Napisane przez: pirath | 20 stycznia 2016

Brutal – Classic Intense, czyli pozorowana r(e)wolucja klasyka!


Brutala znają chyba wszyscy, choćby ze słyszenia… Ostatnio jeden z czytelników, wspomniał w komentarzu, że właśnie wyszedł Brutal Intense. Nie powiem, uśmiałem się – ale w obliczu oudowego Bossa, nic mnie już nie zdziwi. Dziś wpadłem na niego przypadkiem w drogerii i postanowiłem podzielić się z Wami moim pierwszym wrażeniem, z oblatywania wersji Intense. Ale wpierw trochę historii… Swoje zasłużone triumfy, Brutal święcił już w latach 70-tych ubiegłego tysiąclecia (fajnie brzmi, nie?), choć od czasów transformacji ustrojowej i ślepej pogoni za „zachodem„, podupadł i popadł w niełaskę. Jego prosty krój kojarzył się z PRL, gdy taki słodkawo korzenny Old Spice – przywodził na myśl koloryt i dobrobyt zachodu, co poniekąd okazało się przysłowiowym gwoździem do trumny tych perfum. Owszem jest surowy i nieco siermiężny, ale moim zdaniem taki jego urok. Pomimo złej passy, niewątpliwie miał i ma swoich wiernych fanów i ostatnią – absolutnie ostatnią rzeczą, o jakiej bym pomyślał, to żałosny i desperacki zryw producenta*, który zdecydował się przetransferować jego kultowe brzmienie, do obowiązującej mody na Intense… Chociaż… jest w tym przebłysk geniuszu, ale o tym za chwilę…

*W 2014 roku, Brutal zmienił właściciela. Dotychczasowy właściciel marki, firma Miraculum, odsprzedała prawa do Brutala firmie La Rive i to pewnie jej marketing, stoi za tym dość kontrowersyjny posunięciem. Ale lepiej tak, niż jedna z ostatnich rodzimych marek, miałaby zupełnie zdewaluować i ostatecznie upaść…

Brutal Classic Intensew pierwszej chwili myślałem, że to żart – ale dziś naprawdę na niego trafiłem…

Brutal Classic Intense… brzmi kuriozalnie, bo mowa o zapachu już tak ostrym i wyrazistym, iż kolejną formą koncentracji w odniesieniu do Brutala – jest Lizol, tudzież stężony kwas siarkowy… Tym niemniej znalazł się „wizjoner„, który wpadł na pomysł – by to przaśne, surowe, nieco siermiężne i diabelnie wyraziste brzmienie Brutala Classic, „zintensyfikować„… Przynajmniej w teorii, gdyż poznając dziś to pachnidło w Rossmanie – absolutnie nie odniosłem wrażenia, iż obcuję z czymś choćby symbolicznie mocniejszym. Wręcz przeciwnie, odniosłem wrażenie że nic, lub prawie nic się nie zmieniło względem pierwowzoru… Classic Intense jest tak samo świeży, dziarski, orzeźwiający, władczy, nieco szorstki i bezsprzecznie męski, co wersja klasyczna. Nie jest ani o jotę słodszy, głośniejszy, trwalszy, nośniejszy, ani intensywniejszy. Jeśli chodzi o samą kompozycję, pachnie dokładnie tak, jak zapamiętałem klasycznego Brutala – więc w mojej ocenie, nic się nie zmieniło…

Brutal Classic

Być może producentowi chodziło właśnie o zagrywkę czysto wizerunkową, wszak dodali modne słówko Intense, ciecz nieznacznie zabarwili na kolor złotawy – a flakon (uwaga, tu największa rewolucja), wreszcie otrzymał atomizer!. Klękajcie narody, po przeszło 40 latach od premiery, największą w moim mniemaniu inwencją i ewolucją tych perfum – jest zaopatrzenie ich w praktyczny i ułatwiający aplikację atomizer i to wszystko… Proponuję zapomnieć o szumnej i modnej demagogii „Intense„, bo jak dla mnie nic lub niewiele się zmieniło – zresztą jak zintensyfikować coś, co już jest siekierą? Nie wiem, może się mylę, wszak nie porównałem ich łapa w łapę – ale naprawdę, nie czuję żadnej znaczącej różnicy, pomiędzy klasykiem, a wersją Intense.. Nie większej, niż wynikającej z prozaicznej zmiany producenta, rozlewni i zwiększenia koncentracji z EdC, do EdT

Dla mnie ten pozorowany wybieg, z pseudo intensyfikacją Brutala, to najzwyklejszy trik marketingowy i jednocześnie przebłysk marketingowego geniuszu. Pozornie, to tak jak stuningować samochód, dodając mu spoiler wielkości półki na słoiki i naklejkę Rally Sport, na tylną szybę. Owszem może wizualnie autko wygląda na bardziej zadziorne, ale czar pryska przy sprincie do setki. Ale abstrahując od ewidentnej ściemy z intensyfikacją – w oczach klientów zapach odmłodzono i uatrakcyjniono, a sam produkt niewątpliwie zyskał na ergonomii (atomizer). Cieszę się, że nowy właściciel wziął się za odświeżenie tego klasyka (choćby i tą, sromotnie naciąganą drogą) i mam nadzieję, że ów zabieg przełoży się na swoisty renesans jego świetności. Już samo dołożenie mu atomizera, bez wątpienia nakłoni do zakupu część klientów, którzy podobnie jak ja – szczerze nie znoszą wersji splash (chlapanych). A i a szum medialny związany z wypuszczeniem nowości, schlebiającej obowiązującemu trendowi na intensyfikowanie wszystkiego co pachnie – zwróci na produkt uwagę dużo większej ilości klientów, niż tradycyjna i dużo kosztowniejsza kampania.Brutal Classic Intense EdT

rok premiery: 2015

projekcja: bardzo dobra

trwałość: bardzo dobra

Głowa: bergamotka, cytryna, lawenda, neroli,
Serce: geranium, goździk, jaśmin, lawenda,
Baza: ambra, mech dębowy, paczula, piżmo, wetiwer, sandał,

p.s. do anonimowego marketingowca, odpowiedzialnego za kampanię Brutala Intense – gratuluję… 🙂

Reklamy

Responses

  1. Myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy. Swoją drogą pierwsza moja myśl to: to musi być chyba kwas siarkowy.

    • he he z początku też myślałem że to fake, żart i ktoś mnie wkręca – ale to naprawdę istnieje, bo miałem go w ręku 🙂

      • Jak widać moda na flankery dotarła i do rodzimych producentów. Czekam na Brutal Eau Fraiche, albo Oud.

        • Brutal Sensitive 😉

        • no ba, azaliż zaraz się okaże że Polacy nie gęsi i będzie Brutal w wersji Parfum i być może Night Extreme. Już są modni wszak Cologne już mają, ale wypadało by to bardziej podkreślić, nieco większą czcionką na flakonie 🙂

  2. Zużyłem już kilka klasycznych Brutali EdC, używałem także wody po goleniu. Teraz jestem mniej więcej „w połowie” buteleczki wersji Intense. Nie mogę się zgodzić, że zapach jest identyczny. Wersja Intense jest jakby „wygładzona”, pozbawiona tych „kantów” wersji EdC. Sam zapach jest, przynajmniej wg. mnie, nieco słodszy, cieplejszy i utrzymuje się bliżej skóry. W tle przewija się nuta, której – przyznaję – nie jestem w stanie rozszyfrować. Jest ona bardzo wyraźna, lecz nie dominująca – a na pewno nie ma jej w wersji EdC. Ogółem – bardziej pasował mi „stary” Brutal, choć Intense nadal jest bardzo dobrym pachnidłem. No i ten atomizer! 😉

    • Chyba wiem co masz na myśli, bo też odniosłem wrażenie, że nie są identyczne – ale moim zdaniem ta „różnica” wynika ze zmiany producenta, rozlewni i być może dostawcy składników. Sama formuła jak dla mnie się w ogóle nie zmieniła, ewentualnie minimalne zwiększenie koncentracji, z EdC do EdT może dawać wrażenie, że coś się zmieniło – ale to bardziej efekt subtelnej i nieplanowanej reformulacji niż nowy zapach, któremu istotnie zmieniono formułę. Wszak EdT to intensywniejsza wersja EdC i nigdzie nie pisze, że majstrowano przy recepturze 🙂

      • No tak, taka „brutalność” Brutala została absolutnie zachowana, nadal wiadomo, że Brutal to Brutal. Aczkolwiek jeśli o reformulacji mowa – mam wrażenie, że współczesny Brutal różni się i to znacząco od tego, z którym miałem przyjemność te 10 z groszami lat temu, a ten z kolei – od tego, którym pachniał mój ojciec przed laty. Aczkolwiek wiadomo – pamięć płata figle a wspomnienia dzieciństwa czy młodości bywają idealizowane. 😉

        • Dokładnie tak! mamy podświadomą tendencję do gloryfikowania i idealizowania zapachów z naszej przeszłości – i zapamiętujemy je jako pachnące lepiej, mocniej i trwalsze, niż moglibyśmy to obiektywnie osądzić z perspektywy czasu 🙂 A co zaś się tyczy reformulacji. Oryginalny (lata 70-te) i obecny Brutal to siłą rzeczy dwa różne pachnidła. Zakładając że nikt nie grzebał przy recepturze – zmieniło się wszystko od Polmosu wytwarzającego spirytus na nośnik, po dostawców i rodzaj użytych składników. A teraz gdy marka zmieniła właściciela, doszły kolejne i nieuniknione modyfikacje. Przecież wystarczy zmienić park maszynowy, pracowników na linii, dostawców komponentów, chemii utrwalającej i rodzaj nośnika, by zapach wyszedł inaczej – pomimo użycia tej samej receptury. Wiesz to jak z robieniem kawy. Jedni mają miękką wodę, inni twardą i chlorowaną lub fluorowaną – więc teoretycznie ten sam gatunek kawy smakuje u każdego inaczej. I mniejsza o proporcje, wystarczy zmienić wodę. A co zaś się tyczy samych proporcji, to będę się upierał że największy wpływ na brzmienie Brutala Intense ma nie jakakolwiek modyfikacja receptury (brzmienia, poprzez dodanie składników lub zmianę ich proporcji) – a z prozaicznego zwiększenia koncentracji z EdC na EdT i to wszystko… 🙂 reasumując, to fajnie że ludzie „czują różnicę”, ale w moim odczuciu nie wynika ona z tego, z czego myślą że się bierze – stąd adnotacja o przebłysku geniuszu, po stronie marketingu producenta 🙂

          • Chyba teraz rozumiem, dzięki. 😉 Tak czy siak – chyba wiem, co na siebie „założę” na wieczorne wyjście. 😉

  3. Widać spece czytują Perfumomanie gdzie dość częste są analizy oraz wątki dotyczące wersji „intense”. 😉
    Ją się tu nie odnajdę ale co niektórzy panowie dostali być może najlepszy prezent pod choinkę.

    • he he Perfumomania co najwyżej obnaża i nagłaśnia ich zakusy na portfele klientów – więc dla producentów jestem enfant trerrible 🙂

  4. Brutal Intense niestety wylądował na śmietniku, z komentarzem, że chałupa wali domem starców. 🙂

    • ooooj aż tak źle? 😀

      • Któż to tak sprofanował, mój imienniku Rafale? 😉

  5. Jeśli siekiera, to tylko Axe (w końcu nazwa zobowiązuje). Reszta to co najwyżej kuchenne tasaki 🙂

    • 😀

    • Idąc tym tropem – Brutal to piła łańcuchowa 😉

      • Czyli: „Grudziądzka masakra piłą łańcuchową”? :))
        La Rive jest z Grudziądza.

  6. Śmiem nie zgodzić się z tobą Piracie, zmiany są widoczne w teście hand to hand. Wersja Intense jest gładsza, bardziej foguere, różnice się i to na tyle wyraziste iż jestem zdziwiony nieco że nie czujesz różnicy. Co do EDC. Wypusty La Rive w moim odczuciu, są minimalnie inne niż te z Miraculum. Niby pachną tak samo ale brak im tego zwierzęcego pazura. Na plus to że są lotniejsze, w sensie lepiej projektują, choć Brutal na mnie to zapach bliskoskórny.

    • Ależ proszę bardzo, ja absolutnie nie twierdzę że nie pachną inaczej 🙂 Pachną, tyle że będę się upierał że to nieco inne brzmienie nie wynika z innej/zmodyfikowanej kompozycji zapachowej a innych czynników, od zmiany wytwórcy, poprzez park maszynowy, dostawcę surowców, odczynników i wreszcie zmianę formy koncentracji. Moim zdaniem oryginalnej receptury nawet nie ruszyli, bo nie było takiej potrzeby i zastosowali sprytny trick marketingowy. Przecież EdT to w porównaniu z EdC coś bardziej intensywnego, więc już wiesz skąd to magiczne Intense? 🙂

  7. Mi zaś siesie podoba


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: