Napisane przez: pirath | 8 lutego 2016

prorocza reklama Apple, czyli Cupertino buduje własną Gwiazdę Śmierci…


Z przykrością informuję, że będzie kolejny offtop. Koszmarne przeziębienie, które mnie dopadło dwa tygodnie temu i które już prawie doleczyłem – kilka dni temu wróciło, wraz z wszystkimi atrakcjami. Duszący kaszel i katar nie chcą odpuścić, więc jestem zmuszony zaserwować Wam kolejny temat zastępczy… Czemu oberwało się Apple? Niemalże przypadkiem, ponieważ oglądając najnowszy odcinek Emil – Łowca Fotoradarów, na TVNPlayerze – zaserwowano mi aż trzy reklamy najnowszego iPhona pod rząd, w jednym 2 minutowym spocie – więc sami rozumiecie… Po prostu musiałem pomóc marce, która opresyjnie i namolnie uprzykrza mi, tfu tak gorliwie i przy wsparciu lokalnych celebrytów (Margaret, Hołek) usiłuje coś mi wcisnąć… 😀

Nie tak dawno wspominałem reklamę Diora Sauvage, ironizując że jest tak dobra iż mogłaby być dziełem reżysera kalibru Scorsese lub Ridleya Scotta i proszę, wykrakałem. Zamieszczona poniżej reklama Apple Computers z 1984 roku, przygotowana ponoć specjalnie na finały amerykańskiego Superbowl, jest autorstwa właśnie Ridleya Scotta. Jak widać, nawet światowej klasy reżyser popełnia czasem chałturkę dla pieniędzy i jedyne co cieszy i poniekąd go usprawiedliwia, to fakt że popełnił ją na nieco innym poletku niż zwykle. Szkoda że o niektórych perfumiarzach nie można powiedzieć to samo, że chałturzą – tworząc dla odmiany, np. kompozycje zapachowe dla nowej palety proszków Persila. Ale wróćmy do reklamy Apple.

 

Czy to nie ironia losu, że reklama Apple Macintosh z 1984 roku, nawiązuje rocznikiem, formą i treścią do świata z książki Rok 1984, Georga Orwella i poniekąd współczesności?. Tym którzy nie czytali polecam nadrobić zaległości, albowiem fabuła tej książki – nie straciła absolutnie nic ze swojej przerażającej aktualności. Tymczasem w reklamie, jakaś jaskrawo ubrana kobieta (zapewne symbolizująca świeżość i odmienność Apple) ciska młotem w ekran z przemawiającym przywódcą (pewnie ów przywódca pociska słuchaczom tę samą propagandę, co ongiś Steve, a dziś Tim Cook), wyrażając swój sprzeciw i zapewne zaczynając jakąś rewolucję… Ta iście orwellowska konwencja reklamy, wzywa do zerwania z okowami, ograniczeniami bezdusznego systemu – nakłaniając do sięgnięcia po nieskrępowaną wolność i kreatywność jaką dają innowacyjne urządzenia Apple (wtedy jeszcze tak, bo Steve jeszcze nie wynalazł amazingu). Czy to nie zakrawa o ironię, że Apple, dziś największy troll patentowy i twórca jednego z najszczelniejszych rezerwatów IT (totalitarnie zamknięty ekosystem) – obśmiewało system, do którego po latach samo wyewoluowało? Patrząc na tę reklamę dziś, aż trudno uwierzyć, że postawa i idee, które przyświecały twórcom Macintosha jeszcze przed paroma dekadami, to taka parafraza ewolucji Anakina Skywalkera (nim postanowił zmienić stronę mocy). Wiecie, nim coś im (Apple) nie odpierdzieliło i postanowili zostać Darthem Vaderem współczesnego świata IT… 😉

Darth Vader Philips
zresztą analogii do Star Wars jest dużo więcej, niż błyskotliwa reklama świetlówek Philipsa 🙂

To ironiczne i zarazem przerażające, bo ich prześmiewcza wizja orwellowskiej przyszłości – stała się proroctwem, które ziszcza się na naszych oczach i przy czynnym udziale i wsparciu samego Apple. Wyjątkowość, unikalność, inwencja i stawianie na własne rozwiązania, kiedyś będąca największym i niekwestionowanym atutem Apple* – dziś istnieje tylko w formie pustych frazesów, wylewających się z dopieszczonych i starannie wyreżyserowanych reklam. Reklam które nie mówią zbyt wiele o sprzęcie, to bardziej mistycyzm i kult, tfu okultyzm – sowicie podlany ficzerami i amazingiem, bezosobowy i tak bardzo uniwersalny, jak wspomniana reklama Diora Sauvage. Reklama tak bardzo poprawna politycznie, podprogowa i uniwersalna (docierająca do każdego), że nie sposób się z nią nie identyfikować. Reklama która nie mówi i nie obiecuje nic konkretnego, poza lakonicznym nakreśleniem klimatu, łagodnym wzbudzeniem emocji – wywołaniem lub przywołaniem pragnienia, tęsknoty i melancholii za czymś niesprecyzowanym… za czymś czego skrycie pożądamy, za czym tęsknimy, za czymś czego nam brakuje i na koniec wstawka – Dior Sauvage, Apple iPhone 6S, nowy Mercedes/Porsche, polisa ubezpieczeniowa, lek na zaburzoną potencję, cokolwiek…

*wiem co mówię, bo pamiętam czasy gdy komp do DTP i montażu video (z konieczności, a nie dla lansu) był Makiem, a ich standardy np. SCSI z łatwością rozkładały na łopatki nawet wypasione PC.

MacPro2013_35781456_14
Czy to nie wygląda na R2D2?

Nazwiecie mnie istotą cyniczną, bez serca, ale nie kupuję tego… Może dlatego że jestem praktyczny i pragmatyczny do bólu, może dlatego że mam ciężką alergię na manipulację – ale jak wyjątkowe, innowacyjne i niepowtarzalne może być coś – co już istnieje (u konkurencji pod inną nazwą) lub jest „cudownie wynalezionym” truizmem i w dodatku jest „tłuczone” w setkach milionów kopii, z najtańszych chińskich podzespołów? Zaraz pewnie mi się oberwie od fanatyków zgrzebnej, wysmakowanej i zaiste urodziwej (choć niestety odgapionej) stylistyki Jonathana Ive, że zazdroszczę, że się nie znam, że mnie nie stać – ale moje „paletki do ping ponga(Huawei i Samsung) nie wyginają mi się w spodniach gdy kucam, ani nie obłazi z nich farba*… Dlaczego mam czuć się wyjątkowo, kupując sromotnie przepłacony i przereklamowany produkt, o wysoce rozpoznawalnym logo – jeśli nijak nie czuję, że jest on wyjątkowy?. Co w tym unikalnego, elitarnego i ekskluzywnego? Może tu nie wystarczy być geekiem, a trzeba być naiwnym, nuworyszem, snobem – tudzież jednostką ceniącą przede wszystkim design lub wyznającą ślepy kult marki? Tu kłania się analogia do perfum, bo choć cenię Niszę i względnie potrafię ją wyczuć w kompozycji – to nie ośmielę się nazwać jej mianem czegoś, co jedynie do miana perfumeryjnej niszy aspiruje. Aspiruje nierzadko absurdalną ceną, pięknymi i przekombinowanymi flakonami, aktami strzelistymi w dossier kompozycji, peanami na cześć producenta i lokowaniem produktu na najwyższej półce – ale tylko dlatego, że takie jest widzimisię ich producenta. Ups, pardon, znów odpłynąłem…

*może dlatego, że mam świadomość – iż 5″ przekątnej i obcisłe rurki to kiepskie połączenie…

31f0a46d36d0d7086b9bf2087083eca4

Piję do tego, że dziś świat użytkowników urządzeń Apple, tłuczonych w dziesiątkach i setkach milionów egzemplarzy niemal w niczym nie różni się od realiów z wizji Orwella. Setki milionów identycznych i tylko pozornie dających się spersonalizować urządzeń, trzyma swych użytkowników w rezerwacie. Jedna chmura, jeden słuszny sklep oraz własne złącza i standardy forsowane NIE dla zapewniania klientom wygody, kompatybilności ze światem i ergonomii – a dla skuteczniejszego zatrzymania ich (złapania w pułapkę) w utopii Apple. Apple tresuje i trzyma użytkowników twardą ręką oraz nieustannie przekonuje ich i utwierdza, że żyją i funkcjonują w środowisku idealnym. Świecie bez wirusów, trojanów i zagrożeń (wg propagandy Cupertino), gdzie troskliwa i super bezpieczna chmura zatroszczy się o wszystko. Tyle, że nikt tym ludziom nie mówi, że przy okazji ich cudowny sprzęt (oprogramowanie oraz aplikacje) nieustannie ich inwigiluje, donosi na nich i śledzi każdy ruch. Taaaak wiem, niemal wszyscy producenci sprzętu i oprogramowania (w tym Microsoft i Google) lubią śledzić i inwigilować swoich użytkowników.

DarthVader_vs_MacPro

Dziś dane osobowe i wiedza o naszych przyzwyczajeniach, preferencjach i nawykach są cenniejsze niż cokolwiek innego – a producenci oprogramowania i sprzętu doskonale o tym wiedzą, oferując ją na sprzedaż zainteresowanym. Taka wiedza o nas, pozwala sprzedawcy przygotować reklamę spersonalizowaną konkretnie pod nasze gusta, zamiary i oczekiwania. Chyba nie muszę mówić jak bardzo skuteczna jest reklama opracowana pod kątem preferencji osoby, do której jest kierowana. Tyle, że odnoszę wrażenie iż Apple robi to w szczególnie bezczelny i zakłamany sposób. Oto gigant z Cupertino, który bardzo chce być postrzegany jako cool, trendy, eco, multi kulti, tolerancyjny, innowacyjny, kreatywny, przyjazny, otwarty, elitarny – jednocześnie przygotował bodaj najbardziej imponujący i wszechstronny portfel narzędzi do inwigilowania użytkowników swoich urządzeń. Co więcej, Apple jest w stanie udostępnić ten zestaw/pakiet narzędzi do śledzenia dowolnej firmie lub instytucji (a nawet przeszkolić jak efektywnie z tych danych korzystać) która zdecyduje się zaopatrzyć swoich pracowników we flotę urządzeń z logo Apple. Chcesz szpiegować swoich pracowników, ale oferta Mein Apfel cię nie urządza? Nic straconego, na rynku działa masa firm oferujących własne rozwiązania i pakiety inwigilacyjne, które można łatwo rozszerzyć i spersonalizować – korzystając z gotowych rozwiązań przygotowanych przez producenta, dla jego urządzeń.

mac-pro-alternative-uses-10

Po co? By mogli was śledzić, sprawdzać, kontrolować – inwigilować co robicie w pracy, ale i poza pracą. Myślicie, że wyłączając iPhona i iPada faktycznie wyłączacie takie urządzenie? Nic bardziej mylnego. Ekran nie działa, ale ono pracuje nadal (wciąż może rejestrować obraz i dźwięk), zbierając i rejestrując min. informacje GPS, które pozwalają ustalić gdzie i jako długo siedzieliście u klienta oraz co robicie po pracy. Pracodawca może sprawdzić o której i którędy wracaliście do domu i jak długo siedzieliście np. w barze ze striptizem. A ponieważ baterie we współczesnych urządzeniach są zwykle niewymienialne – to już wiecie, tej smyczy wyłączyć się nie da… W reklamie z 1984 roku Apple obiecywało, że premiera nowego Maca nie dopuści do tego, aby rok 1984 był jak z książki Orwella. Czy dotrzymali słowa?… 😀

apple-death-star

Ironia i przewrotność tej reklamy, osadzonej w Orwellowej rzeczywistości polega na tym, że dziś to Apple jest tym Wielkim Bratem w którego trafia ów ciśnięty młot. Określone dane z Waszej prywatnej i zawodowej aktywności, są w urządzeniach Apple rejestrowane i magazynowane w specjalnych plikach (z poziomu usera nie macie do nich dostępu) – ale Wasz pracodawca (jeśli zachce) jest w stanie zdalnie zgrać je z waszego urządzenia i przejrzeć. Jeśli więc oglądaliście w przerwie na lunch jakieś oryginalne porno lub korzystacie z prywatnej skrzynki mailowej… No cóż, jeśli zdarza Wam się pisać w prywatnej korespondencji brzydkie rzeczy o szefie, to jest to powód, aby zacząć się niepokoić. 🙂 O ile rzecz jasna ktoś w centrali Waszej firmy postanowi z tych narzędzi i metod skorzystać – a wg prawa i lojalki, którą pewnie podpisaliście, może. Zresztą corpolemingi obdarowane służbowymi samochodami, laptopami, tabletami i smartfonami (nie tylko Apple) doskonale wiedzą o co chodzi… 😉 A więc tak profilaktycznie, łubu dubu, łubu dubu, niech nam żyje… 😀

p.s. a jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, to poniżej zdjęcie Gwiazdy Śmierci, tfu nowego kampusu Apple w Cupertino. Wprawdzie nie jest kulisty i jeszcze nie lata, ale nie od razu Rzym i Death Star zbudowano… 😀

140905180940-orig-apple-new-spacesihp-campus-cupertino-california-npr-00002607-story-top

 

Reklamy

Responses

  1. Jobs chyba nie doczytał 1984 do końca. Bo Goldstein, ten przeciwnik systemu został wymyślony przez ów system. Niestety Apple zaczyna być karykaturą samego siebie. Sam jestem posiadaczem tego sprzętu, natomiast nigdy nie rozumiałem tego całego emejzingu i tworzenia sztucznej otoczki wokół tej marki. Kupuję sprzęt tej firmy, bo trafia w moje poczucie estetyki i minimalizmu. Natomiast nie ma startu do sprzętu premium oferowanego w podobnej cenie, np. od Sony. Swoją drogą 1984 jeszcze bardziej aktualne, niż wcześniej, gdyż poprawność polityczna służy za rzecznika Ministerstw Pokoju, Prawdy i Miłości.

    • Piiiiiiiiiięknie napisane, winszuję, zwłaszcza celności pointy z tymi ministerstwami! 🙂 Normalnie masz u mnie piwo za ten celny i jakże wyważony komentarz, pozdrawiam 😉

      p.s. otóż to Apple staje się karykaturalnie i zaczyna pożerać swój własny ogon niczym ten przysłowiowy wąż. Kiedyś ich sprzęt (mam na myśli stacje robocze i Maki Pro) były wyznacznikiem jakości, wydajności, niezawodności i wizjonerstwa (Apple jako pierwsze zerwało z floppy 1,44, zaczęło stosować złącza PCI, wdrożyło ultra szybkie Fast i Narrow SCSI, spopularyzowało gniazda PS2) – a teraz odcina kupony od własnej bańki spekulacyjnej, rozmieniając się przy okazji na drobne. Szkoda, ale z drugiej strony większość marek na rynku to puste wydmuszki i kolorowe fasady pokroju Apple, które nic nie produkują – a jedynie firmują swym pożądanym i rozpoznawalnym logo. Takie czasy, bo w świecie perfum obowiązuje dokładnie ten sam trend 🙂

      • O dziękuję serdecznie. Przyznam się, że pierwszy raz komentuję na Twojej stronie, natomiast czytam regularnie od dawna. Co do piwa, to raczej ja jestem winny je Tobie, gdyż wyrobiłem sobie gust perfumowy korzystając z Twoich recenzji i szukając na ich podstawie zapachów.

        • he he, zatem uznajmy że jesteśmy kwita 🙂 Mi też jest bardzo miło, gdy okazuje się że po przeczytaniu moich tekstów, ktoś odważy się wychylić poza główny nurt (kult marek) i sięgnąć po mniej znany a warty poznania zapach, więc tu moja misja wykonana 🙂

  2. Cóż, każde imperium ma etap wzrostu, złotej ery oraz erozji i upadku. Dotyczy to także imperiów handlowych. Kiedyś Google uznawane było za ekstra pracodawcę, o czym miały świadczyć darmowe soczki dla pracowników. Zresztą wielu innowacji przypisywanych Apple, wcale nie oni wymyślili. Dotyczy to np. myszki, czy okienkowego zarządzania zawartością ekranu.
    A tak na marginesie, to w klipie z 1984 r. widać moim zdaniem od strony wizualnej inspiracje „Metropolis” Fritza Langa z 1926r. (fragmenty tego filmu wykorzystali Queen w klipie do Radio Ga Ga).

    • Tak słyszałem o trawnikach zamiast wykładziny w salach googla, placach zabaw, zjeżdżalniach, ogrodach Zen i luźnej atmosferze u Googla. Oraz o dziwnych rozmowach rekrutacyjnych jakie przeprowadzają, ale umówmy się, to jest luksus zarezerwowany dla stosunkowo wąskiej grupy geeków i nerdów jakich zatrudniają w ośrodkach reserchingowych, a nie życie zwykłego biurokraty. Co do Apple zgadzam się, zresztą oni postępują tak jak ongiś Edison, czyli kradną/kupują czyjeś patenty i rozwiązania a później szumnie i z pompą prezentują jako własne… 🙂 to żałosne, ale u nich prawo patentowe działa inaczej niż w europie, zresztą nawet swoje wysmakowane wzornictwo podprowadzili od urządzeń Brauna z lat 50-60 tych ubiegłego wieku, więc jaki know how… 🙂 pozdrawiam serdecznie

  3. Pozbyłem się dziada 😉

  4. brawo JA ! 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: