Napisane przez: pirath | 27 stycznia 2016

z cyklu nudzę się na L4, więc marudzę – słówko o Dior Sauvage…


Wiem co sobie pomyślicie, wałkuję ten temat do znudzenia – ale dziś nie będzie o perfumach, a ich kampanii. W sumie nic specjalnego, Johny wsiada w amerykańskiego klasyka* i niczym wolny ptak, easy rider – gna na pustynię, aby symbolicznie zerwać ze swoją przeszłością, grzebiąc w ziemi swoje paciorki. A nie mógł ich zakopać na parkingu jakiegoś Wallmart’a w LA?… 🙂 Wysmakowana, subtelna i nieco surowa forma klipu, chłodne barwy świtu – plus garść głębokich frazesów i wymownej symboliki, czynią naprawdę dobry klimat. No i Depp, z tym charakterystycznym make upem (kredka do oczu, a nawet zarost, które w lot skojarzycie z Piratami z Karaibów) – deklamujący zapładniającym tonem głosu swój monolog… /i cięcie!

*Dodge Challenger, kultowy muscle car – symbol buntu i wolności, znany choćby z Szybcy i Wściekli, Death Proof i Vanishing Point

 

Hmmm, klip wypada „dużo głębiej” i ciekawiej, niż produkt który opiewa – są w nim emocje (a nawet łezka w oku bohatera), a o samym produkcie ani słowa. Ale taka konwencja i dokładnie tak miało być – choć obiektywnie patrząc, wyszło ze smakiem i całkiem przekonywająco. Tak przekonywająco, że reżyserem mógłby być Martin Scorsese lub Ridley Scott. Przy tym Johny nie pokazał tyłka, ani gołej klaty – ani nie wisiał na nim płaszcz, w postaci jakiejś roznegliżowanej panienki. Da się? da się, choć może niepokoić, że reklama jest dużo lepsza niż sam produkt  – i przeraża mnie myśl, że potencjalni klienci dadzą się na nią złapać. I jeszcze jedno… Ten klip jest tak neutralny i uniwersalny, że gdyby wyciąć z niego tę końcową wstawkę/ wzmiankę o Dior Sauvage można by wstawić tam cokolwiek innego – dowolny zapach i nikt by się nie połapał. Ale ja nie o tym…

Pobyt na L4 ma ten plus, że można spędzić cały dzień w łóżku, oglądając filmy. Dziś wzięło mnie na serię Piratów z Karaibów. Kino miłe, lekkie i przyjemne, nie wymaga myślenia – a jedynie szybkiego oka, by nadążać za iście po hollywoodzku poprowadzoną fabułą i narracją. Wartka akcja, masa efektów specjalnych i naprawdę świetnie uchwycony klimat czasów, przysporzyły serii ogromną liczbę fanów. Ale jest jednej aspekt w całej serii – będący jej niewątpliwym klejnotem w koronie. Mam na myśli po mistrzowsku zagraną rolę Jacka Sparrow (brzmi zdecydowanie lepiej niż Jakub Wróbel), w którą wcielił się Johny Depp. To jeden z tych aktorów, który zagra nawet płytę chodnikową i to tak przekonywająco – że jest duża szansa, iż dostaną za tę kreację Oscara. Podziwiam talent i niesamowity warsztat Deppa od lat i jak dotąd, nie widziałem go w słabej roli. To aktor o niesamowitym wyczuciu i finezji, więc postacie w które się wciela, emanują ogromnym autentyzmem – są nieco rozkojarzone i jakby nieobecne, tudzież ubarwiono je zręcznie przemyconą odrobiną szaleństwa. To bez dwóch zdań aktor wybitny, a jego udział w w/w superprodukcji – wreszcie wypchnął go na absolutnie zasłużony, szczyt popularności. I w tym momencie do jego managera, zadzwonił ktoś od Diora

Zastanawiało mnie, jak to możliwe by tak wybitnie uzdolniony aktor, pokusił się (mniejsza o firmowanie swoją osobą, tak słabych perfum) o udział w reklamie?. W sumie Kevin Spacey i Marek Kondrat to też absolutna ekstraklasa – z tym że oni są już na powiedzmy, zawodowej emeryturze. I chyba znam odpowiedź. Po pierwsze reklama dla Diora, to duży i łatwy pieniądz – no i nie ma mowy o ujmie na honorze. Dior to uznana i prestiżowa marka, więc nie ma mowy o niesmaku związanym z chałturzeniem w reklamie, np. leku na wzdęcia… No i nie trzeba miesiącami kwitnąć na planie, moknąc, ani męczyć się ze skomplikowanym kostiumem i charakteryzacją – góra kilka dni zdjęciowych i na konto wpada kolejnych kilkadziesiąt milionów. Podejrzewam, że Johna nawet nie interesowało jak to pachnie, wszak zrobił to dla pieniędzy – zresztą większość ludzi nie przywiązuje dużej wagi do „głębi i treści” perfum. Mają być po prostu fajne, albo ładne i Sauvage właśnie taki jest…

Ale sądzę, iż Dior miał inny powód, by zabiegać o udział Deppa. Bo tylko aktor JEGO kalibru, jest w stanie wykrzesać z tego trupa, o pardon zapachu –  odpowiednią ilość ikry, atrakcyjności i obudzić w klientach pożądanie. Sauvage jest ładny, ale nijaki i niczym szczególnym się nie wyróżnia – więc Dior potrzebował nietęgiego wabika, aby ściągnąć na produkt uwagę klientów i nakłonić ich do zakupu. Aby nakłonić ludzi do sięgnięcia po tak słabe, pozbawione polotu i nijakie pachnidło – trzeba naprawdę wielkiego i charyzmatycznego nazwiska. Zauważcie, że powoli klaruje się taki trend, że im słabsze perfumy lub producentowi bardziej zależy na zwróceniu na produkt uwagi – tym częściej sięga po bardzo rozpoznawalne nazwisko. Powiecie, co w takim razie robił Brad Pitt w reklamie Chanel No 5? – przecież to się samo sprzedaje!

Owszem, Chanel No 5 to bardzo znany i popularny zapach – choć wcale nie pachnie tak, na co wskazywała by jego ogromna popularność. Popularność piątki, to bardziej kwestia jej sławy i rozpoznawalności, niż przymioty samego produktu. Więc po co Chanel sięgnęło po nietęgie zaskórniaki, aby wynająć Brandżelinę? To proste, albowiem żadna, choćby najpiękniejsza i najpopularniejsza gwiazda płci piękniejszej – nie zwróci większej uwagi na produkt (przy tym natłoku i podaży reklam), niż szok spowodowany udziałem mężczyzny, w reklamie damskich perfum. No powiedzcie sami, czyż to nie genialne posunięcie? Normalnie o kampanii z udziałem kolejnej aktorki lub artystki ludzie szybko zapomną, zgubi się w tłumie – ale nie zapomną o kampanii damskich perfum reklamowanych twarzą mężczyzny.

Ale wróćmy do Sauvage. Dior też potrzebował takiego „szoku„, potrzebował mega gwiazdy, żywego ekwiwalentu kilku ton pudru, posypki, lukru i pozłotki, która przyćmi swą osobą i autorytetem, niedomagania wyjątkowo przeciętnego i skrajnie zachowawczego produktu. Dior Sauvage to naprawdę słabe i nijakie perfumy i nawet renoma Diora, nie jest wystarczająco dobrym wabikiem i rekomendacją, by sprzedać te perfumy – ale Johny Depp już tak. W obliczu gwiazdy tego formatu, produkt i jego walory przestają mieć znaczenie. Ludzie kupią te perfumy nie dla ich zapachu, a dla osoby Jacka Sparrow, tfu Johny Deppa. Pardon, zasugerowałem się tym chwytem, z ciemnym makijażem oczu Deppa – który mam wrażenie ma celowo nawiązywać do Piratów… To jego osoba i renoma, stają się największą atrakcją – korzyścią oraz poniekąd aprobatą i gwarancją jakości w jednym. Ten zapach wcale nie musi mu się podobać, on nie musi go nawet używać – wystarczy, że się z nim pokaże w reklamie i wypromuje go swym autorytetem. I jak na ironię, zapachu nie zapamiętają – ale zawsze będą go kojarzyć z osobą Deppa

Biedny Johny, pewnie nawet nie wie, jak bardzo naraża swój wizerunek i zaufanie u co niektórych fanów – firmując swą zacną osobą, tak grząskie przedsięwzięcie. Wprawdzie nie tak grząskie jak hipotetyczny udział – powiedzmy Magdy Gessler, w reklamie zupki z proszku, ale łapiecie kontekst?. Tak wiem, na Sauvage utyskują głównie maniacy i ortodoksi mojego pokroju – bo 90% populacji i tak uzna, że to fajne perfumy. I są „fajne„, ale przy ich poziomie, osoba i nazwisko Johna Deppa – to monstrualny przerost formy nad treścią. To niepokojące, bo jak ten trend się utrzyma – wkrótce skończą się naprawdę mocne nazwiska, do reklamowania miernot. Nie obawiam się, że udział w reklamie perfum jakiemuś aktorowi zaszkodzi. Prędzej zdewaluuje sama metoda, bo nie wątpię, że zostanie skwapliwie podchwycona przez całą branżę. Aż strach pomyśleć, że w reklamie jakiegoś gniota od Gucci czy YSL – prędzej czy później może wystąpić papież lub monarcha. Wyobrażacie sobie, jak sprzedawałyby się perfumy rekomendowane przez papieża?… 🙂

Reklamy

Responses

  1. W designie od dobrych 2-3 lat wchodzi moda na sygnowanie produktów znanym nazwiskiem. Nie jest to nic dziwnego bowiem ludzie często nie mają swoje gustu
    Muszą więc korzystać z cudzego, a im bardziej to nazwisko znane, tym gust „lepszy”. Podobnie jest w przypadku perfum. Przecież Pitt, Depp czy inny czteroliterowiec nie może się mylić i teoretycznie firmować słabizny. Ot, takie myślenie szarej masy.

    • I oczywiście życzę szybkiego powrotu do zdrowia 🙂

      • dziękuję, już jest trochę lepiej 🙂

    • dokładnie, ma to na celu podświadome identyfikowanie produktu z osobą, swoiste dowartościowywanie się i bierne naśladownictwo – w myśl zasady, że skoro coś reklamuje znana gęba i w reklamie wyrywa na to wszystko co żyje, to musi być dobre. To trochę przypomina kupowanie książki w oparciu o okładkę, zwłaszcza że o perfumach mówi się, pisze i wizualizuje je bardzo ciężko, więc lepiej pokazać miłą dla oka lub popularną osobę, która przeleje na anonimowy produkt część swego wizerunku i reputacji. I w tym momencie produkt przestaje być anonimowy, bo zyskuje osobowość i rozpoznawalność osoby z którą produkt identyfikujemy 🙂

  2. hej Piracie, ja Ci powiem jakie perfumy by się nadawały do rekomendacji papieskiej- Gucci pour homme 🙂 , św. pamięci..

    • Moja Droga, wcale nie świętej pamięci – albowiem Gucci pour Homme niedawno zmartwychwstał w postaci Bentleya Absolute, więc alleluja! 🙂

  3. A ja się przeprosiłem z Sauvage, powiem więcej dla mnie to jedna z najlepszych premier roku. Połączenie Bleu, Fierce i Aventus. Brakuje troszkę lepszej projekcji i mógłby być tańszy, ale takie czasy nastały że to norma. Na początku zniechęciła mnie ta nachalna kampania Diora i za samo to go skreśliłem, już tak mam że nie lubię tego, co jest zbyt popularne (może to mój snobizm ?!?) a Sauvage był kreowany na mega bestseller. Na szczęście nie wyszło. Być może przyczynił się do tego między narodowy hejt na forach i portalach a być może co innego w każdym razie nie będzie to kolejny Allure Homme Sport, Acqua di Gio czy Le male. I chciało by się rzec: „I bardzo dobrze”.
    Nie zrozum mnie źle nie twierdzę, że to najwyższych lotów sztuka perfumiarska a jedynie, że diablo przyjemnie się je nosi. Do tego pasuje na (prawie?) każdą okazję.
    Pozdrawiam i powrotu szybkiego do zdrowia życzę.

    • Skąd masz informację, że to nie bestseller? W pobliskim D******** wyprzedali przed świętami wszystkie flakony, a nie mieszkam w jakimś mega wielkim mieście… Nie ma w nim ani Aventusa, ani Bleu, a fierce nie znam 😉 Jeśli ktoś ma Aventusa to by nawet nie tknął kijem tych perfum, tak samo Bleu, które spełnia tą samą funkcję (zapach jest kompletnie inny). Allure Homme Sport to średni przykład, większość ludzi rekomenduje właśnie Bleu 😉 Baza Sauvage jest tak tragiczna, że idzie się pochlastać.
      PS Perfumy nie mają przypisanej okazji ani pory roku, ja używam DHI w zimniejsze letnie dni, co niektórym wydawałoby się herezją…

    • A dziękuję, już czuję się lepiej. Widzisz jeden będzie z Sauvage zadowolony (zdecydowana większość, bo tak zapach został spreparowany), a inny nie, to wyłącznie kwestia oczekiwań i gustu. Tyle że poziom tych perfum oraz kiepska jakość wykonania są niewspółmierne do ich kosmicznej ceny oraz reputacji i renomy Diora. Ciężko piać z zachwytu nad tym że dorosły człowiek potrafi za przeproszeniem (wybacz kolokwializm) sam skorzystać z ubikacji. Małe dziecko mogę chwalić za to że nauczyło się korzystać z ubikacji, zamiast wysadzać je na nocnik – ale chwalenie Diora za Sauvage i same Sauvage w kontekście marki i poziomu jest dla mnie jednoznaczne z chwaleniem 30 letniego (i nie upośledzonego ruchowo lub na umyśle mężczyzny), za samodzielne skorzystanie z pisuaru… 🙂 Mogę się zachwycać ładną kompozycją płynu do zmiękczania tkanin mza kilkanaście złotych, ale ta sama kompozycja w kontekście perfum za kilkaset złotych to ewidentne przegięcie, nie uważasz? Nie zrobili nic nadzwyczajnego, a wręcz świadomie zaniżyli poziom, więc za to należy im się podwójny hejt…

  4. Jaki zbieg okoliczności, właśnie dzisiaj zapoznałem się z bardzo, bardzo, bardzo starym No 5, który moja babcia dostała na prezent ślubny 😉 Teraz mam dobry kontrast między dzisiejszymi perfumami, a tymi, które nie kosztowały 5 zł w produkcji razem z flakonem… Były to jedne z pierwszych perfum, które posiadały sztuczne składniki (a raczej wytworzone w laboratorium), szkoda tylko, że wtedy to był powód do dumy, a nie sposób na obniżenie kosztów 😉

    • oooo zazdroszczę Ci takiej sposobności i mam nadzieję, że zapach zachował się dobrej kondycji, bo to mega cenny i rzadki rarytas. Fakt faktem, że Chanel No 5 są w ogóle specyficzne, ale faktycznie, kiedyś perfumy robiono solidniej i bynajmniej nie organiczność ingrediencji mam tu na myśli. Były treściwsze, okazalsze, miały lepsze parametry i dzięki temu starczały an długo. Podobnie było z elektroniką i AGD jeszcze z 20-30 lat temu. A dziś koniunkturze trzeba pomagać, stąd wszystko się psuje po kilku latach, a perfumy przestają pachnieć po kilku godzinach. po co? abyś szybciej wypsikał i częściej biegał kupować kolejny flakon 🙂

      • Nie mam żadnego porównania, a zostało go jak na naparstek, ale wydaje mi się, że pozostał niezmieniony, a najdziwniejsze wydaje mi się, że… Wcale nie uważam, że wali starą babą, trochę bardziej wymagający, ale wciąż nowoczesny zapach 😉

        • otóż to, wymagający… a dziś zapach ma być miły lekki i przyjemy, czyli podobać się każdemu i od pierwszego niucha… kiedyś perfumy się pieczołowicie i dokładnie dobierało, bo zwykle dama nosiła jeden zapach przez całe życie (i po nim była rozpoznawana), gdy dziś wystarczy jeden niuch spreparowanego blotera i gotowe (oraz wciąż jest się anonimowym) 🙂

  5. Do dziś nie zapomnę tej wielkiej iluminacji w galerii handlowej z samochodem z reklamy, wielką zwisającą reklamą i grającymi dużymi butelkami Sauvage oraz rozdawaniem darmowych próbek 😀 Dior upadł, teraz wyszedł fąfara cologne, posion girl i inne szmatławce. A i tradycyjnie już musi być coś z czym nie do końca się z tobą Piracie zgodzę 😀 Sauvage to nie jest ładny zapach, jak dla mnie to obrzydliwa woń detergentów i finito.

    • Jakby reklamowali w taki sposób jakieś dobre perfumy to nie miałbym nic przeciwko 😉

      • ja też, ale takie epickie eventy są zarezerwowane raczej dla gniotów, gdzie niedomagania produktu trzeba żywiołowo i spektakularnie protezować i tuszować amazingiem 🙂

    • no jak zwał tak zwał. Mój płyn do płukania tkanin też pachnie „ładnie”, ale w charakterze perfum bym go nie użył 🙂

  6. Papież Signature..no no..;-)

  7. Produkty sygnowane przez celebrytów jakoś do mnie nie trafiają a raczej wzbudzają podejrzliwość, zwłaszcza jeśli wszem i wobec ogłasza się, że pan/pani x brała aktywny udział w tworzeniu tegoż produktu.
    A co do samej reklamy to nic mi w niej nie pasuje. Katowanie gitary(szarpanie za przełącznik przetworników :D, od kiedy wywołuje to jakiś dźwięk oprócz kliknięcia, nie wiem) sypanie piaskiem z takim zamachem że chyba mu wleciał do majtek :D. Siermiężnie zmontowana scena wysiadającego Deppa po hamowaniu driftem. Przyznać trzeba, że chociaż aktor i samochód pierwszej klasy.

    • he he, mam podobnie. z tym że chciałbym Cię uspokoić, bo te szumne pogłoski o rzekomo czynnym udziale jakiegoś celebryty przy powstawaniu jego perfum – zwykle ograniczają się do negocjacji kontraktu i benefitów oraz ewentualnie zatwierdzeniu modelek/modeli do promo video, czasem wybranie flakonu… 🙂 Ha ha nie potrafię grać na gitarze, więc trudno mi się odnieść, ale dzięki za zwrócenie uwagi na ten detal 🙂
      pozdrawiam 🙂

  8. Nie widziałam reklamy, nie widziałam twarzy Deppa (można sie nad nim spuszczać, ale akurat mniej sie zgodzę z zachwytem nad nim i jego aktorstwem, niż z brakiem jakiegokolwiek konstruktywnego krytycyzmu wobec perfum). Są one przyciągające, zawsze wchodzę do perfumerii i sobie psikam na papierek, żeby mieć pod ręka (jestem kobieta). Także nawet bez tej reklamy (nadal jej nie obejrzałam) ludzie sięgają po te perfumy. Channel 5 nie tknęłabym kijem, choćby mi dali za darmo. Także to nie tylko siła reklamy – Sauvage sprzedaje sie najlepiej w tym roku, i moze Depp miał w tym swój udział, ale jeśli perfumy byłyby TAK ZŁE, jak je malujesz-nie zdobyłyby takiej popularności.

    • Podobają Ci się, ok o gustach się nie dyskutuje – ale ja nie gusta oceniam, a poziom samych perfum. Pozwól że odpowiem analogią do filmu, tak będzie adekwatnie… Dior Sauvage jest w świecie perfum tym, czym Kac Wawa, jest w świecie filmu… 😉

  9. Co do znajomosci filmu – jestem filmoznawca, ale to o niczym nie świadczy. Widziałam chyba wszystkie tole Deppa, i to co sie rzuca w oczy, to akurat i h powtarzalność, schematycznośc i płaska gra (wyjątek: Arizona Dream). Zawsze jest przecież silnym indywiduistą, freakiem, wolnym człowiekiem. Wszyscy o czymś takim marzymy. Poza ładna buzią, to tam wiele nie ma. Do porzygu od lat tr same schematyczne postaci.

    • hmmm akurat jego buzia interesuje mnie najmniej, za to cenię umiejętność skupienia mojej uwagi na jego grze aktorskiej i towarzyszącej jej otoczce odrobiny szaleństwa, nonszalancji i dekadencji sprawiają, że zaliczam go do mojej świętej dziesiątki aktorskiej. Oczywiście biorę poprawkę że nie jestem oblatanym filmoznawcą, ale uważam że to naprawdę dobry aktor.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: