego właściciela praw do danego konceptu. Stąd niechętnie opisuję podróbki i klony oraz świadomie zaniżam noty kompozycjom mniej lub bardziej świadomie inspirowanych czyimś brzmieniem/pomysłem. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach, przy tym całym zalewie nowości i coraz skromniejszym portfolio ingrediencji – nie sposób uniknąć podobieństw i mniej lub bardziej oczywistych analogii. Tyle że G.Bellini X Bolt jest ewidentnym ponad wszelką wątpliwość przykładem podróbki.

Hugo Boss Bottled

Tyle że X Bolt nie jest jakąś tam tandetną podróbką – to podróbka niemalże doskonała. Zwykle podróbki są jedynie ordynarnym, tandetnym, żenującym i pobieżnym naśladownictwem jakiegoś wszystkim doskonale znanego i popularnego brzmienia – ale nie tym razem. X Bolt jest naprawdę przednie i solidnie wykonaną kopią, tak dobrą i z tak dopieszczonymi detalami, iż ciężko na pierwszego niucha odróżnić ją od oryginału. I właśnie dlatego zdecydowałem się na ten wpis, gdyż mamy tu do czynienia z analogicznym przypadkiem co z Lucca Cipriano – Red Chrome Men będącym doskonałą kopią równie przyjemnego co popularnego, Lacoste – Style in Play. Oczywiście wciąż mowa o podróbce, ale zdaję sobie sprawę że wszystko jest „legalne i w majestacie prawa„, a jedyne na co mogą ostrzyć sobie zębiska prawnicy Proctor & Gamble (tak, Hugo Boss nie produkuje perfum, a jedynie zgarnia od P&G sowitą tantiemę za użyczenie praw do swego wizerunku), to dość podobna buteleczka. Paranoja nieprawdaż? Nie można kogoś ścigać za namalowanie i sprzedaż stu kopii „SłonecznikówVan Gogha, ale można ścigać jeśli rama obrazu i nazwa za bardzo przypomina oryginalną… Ale wystarczy zamienić „słoneczniki” czy „Dama z Łasiczką” na „słoneczne kwiaty” i „babę z fretką” i wszystko jest w porządku. Skoro więc absurdalne prawo sankcjonuje to rażące nadużycie i produkt można legalnie nabyć, to po co bić pianę?

G.Bellini - X Bolt bend

I tu chciałem się podzielić z Wami pewną szaloną myślą. Ten zapach jest zbyt dobry na przypadkową podróbkę. A skoro omijając kulawe prawo, można sobie zamówić i legalnie wypuścić ewidentną i dosłowną podróbkę Terre d’Hermes (Montale Red Vetiver), czy Balmain Carbone (Olfactive Studio Autoportrait), to czemu nie zlecić (oczywiście nieoficjalnie) zrobienia kopii Bossa Bottled?. I wcale bym się nie zdziwił, gdyby nie przy cichej zgodzie właściciela praw i przy okazji posiadacza rozlewni zdolnej wyprodukować tak udaną kopię. Wiecie, Apple też toczy oficjalnie wojnę z Samsungiem, ale tajemnicą poliszynela jest, że gdyby nie części i montownie SamsungaApple w ogóle nie byłoby zdolne zbudować i wyprodukować swoich zabawek. W końcu właściciela marki G.Bellini stać, by za to zapłacić. Oczywiście to tylko hipoteza i moje luźne dywagacje, ale nie byłbym specjalnie zdziwiony gdyby moje gdybania ocierały się o prawdę.

G.Bellini - X Bolt reklama

Ten zapach od strony bukietu i jakości, w niczym nie odstaje od minimum 10 x droższego Bossa Bottled. Oczywiście wyprodukowanie tych perfum nie kosztuje nawet dolara za flaszkę (podobnie zresztą jak oryginalnego Bottled), ale jak wiadomo Hugo dekadami pracował na swoja markę i prawo do cenienia się, jak za złoto. Co innego nic nikomu nie mówiące G.Bellini (prawdopodobnie marka kogucik, powstała wyłącznie by móc jakoś nazwać same perfumy), który oferuje te zrobione za kilka złotych perfumy, za około 20 zł (a więc wciąż z zyskiem co najmniej kilkuset procent i to odjąwszy dolę końcowego sprzedawcy). Ładny gorsz przyznacie, a sprzedaje się samo. Samo, bo skoro coś pachnie równie dobrze i chwytliwe co bardziej markowy oryginał (a przecież nie macie napisane na czole czym pachniecie), to po co przepłacać? W końcu dla większości (mniej lub bardziej świadomych) nabywców – liczy się tylko efekt końcowy, nieprawdaż?.

Hugo Boss and Gibellini, X Bolt

I na tym polega siła i fenomen X Bolta, którego właścicielem jest Schwarz Beteiligungs GmbH – niemiecki moloch, do którego należą między innymi Lidl i Kaufland. A więc stać ich, zarówno na zlecenie produkcji czegoś tak dosłownego oraz ewentualnie prawników 🙂 Pachnie naprawdę wyśmienicie i nawet gdy w fazie dojrzałej zaczyna się odrobinę rozmijać z oryginalnym Bottled, wciąż pachnie naprawdę dobrze, podobnie i jest niesamowicie trwały. Pachnie tak podobnie, iż daruję sobie szczegółowy opis brzmienia, odsyłając wszystkich zainteresowanych (choć trudno mi uwierzyć, że ktoś mógłby nie znać lub nie kojarzyć kultowego Bottled) do lektury recenzji oryginału. Poziom skąpanej w umiarkowanie wylewnej wanilii i nieodmiennie apetycznej „szarlotki„, jest niemal dokładnie ten sam – ale to Bottled i tylko jemu, należy się cały splendor i uznanie za porywające brzmienie X Bolta. Choć jestem idealistą, jestem też pragmatykiem, więc nie będę Was przekonywał do ortodoksyjnego kupowania Bottled. Sami zdecydujcie w oparciu o zasobność swego portfela i być może zasady etyczne, co kupić – ale mam świadomość, że z 10-15 krotnie niższą ceną, X Bolt jest nader kuszącą alternatywą.G.Bellini - X Bolt EdT

rok powstania: 2012

nos: do przekrętu nikt się nie przyznał

trwałość: doskonała

projekcja: bardzo dobra

Głowa: cytryna, limonka, anyż, estragon,
Serce: jabłko, nuty kwiatowe,
Baza: wanilia, nuty drzewne i balsamiczne,

UWAGA: nie wyrażam zgody na kopiowanie, cytowanie i linkowanie jakiejkolwiek części niniejszego wpisu, w celach komercyjnych!

Reklamy

Responses

  1. Mam zupełnie inne zdanie na temat tego typu produktów. I uważam, że prawo jest dobrze skonstruowane. Podróbką jest to co nie jest oryginalnym produktem, ale wytwarzane jest w sposób (w przypadku wód toaletowych/ perfum itd. chodzi głównie o opakowanie), który ma celowo wprowadzić konsumenta w błąd i wyłudzić od niego znaczne pieniądze, za – rzekomo – oryginalny produkt (którym nie jest). O podróbkach można więc mówić wtedy kiedy coś np. woda toaletowa jest opakowane dokładnie (lub prawie dokładne tak) jak np. Hugo Boss No. 6, jest sprzedawane jako Hugo Boss No. 6 (zwykle za cenę zbliżoną do oryginału, lub nieco niższą), ale nie jest oryginalnym produktem. Wprowadzanie na rynek tego typu produktów – podróbek – narusza interesy konsumentów i producentów, bo – z punktu widzenia konsumenta – ktoś decyduje się wydać (niemałe) pieniądze na oryginał, a dostaje podróbkę – zostaje oszukany, natomiast z punktu widzenia producenta jest to naruszenie zasad uczciwej konkurencji bo wykorzystuje się nazwy, logo, wzory opakowania wymyślone przez kogoś innego. Istotne jest, że fałszerz wprowadzając na rynek podróbkę robi to w taki sposób, żeby okłamać konsumentów i poprzez to kłamstwo – pomniejszyć zyski producentów oryginału, samemu je uzyskując – podszywając się pod niego.
    Czy producent G.Bellini – X Bolt – jest fałszerzem? Nie. Trzeba by być bardzo mało inteligentnym, wybitnie mało spostrzegawczym, żeby pomylić X Bolta z oryginalnym Boss’em. Po pierwsze kosztuje, dużo, dużo, mniej – co już samo w sobie sugeruje, że to nie jest oryginał. Opakowanie przypomina szarego Bossa – w tym przypadku dość znacząco, ale jednak nadal tylko przypomina (a są na rynku zapachy dobrze/wiernie naśladujące szarego Boss’a, jak np. polskiej produkcji Brutal Grand, którego po opakowaniu nikt by w życiu nie skojarzył z Boss’em – trzeba dopiero powąchać). Nawet jednak w przypadku X Bolta widać, że to nie jest Boss, inna nazwa, inna stylistyka napisów itd. Kształt butelki podobny do Bossa, ale też do wielu innych butelek wód toaletowych. Generalnie – jeżeli konsumentowi zależy na oryginalnym HB no 6, to nie kupi przez przypadek X Bolta, czy Brutala Grand, czy którejś innej imitacji tego zapachu. Chyba, że konsumentowi zależy na takim konkretnie zapachu, ale marka nie jest dla niego ważna, albo nie ma pieniędzy na oryginał – wtedy – celowo, bo raczej nie przez pomyłkę kupi coś co od początku do końca jest sprzedawane jako tania alternatywa i wiadomo że nie jest oryginalnym w tym przykładzie – Hugo Bosem. Ale tu o oszustwie nie może być mowy, wszyscy jasno deklarują co sprzedają i wszyscy wiedzą co kupują.
    Odniosę się jeszcze do stwierdzenia: „…Uważam, że prawo do „odcinania kuponów” od sukcesu jakiegoś wybitnego pachnidła oraz przebłysku geniuszu perfumiarza – ma prawo jedynie twórca lub właściciel praw do kompozycji. Bo przełomowy i innowacyjny oryginał może być tylko jeden…”. Cóż, żartobliwie powiem, że niektórzy czasem chcą być świętsi od samego papieża… Przecież nie mamy tu do czynienia z podróbką, ani oszustwem, ale w imię – nie wiem czego – kultu produktów markowych (?), snobizmu (?), kultu sztuki perfumeryjnej (?) potępimy legalnie prowadzoną działalność polegającą na produkcji i sprzedaży dóbr, których jedyną „wadą” jest to, że w – co ważne – wyraźny i rozpoznawalny sposób imitują inne. I do czego niby miałaby krytyka tego procederu – hipotetycznie – doprowadzić? Do tego, że takich produktów nie będzie się sprzedawać? Do tego, że ktoś kogo nie stać na oryginalnego Boss’a, obejdzie się smakiem (zapachem) i będzie zmuszony kupić coś innego co mu mniej odpowiada? Do tego, że dzięki zaniechaniu produkcji rozlicznych „X Bolt’ów” – w jakiś tam sposób zyski Hugo Bossa wzrosną? Myślę, że w Hugo Boss’ie mało kogo to interesuje, że na świecie są produkowane rozliczne zapachy imitujące ich kultowy szlagier; a jeżeli już dostrzegają ten fakt, to raczej spodziewam się, że jest to raczej odbierane jako wyznacznik sukcesu oryginału. Nie sądzę, żeby ktokolwiek w HG liczył na to, że gdyby zabrakło legalnych (odróżnialnych) imitacji, to ludzie którzy do tej pory je kupowali, nagle się przerzucą na „szarego” i tym samym HG zarobi więcej.
    Zwrócę uwagę na jeszcze jedną kwestię – załóżmy, że w jakiś sposób możliwe byłob „zastrzeżenie” zapachu i zdelegalizowanie sprzedaży X Boltów i dziesiątków jemu podobnych, to jedynym tego skutkiem byłoby ograniczenie rynku i – de facto – konkurencji, ze wszystkimi tego negatywnymi konsekwencjami dla konsumentów.
    Potępianie produkcji i sprzedaży (podkreślę jeszcze raz – wyraźnie odróżnialnych od oryginałów) imitacji, to nic innego niż postulat zakazu naśladownictwa. A naśladownictwo wśród ludzi jest tak stare jak historia cywilizacji ludzkiej – zaczęło się pewnie wtedy kiedy ktoś rozpalił pierwszy ogień, albo zaostrzył pierwszy krzemień. Ale nie sięgając aż tak daleko – jego przykładów jest pełno także dziś i większość wcale nie budzi kontrowersji wśród większości osób i nie jest przedmiotem penalizacji. Tak się składa, że z „moralnym potępieniem” zjawiska naśladownictwa w produkcji dóbr spotkać można się w bardzo specyficznych środowiskach, np. takich jak właśnie miłośnicy markowych perfum, miłośnicy markowych zegarków, itp. Wrażenie jest takie, że tych ludzi bardzo boli, że za niewielkie pieniądze można całkiem legalnie kupić produkt o cechach jakościowych nie odbiegających znacznie, albo odbiegających wręcz niezauważalnie od innego (markowego) produktu, za który oni zapłacili znaczne kwoty. I tym samym, że inni za mniejsze pieniądze, będą mogli tak samo lub bardzo podobnie pachnieć. I co z tego?
    Jeżeli już mielibyśmy być tak bardzo ortodoksyjni i potępiać naśladownictwo w świecie perfum, czy zegarków (bo na forach im poświęconych czytam analogiczne „słowa oburzenia”) to czemu tylko tam? Jest jeszcze cała masa innych produktów (mniej i bardziej luksusowych), które trzeba potępić i odrzucić w imię hołdu oddawanego oryginałom. Oto przykłady, zaledwie kilka:
    Koszule z bawełny oxford, w szczególności błękitne, z kołnierzykiem typu „buton-down” i kieszonką, ktoś nosi? Jeżeli tak to powinny to być tylko koszule marki Gant, bo ona pierwsza je wprowadziła. Wszytki inne podobne produkowane przez setki, a może tysiące marek na świeci – to ohydne podróby – trzeba się nim brzydzić – przez analogię.
    Klasyczne płaszcze przeciwdeszczowe, typu „trench” – ktoś nosi? Jeżeli tak to powinny być marki Burberry lub Aquascutum – wprowadziły je jako pierwsze – reszta to podróby. Obrzydliwe.
    Kurtki „budrysówki” (ang. Duffle-coat) – ktoś nosi? Jeżeli tak to autentyki produkuje tylko i wyłącznie Gloverall – reszta to podróby. Powinno się odrzucić.
    Modne obecnie pikowane nylonowe kurtki typu „husky” – jeżeli nosić to tylko te wyprodukowane przez Barbour – ta firma je wprowadziła na rynek – reszta – podróby.
    Sukienka tzw. „mała czarna” – wymyślona przez Coco Chanel – reszta – podróby.
    Wina musujące – wymyślone kilka wieków temu, w Szampanii – inne to podróby.
    Tort Dobosa – wymyślony przez węgierskiego cukiernika – produkowany gdzie indziej – podróba. Podobnie z tortem Fedora, czy tortem Sachera.
    Takich przykładów klasycznych (często kultowych) produktów produkowanych masowo, przez rozliczne marki kopiujące pierwszy oryginał, a zaprojektowanych kiedyś przez konkretnego producenta, można być znaleźć dziesiątki, jak nie setki. Na dobrą sprawę wszystkie wyroby którymi dziś dysponujemy obecnie ktoś kiedyś wynalazł, wymyślił, często nadal twórcy są znani, ale w zdecydowanej większości, prędzej czy później z czyjegoś doskonałego pomysłu korzystają inni, naśladując go przy wytwarzaniu swoich wyrobów. I przypuszczam że twórcy mogą nawet o to nie mieć żalu (czy Coco Chanel miała żal, że jej krój sukienki skopiowano tak szeroko jak mało który? Nie wiem, ale przypuszczam, że raczej cieszyła ją rewolucja w modzie jaką dokonała). Z jakiś jednak powodów to zjawisko bardzo martwi… nabywców dóbr luksusowych. Snobizm? Zazdrość? Żyjemy w świecie kopiowania pomysłów. Nasz standard życia jest taki jaki jest nie tylko dzięki temu, że niektórzy są genialnymi wynalazcami, ale też dzięki temu, że inni są dobrymi naśladowcami dobrych pomysłów. I jest to całkowicie naturalna ludzka cecha, norma, nie patologia. Radzę więc więcej dystansu i mniej moralizatorstwa – szczególnie w tak banalnym temacie jak ocena perfum. W tej branży są poważniejsze problemy niż to kto się kim inspirował, np. czy perfumy testowano na zwierzętach? Z czego je wyprodukowano, bo może np. surowców pochodzących z ginących roślin, lub zwierząt. „Potępiania naśladownictwa” jest raczej odrobinę, hmmmm… śmieszne 😉 Pozdrawiam życzliwie.

    • Witaj, nie mogę się zgodzić iż prawo jest dobrze skonstruowane, bo coś co jest wybiórcze i pozostawia ewidentną furtkę, z której masowo korzystają producenci podróbek nie może być dobre, ani przypadkowe (lobbing za utrzymaniem tego bubla). Widzisz w szerszym kontekście, tu nie chodzi o czepianie się, że ktoś użył tego samego rodzaju materiału (szkło) i layoutu (kolorystyki i opakowania), czy ogólnej funkcjonalności produktu. Tak jak wspomniałeś nie można zastrzec nazwy własnej i funkcjonalności, czy ścigać kogoś za mniej lub bardziej umyślne wykorzystanie palety barw, czy składników – ale zastanów się na logikę. Jakie jest prawdopodobieństwo użycia dokładnie tej samej palety nut zapachowych, w określonych proporcjach i namieszanych o określonej kolejności, co w przypadku tego konkretnie produktu? Podpowiem, prędzej kilka razy trafisz szóstkę w Lotto, niż zrobisz to przypadkiem i nieświadomie.

      I tu kolejna konkluzja, bo producent X Bolta rozegrał temat powielania jeszcze sprytniej niż sądzisz, a tego aspektu akurat w swym nie powiem nader treściwym wywodzie nie uwzględniłeś. Im nie chodziło o wspomniane i zwykle napiętnowane powielanie flakonu, ani nazwy, (X Bolt rzeczywiście nikomu nic nie mówi, ani nie pozwala się domyśleć). Oni powielili jedno, bardzo specyficzne i bardzo popularne brzmienie. To jak z Coca Colą i Pepsi, podobny schemat. Sięgnęli po znany, popularny i pożądany zapach, a następnie wprowadzili go do sprzedaży. Nawet nie muszą pisać na flakonie czego to jest kopia (w przeciwieństwie do producentów bardziej ordynarnych podróbek, którzy nie bawią się w konwenanse), bo mają pełna świadomość, że po pierwsze. Ludziom się spodoba, tak jak podoba im się oryginał od Hugo Bossa i po drugie, część kupi go świadomie, bo pachnie właśnie tak jak kultowy Hugo Boss. Pewnych rzeczy nie trzeba oznajmiać wprost, tu działa podświadomość i rozpoznawalność oryginału, która wystarczy za podobne opakowanie, zbieżną nazwę i stanowi najlepszą rekomendację. Jeśli połączysz to z utrzymaniem bardzo solidnych parametrów i bardziej niż atrakcyjną ceną, masz hiciora, którego kupi każdy, choćby dziadkowi na prezent. Dlatego uważam, że wybór tych konkretnie perfum nie jest przypadkowy, ani polityka Lidla.

      A więc masz rację, trzeba być mega ćwokiem by doszukiwać się analogii w wyglądzie zewnętrznym, naśladownictwie logotypu, czy kroju czcionki – tu trzeba skupić się wyłącznie na brzmieniu, które śmiem twierdzić kojarzy i identyfikuje 90% użytkowników perfum. To, że na opakowaniu nie jest napisane Boss No 6 lub coś podobnego nic tu nie zmienia, bo sama zawartość flakonu stanowi najlepszą i jedyną konieczną podpowiedź. Nawet nabywcy bardziej ordynarnych i ewidentnych podróbek wiedzą co tak naprawdę kupują, sięgając z rozmysłem po kopię – więc tu nie o podobieństwo opakowania i detali chodzi, a jego zawartości, której zgodnie z prawem, nie chroni nic. A więc w myśl kulawego prawa, producent X Bolt nie jest fałszerzem, ale trzeba być idiotą by w to uwierzyć lub tego nie dostrzegać.

      Owszem, jest to pewna nobilitacja dla Hugo, że ich produkt jest tak licznie naśladowany i powielany, ale Hugo to firma handlowa i działa w oparciu o zyski i ekonomię, więc wątpię by byli zadowoleni, że na rynku jest dostępna tak dobra imitacja ich najbardiej zyskownego produktu. Owszem można zastrzec wzór, stylistykę, paletę kolorów, krój i fason, nawet ścieżkę funkcjonalności, opatentować, ale ja się pytam, jak zastrzec istotę – gdy prawo na to nie pozwala? Posłużyłeś się ciekawym wianuszkiem przykładów (moje uznanie za merytoryczność), by dowieźć że producentów „podróbek” w życiu codziennym mamy więcej, zgadzam się. To walka z wiatrakami, bo przy tym natłoku producentów i importerów, min. z Państwa Środka, gdzie prawa autorskie mają za nic, nie sposób uciec od mniej lub bardziej zamierzonego powielania (wspomniane kurtki, wina, czy torcik Sachera), które często samoistnie i nieświadomie są powielane, przenikają z czasem do naszej kultury, które uznajemy za pewien standard i nawet nie zastanawiamy się kto jako pierwszy wynalazł i wprowadził do sprzedaży zwykłe jeansy. Producenci dbają o swój dorobek i zaplecze przychodów, zastrzegają i zgłaszają patenty, gorzej gdy te przedawniają się lub wygasają, ale tu nie mowa o niebieskim płótnie na spodnie, wynalezionym prawie 150 lat temu – tylko niemal idealnej kopii produktu, wprowadzonego do sprzedaży niecałe 20 lat temu i będącej wciąż w jej ofercie. Uważam, że pomimo iż ze strony prawnej jest to legalne (bo nikt z prawodawców nie pochylił się nad tym zagadnieniem w sposób wnikliwy) jest sromotnym nadużyciem i przyzwoleniem do okradania w majestacie prawa. A nie każda firma roszcząca sobie prawo do oryginału jest tak potężna, wpływowa i majętna jak Hugo, by pozwolić sobie na batalie prawne i podparcie kodeksem. Szampan może być tylko jeden, chroni go prawo i regulacje UE, podobnie nasz rodzimy oscypek, ale w jakim zakresie to prawo jest przestrzegane? Na Igristoye wciąż mówi się kolokwialnie „szampan”, choć wszyscy wiedzą że nim nie jest i nawet nie przypomina go w smaku. A tu mamy produkt łudząco podobny do innego, ale nie można go chronić, ani wymusić na producentach podróbek mocnego zmienienia formuły zapachowej, chroniąc istotę… Ręce opadają, ale pozwolę sobie zignorować Twój punkt widzenia i sam będę sobie dobierał mniej lub bardziej „banalne” kwestie do omówienia, jak i częstotliwość mojego na nie utyskiwania. Dla mnie śmiesznym jest bagatelizowanie problemu ewidentnego podrabiania, w oparciu o kulawy kodeks. Przypominam iż ten sam kodeks dopuszcza karmienie dzieci Happy Mealem, ale już zabrania nakarmienia go drożdżówką oraz określa marchew mianem owocu, a ślimaka rybą 🙂 również ciepło pozdrawiam

      • Kompletnie mnie ta argumentacja nie przekonuje.
        Prawo nie jest (w tym względzie) dziurawe – jest racjonalne, i dość dobrze skonstruowane. Służy producentom i konsumentom. Chroni obie strony rynku, bo daje ochronę jednym – producentom i daje prawo wyboru konsumentom. Chroni podstawowe wartości takie jak znaki towarowe, nazwy, itd., a równocześnie chroni rynek przed monopolizacją i kosztami społecznymi powstającymi w efekcie tworzenia monopoli. Nie znam dokładnie procedur patentowych, ale wydaje mi się, że na upartego producenci perfum mogą – jeżeli by chcieli patentować składy chemiczne. Nie wiem czy to w ogóle robią? Być może nie ma to znaczenia, bo aby odtworzyć zapach można prawdopodobnie zmienić nieco składniki i uzyskać łudząco zbliżony efekt.
        Kluczową kwestią jest odpowiedź na pytanie co by było gdyby stworzyć prawo ograniczające produkcję zapachów które są podobne do markowych? Ale takie prawo nie mogłoby dotyczyć tylko zapachów. Także jak podałem wyżej przykłady – podobnych kurtek, koszul, tortów, alkoholi, mebli – wszystkiego niemalże. Dorzucę do tego też inne przykłady – elektronika. Ktoś kiedyś wyprodukował pierwsze radio, telewizor, walkmen’a, discmen’a telefon komórkowy, smartfon i masę innych gadżetów. A ktoś je później zręcznie skopiował mimo, że były w większości przypadków opatentowanymi rozwiązaniami. Ale było to możliwe, ponieważ naśladowcy zastosowali inne rozwiązania cząstkowe, żeby uzyskać ten sam, lub bardzo podobny efekt końcowy. Zapewne dokładnie tak samo jest z X .Bolt i Bossem. Pachną prawie identycznie, ale chemicznie są między nimi różnice.
        Załóżmy jednak, że wprowadzamy inne niż dziś, restrykcyjne prawo, które zabrania nie tylko kopiowania cudzych, zastrzeżonych rozwiązań technicznych, wzorów (design), formuł chemicznych, ale także zabrania uzyskiwania i wprowadzania na rynek podobnego lub identycznego rozwiązania/efektu końcowego, np. bardzo podobnego zapachu, bardzo podobnego pod względem funkcji i wyglądu urządzenia AGD/RTV, bardzo podobnej odzieży, bardzo podobnego mebla itd. Co byłoby tego skutkiem? Absurdy w rzeczywistości. Bo ktoś, jakiś urzędnik, eksperci musieli by się w sposób prawnie wiążący wypowiadać o tym czy dany wyrób, np. perfumy jest podobny na tyle, że jest to już „podróba”, czy jeszcze nie. Jak blisko musiałby pachnieć tani zamiennik, żeby uznać go za podróbę? Kto i w jaki sposób – obiektywnie – miałby to stwierdzić? To samo w przypadku mody, zegarków, smartfonów itd.
        Domyślam się, że przy tak restrykcyjnym prawie, na zasadzie analogii, należałby też zabronić sprzedawania np. reprodukcji słynnych dzieł sztuki, bo nawet jeżeli twórcy już nie żyją, to ktoś jest ich właścicielem i chce mieć wyłączne prawo posiadania. Czyli – reprodukcja damy z łasiczką – nielagalna.
        Drugi skutek byłby taki, że dzięki takim rygorystycznym przypisom zakazującym naśladownictwa doprowadzilibyśmy do stworzenia i prawnego usankcjonowania monopoli na rynku danego produktu. Monopole prawne. Jeden producent niebieskiej koszuli z bawełny oxford, jeden producent zapachu jabłkowego itp. itd. Jeden producent smartfona. Totalny absurd. I ekonomiczny koszmar. Koszty społeczne takich rozwiązań byłyby ogromne, bo nastąpiłby najprawdopodobniej wzrost cen tych wyrobów. Tak daleko posunięta ochrona prawna wynalazców staje się w pewnym momencie zwalczaniem konkurencji przez państwo – jeżeli zabroniono by osiągania podobnego efektu końcowego, ale innym metodami. Proszę zwrócić uwagę, że nawet patenty w obecnej „niedoskonałej” (jak rozumiem?) postaci, pozwalającej na naśladownictwo są przez urzędy patentowe ustanawiane tylko na określony czas, a nie na wieczność – i to jest celowe, intencjonalne działanie państwa. Patenty, zależy od branż – udziela się na 5, 10, czasem 20, czasem więcej lat – ale nigdy na wieczność – właśnie dlatego, żeby nie monopolizować rynku i po to by nie dusić konkurencji.
        Poza tym charakterystyczne jest też to, że o to rygorystyczne zaostrzenie praw patentowych jakoś tak chyba nie zabiegają sami producenci? Zwalczany jest rynek podrób tych gdzie stosuje się podrabianie nazw i znaków towarowych ( okłamywanie nabywców), ale nikt nie walczy specjalnie z naśladowcami. Nikt, z wyjątkiem jak napisałem – niektórych konsumentów – miłośników dóbr luksusowych. To jest bardzo charakterystyczne, że głosy oburzenia zawsze biegną właśnie stąd. Ludzie których stać na zakup dóbr markowych, luksusowych, droższych, bardzo zatroskani są o to, żeby przypadkiem inni nie mogli kupić innych, podobnych – ale taniej. A żeby nie wyglądało to na snobizm, dorabia się do tego jakaś całkowicie „dętą” ideologię pseudo-etyczną, z pełnymi patosu określeniami typu „brzydzę się podróbami” (choć w przypadku o którym piszemy nie chodzi przecież o podróby, intencjonalnie wprowadzane na rynek po to żeby oszukać konsumentów). Żeby być dobrze zrozumianym – nie mam nic przeciwko kupowaniu markowych perfum (sam mam w niewielki kolekcji zdecydowaną większość takich), ale nie róbmy z własnego snobizmu cnoty moralnej!!! Nie wiem dlaczego ludziom przychodzi z takim trudem przyznanie się że tak, są trochę snobami, lubią markowe rzeczy, dlatego że są właśnie markowe, dlatego że są drogie, dlatego że zapisały się w historii, a nie kupują tańszych zamienników dlatego, że są to właśnie – nie-markowe i tanie zamienniki. Z jakiś powodów niektórym nie przechodzi to przez gardło i muszą do tego dorobić tę kuriozalno-śmieszną „ideologię moralną”, której przejawem jest krytykowanie zjawiska, które nie jest żadnym problemem społecznym (istotą tego problemu jest to, że państwo nie daje producentom totalnej i wiecznej ochrony patentowej, co faktycznie nieco ogranicza ich zyski; problem moralny/etyczny to jednak nie jest bo producenci od tego nie bankrutują – nie znam takich przypadków, a twórcy nie są pozbawiani wynagrodzenia za swe dzieła – więc całe to bicie piany – jest właśnie – tylko biciem piany – wiele hałasu o nic).
        Przypuszczam, że większość z nas jest snobami. I cóż z tego? Ja też jestem. Lubię markowe rzeczy, choć nie ortodoksyjnie. Kupowanie ich od czasu do czasu poprawia mi humor. Nawet czasem lubię się tym pochwalić przed bliskimi osobami. Fajnie, tak zabawa, natomiast nie będę twierdził, że kupowanie markowych perfum (a nie tanich i legalnych odpowiedników) jest przejawem moich wysokich standardów etycznych – bo jest to śmieszność. Tak jak wspomniałem przy dokonywaniu zakupów można dokonywać wyborów etycznych lub nie, ale to się wiąże z kupowaniem np. kosmetyków nietestowanych na zwierzętach, produktów których wytworzenie nie wiązało się z wykorzystywaniem niewolniczej pracy w krajach rozwijających, produktów niewytwarzanych z rzadkich i ginących zasobów itp. Kupowanie produktów markowych zamiast podobnych, legalnych ale niemarkowych jest korzystaniem z wolności wyboru na rynku, natomiast nie jest żadną manifestacją wysokich standardów etycznych.

        • I mnie również, bo pomimo iż argumentujesz bardzo merytorycznie i sensownie, to próba sprowadzenia wartości etycznych i moralnych, na które się powołuję do roli „snobizmu”, a więc próby wywyższania się nad ludźmi których rzekomo nie stać na produkt markowy, położyła cały Twój elaborat. Podziwiam upór i konsekwencję, aby udowodnić że czarne jest białe, a białe czarne – niestety przerosła Cię nieznajomość specyfiki branży perfumeryjnej. Co z tego że można zastrzec nawę i flakon, skoro meritum, czyli recepturę i jej niepowtarzalny efekt (w tym przypadku niemal kopia idealna) może być dowolnie powielana? Nawet jeśli zamienisz jeden jedyny składnik na inny, z innego źródła lub innego pochodnia niż ten konkretny, wyłożysz całą kompozycję. Tego brzmienia nie da się przy tej zgodności detali stworzyć przypadkiem!. Wystarczy zmienić kolejność mieszania poszczególnych transzy maceratu, by kompletnie wywrócić brzmienie gotowej kompozycji – więc proszę, nie wypowiadaj się o rzeczach o których nie masz pojęcia. Tego nie da się odtworzyć od tak sobie, na chybił trafił, modyfikując recepturę – bo gwarantuję że efekt końcowy będzie daleko różny od zamierzeń, czyli stworzenia kopii niemal doskonałej. Kopie i podróbki perfum mają to do siebie, że zawsze odbiegają od oryginału, choćby w drobnym zakresie i tylko dlatego, że ich producentowi nie udało się wykrzesać więcej. Analogiczna sytuacja jest z podrabianiem dzieł sztuki, banknotów i koszulek Adidasa. Dlatego twierdzę że złożona i ponad miarę unikalna oraz swoista receptura danych perfum to unikalna wartość intelektualna, którą powinno się chronić tak samo jak piosenkę, recepturę napoju czy inną wymierną funkcjonalność. Po cholerę programiści piszą własne oprogramowanie i systemy operacyjne, skoro wystarczy zajumać kod źródłowy od np. Adobe, Corela czy Microsoftu, zmienić nazwę własną i sprzedawać jako wyrób własny?!. Więc skoro można chronić miejsce i kolor guzika w layoucie aplikacji, uznając go za czyjeś dobro, to dlaczego nie można chronić dużo bardziej złożonej formuły perfum? Ale to „banalne”, więc skąd ten upór i zacietrzewienie w próbie udowodnienia, że niemal doskonała podróba analogicznego produktu, jest cacy? Czepiam się, broniąc interesu znienawidzonego producenta, bo jestem snobem i zazdroszczę innym możliwości kupienia tańszego zamiennika, o którym notabene zamieszczam wpis? Ha ha ha 😀 Sądziłem że stać Cię na więcej, naprawdę…

          Owszem patenty działają czasowo i fajnie (pomijając trolling patentowy, który rzeczywiście jest kulą u nogi innowacyjności, ale swoją drogą trzeba być debilem, by dać komuś patent na nazwę geograficzną, kwadrat lub koło, patrz Apple). Przyjęło się że produkty zbieżne funkcjonalnie wytwarza się w cywilizowanym świecie na zasadzie licencji. Płacisz umówiony haracz prawowitemu wynalazcy i produkujesz własną wersję samochodu, radia, telewizora, elektroniki i każdego innego dobra, które chcesz zaoferować konsumentom. W niczym to nie ogranicza innowacyjności, prawideł wolnego rynku, ani nie ogranicza swobód konsumenckich i nie tworzy monopoli. Ale nigdzie nie znalazłem informacji jakoby producent X Bolta miał takową licencję od Hugo Bossa, ani że firmy powiązane są kapitałowo. Być może są, zresztą sam o tym napomknąłem, ale to tylko luźne dywagacje. A więc pozostaje opcja perfidnej i wyrachowanej kradzieży czyjegoś pomysłu, więc daruj sobie próby zaklinania rzeczywistości, bo jeszcze jestem gotów pomyśleć, że jesteś lobbystą, producentem, albo prawnikiem na usługach producentów podróbek – co poniekąd tłumaczyłoby zapał i model demagogii, którym się posługujesz w ich obronie. 🙂

          p.s. według Twojej argumentacji, producenci i sprzedawcy podróbek torebek LV, Prady i Chanel są super – wszak wzbogacają ofertę rynkową, polepszają konkurencyjność i nie dopuszczają do monopoli… przeciez ich podobieństwo do oryginały jest przypadkowe i niezamierzone i nie da się tego zabronić, ani zmierzyć żadną miarą… dzięki ich pożytecznemu istnieniu, każdego stać na torebkę zapewne przypadkiem imitującą luksusowy i drogi wyrób paskudnego monopolisty, który zdziera skórę z biednych konsumentów, których na nie nie stać… daruj sobie, bo słuchać hadko…

          • Pisałem o tym już wielokrotnie, ale napiszę jeszcze raz – widzę różnicę między podróbką produktów Channel, sprzedawanych po cenie jak za Channel z logiem Channel, po to żeby oszukać konsumentów, a produkowaniem zapachów, sprzedawanych pod inną nazwą, z innym/odróżnialnym logo ale pachnących podobnie. Zrównywanie ze sobą nielegalnych podróbek oraz legalnych wyrobów imitujących (w rozróżnialny sposób) inne jest dla mnie dziwacznym uporem.
            Potępianie produkcji, sprzedaży i kupowania tanich, lecz legalnych imitacji – to snobizm. Nic ponadto. I to w dodatku bardzo wybiórczy. Bo przypuszczam, że znaczna część tych miłośników perfum czy innych dóbr luksusowych piętnujących produkcję (legalnych) imitacji, korzysta w wielu innych przypadkach z zamienników bez zmrużenia np. kupując nieoryginalne, ale tańsze części zamienne do samochodów, urządzeń AGR/RTV. Ich rynek jest bardzo duży – ale jakoś nie słyszę głosu społecznego oburzenia, jest społecznie akceptowalną normą ich stosowanie po okresie gwarancyjnym. Nie wspomnę już po raz o przykładach z zakresu odzieży, elektroniki, AGD/RTV, meblarstwa, branży spożywczej, gdzie wszędzie mamy do czynienia z kopiowanie cudzych innowacji i jest to społecznie akceptowalne i legalne w cywilizowanym świecie – o ile nie narusza patentów.
            Odbijając piłeczkę, powiem że tak jak ja mogę być lobbystą na usługach producentów – tylko wypraszam sobie – nie podróbek bo wyraźnie napisałem na czym polega różnica, tak Ty jesteś wówczas lobbystom na usługach producentów marek luksusowych, którym marzy się stworzenie prawa monopolizującego rynki. Oczywiście ten zarzut jest absurdalny, więc pozostanę jednak przy stwierdzeniu, że to po prostu zwykły snobizm obleczony w pseudo-etyczne dywagacje, oparte na wydumanym problemie (przy czym nie chodzi mi nawet o poglądy prezentowane na tym blogu przez Autora, czy w tym konkretnym wpisie, ale szerzej – pewną tendencję w poglądach prezentowanych na różnego rodzaju forach perfumeryjnych).
            Podkreślę jeszcze jedną rzecz – mam pełną świadomość tego co robi producent X Bolda i podobnych. Tak, mam świadomość, że on zwyczajnie kopiuje cudzy pomysł, ale robi to w ramach obowiązujących norm prawnych. Czy to co robi jest wtórne? Jest. Jest pozbawione kreatywności – tak. Jest to nieinnowacyjne – tak. I co z tego? Jest to cecha ludzkości od tysięcy lat, że się naśladujemy. Nie uważam, żeby kwestia którą dyskutujemy była na tyle nieetyczna, żeby był jakikolwiek sens to piętnować, a już tym bardziej – szukać sposobu na delegalizację. Straty społeczne z tego tytułu są żadne – bo nikt nikogo nie oszukuje, wszyscy wiedzą co jest przedmiotem transakcji. Oferta jest jawna i przejrzysta. A czy producent przykładowego Bossa coś traci? Jeżeli nawet, to niewiele. Jest marką kreowaną na luksusową, kierowaną do specyficznej grupy zamożnych odbiorców, których właśnie – cechuje jakiś tam poziom snobizmu, a tacy ludzie w zdecydowanej większości przypadków nie kupią X Bolta, niezależne jak bardzo podobnie pachnie i jak mało kosztuje, bo to dla nich tylko X Bolt. A nie Boss. I na tym bazuje model biznesowy Bossa i innych podobnych marek luksusowych. Kierują swoje dobra do ludzi, którzy są zamożni chcą się odróżnić od innych osób kupujących tańsze i nie markowe produkty. Ludzki snobizm jest cechą powszechnie wykorzystywaną przy budowaniu modeli biznesowych w markach luksusowych. Rynek X Bolda generalnie opiera się na osobach ze szczupłym portfelem, lub osobach nawet jeżeli zamożnych to nieskłonnych wydawać zbyt wielu pieniędzy na perfumy, którzy jeżeli by nie mieli możliwości jego zakupu, to produktu Bossa raczej by i tak nie zakupili ze względu na cenę. „Straty” Bossa z tytułu produkcji tanich zamienników są więc raczej nieznaczne (przypuszczam, że znacznie bardziej wprowadzanie na rynek tanich zamienników odczuwają np. producenci oryginalnych części zamiennych do samochodów – jeżeli je tolerujemy – nie bądźmy więc hipokrytami nie tolerując zamienników w innych branżach). Innymi słowy – cała ta nagonka na „nietycznych” naśladowców w perfumach jest wg mnie mocno „nadęta”. Jedyną grupą która ponosi „straty moralne” to amatorzy markowych wyrobów, których drażni to, że zapach za który odpowiednio wysoko zapłacili, nie jest niestety ekskluzywny (bo inni produkują tani, bardzo podobny). Legalne naśladownictwo w produkcji perfum i innych dóbr luksusowych – o ile nie jest łamaniem prawa – to nie jest problem moralny, nie ośmieszajmy się – nie dewaluujmy pojęcia moralność.
            W tym kontekście nie rozumiem stwierdzania: „…chęć ich [perfum] pozsiadania nie obliguje mnie i nie nakłania do łamania prawa i zasad moralnych w celu ich zdobycia. Możesz tego nie zrozumieć, ale ten model już tak ma…” – w którym miejscu producenci zapachów naśladujących markowe łamią prawo (skoro te produkty są dopuszczone do stosowania i legalnie dostępne w handlu w wielu cywilizowanych krajach) i jakich zasad moralnych nie przestrzegają? Pisanie tego typu podniosłych i patetycznych stwierdzeń jest po prostu przesadą – w kontekście wagi tego „problemu”. To jest demonizowanie problemów.
            „….Bo chore i wybiórcze prawo im na to pozwala…” – naprawdę? Chore i wybiórcze? Czy to znowu nie gruba przesada? Tak się pisze kiedy skutkiem złego prawa są jakieś poważne patologie społeczne lub gospodarcze… A gdzie tu one?
            „…Dlatego twierdzę że złożona i ponad miarę unikalna oraz swoista receptura danych perfum to unikalna wartość intelektualna, którą powinno się chronić tak samo jak piosenkę, recepturę napoju czy inną wymierną funkcjonalność….” – ale przecież producenci perfum mają możliwość patentowania swoich produktów! Jak każdy. Więc albo tego nie robią, bo uznają za bezcelowe, albo robią to, a producenci legalnych imitacji znajdują jakiś sposób żeby uzyskać efekt końcowy bardzo podobny, bez naruszenia patentu. Więc chyba wszystko się jednak odbywa zgodnie z prawem, bo inaczej Boss masowo pozywał by przed sądem naśladowców – a chyba tak nie jest? A przynajmniej nie słychać o takich procesach? Znowu mam wrażenie, że głównym poszkodowanym całej tej historii (produkcja i sprzedaż imitacji markowych perfum), której dramaturgia przypomina operę mydlaną, są nabywcy dóbr luksusowych srodze zasmuceni faktem, że ich dobra nie są takie ekskluzywne… No naprawdę…

          • Ciekawy tok rozumowania… Rzekomo dostrzegasz różnicę w okradaniu (gdy mowa o dokładnej imitacji), a jednak upierasz się że częściowa imitacja (choć w tym przypadku stanowiąca jedyną istotną istotę) nie jest okradaniem. Widać wciąż nie rozumiesz w czym istota, więc odsyłam do moich wcześniejszych komentarzy – gdzie zdawać by się mogło, wyłuszczam w zrozumiały sposób zasadniczą różnicę. Perfum nie da się inaczej podrobić, jak tylko podrabiając ich brzmienie/zapach! Tu nie chodzi o opakowanie, nazwę, ani logotyp, bo przecież nie masz na czole napisane, czy używasz perfum oryginalnych czy podróbkę! Dostrzegasz zasadniczą różnicę pomiędzy torebką, jeansami, koszulką, zegarkiem, a perfumami? Pierwsze imitują cechy wyglądu zewnętrznego (co można opatentować/chronić), a perfumy zapach – więc prawo które nie pozwala zastrzec/zarejestrować/opatentować brzmienia perfum (a więc to co powtarzam od początku tego wywodu, zaczynając od treści samego wpisu) jest wybiórcze i ułomne. Nie możesz się zabezpieczyć przed kopiowaniem, bo twórcy prawa uznali w swojej chorej interpretacji, że nie trzeba. Z jednej strony można zastrzec recepturę Coca Coli, tak bardzo, że nie ujawnia się pełnego składu na etykiecie, co jest patologią bo mówimy o żywności – gdy tej samej receptury w odniesieniu do perfum zastrzec/opatentować nie można. Więc jak producent ma się bronić? Piszesz o przestrzeganiu patentów, a co tu przestrzegać skoro regulator nie przewidział takiej opcji? Po za tym co to za dziwny wytwór jak dozwolona imitacja? Pokaż mi przepis, który zezwala na okradanie kogoś tylko troszeczkę. Ile to jest 20,50,75 czy 99% zgodności ze wzorcem? Plagiat to plagiat, podobnie podróbki, kopie i imitacje, które świadomie naśladują coś, a w tym przypadku nie tyle podobnie, co niemal wiernie. Dalej będziesz mi wmawiał, że niczego nie skopiowali i nie naruszyli, gdy w przypadku perfum w rachubę wchodzi wyłącznie ich niepowtarzalne brzmienie? Jeśli bronienie czyjejś własności intelektualnej jest snobizmem, to czym jest wmawianie, że kradzież z premedytacją jest ok? Produkty alternatywne o których wspominasz, jeśli powstają w Europie (gdzie przestrzega się patentów i praw autorskich) powstają głownie na licencji, lub są autoryzowanym dostawcą zamienników – ale obawiam się że Ty masz na myśli import z Chin, gdzie mają europejskie regulacje gdzieś. Jeśli chcesz kupować tanie Chińskie zamienniki, to oczywiście Twoja sprawa, ale błagam nie wmawiaj mi że to normalne i legalne. Poniekąd kupowanie artykułów ściąganych mniej lub oficjalnie z Chin, zabija europejską wytwórczość i gospodarkę, bo w szerszym rozumieniu ktoś traci pracę – a bogaci się importer, zwykle będący słupem zarejestrowanym w jakimś raju podatkowym. Ale grunt by Kowalski mógł kupić tańsze klapki Kubota, czy tanie zawieszenie do swego Audi. I to niby ma być ok i jest konkurencyjne? Przyjmuje się że o zdrowej konkurencji jest mowa, gdy oba podmioty podlegają równemu traktowaniu, mają te same przywileje i obowiązki, a wiec co zniósł twórca X Bolta? Owszem oba produkty są kierowane do różnych grup docelowych, na różnych płaszczyznach i modelu biznesowym, ale nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z podróbką. Doskonale zrobioną, ale wciąż podróbką i uważam, że Boss na tym traci i to sporo. To Boss stworzył ten produkt, wylansował go i spopularyzował na szeroką skalę, poniósł wszelkie i niemałe koszta związane z marketingiem, a tu nagle podpina się druga firma, która zbiera profity od ich wysiłku i zabiegów. I to Boss ma w pierwszej kolejność prawo zarabiać na tym produkcie i ze względu na jego unikalność, prawo do sprzedaży – zwłaszcza że mowa o niemal dosłownej kopii, a nie produkcie ocierającym się, nawiązującym czy inspirowanym. A czemu to robią i to tak bezczelnie? Bo kulawe prawo na to zezwala, więc koło się zamyka. W każdym razie tu nie chodzi o snobizm, a pewne zasady etyczne i równe traktowanie wobec prawa.
            „w którym miejscu producenci zapachów naśladujących markowe łamią prawo (skoro te produkty są dopuszczone do stosowania i legalnie dostępne w handlu w wielu cywilizowanych krajach) i jakich zasad moralnych nie przestrzegają? Pisanie tego typu podniosłych i patetycznych stwierdzeń jest po prostu przesadą ” – raczysz żartować albo kpisz? To że Coca Cola jest na rynku, znaczy że każdy może sobie wprowadzić własną wersję Coca Coli, bo na rynku jest już precedens? Mam Ci wskazać kolejny raz paluszkiem na „przywłaszczyli sobie i kopiują czyjś produkt, bo kulawe prawo na to pozwala”? Wedle tego co mówisz, każdy może drukować w domu banknoty NBP, wszak są już dopuszczone legalnie do obrotu? O pardon, nie mogą, bo prawo zakazuje wytwarzania banknotów za wyjątkiem Mennicy, ale akurat perfum podrabiać nie zabrania 🙂 Zresztą sam się przekonaj i zrób kopię choćby butów Reeboka i zobaczymy jak długo nimi pohandlujesz gdy owa firma wytoczy swoje armaty. 🙂
            „Bo chore i wybiórcze prawo im na to pozwala…” – naprawdę? Chore i wybiórcze? Czy to znowu nie gruba przesada? Tak się pisze kiedy skutkiem złego prawa są jakieś poważne patologie społeczne lub gospodarcze… A gdzie tu one?” – nie to nie przesada, a wskazanie paluszkiem ewidentnej ułomności w prawodawstwie. Jeśli wciąż tego nie ogarniasz, to już nie mój problem
            „ale przecież producenci perfum mają możliwość patentowania swoich produktów!” – kolejny raz powtórzę, producenci perfum nie mają tej możliwości! Nie może ich pozywać za naśladownictwo, skoro nie może zastrzec formuły własnych perfum! Mogą ścigać tylko za zbieżną/sugestywną nazwę albo flakon lub jego szatę graficzną, co akurat robią. Więc jeśli coś tu jest patetyczne i dramaturgiczne, to chyba wyłącznie Twoja rażąca ignorancja w tej materii… 😉

            Ehhh szkoda mi czasu, by to roztrząsać w nieskończoność, bo Ty nie przekonasz mnie, ani ja Ciebie. Mimo wszystko pozdrawiam

  2. W tym wszystkim jest jeszcze jeden aspekt. Etyczno-finansowy. Odniosę się do zdania: „…Oczywiście wyprodukowanie tych perfum [X Bolt] nie kosztuje nawet dolara za flaszkę (podobnie zresztą jak oryginalnego Bottled), ale jak wiadomo Hugo dekadami pracował na swoja markę i prawo do cenienia się, jak za złoto…”. Jeżeli to prawda, że koszt wyprodukowania oryginału i zamiennika są podobne i wynoszą ok. 1 USD to oznacza, że producent naśladowcy zarabia, ale jeszcze wielokrotnie więcej zarabia producent oryginału, którego cena kilkadziesiąt razy przebija koszty produkcji.
    Do czego zmierzam? Jeżeli rozpatrujemy kupowanie produktów naśladujących (w rozpoznawalny sposób) oryginały w kontekście etycznym (cyt.: „…Sami zdecydujcie w oparciu o zasobność swego portfela i być może zasady etyczne, co kupić…”), to powinniśmy oceniać etycznie nie tylko konsumentów (kupujących zamienniki), ale też producentów (wyrobów oryginalnych). Inny słowy, jeżeli jest zasadne postawienie pytania czy etycznie jest kupować zamienniki, to jest też zasadne postawienie pytania czy etyczne jest sprzedawanie czegoś czego koszt produkcji wynosi ok. dolara, za cenę kilkanaście/kilkadziesiąt razy większą i domaganie się/oczekiwanie od konsumentów by kupowali ten oryginalny produkt, za tak wysoką cenę, a nie tańszy zamiennik? Na tak postawione pytanie można oczywiście odpowiedzieć – mamy przecież wolny rynek (perfum), a na wolnym rynku nikt nie ma prawa domagać regulowania cen (np. ograniczania), HB ma oże więc sobie wyznaczyć cenę jaką chce za swój produkt (jego ryzyko), jeżeli znajdzie nabywców – jego zysk, to e nie wszystkich stać na płacenie takich cen, cóż trudno, takie są wolnorynkowej gospodarki. OK. Ale jeżeli wolny rynek jest uzasadnieniem dla wysokich marż przy sprzedaży markowych perfum, to argument o wolnym rynku powinien działać w obie strony – także na rzecz konsumentów. I de facto – działa. Ponieważ mamy wolny rynek, każdy ma prawo produkować i sprzedawać dobra nie naruszając zastrzeżonych patentów i znaków towarowych, nazw itp. Ponieważ nut zapachowych – ze względów obiektywnych nie da się opatentować i zastrzec, więc producenci „mniej markowi” mają pełne prawo produkować dobra wzorowane na innych o ile to nie narusza zastrzeżonych praw. I tyle.
    Domagać się od konsumentów czy sugerować im postępowanie etyczne polegające na kupowaniu produktów markowych, zamiast ich zamienników (odróżnialnych od oryginałów), można by wtedy, gdyby producenci też patrzyli nie tylko na swoje korzyści ekonomiczne (maksymalizacja zysku), ale i na potrzeby społeczne i mając to na uwadze sprzedawali markowe wyroby najtaniej jak się da (pokrycie kosztów produkcji i dystrybucji + niewielki zysk) po to żeby zaspokoić w ten sposób oczekiwania społeczne. Producenci tego jednak nie robią, a przynajmniej nie robią tego w branży perfumeryjnej, zegarkowej itd. I my konsumenci się z tym godzimy, akceptujemy te rynkowe reguły gry, gdzie producenci dóbr luksusowych działają dla zysku. To jednak oznacza, że producenci muszą zaakceptować (i jak sądzę w pełni akceptują), a wielbiciele dóbr luksusowych – zrozumieć (i z tym jest trudniej co często obserwuję), że konsumenci mają z kolei prawo kupować tanie, legalne zamienniki produktów markowych – i nie ma w tym nic nieetycznego, bo obie strony rynku (producenci i konsumenci), kierują się korzyściami rozpatrywanymi ze swojego punktu widzenia.
    Co oczywiście nie odbiera nikomu prawa do kupowania (z takich czy innych pobudek) droższych markowych produktów, np. perfumeryjnych, ale to jest – właśnie – tylko prawo, możliwość wyboru, a nie „etyczne zobowiązanie”. I dobrze o tym pamiętać, nie tworząc nieuzasadnionego wrażenia, że kupowanie tanich zamienników jest nieetyczne.

    P.S. 1. Poza tym, gdyby być uszczypliwym, to odnośnie tej konkretnej marki można by co nieco dopowiedzieć do zdania: „…Hugo dekadami pracował na swoja markę…” – tak, pracował, np. swego czasu szył i bogacił się na kontraktach dla wojska – III Rzeszy… Ale to tylko specyficzna dla tego przypadku dygresja.

    P.S. 2. Mam też wrażenie, że autor tego bloga rozumie powyższe argumenty i się z nimi zgadza, ponieważ już czytałem na tym blogu recenzję kilku zamienników markowych zapachów, więc to ma jakiś cel chyba…? Pod wpływem jednej z nich Lucca Cipriano – Red Chrome Men – nawet kupiłem tenże zapach (przy czym Lacoste Style in Play – nie kupiłbym nigdy, bo zapach, czy to w wydaniu markowym, czy w zamienniku, podoba mi się ale nie na tyle by wydać więcej niż za cenę z marketu). Powiem więcej – uważam, że tego typu recenzje to dobra robota, bo po pierwsze są ciekawe, a pod drugie dostarczają innym konsumentom informacji o produktach na rynku, porównują je ze sobą i tym samym przyczyniają się do bardziej racjonalnych wyborów zakupowych, a ostatecznie o to chodzi.

    • Masz ciekawy punkt widzenia. Z jednej strony próbujesz bronić i sankcjonować sprzedaż podróbek (podpierając się nieudolnym prawem) i posługujesz się ciekawymi analogiami z życia codziennego – ale chcesz rozliczać i strofować oficjalnego producenta, że kroi Cię za niego jak za zboże. Widzisz te same prawa wolnego rynku i gospodarki pozwalają sprzedawać dobra w narzucanej przez producenta cenie. Tu dodatkowo mowa o produktach z definicji drogich (bo luksusowych), jakim są perfumy – choć semantyka tego pojęcia, została przez ostatnie dekady mocno naciągnięta, min. przez pojawianie się tanich perfum w drogeriach i ostatnio marketach. Perfumy z założenia były i mają być drogie, bo mowa o dobrach tzw luksusowych. A więc to, że produkt X kosztuje w produkcji 1 dolara a w sprzedaży 100 nie powinno mieć tu większego znaczenia, zwłaszcza że to rynek i konsument zadecydują czy to za drogo i czy chcą nabyć go w tej zawyżonej cenie. Wiesz czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal – a mam świadomosć że wspominanie o tym jest producentom perfum bardzo nie w smak. Ja widzę inny problem i patologię, a mianowicie leki. Często niezbędne i ratujące życie i zdrowe, a tu marże przekraczające kilkadziesiąt tysięcy procent nie są rzadkością, więc naprawdę chcesz czepiać się cennika producenta perfum? Mam gdzieś, że producent podróbki lub alternatywy zarabia mniej, bo i mniejszy trud, wysiłek i koszta poniósł w związku z jego wyprodukowaniem, wdrożeniem i popularyzacją (reklama, marketing, testery w drogeriach kosztują fortunę), poniekąd bazując na środkach i popularności wypracowanej przez oryginalnego producenta. No chyba że siliłeś się na sarkazm lub ironię, bo nie wierzę, by ktoś o Twoim modelu formułowania przekazu – miał tak wybiórczy i okrojony model postrzegania rzeczywistości 🙂

      Dlatego więc, mając świadomość wszystkich za i przeciw nie zdecydowałem się na zgromienie X Bolta (zresztą już samo pojawienie się tego wpisu jest na to dowodem), a i wspomniałem (któryś raz z rzędu) o zaszczytnym udziale Hugo Bossa w machinie wojennej III Rzeszy – ale przyzwoitość nakazuje mi wszystko bronić interesu znienawidzonego Bossa. A więc daruj sobie „uszczypliwość” wynikającą chyba wyłącznie z Twojej winy (pobieżne przeczytanie tekstu), bo z prawdziwą rozkoszą wywlekłem kolejny raz ich brudy 🙂 Co nie zmienia faktu, że czuję niesmak, nawet gdy ktoś okrada dawnego współpracownika nazistów, zresztą co twórca tych perfum i obecny zarząd i pracownicy tego molocha, mają wspólnego z działaniem ich przodków? Niech czytelnicy sami zadecydują (a może mój wpis poświęcony tym perfumom właśnie ich oświeci w kontekście genezy X Bolta i tego czym naprawdę jest) czy i co kupić, bez jednoznacznego potępiania którejkolwiek ze stron, jak i motywów samych nabywców. Mam świadomość, że nie każdego stać na oryginał, nie każdy go pożąda i nie każdego interesuje czym ten zapach (X Bolt) jest w oryginale – moim celem było uświadomienie, że coś takiego jest jako alternatywa – przy jednoczesnym wskazaniu pomysłodawcy brzmienia, w pierwszej i jedynej linii. Sądzę, że zrozumiesz, podobnie jak czytelnicy tego wpisu, i im pozostawiam wysnucie wniosków i ostateczną decyzję. Pozdrawiam ciepluchno 🙂

      • P.S. W przypadku gigantycznych marż za leki problem polega na tym, jak sądzę, że producenci zamienników nie mają jak „ominąć” patentu leku, bo o ile w przypadku perfum można wyprodukować coś co pachnie bardzo podobnie/do złudzenia, ale ma jednak nieco inny skład chemiczny – i różnica składu jest sposobem na ewentualne ominięcie zastrzeżonej formuły zapachu, o tyle w przypadku leków to nie wchodzi w grę – zamiennik, żeby leczył to co leczy „oryginał” musi mieć jak sądzę identyczny skład chemiczny – więc producenci zamienników mają dużo większych problem z ominięciem patentu. I to pozwala koncernom farmaceutycznym windować marże. I to jest właśnie skutek działania patentu – wzmacnianie monopoli i koszty społeczne polegające na płaceniu zawyżonych w warunkach monopolu cen za leki. Tyle, że ten przykład raczej wzmacnia moje argumenty, które podałem wyżej, że ochrona patentowa producentów jeżeli jest bardzo silna, skutecznie usuwa z rynku producentów zamienników – a tym samym powoduje negatywne skutki społeczne w postaci monopolistycznego wzrostu cen. Tego na szczęście się nie da zrobić w branży perfumeryjnej gdzie można dopuścić zmienność składu chemicznego wyrobu bez istotnego uszczerbku dla efektu końcowego – zapachu, natomiast nie da się tego zrobić w branży lekarskiej z przyczyn oczywistych. Postępowanie producentów leków może więc uznane za nieetyczne, ale trzeba pamiętać, że jest to właśnie efekt wykorzystania ochrony patentowej do ochrony swojego pomysłu. Żeby ograniczyć monopolistyczne praktyki cenowe przy produkcji leków trzeba by już zastosować regulację cen, co jest dużo „twardszą” (niż patent) formą interwencji państwa w rynek – ale to jest dyskusja na kompletnie inny temat więc pomijam.
        Sprostuję dla pewności: mój wywód nie był „czepianiem” się producentów markowych perfum, że sprzedają za drogo. Na wolnym rynku mają prawo ustalać ceny jakie chcą. Dajmy tylko prawo (które jest dane obecnie – i tego bronię) produkcji tanich zamienników (pod warunkiem przestrzegania przez ich producentów zapisów prawa patentowego). I tyle. Dzięki temu mamy rozsądne rozwiązanie – zagwarantowaną ochronę praw własności do znaków towarowych, nazw, formuł chemicznych, a zarazem nie tworzymy monopolu i dajemy wybór konsumentom nie ograniczając im sztucznie możliwości kupowania wyrobu o określonych cechach używkowych u jednego tylko producenta.
        Jeżeli się czegoś „czepiłem” w swoim komentarzu to nie producentów perfum, tylko postaw niektórych konsumentów. „Czepiłem się” tego tylko mianowicie, żeby z tzw. „efektu snobizmu/ snoba”, który jest zjawiskiem mieszczącym się w normach społecznych, polegającym na odrzucaniu konsumpcji dóbr – zwykle o charakterze masowym, z niższej półki cenowej i nie-markowych – nie robić cnoty moralnej (o czym już pisałem wyżej); tylko żeby zaakceptować ten fakt jako pewna cechę – tak jak wspomniałem – w moim przekonaniu, mieszczącą się w normie zachowań zakupowych.

        • To co piszesz brzmi bardzo sensownie, tyle że leki alternatywne poza pozornie różnym składem, zwykle mają ten sam efekt końcowy. Zawierają w składzie ten sam składnik czynny/aktywny, który można albo powielić płacąc licencję, albo zaproponować własny/autorski ciąg chemiczny, który ma identyczną funkcjonalność. Tu nie chodzi o to jak wygląda tabletka/kapsułka, jaki ma smak i jak długo się wchłania – chodzi wyłącznie o działanie końcowe. Ale o ile działanie leku można wymusić stosując inny repertuar substancji, w tym czynnej (choćby leki przeciwbólowe), to niestety w przypadku perfum, to nie tak działa. Tu efektem końcowym jest identyczne lub niemal identyczne brzmienie, do którego nie da się doprowadzić bez wyraźnych różnic inną ścieżką i na tym polega zasadnicza różnica. Więc nie kupuję Twojej argumentacji, bo w tym przypadku jest bezzasadna. producentami leków kieruje zwykła wyrachowana, zimna pazerność, bo wiedzą że ludzie mając nóż na gardle zapłacą każde pieniądze i bynajmniej nie dla tego że mają kaprys a muszą. Nie twierdzę, że nie przeginają, owszem trzeba by te praktyki (marże) ograniczyć, bo o ile jeśli nie stać mnie na wymarzony zapach, to mogę z niego zrezygnować – gorzej w przypadku leków ratujących życie i zdrowie. Widzisz, jeśli mnie na coś nie stać to po prostu tego nie kupuję. I nie dlatego że jestem snobem, tylko dlatego że perfumy i dobra luksusowe nie są w moim mniemaniu dobrem niezbędnym do życia i chęć ich pozsiadania nie obliguje mnie i nie nakłania do łamania prawa i zasad moralnych w celu ich zdobycia. Możesz tego nie zrozumieć, ale ten model już tak ma. Nie robię pikiety pod salonem Ferrari, czy innej marki, by obniżyli ceny, nie wyzywam ich od złodziejów, po prostu nie kupię bo mnie nie stać i nie widzę powodu, by akurat obwiniać za to producenta. Za drożyznę mogę ganić co najwyżej pośrednika, ale nie producenta, wszak mamy wolny rynek co do ustalania cen i swobody zakupowej, nieprawdaż? Ale nie widzę też powodu, dla którego mam przymykać oko na okradanie go przez bandę cwaniaków, którzy zamiast wykazać się inwencją i kreatywnością – po prostu skopiowali czyjś pomysł w niemal całej rozciągłości i sprzedają, nie dzieląc się zyskiem z prawowitym twórcą konceptu. Bo chore i wybiórcze prawo im na to pozwala… Ale mam świadomość, że zawsze znajdą się osoby, które postrzegają świat inaczej (może mają w tym jakiś wyższy interes), które będą twierdzić że przesadzam i wszystko jest cacy bo legalne… Moją intencją nie jest zbawianie świata, ani dogodzenie wszystkim, a uświadamianie – końcową decyzję zostawiając czytelnikom. Twoje odmiennie stanowisko wcale mnie nie dziwi, ani szczególnie nie razi – co więcej dziękuję Ci za bardzo ciekawą dyskusję, na bardzo wysokim poziomie, zwłaszcza merytorycznym. Pozdrawiam i mam nadzieję bez urazy 🙂

          • Absolutnie nie czuję się urażony. Co więcej, doceniam że Autor bloga w praktyce nie ma chyba jednak tak ortodoksyjnych poglądów na omawiane kwestie jakby można wnioskować z naszej wymiany zdań; liczę więc na kolejne rzeczowe wpisy tak o perfumach markowych, jak i ich tańszych (legalnych) ale dobrych jakościowo zamiennikach, czego na innych blogach się najczęściej nie uświadczy…. A X Bold’a, jeżeli tylko dostępny jest w jednym z dyskontów z pewnością powącham i może kupię nawet, jak tylko wyczerpię Brutala Grand, gdyż szarego Bossa nie kupiłbym nawet w przypadku braku jego imitacji bo jestem bardzo umiarkowanym amatorem tej akurat kompozycji.

          • Bardzo się cieszę, bo pomimo zasadniczej różnicy w poglądach, okazałeś się wspaniałym oponentem w dyskusji. Wprawdzie konsensusu nie osiągnęliśmy, ale miło było podyskutować na poziomie, więc pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego 🙂

  3. Sam znam czasem podróbki lepsze od *oryginału, np moja mam dostała kiedyś podobno w spadku z syfory z ponad 300 złotych Euphorie, myślę że raczej za 30 złotych z targu, ale pachniała pięknie, naturalnie, fajnie kremowo- drzewnie i długo, oryginał znikł z niej po 2 godzinach i co ciekawe woli podróbkę 🙂 Co lepsza, sprawdziłem ostatnio na jednym nadgarstku jakieś Active Body z Tesco, oraz na drugim nadgarstku klasyczny AB od Adidasa i ten pierwszy pachniał o wiele lepiej, dłużej, mocniej i bardziej szorstko. Active Bodies tak jak zawsze znikł po 30 minutach. (Stąd też nie rozumiem fenomenu tej lawendowej pomyłki). Podobnie z podróbką Angela EDT z biedronki, marki BI-es, pachnie długo, mocno i o dziwo bardzo naturalnie, tak samo jak oryginał Muglera. Jednak nie popadajmy w narcyzm, w kwestii jakości tych podróbek, 90 % z nich to pomyłka i nie ta furtka 😉

    • zdarza się, wszak kwestia gustu a z własnymi odczuciami się nie polemizuje. AB ostatnio strasznie się popsuł, więc żałuję, że swego czasu nie zrobiłem większego zapasu, bo jednak to tani zapach, ale robi świetne wrażenie i mimo wszystko bardzo go lubię 🙂 Zresztą tanie podróbki najpopularniejszych zapachów bardzo powierzchownie podchodzą do kwestii udawania oryginału, więc tu pozostanę zawsze konsekwentny. No chyba że ktoś mi zaproponuje podróbę o lepszych parametrach niż oryginał, wówczas nie będę miał obiekcji, skoro oryginalny producent da ciała i ma mnie w d… 🙂

      • Cześć. Poszukaj w małych drogeriach. Tam tak drogie zapachy jak AB się nie sprzedają. Ja trafiłem na taki lekko zakurzony egzemplarz. Straszny mocarz. Po roku dałem teściowi, bo był za mocny. Kiedyś wpadł do nas i zapach wypełniał cały dom. Pozdrawiam.

        • ehhh czasem trafiają się takie zapomniane perełki, ale ich kondycja jest zwykle niewiadoma, bo stoją w ostrym świetle, więc trzeba być ostrożnym 🙂

  4. Ja nie na temat, choć w sumie też budżetowo: czy możesz polecić jakiś w miarę trwały i projektujący zapach z wyraźną nutą róży. Oczywiście w przystępnej cenie? 🙂

    • Moim zdaniem najlepszy zapach różany, który nie kosztuje tyle co auto to Rasasi Tasmeem. Jest jeszcze jeden plus, nikt cię z autobusu nie wyniesie za zagęszczanie powietrza zapachem starszej pani, noszącej mocherowy beret w drodze do kościoła. 🙂

      • tak, jest Rasasi, Ungaro, Lutens, Burberry, Givenchy ma nawet dwa, ale róża róży nierówna w kwestii brzmienia 🙂

        • czy Rasasi Tasmeem Men nadawałby się dla kobiety? Szukam czegoś z różą, ale oryginalnie i orientalnie. Szukam ciekawych zapachów unisex 🙂 Dzięki za bloga, właśnie odkryłam i będę zaglądać 🙂

          • Raczej nie, ale zawsze można spróbować. Perfumy nie mają płci, ale niektóre nuty są kojarzone tylko z mężczyznami lub tylko z kobietami (kwestia sporna). 🙂

          • dokładnie 🙂

          • Dokładnie, same perfumy nie mają płci, ale pomijając specyficzne dla rodzaju płci kroje i ingrediencje, kobietom jak najbardziej wypada nosić męskie pachnidła (nawet te oczywiste), gorzej w druga stronę. Wszystko zależy od Ciebie i Twoich preferencji, a w tym przypadku nie widzę jakichkolwiek przeciwwskazań. p.s. Znasz Sa Majeste la Rose Lutensa? przepiękna damska róża, więc gorąco polecam. Dziękuję bardzo i polecam się na przyszłość, pozdrawiam 🙂

    • Jest jeszcze Ungaro III

      • dokładnie 🙂 piękny, różany, bardzo trwały i niedrogi

      • Posiadam Ungaro, posiadam jeszcze Declaration Dun Soir, oba są przepiękne, dlatego szukam czegoś trzeciego, lecz w ciut innym tonie.

        • Czyli preferujesz różę wyrazistą i nośną, więc do kompletu proponuję sprawdzić Givenchy Xeryus Rouge i Guerlain – Habit Rouge. To klasyki, wyraźnie oldskulowe, ale z piękną staroświecką różą.

          • Ostatnio poznałem De Mai Dame Perfumery Scottsdale Soliflore Rose i muszę powiedzieć, że to różany killer… Pachnie naturalnie, ale jest jedna wada – jest olejkiem i strasznie brudzi ubrania. Jak zapach się nie spodoba to ucieczka ani zmywanie nie pomogą…

          • no cóż, olejki nie służą do perfumowania ubrań, ani obszarów skóry, która ma z nimi styczność, pozdrawiam 🙂

  5. Przeczytałem kiedyś, że w ślepym teście grupa badanych osób lepiej odbierała bolda, niż szarego. Mnie osobiście bardziej podoba się szary. Na mojej skórze wychodzi takie prawdziwe drzewo, czego nie ma w zapachu z lidla. Moja druga połówka (nie wiedząc co to) od pierwszego powąchania stwierdziła, że ją drażni coś chemicznego w tym boldzie. Podobnie jak red chrome. Zrozumiałem to dopiero, kiedy posiedziałem obok znajomego, który używa tych zapachów. Nie da się oddychać. Dla przykładu zapachy o których pisałeś jak : malizia gold, pure o2, beckham homme , malizia zielona,pachną na nim gustownie i nie tak chemicznie. Nie kosztują też wiele.
    Reasumując: jeden lubi ogórki a drugi ogrodnika córki. Pozdro

    • a więc to jedynie dowodzi, że podróbka jest doprawdy wyśmienicie zrobiona oraz że nie może być przypadkowa 🙂

  6. Kupiłem dzisiaj w Lidlu (w Kaufie nie mieli) i potwierdzam – pachnie w 100% jak oryginał, którego miałem już dwie setki jakiś czas temu (ostatnia zużyta latem tego roku). Początek tylko troszkę zbyt alkoholowy, ale po chwili jest to ten sam „szary bosik”, którego tak lubię 🙂 Cena 11,99 zł to po prostu mega okazja. Nie wiem jeszcze jak z trwałością – na chwilę obecną po dobrej godzinie nadal go bardzo dobrze wyczuwam (cztery psiki). Dzięki pirath za ten artykuł, bo inaczej ominąłbym pewnie lidlowskiego bossa 😉

    • hehe, ależ cała przyjemność po mojej stronie, ale dziękuję 🙂 Niecałe 12 zeta mówisz? to jeszcze taniej niż zakładałem, a co do trwałości to u mnie pachniał wyczuwalnie ponad 12 godzin (jeden psik).

      • 🙂 Czytam na nowo reckę, tym razem z większymi wypiekami na twarzy. Myslisz, że jak ludzie rzucą się na to to moga nie zwnowić produkcji? 😦 (oczywiście specjalnie przesadzam, tak źle raczej nie będzie hehe)

  7. Jest w tym jakieś szaleństwo. Czekam na klona Arso 😉

    • obawiam się, że możesz się nie doczekać, bo za mało chwytliwy, medialny i popularny 🙂

  8. Pirath, komus sie bardzo spodobal twoj opis tych perfum 🙂 sprawdz linka.
    http://olx.pl/oferta/perfumy-edt-g-bellini-x-bolt-50ml-zapach-hugo-boss-trwale-prezent-CID87-IDbp5sb.html

    • normalka, ale dzięki za cynk 😉

  9. Sprawdziłem i ja. Więc tak IMO odstaje od oryginału. Nie jest tak trwały, ma słabszą projekcję, początek jakiś taki alkoholowy i później ta szarlotka niby taka sama, ale jednak ciut inna (ale to niuans), jednakże to naprawdę dobra podróbka w świetnej cenie.

    • widzisz trwałość i projekcja to parametry subiektywne i wysoce indywidualne, choć nie ukrywam że posiadam skórę wybitnie sprzyjająca trwałości perfum, stąd taka moja własna ocena. Jak widzisz, u Ciebie jest znacznie gorzej, ale bywa i tak. Ten spirytus którego używają jako nośnik jest faktycznie parszywy i odrażający, ale u mnie nie bardzo długo trzymał fason i zaczął się rozmijać z oryginałem bardzo późno i prawdę w niewielkim zakresie, ale powtarzam, skóra.

    • początek jest rzeczywiście paskudny, bo użyty w formie nośnika alkohol jest naprawdę paskudnej jakości. Zauważyłem, że masz diametralnie odmienne właściwości skóry, bo np. EdP są u Ciebie trwalsze i lepiej projektują niż EdT, więc absolutnie mnie nie dziwi, że akurat na Tobie X Bolt pachnie i zachowuje zupełnie inaczej… 🙂

  10. Hej Pirath, Hej Panowie 🙂
    No wiec, skuszony taka dosc niecodzienna recenzja Piratha, postanowilem zakupic. No i powiem wam szczerze – ze jesli chodzi o pierwsze akordy – to mozna powiedziec ze kopia jak 1 do 1. Pozniej delikatnie, ale to naprawde delikatnie sie rozni. Natomiast oceny co do trwalosci – wydaja mi sie przesadzone. Mnie sie udalo uzyskac max 3-3.5h na skorze i to juz dosc blisko – czyli mala projekcja. Moze to problem mojej skory (dosc sucha) i ja ogolnie mam problem z utrzymaniem fajnej projekcji z oryginalami (no chyba ze to znany Tadzio Lapidus czy Halston Z14 hehe).
    Czy warto kupic ? Wg mnie tak. Ja wyszedlem z takiego zalozenia – kupilem, schowalem flaszke do podlokietnika w samochodzie, zeby w razie potrzeby moc sie odswiezyc. Poza tym jakby mi tak jakims cudem trzasnela ta buteleczka, to nie ma duzej straty, jak np w przypadku oryginalnego Bossa (mialem szarego – choc nigdy nie bylem jego specjalnym fanem, wole zdecydowanie Zielonego). 🙂

    Pirath, czy moglbym miec do Ciebie prosbe 🙂 Wiem, ze nie testujesz podróbek (mowmy wprost) lub robisz to niezmiernie rzadko. Pare dni temu jeden z chlopakow na perfuforum wspomnial, ze najlepsze „odpowiedniki” o najlepszej trwalosci sposrob polskich firm robi JFenzi z Krakowa. Sprawdzilem ich oferte i za odpowiednik Acqua di Gio Armaniego – u nich nazwane Ardagio Aqua Classic for Men – dostali nawet nagrode Qltowego Kosmetyku. Bylbys w stanie przeprowadzic taki tescik ? Bo Acqua to chyba najczesciej kopiowany zapach w historii, a poki co nikomu sie nie udalo nawet zblizyc do oryginalu (i to pod zadnym wzgledem – mowie jako wieloletni z blisko 20 letnim stazem uzytkownik Acquy) 🙂

    pozdrawiam i gratulacje fajnego, cietego i sprecyzowanego jezyka 🙂 maxymalnie milo czyta sie twoje recenzje 🙂

    • No Witaj, znów powtórzę, że trwałość i projekcja to cechy wysoce indywidualne i subiektywne, więc nie na każdym dany zapach będzie miał te same parametry. Ja mam tłustą skórę, więc na mnie zapachy naprawdę długo żyją. No i nie zapominaj, że jest coś takiego jak percepcja zapachowa i wcale nie jest powiedziane, że jak Ty nie czujesz, to inni też nie czują. Możliwe że Twój nos szybciej się oswaja z tym zapachem i zaczyna w naturalny sposób go ignorować, ale tak jak wspomniałeś, zawsze można reaplikować. 🙂

      Co do testu o którym wspomniałeś, to szczerze powiedziawszy nie chce mi się nawet zabiegać o próbki tego rodzaju perfum, mam nadzieję że zrozumiesz dlaczego… Dziękuję, cała przyjemność po mojej stronie i pozdrawiam serdecznie 🙂

  11. Już interes się kręci http://allegro.pl/perfumy-g-bellini-x-bolt-50ml-boss-szary-trwale-i5893030590.html

    • o już nie działa… no cóż, to nie pierwszy i zapewne ostatni raz, gdy ktoś pożycza ode mnie opisy i fragmenty recenzji, bo pewnie to miałeś/aś na myśli?…

      • Dokładnie he he

  12. No wiem, cicho już… pomarzyć można 😉

  13. Dokładnie he he

  14. Rowniez potwierdzam duze podobienstwo do szarego Bossa 🙂 X-Bolt ma całkiem dobra trwałość ok 6-8 godz ale projekcja jest bardzo bliskoskorna, po ok 30-60 min trzeba szurac nosem po skorze. Biorac pod uwage cene zapach oceniam bardzo dobrze o wiele lepiej jak „konkurencja” z biedronki czy wiekszosc zapachow La Rive.

  15. Ciekawostka z niemieckiego lidla – https://www.lidl.de/media/product/0/1/9/1/7/9/2/g-bellini-eau-de-toilette-no-1-for-men–3.jpg

    Na pierwszy „niuch” 90% PR 1 million, ze słabszą projekcją.

    • czyli X Bolt nie był wypadkiem przy pracy, a przemyślaną strategią. Widać konsekwentnie zlecili produkcję niemalże bliźniaczego klona kolejnych bardzo popularnych perfum, aby niewielkim kosztem poszerzyć ofertę marki własnej o kolejnego „pewniaka”, którym zdobędą i przyciągną klientów… Sprytne, tylko szkoda że znów dorabiają się na czyjejś krzywdzie, wykorzystując kulawe prawo…

  16. Obecnie w Lidlu zapach jest za 11.99 już od dłuższego czasu. Wziąłem na testy i jestem naprawdę zachwycony. Wcześniej tyle razy przechodziłem koło tego zapachu obojętnie, a Twoja recenzja mnie zachęciła i nie żałuję. Za taką cenę nie szkoda wziąć, nawet, jeśli się nie spodoba. Robiłem też test ręka w rękę z oryginałem i naprawdę ciężko wyczuć różnicę.. Na mojej skórze X-bolt po kilku godzinach jest nieco bardziej słodki niż oryginał, ale różnica jest minimalna. Otwarcie jest w zasadzie identyczne – pomijam bardziej alkoholowe otwarcie X-bolta, ale ta cena wybacza wszystko – po 5 minutach od aplikacji jest już bardzo przyjemnie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że ta woda kosztuje 12 złotych mamy do czynienia z kompozycją wprost genialną.

    • dokładnie, za te pieniądze można wybaczyć nawet to koszmarne alkoholowe otwarcie, tym niemniej wciąż mam ambiwalentne odczucia co do tych perfum. Mówiąc wprost, nawet gdyby rozdawali te perfumy darmo, to wciąż będzie to okradanie kogoś z jego dorobku – albowiem niedorobione prawo, napisane przez idiotów / lobbystów (niepotrzebne skreślić) pozwala na tego rodzaju nadużycia… Wszyscy wiedzą co to za zapach w oryginale, ale ponieważ kompozycji zapachowej nie można opatentować, no to ktoś produkuje i sprzedaje X-Bolta w majestacie prawa… dla mnie to chore… 😉

      • Masz rację. Zgadzam się w pełni. Poprzez pryzmat, jak dobra jest to imitacja i w jak niskiej cenie jest sprzedawała, to wszystko jest podejrzane. Gdy byłem wczoraj w Lidlu, to w promocji sprzedają X-bolta po 8,99 zł, swoją drogą, ciekawe, czy da się zejść niżej? Wiadomo, ich zagrania nie są do końca fair, choć trzeba przyznać, że i tak mniej nawiązują do oryginału wyglądem flakonu czy opakowaniem, bardziej skupili się na odtworzeniu kompozycji w przeciwieństwie do np. Bi-esów czy La Rive, które zapachowo mają mniej podobieństw z oryginałem ale już flakon, czy szata graficzna sugerują mocno, z czym mamy do czynienia. Dla mnie oprócz X-bolta, imitacją, która może zastępować oryginał, jest jeszcze La Rive Athletic man, odpowiednik Adidasa Active bodies. Ma nieco suchsze otwarcie, ale gdy znika alkoholowa nuta, zapachy w zasadzie nie do odróżnienia. Swoją drogą ciekawi mnie jeszcze G. Bellini no 1, którego zdjęcie ktoś Ci wstawił w komentarzu pod wpisem – ma niby pachnieć jak PR one million – jeśli się pojawi, to na pewno przetestuję. 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: