Napisane przez: pirath | 18 stycznia 2016

z cyklu nie wytrzymałem – nowy Guerlain Shalimar Souffle de Parfum…


Jak tak dalej pójdzie, to z tego „nie wytrzymałem„, wyjdzie całkiem nowy cykl. 🙂

Tak wiem, co rusz powtarzam, że nie zajmuję się perfumami damskimi (a to drugi wpis z rzędu) – ale w obliczu takiej żenady, nie mogłem przejść obojętnie… Wąchaliście Shalimara Souffle? Ostatnio Guerlain często mnie irytuje i rozczarowuje swym planowanym uwstecznieniem (męska seria Ideal) – ale tym razem po prostu mnie wku…..! Wprawdzie klasyczny Shalimar wciąż jest produkowany i ma się świetnie (obok Samsary, to jeden z ich wiodących klasyków), ale wczoraj miałem nieprzyjemność poznać nowego Shalimara (no nie tak nowego, bo z 2014 roku) Souffle i aż się we mnie zagotowało… Klasyczny Shalimar EdP postrzegam jako zapach kultowy i bardzo bliski memu sercu. Mniejsza o szczegóły, ale to jeden z zapachów mego dzieciństwa – podobnie zawsze odwracam nos, czując Gucci Rush 1 i 2, które nieodmiennie kojarzę ze swoją największą miłością…

Guerlain Shalimaroto kultowy klasyk, Guerlain Shalimar, który pomimo pierdyliona reformulacji, wciąż pachnie wybornie…

Wyobraźcie sobie, że ktoś pochlastał Chanel No 5, Opium, Tresora, albo inną, a Waszą ulubioną ikonę perfumiarstwa – tylko po to, by spodobał się, powiedzmy młodym dziewczynom… Ja nie mówię o reformulacji, a drastycznej zmianie formuły – celem gruntownego odświeżenia/przebudowania konceptu, acz przy zachowaniu jego rozpoznawalnej nazwy (odcinanie kuponów). Chodzi o stworzenie wybitnie populistycznego gniota, po który chętnie sięgnie dziewczyna wciąż mająca na ścianie pokoju plakat np. Justina Biebera, Edwarda Pattisona lub One Direction. Coś tak banalnego, infantylnego i słitaśnego, że aż napisze na fejsie LOL, z pierdylionem serduszek… Przeżyłem szok, bo właśnie coś takiego zrobiło Guerlain, wypuszczając Shalimara Souffle… Trudno o większy policzek i splunięcie w twarz klientkom, bo równie dobrze mogli im powiedzieć „jesteście stare, grube i niemodne” – a Guerlain właśnie coś takiego im zakomunikował… Oczywiście nie wprost, wszak to tylko niewinny flankier, ale zupełnie przypadkiem nazwali go imieniem kultowego klasyka. Przy okazji depcząc i niwecząc własny dorobek, tradycję i klasę z której słyną od przeszło 100 lat!. Guerlain wychowało na swych produktach całe pokolenia elegantek, ucząc je stylu, dobrego smaku i przywiązując do bezkompromisowej jakości, z którą brand się utożsamiał – więc skąd ten zwrot o 180 stopni?. (To jest ten moment gdy stateczne damy powinny przewracać oczami i udawać omdlenie). 😀

Guerlain Shalimar Soufflea oto jego flankier, Guerlain Shalimar Souffle, który nie ma nic wspólnego z Shalimarem, ani jakością Guerlain

Sto lat nieposzlakowanej reputacji, szyku i ponadczasowej elegancji, którymi powycierał sobie mordy i buty, „kreatywny” dział marketingu – właśnie poszło się paść na tę samą łąkę, na której pasą się jałówki od YSL i Gucci… Ale tak to jest, gdy którymś ikonicznym brandem, zaczynają zarządzać księgowi… Ja rozumiem, że Guerlain walczy o każdego klienta, próbuje się przypodobać młodym (kampania tych perfum sugeruje to wprost), odświeżyć lub odmłodzić markę i tym samym powalczyć o klienta w innych segmentach* – ale problem polega na tym, że nie da się tego dokonać perfumami pachnącymi jak masówka pokroju Mexx, Selena Gomez, czy Hannah Montana. To znaczy da się, ale tworzy się i lansuje nowe linie – ale na Odyna!, nie podpina się pod świętość i ikonę jaką jest marka Shalimar, poprzez spłodzenie badziewnego w formie i treści flankiera, który przy okazji kaleczy i profanuje oryginał! Taaaaak, wiem Shalimar to oldskul, podobnie jak Samsara i klasyczna piątka od Chanel – to nie jest zapach dla każdego, a zwłaszcza młodej dziewczyny (ale co kto lubi). Ale mi nie chodzi nawet o płytkość Souffle i rażącą rozbieżność z klasykiem – a jego tragiczną jakość wykonania… To po prostu nie pachnie… może jestem starym i tendencyjnym grzybem, ale prędzej obejrzę się za kobietą pachnącą nienagannie skrojonym klasykiem, niż kobietą pachnącą niezobowiązującą i nijaką masówką… Owszem Shalimar kojarzy mi się raczej z kobietą dojrzałą niż podlotkiem – ale przede wszystkim kojarzę ten zapach z elegancją i jakością, czego nie mogę powiedzieć o Suflecie

*to tak, jakby Rolls Royce, Bentley, albo Aston Martin, nagle stwierdziło że pora powalczyć o segment rodzinnych kombi i zrobili własną wersję Passata 1,9 TDI, albo małych dostawczaków pokroju Citroen Berlingo… No niby można, ale czy aby warto?

Guerlain Shalimar Souffle rreklamawiek dziewczyny na zdjęciu sugeruje przekrój wiekowy grupy docelowej, ale nazwa też wiele sugeruje…

Wprawdzie dla odróżnienia zapakowano te siuśki w niebieskie szkiełko, ale te perfumy to parodia i antyreklama Shalimara, w każdym aspekcie!. Ponoć jest to EdP, ale znika ze skóry szybciej niż najpodlejsze perfumy po kilka złotych. Podobnie jest z nośnością, równie rachityczną – że o brzmieniu nijak nie konweniującym z Shalimarem nie wspomnę… Gdybym sam sobie nie zaaplikował tych perfum z testera – nie uwierzyłbym, że mowa o perfumach z Shalimar w nazwie!. Guerlainowa jest tylko cena i logo, niestety to drugie dewaluuje szybciej, niż się Guerlain wydaje… Pozycję i reputację ikony buduje się dekadami, a traci w mgnieniu oka – ale to już problem kolejnego zarządu… Być może demonizuję, wszak klasyczny Shalimar i Samsara wciąż są produkowane, ale jeśli Guerlain ma sygnować swoim logo flankiery tego sortu – to lepiej niech sobie darują i przerzucą się na produkcję saletry amonowej. Sorki za tego offtopa, ale musiałem sobie ulżyć…

Guerlain Shalimar Souffle box

Reklamy

Responses

  1. Co ja bym dał żeby słabe perfumy znikały z mojej skóry w takim tempie co Terre d’Hermes… Ja to mam pecha z trwałością, pewnie jakbym popsikał nadgarstek tym Shalimarem to bym się w nim kisił przez następne kilka godzin 😦

    • heh mam podobnie, ale ten naprawdę błyskawicznie odparował, a zwykle mam z tym problemy i męczę się godzinami 🙂

  2. uwielbiam klasyczny shalimar ale tym tez bylam meega rozczarowana . Masz racje z Guerlain nie ma nic wspolnego…. porazka.Mam nadzieje ze nie zniknie Shalimar ktory kocham.

    • to jest nas dwoje 🙂 wątpię by Guerlain skasował Shalimara, wszak to jeden z ich flagowców i zapach na którym zarabiają, bo majętne i przywiązane do marki klientki wciąż i stale go namiętnie kupują. Kluczowe są słowa MAJĘTNE I STALE, bo po tym flankierze raczej nikt nie zatęskni… 🙂
      pozdrawiam

  3. Rozumiem twoje oburzenie i co za tym idzie negatywne nastawienie ale traktując to pachnidło osobno bez kontekstu marki, można go jednak polubić. Naturalnie optymistyczna kompozycja która skutecznie nastraja i roświetla atmosferę a to już dowód na jakiś sens 😉

    • ale problem polega na tym, że Shalimara nie da się oceniać bez podtekstu Shalimara i co za tym idzie Guerlain. Takie podejście przejdzie w przypadku zupełnie nowej linii/zapachu, a nie flankiera ocierającego się o produkt ze statusem kultowego klasyka…

  4. Oj, też mi nie przypadł do gustu. Na mnie się ułożył jak słodka buła. Nie jak smakowity wypiek z rzemieślniczej piekarenki, ale jak zapchajgłód z budki na dworcu. 😦 Podobny zupełnie do niczego, ale za jakiś czas może dam mu jeszcze szansę…

    • dla mnie największą wadą poza tragicznymi parametrami (trwałość i projekca) jest brak związku z Shalimarem i to zapach dyskwalifikuje w przedbiegach…

      • To jakaś epidemia. Nie ma w nim DNA Shalimara tak jak w Black Opium nie ma DNA klasycznego Opium, ani jak – zapewne – w Poison Girl nie będzie śladu Poison…

        Black Opium, jak mi emocje opadły, nawet byłam skłonna parę razy ponosić i już tak nie marudzić, bo poza kiepską bazą potrafi nawet być przyjemny. Ale powinien nosić inną nazwę, a nie żerować na popularności klasyka… Souffle natomiast jakoś nawet mi się do ponoszenia nie nadał.

        • Też postrzegam tę degrengoladę w kategorii epidemii… żeby te licznie preparowane flankiery jeszcze jakoś nawiązywały do nazwy i protoplasty, trzymały poziom, ale w 95% przypadków tak nie jest. Jestem zdania, że skoro reklama nie ma prawa kłamać i wprowadzać w błąd, to ta sama zasada powinna dotyczyć nazewnictwa. Jeśli coś nazywa się masło, to powinno był wyłącznie masłem (a nie produktem masło podobnym) i to samo tyczy się perfum – gdzie coś z Shalimar w nazwie, powinno wyczuwalnie być zbieżne z Shalimarem i jakością jaką Shalimar reprezentuje. Ale wiesz, lobbing i troska o interes producenta (mniejszość) zawsze okupowana jest kosztem interesu większości (klienci) 🙂

  5. ja tak samo się zgadzam z wami, że dno sięgnęło niżej, i ja osobiście do tego stopnia tego nienawidzę, tej jawnej kpiny ze mnie jako klientki, że więcej nie kupię ani Opium ani Shalimar, i koniec!

    • Czuję się podobnie, sięgając po męskie perfumy, coraz to bardziej banalne, tandetne i homeopatyczne w działaniu i parametrach…

      • Wiem, że tak samo jest z męskimi, zauważyłam już dawno…

        • takie czasy, zażarta konkurencja i nieznoszący stagnacji rynek, który trzeba nieustannie stymulować… no to stymulują, szkoda tylko że byle jak, przez co cały wysiłek traci sens – ale grunt że kasa się zgadza 🙂

  6. Oj tam pirath uczepiłeś się i tyle. Shalimar to to nie jest, ale i nie maił być. Jak napisałeś to odświeżenie marki i tak należy ten zapach rozpatrywać nie jako następce Shalimara. Młodszej klienteli się spodoba. Jest ciepły, otulający, zmysłowy. moze i trochę banalny, ale przecież nie każda premiera ma być nowy Shalimarem czy Opium. Parametry też nie są takie najgorsze, wczoraj psiknałem sobie na nadgarstek, to pomimo dwukrotnego mycia rąk po 5h wciąż był lekko wyczuwalny. Wydaje mi się, że Wasser nie najgorzej prowadzi Guerlain. Po słabej serii Homme (za wyjątkiem Boisee) wprowadził nieco bardziej charakterystyczną serię Ideal, która jest rozpoznawalnym elementem w ofercie a nawet ma prawdziwie udany EDP.
    Może Guerlain nie chce być kojarzony wyłącznie z siekierami i określeniami typu: „śmierć chińczyka” – Vetiver czy „babcine” – Shalimar. Oni tez potrzebują zapachów łatwiejszych a jednocześnie dobrej jakości, które pozwolą zdobyć nowych miej wymagających klientów.
    Reasumując polecam ponowić testy, najlepiej w towarzystwie jakiejś niewiasty w końcu to na Ich skórę obliczony jest Souffle (franc. „oddech”).

    • Wiesz, sądzę że mój gniew i czepianie się jest w pełni uzasadnione – bo jeśli ktoś nie zamierza wytworzyć kolejnego Shalimara, to niech nie posiłkuje się jego chwytliwą nazwą. Niby proste i logiczne, acz nie dla każdego producenta perfum. Zmówili się wszyscy na odcinanie kuponów od świetności swoich hitów i bestsellerów, to niech też przyjmują kopniaki za swoje jak najbardziej zamierzone potknięcia 🙂 Zwróć uwagę, że nawet w motoryzacji, odświeżone i odmłodzone modele nawiązujące nazwą do klasyka, mają też coś lub silnie nawiązują linią nadwozia do modelu, po którym odziedziczyły swą nazwę i segmentację. Dlaczego w przypadku perfum tak nie jest? Więc jeśli tak jak piszesz, nie chcą być kojarzeni z oldskulowymi siekierami – to niech je zostawią w świętym spokoju i spróbują zrobić coś nowego i świeżego, ale pod nazwą własną. W sumie Guerlain Ideal jest właśnie takim świeżutkim novum pod nazwą własną,ale coś mi mówi że swym krojem i nazwą – kolejnej legendy nie zrodzą – i Guerlain doskonale o tym wie, stąd chwytanie się nazw klasyków w przypadku koniunkturalnych gniotów. 😉 A mniej wymagający klient i tak kupi Armaniego i Bossa, bo który słyszał o górnolotnym i ekskluzywnym Guerlain? 😉

  7. No cóż….a ja je uwielbiam! i …pierwsze Shalimar też. Nic mi się nie ulewa, świetnie na mnie pachną, dla mnie:)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: