Napisane przez: pirath | 1 lutego 2016

Flankier flankiera flankierem pogania, czyli dlaczego więcej i częściej nie znaczy lepiej…


Gdzie te czasy, gdy swe premiery miały zapachy pokroju Dior Fahrenheit, Adidas Active Bodies, JPG Le Male, Joop! Homme, Gucci Pour Homme, Armani Acqua di Gio, Cartier Declaration, Lalique Encre Noire, Hermes Terre d’Hermes, Davidoff Zino, Dolce & Gabbana Pour Homme, Boss Bottled, Thierry Mugler A*Men, Lacoste Style In Play, Calvin Klein Obsession Men, Roma Laury Biagiotti, Chanel Egoiste, Burberry London, etc?. Chodzi o kamienie milowe perfumiarstwa, zapachy legendy – innowacyjne i kultowe już za życia, ponieważ ich niepowtarzalne brzmienie, same w sobie stanowi fundament i instytucję. Zapachy które zapadają w pamięci na zawsze, tak swoiste i charakterystyczne, że rozpoznamy je wszędzie i na każdym. Wreszcie zapachy tak chwytliwe i charyzmatyczne, że doczekały się całej gromadki flankierów, a nawet naśladowców u konkurencji. Takie YSL, dziś sygnujące głównie beznamiętne siuśki – spłodziło przecież legendy pokroju Opium, M7, Kouros czy Rive Gauche, więc co się stało?

1166205_150519161621_Jean_Paul_Gaultier_Le_Male

Ok, trochę zbyt hermetycznie, ale chodzi mi o to, że kiedyś premiera nie goniła premiery – a braków i niedomagań w kreatywności, nie protezowało się coraz liczniejszymi nowościami, które depczą sobie wzajemnie po piętach. Nowy zapach wychodził raz na kilka, kilkanaście lat i mam wrażenie, że choć nie było takiego dużego wyboru – na rynku była większa różnorodność i ład, niż dziś. Perfumy poszczególnych brandów miały swój niepowtarzalny charakter i wysoce rozpoznawalny sznyt oraz pachniały niemiłosiernie długo. Nie przypadkowo, gdyż wówczas przywiązywano niebagatelną uwagę do jakości i bezkompromisowości brzmienia – więc stosunkowo rzadkie premiery, rzeczywiście coś sową wnosiły i reprezentowały bardzo wysoki poziom wykonania, również od strony technicznej. Nie twierdzę, że dziś nie tworzy się zapachów solidnych, wybitnych i innowacyjnych, to byłoby krzywdzące – ale niestety te perełki giną i gubią się w natłoku naprędce i byle jak skleconych „nowości„, więc łatwo można je przeoczyć.

821daa6cf2cfd4282c6409480e6d0913

Dziś jakość zastępuje się ilością, a inwencję kopiowaniem siebie i innych. Odnoszę wrażenie, że na rynku występują dwa rodzaje flankierów: te które rzeczywiście stanowią ciekawe i coś wnoszące poszerzenie/rozwiniecie oferty i te, które jedynie takowe udają. Te drugie (udawane), dzielą się zaś na kolejne dwa typy – czyli te które nic lub niemal nic nie wnoszą/zmieniają (bo producent zajmuje się jedynie powierzchownym fabrykowaniem nowości, w myśl zasady po co zmieniać coś co się świetnie sprzedaje) oraz takie, które nawet nie udają że przypominają zapach, którego nazwę noszą – bo ludzie kupią je dla ich szumnej marki i wiele obiecującej nazwy. Trudno nie zauważyć, że oba warianty mają na celu wyłącznie bezwstydne i bezczelne zarabianie pieniędzy na swoim wcześniejszym sukcesie.

347-9701_PI_1000526MN

Wiem, że trudno przebić lub dogonić własną, często niedoścignioną inwencję i doskonałość – stąd producenci chętniej decydują się na sygnowanie czegoś może i banalnego oraz schematycznego – za to dużo prostszego w wykonaniu, bardziej uniwersalnego i tym samym, świetnie się sprzedającego. Taki samograj, bo dużo prościej jest odcinać kupony od swojego dawnego sukcesu, płodząc niezliczone stada flankierów, które poza nazwą nie mają wiele wspólnego z ich wielkim przodkiem – niż zaproponować autentyczną nowość i przełom. Nie oszukujmy się, tu nie chodzi o kontynuację legendy (nawet jeśli mowa o jej dostosowaniu do zmieniającej się mody i gustów klientów) – tu chodzi wyłącznie o portfele nabywców, tego rodzaju atrap. Dlatego na rynku dosłownie zaroiło się od serii i całych klanów, noszących szumną i dumną nazwę swego wielkiego pierwowzoru. W efekcie zapanował chaos i coraz trudniej jest oddzielić ziarno od plew, a Sztukę perfumeryjną od sztuki…

item_XL_4242774_2032923

Weźmy na ten przykład rodzinę Dior Homme, wyborny przykład na umiejętne i przemyślane sygnowanie flankierów (i odcinania kuponów od sukcesu genialnego protoplasty). Po pierwsze nadworny perfumiarz Diora, Francois Demachy jest mistrzem w swoim fachu – więc jego wersje Intense i perfumowane rzeczywiście są tym, za co się podają. Ponadto wybornie odświeżył (przywrócił światu) oba flagowce, w wyniku nieplanowanej reformulacji, gdy w 2011 roku, marka straciła prawa do ich oryginalnych formuł. Jego Homme Sport i Eau for Men to prawdziwe perełki i arcydzieła, wprawdzie niezbyt nawiązujące do idei i stylu protoplasty – ale same w sobie stanowią arcy interesującą alternatywę i koncertowy popis wirtuozerii i kunsztu Demachy. Te flankiery wnoszą sobą wiele nowego, są świeże, innowacyjne, bezprecedensowe i są prawdziwą dumą i chlubą całej rodziny Homme. Da się? Da się, wystarczy się przyłożyć (z szacunku do klientów) i zatrudnić dobrego perfumiarza. I coś mi się zdaje, że Dior długo pozostanie przy obecnym składzie – a rozwijana będzie „medialna” rodzina Sauvage.

5288803_orig

A chronologicznie i asortymentowo, wygląda to tak:

Dior Homme (2005) – genialny i absolutnie bezprecedensowy protoplasta całej serii

Dior Homme Intense (2007) – wyborne rozwinięcie konceptu w formie zintensyfikowanej

Dior Homme Cologne (2007) – nie znam, więc się nie wypowiem

Dior Homme Sport (2008) – czarująco zniewalający świeżak, przerywnik i spektakularny popis talentu Demachy

Dior Homme 2011 (reformulacja 2011) – kultowy klasyk wraca w nowej odsłonie (przymusowa reformulacja, a w zasadzie odtworzenie od podstaw oryginalnej receptury) i ponoć z każdym kolejnym rocznikiem jest coraz lepszy (bliższy oryginałowi)

Dior Homme Intense 2011 (reformulacja 2011) – wprawdzie pierwsza odsłona poreformulacyjnego Intense ledwie dotrzymywała kroku pierwotnemu Homme, ale z każdym rokiem Demachy wyciskał z nowej receptury jeszcze więcej i więcej i więcej…

Dior Homme Sport 2012 (reformulacja 2012) – odświeżona i zmodyfikowana wersja klasyka. Wprawdzie nie znam wersji pierwotnej, ale reedycja zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Dior Homme Cologne (reedycja 2013) – bez komentarza

Dior Homme Eau for Men (2014) – i kolejny przebłysk geniuszu i popis wirtuozerii Demachy, w postaci Eau – będącego nie tyle kontynuacją brzmienia Homme, co alternatywą/zamiennikiem dla niezobowiązującego Homme Sport. To zupełnie nowy i świeży koncept, ale wspaniale dopełnił paletę Homme – o kolejną i bardzo wartościową pozycję, stanowiąc przy tym godną przeciwwagę dla Homme Sport, którego nie każdy musi lubić.

Dior Homme Parfum (2014) – genialny, z rozmachem i wybornie zaaranżowany transfer/remake kultowego Homme, do koncentracji Parfum. To pachnie jak Parfum, to posiada parametry Parfum i co najistotniejsze – może z dumą nosić swą nazwę oraz czynić honory głowy rodziny, jako iście królewskie zwieńczenie całej serii.

o.30429

A teraz jako przeciwwaga, przykład jak nie powinno się (będąc szanującym swych klientów i siebie idealistą) tworzyć flankierów, na przykładzie serii Le Male od JPG. W 1995 roku, młodziutki Francis Kurkdjian stworzył proste i niesamowicie chwytliwe brzmienie, które Jean Paul Gaultier wypuścił pod nazwą La Male. A potem zaroiło się od Fleul, Le Beau, Terrible, Cologne, Love, Silver, Shaker, Skin, Ultra, Kilt, Cool, d’Ete, Scuba, Couple, Pirate oraz Summer, Special i Limited Edition… Słabe, mierne, wtórne, albo po prostu odrażające, jak Fleur du Male Cologne, z kokosem i ananasem – albo Le Male Summer 2015, z miętą i kwiatem pomarańczy (aż mi się podniosło). Jakby zebrać je wszystkie do kupy i uzbroić, można by sformować Kim Dzong Unowi drugą armię, albo nakręcić epicką inscenizację Bitwy pod Grunwaldem, a w ostateczności bitwę o karpia w Lidlu. Efekt? potrafię wskazać/rozróżnić Le Male, klasyczne Fleur (które uwielbiam) i wersję Ultra Male (bo jest inna), a co z resztą? To po prostu skrajnie wtórne zapchaj dziury, których największą inwencją jest zmieniający się numerek w nazwie – z Le Male Summer 2014, na Le Male Summer 2015 i nie zgadniecie Le Male Summer 2016

o.31418

Nie żebym był uprzedzony do Le Male – wprawdzie sam za tym brzmieniem nie przepadam, ale doceniam błyskotliwość (spektakularność i prostota) konceptu Francisa. Tyle że choćby najbardziej odkrywcze i chwytliwe brzmienie, ale powielone w kilkudziesięciu niezbyt odkrywczych odsłonach, zmęczy i znuży nawet fana gatunku… JPG zrobił sobie z odcinania kuponów od sukcesu komercyjnego Le Male, sport narodowy – tudzież niekończącą się, oklepaną epopeję o upojnej słodyczy. Taką perfumeryjną telenowelę (Moda na Sukces), gdzie można nie obejrzeć 50 odcinków (nie powąchać pięciu ostatnich premier) i wciąż jest się na bieżąco – podobnie można podarować sobie poznanie tej licznej armii flankierów, niewiele przy tym tracąc. Ale do rzeczy…

jean-paul-gaultier-le-beau-male

Abstrahując od szopki z mniej lub bardziej udanymi flankierami – nastawiony na nieustanne wzrosty rynek, nie znosi próżni, stagnacji i by móc funkcjonować, domaga się nieprzerwanych dostaw premier i nowości. Tak jak nowe smartfony, samochody i elektronika, których kolejne generacje mają premierę co raptem kilka lub kilkanaście miesięcy – te same prawidła sterują branżą perfumeryjną. Nowy Domestos*, nowe Galaxy, iPhone, nowa Skoda Octavia, nowy jogurt (bez konserwantów i glutenu) i szebernasta część Szybkich i Wściekłych… Ale ilość wcale nie idzie w parze z jakością… Taki Dior Homme i Fahrenheit, czy Roma Laury Biagiotti – tudzież Cartier Declaration, doczekały się całego stadka dzieci, kuzynów i rodzeństwa z pierwszego małżeństwa. Tu o dziwo jeszcze dba się o jakiś poziom, wszak marka i nazwisko perfumiarza zobowiązuje, ale reszta? Taki JPG adoptował chyba cały sierociniec, albo w życiu nie słyszał o antykoncepcji – bo niezliczonych klonów Le Male (w obrębie samego tylko JPG) powstało tyle, że mógłby założyć własną drużynę NBA… A najnowszy Le Male Summer 2015, to taki gniot, że wąchając go, niemal zwymiotowałem… Upojna słodycz bobu tonka i kwiatu pomarańczy, dopełniona gryzącą świeżością mięty rodem z Tic Tac’ów

*”teraz jeszcze skuteczniejszy”, więc co dociekliwsi widzowie/użytkownicy mogą nabrać wątpliwości co do niedoścignionej skuteczności wersji pierwotnej. No bo skoro wersja pierwotna zabijała zarazki „na śmierć” – to w czym lepsza jest nowa formuła? Wskrzesza je (zarazki) i ponownie zabija? 🙂

Jean-Paul-Gaultier-Le-Male-Mens-4.2-ounce-Cologne-Tonique-Spray-Summer-2011-Edition-089ba0f8-75ca-42cb-89f8-d84009a83bbe_600

Do tego przez perfumeryjne półki, przewalają się nieprzebrane ordy Intense, Extreme, Black, Fresh, Swarowski, Hello Kitty, Night, Summer, Cologne, Parfum, edycje specjalne, jubileuszowe, kolekcjonerskie i walentynkowe. A wszystkie podobne do siebie jak dwie krople wody – albo dla odmiany, nijak lub śladowo nawiązujące do oryginału. Po co? Dla generowania sztucznego szumu i zarabiania jeszcze więcej – na pośpiesznie i byle jak, zaaranżowanych premierach. Przecież nic się nie sprzedaje tak dobrze jak nowości – zwłaszcza nowości reklamowane jakąś znaną gębą. W efekcie coraz trudniej rozpoznać markę i konkretny zapach po ogonie ciągnącym się za jego nosicielem – bo kolejne premiery są podobne do wszystkiego i zarazem niczego.

JeanPaulGaultier-LeMale-Pirate

Sam łapię się na tym (może to zmęczenie materiału), że nie potrafię wskazać czym konkretnie pachnie, idący przede mną koleś. Nie że mi się nie chce, on po prostu pachnie jak kilkanaście innych, znanych mi perfum. A chcąc poczuć jakieś perfumy, trzeba naruszyć czyjąś przestrzeń osobistą, niemal przytykając nos do cudzej szyi… Ten przesyt prowadzi do marazmu, zobojętnienia i znużenia, a używanie perfum zatraca swój pierwotny sens. No bo jak podkreślić swą odmienność i wyjątkowość, skoro w praktyce (i dużym uproszczeniu) – ten cały przepastny arsenał zapachów, sprowadza się do raptem kilku uniwersalnych i wzajemnie przeplatających się schematów/brzmień?. Zwłaszcza, że dzisiejsze perfumy coraz bardziej przypominają detergenty do zmiękczania tkanin, niż perfumy. I nie ma co się temu dziwić, wszak kompozycje zapachowe do jednych i drugich, komponują ci sami ludzie i w oparciu o te same składniki… 🙂

o.33211

Konia z rzędem, połowę królestwa i uścisk dłoni prezesa – temu, kto mi powie czym się różnią powyższe, wyjąwszy ich „papuzie” zewnętrze…

Reklamy

Responses

  1. Skoda Octavia to akurat dość kiepski przykład, bo ten model w każdej generacji jest na rynku nawet 14 lat, a 9 potrafi czekać na następcę. Choć prawdą jest, że okres życia produktów się skraca. Kiedyś trzepano dany model auta przez 10 lat, dziś ten okres zmńiejsza się do 5, przy czym po 2 produkt przechodzi restyling, lub inne zminy i nazywany jest nowym. Tak samo jest z elektroniką, człowiek nie wie, czy opłaca mu się kupować nowy telefon czy komputer, bo za 3 miesiące jego nówka będzie już starociem. Trendy zmieniją się tak szybko, że już dawno przestałem podniecać się tą branżą, tak samo jak spadło moje zainteresowanie modą, dziś ubieram się raczej klasycznie, bo goniąc za trendami bym zbankrutował.
    No i przechodząc do konkluzji, w świecie perfumowych zaczyna dziać się to samo. Co prawda przykład Le Male to skrajność, ale zobacz co robi ostatnio Givenchy ze swoim ponadczasowym Gentlemanem, ostatnio podano info, że będzie nowy flenkier (jakiś paryski sikacz), rzerują na wyrobionej marce/nazwie i sprzedają popłuczyny, a ludzie (my przefumoholicy także), łykają to jak ryba haczyk. Wątpię, by ta flankierowa tendencja prędko się skończyła, może być tylko gorzej. Pozdrawiam, Mateusz.

    • Niech już sobie robią flankery itd., ale niech nie tykają starych zapachów… Jest dużo zapachów, które co batch są rozwadniane i potaniane (DHI, nigdy nie przestanę go przywoływać), wypusty po tragicznej reformulacji były bardzo wierne oryginałowi, ale jak weźmiesz flakon z srebrnym kołnierzykiem i nowe wypusty to zobaczysz o czym mówię 😉 Niby to samo, ale mniej intensywnie, płytsze brzmienie.
      PS Jeśli już mówimy o flankerach to najbardziej tragiczne zdecydowanie są perfumy z serii lHomme, w tym roku wychodzi lHomme edp, niby posiada nutę róży, ale pewnie na tym się skończy, mogę sam napsikać dezodorantem do atomizera i powiedzieć, że pachnie mirrą i kadzidłem. Myślicie, że ktoś to kupi?

      • czasem odnoszę wrażenie, że klasyki rusza się i poprawia po to, by zrobić miejsce dla flankierów. Przecież nie można zostawić trwałego i silnie projektującego klasyka i jednocześnie wypuścić rachityczne Intense, bo ludzie by ich śmiechem zabili – więc klasyka się spłyca, by Intense wypadło bardziej wiarygodnie 🙂
        p.s. pewnie że kupią, wszak ma znaczek YSL, reklamuje go znana gęba, wykaz nut ocieka samymi wspaniałościami, no i to nowość 🙂

    • Oj Skoda, Renault, nie ważne, wiadomo o co chodzi. Z drugiej strony najlepiej byłoby podmienić ową Skodę na Porsche, gdzie co roku wychodzą nowe modele po lifcie – których nijak nie da się odróżnić od poprzedniego modelu przed liftem, gdyż wprowadzone zmiany i udoskonalenia są naprawdę powierzchowne 🙂 Zresztą tu nie chodzi o zmiany, wygenerowanie szumu wokół kolejnej nowości, która przykuwa uwagę potencjalnych klientów – choć „w perfumach” akurat nowa wersja czegoś znanego – wywołuje zupełnie odwrotny skutek od zamierzonego, ale zdaje się spece od marketingu mają to gdzieś 🙂

  2. Smieszne flakony

  3. hmm, hmm… a gdyby tak te wszystkie Le Male zmieszać ze sobą… ciekawe czy powstałaby nowa broń biologiczna czy też dowód na istnienie bogów ;P

    • obawiam się, że po zmieszaniu ze sobą wszystkich Le Male – otrzymałbyś mniej więcej Le Male (w tak niewielkim zakresie różnią się poszczególne wersje) 😀

  4. „Dior Homme Sport (2008) – czarująco zniewalający świeżak, przerywnik i spektakularny popis talentu Demachy
    (…)

    Dior Homme Sport 2012 (reformulacja 2012) – odświeżona i zmodyfikowana wersja klasyka. Wprawdzie nie znam wersji pierwotnej, ale reedycja zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.”

    Coś mi umknęło Piracie, czy wkradła się tutaj jakaś sprzeczność.. ?? 🙂 Przy okazji rewelacyjny blog! Gratuluję nosa i pióra 😉

    • Hmmm chyba wiem o co Ci chodzi 🙂 Obstawiłem że reedycja z 2012 roku nieznacznie tylko różni się/odbiega od wersji pierwotnej z 2008 roku. Protoplasty wprawdzie nie było dane mi poznać, ale skoro Sport z 2012 jest wyśmienity, to pewnie wersja z 2008 roku pachniała równie dobrze. Mam nadzieję że teraz wyraziłem się jaśniej, dziękuję Ci i również pozdrawiam 🙂

      • Tak, dziękuję 🙂 Teraz już wszystko jest dla mnie jasne! Życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia i pełni formy! Pozdrawiam!

        • dziękuję, ze zdrowiem gorzej (trzeci nawrót zapalenia oskrzeli za mną), za to katar ustąpił. również pozdrawiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: