Napisane przez: pirath | 22 Luty 2016

Thierry Mugler – A*Men Ultra Zest, czyli dowód koronny, że Gucci Guilty mógł pachnieć wybitnie…


Na wstępie trochę pomarudzę, ale uwierzcie mi – jest to niezbędne, by podkreślić wyjątkowość tych perfum i dowieść, że Gucci Guilty mógł pachnieć naprawdę dobrze… Ben Affleck powiedział w Dogmie pewną kwestę, iż część filmów powstaje dla Sztuki (przez duże S), a część dla pieniędzy. I najbardziej przerażające jest to, że myśl tę można w dzisiejszych czasach rozwinąć na wszelkie możliwe branże i dziedziny, w tym perfumiarstwo. A może zwłaszcza perfumiarstwo, które sztukę wciskania klientom byle czego za kupę kasy, opanowało do perfekcji – i Apple może się w tej kwestii jeszcze wiele nauczyć, od producentów perfum… 🙂

Thierry Mugler - AMen Ultra Zest

Perfumiarz, nawet ten, który popełnił Gucci Guilty, to też człowiek (kto z Was nigdy nie popełnił w pracy fuszerki na polecenie szefa, niech pierwszy rzuci we mnie flakonem z Guilty)… Taki perfumiarz też ma swoje uczucia, pracę, rodzinę na utrzymaniu, być może kredyt we frankach na jacht i willę na lazurowym wybrzeżu – więc czasem musi schować swą dumę, warsztat i reputację do kieszeni – by pochałturzyć lub odwalić „sztukę”, w imię prozaicznego opłacenia rachunków… Nie wszyscy mają talent i przede wszystkim szczęście urodzić się Elleną, Demachy, czy Lorson i dostać posadę nadwornego perfumiarza, u któregoś uznanego domu mody. Ale nawet to nie jest gwarancją posiadania absolutnie wolnej ręki, w kwestii swobody doboru i poziomu serwowanego repertuaru i wyjątek Hermesowego Elleny*, zdaje się potwierdzać tę regułę.

*Jean Claude Ellena perfumiarz genialny, obdarowany przez naturę węchem absolutnym i nadworny perfumiarz domu mody Hermes. Jedynej marki, która nieodmiennie ma w d…. modę, trendy i skupia się wyłącznie na kunsztowności i bezkompromisowej jakości sygnowanych swym logiem perfum – zdając się przy tym wyłącznie na talent i widzimisię swego nadwornego perfumiarza. Da się? da się…

Thierry Mugler - AMen Ultra Zest reklama

No bo jak uwierzyć, że perfumiarz kalibru Thierrego Wassera (popełnił dla Guerlain serię Ideal), a Olivier Polge (Paco Rabanne Invictus, Burberry Rhythm), Francois Demachy (Dior Homme Cologne i Sauvage 2015), a Jacques Huclier, ojciec niemal wszystkiego co pachnie u Thierrego Muglera, spłodził Gucci Guilty! (tu miejsce stłumione okrzyki, niedowierzające wzywanie bóstw na pomoc oraz przypadki omdleń wśród zdruzgotanych czytelników)… Spytacie jak to możliwe, by tak zdolny perfumiarz mógł świadomie popełnić takiego gniota jak Guilty, Ideal, czy Invictus? Pieniądze moi kochani, pieniądze!. Talent talentem, ale kasa, a zwłaszcza duża nie śmierdzi – więc jeśli trafia się hojny zleceniodawca (znane nazwisko wydatnie pomaga sprzedać produkt, choćby dzięki legendzie twórcy) lub dostaje się polecenie służbowe (Demachy i Wasser, jak mniemam), bo księgowi marki X obliczyli, że tanie g…, ale z szyldem dobrej marki i nazwiskiem uznanego perfumiarza, pozwoli oszczędzić ileś tam na marketingu i reklamie – więc w kieszeni właściciela marki zostanie więcej kasy na premie dla „kreatywnego” zarządu… W skrócie, więcej na tym zarobimy…

reklama Thierry Mugler - AMen Ultra Zest

No to wydaje się polecenie lub zleca się wynajętemu na umowę o dzieło perfumiarzowi, że ma sklecić banalne, ale wpadające w nos badziewie i on to robi… Wiadomo, nasz klient nasz pan… Tak więc nie wińmy perfumiarza za spłodzenie gniota, ani chińczyka za wyprodukowanie czegoś tandetnego… Bo za takim przeklinanym później perfumiarzem i niewinnym chińczykiem na linii montażowej, gdzieś w Shenzhen – zawsze kryje się jakiś pazerny zleceniodawca, który zlecił wyprodukowanie jakiegoś badziewia, dokładnie takim jakim ono jest!. W moim odczuciu Jacques Huclier już nie raz udowodnił, że jest bardzo utalentowanym perfumiarzem – a sam Thierry Mugler przykłada ogromną rolę do jakości swych perfum od strony technicznej. Konkludując, za tragiczne brzmienie Gucci Guilty odpowiada nie perfumiarz, a Gucci, które tego gniota zleciło!. Ergo, za wyborne brzmienie Thierry Mugler Ultra Zest odpowiada polityka i standardy Thierry Muglera, który pozwolił temu samemu perfumiarzowi rozwinąć skrzydła talentu i skomponować coś naprawdę dobrego.

apple orange

Mugler stawia na jakość i mocne, wyraziste i zarazem bardzo specyficzne brzmienie swoich kompozycji. I nie inaczej jest w przypadku najnowszego Ultra Zest. Określiłbym te perfumy mianem owocowego A*Mena, tudzież Muglerowego Aventusa – bo jego podobieństwo do Cree’dowego Aventusa jest bardziej niż powierzchowne, z tym że Mugler pachnie dłużej i intensywniej. Dzięki dodatkowi owoców, zapach choć trwały i nośny, jest bardzo lekki, przyjazny wręcz apetyczny w użytkowaniu i naprawdę raduje. Ma rzecz jasna duszę i bazę wszystkich Muglerów (słodkie kawowe toffi), ale dopełnione ogromną ilością energetyzujących, rześkich i soczystych owoców. Jest tu jabłko, porzeczka (liście), mięta, pomarańcza i grejpfrut, których zmasowany atak na nozdrza, rozpoczyna się z chwilą aplikacji i wytracając stopniowo impet, towarzyszy nosicielowi aż po schyłek akordu bazy. Jest przy tym wdzięczny, spontaniczny, radosny i aż kipi entuzjazmem – więc warto podkreślić, że jaskrawo pomarańczowy kolor flakonu, nader trafnie koresponduje z krojem kompozycji. Te perfumy mają w sobie coś z Clinique Happy, są równie wesołe i spontaniczne, niosą w sobie solidną dawkę endorfin i naprawdę polepszają samopoczucie. Zapach ma wybitnie owocowy charakter, ale warto podkreślić, że w jego tle wciąż czuć ten specyficzny Muglerowy sznyt, więc bez obaw – nikt nie pomyśli, że użyliście banalnego świeżaka od Lacoste, alko CK.

Thierry Mugler - AMen Ultra Zest bokiem

Moim zdaniem Mugler wspaniale pogodził tą kompozycją swój wypracowany, swoisty i niepowtarzalny krój perfum – z modą na lekkie i stylizowane na niezobowiązujące, owocowe świeżaki lub w ogóle taką obrali konwencję. Raz że Zest jest świetnym zapachem na lato, a dwa – nie kojarzy się z przytłaczającą zwalistością stylistyki Muglera, a zwłaszcza przytłaczającym letnią porą, A*Menem. Oj czuć, że jest to Mugler, ale jego Muglerowatość złagodzono soczystością niewinnych owoców i umiejętnie wpleciono w zniewalająco przyjemne i dalekie od banału brzmienie – przypominające swym krojem pełną wdzięku hybrydę Creed Aventusa, Muglerowego Sunessence, Pure Shot i Ice oraz Lacoste Style in Play i CK In2U w jednym flakonie. Lekka, diabelnie przyjemna owocowa słodycz, świeżość i soczystość miesza się głęboką, dojrzałą, esencjonalną i powłóczystą słodyczą kawowego toffi, karmelu i sążnistej paczuli. Ehhh zabrzmiało nieco hermetycznie, ale wierzcie mi – to pachnie dużo lepiej, spójnej i dojrzalej, niż wynika to z mego opisu i czyni z Ultra Zest zapach zaiste wyjątkowy. Ultra Zest to z pozoru kolejny banalny świeżak – ale Mugler zadecydował, że ma być czymś więcej. Zatem Jacques Huclier nie musi czuć się upokorzony, wszak Thierry dba o renomę i reputację swej firmy oraz szanuje swoich klientów

Thierry Mugler - AMen Ultra Zest flakon

Żałuję, że poznałem ten zapach dopiero dziś, bo niewątpliwie namieszałby w perfumowym podsumowaniu anno 2015. Na pierwszego niucha, Ultra Zest to taki ukłon w stronę komercyjnego mainstreamu – ale za to, jak „głęboko” został wykonany ten ukłon… Może i na pierwszego niucha zaciąga niewyszukanym banałem (bo z pozoru tak ma pachnieć) – ale od strony technicznej, nie sposób zarzucić temu pachnidłu najmniejszego potknięcia. Zupełnie jakby Mugler i Huclier chcieli dać tym zapachem prztyczek w nos mainstreamowym tuzom, mówiąc: patrzcie jak to się robi/można zrobić… Teoretycznie Ultra Zest to pachnidło na cieplejsze pory roku, ale zważywszy na jego zawoalowaną głębię, imponującą projekcję i całkiem niezłą trwałość – śmiało można je nosić przez cały rok. Jeśli więc jesteście miłośnikami kompozycji multi owocowych, pokroju Creed’owego Aventusa i świeżaków od CK, Lacoste i Hugo Bossa – warto sięgnąć po Ultra Zest, z jeszcze jednego ważnego powodu. Zniewalające otwarcie tych perfum nie znika ze skóry po kilkudziesięciu sekundach od aplikacji – możecie się nim cieszyć przez dobrych kilka godzin. Jeśli więc lubicie się pławić bez końca w niemiłosiernie przyjemnych owocowych otwarciach – Ultra Zest jest spełnieniem Waszych modłów i dowodem, że wciąż można zrobić świeżaka solidnie i ze smakiem.Thierry Mugler - AMen Ultra Zest EdT

rok powstania: 2015

nos: Jacques Huclier i Quintin Bisch

projekcja: doskonała

trwałość: bardzo dobra

Głowa: czerwona pomarańcza, tangerynka, imbir, mięta,
Serce: cynamon, kawa, czarny pieprz,
Baza: fasolka tonka, paczula, wanilia,

Advertisements

Responses

  1. Dziwi mnie trochę, że ten zapach to edycja limitowana. Po co robić zapach, który się wszystkim podoba, dorabiać nowy flakon i pudełka tylko po to żeby wycofać wielki hit…

    • jeśli to edycja limitowana, to ubolewam nad tym i pora pobiec po własny flakon. Z drugiej strony Mugler to biznesmen, więc skoro wycofany jakiś czas temu Sunessence wrócił, w odsłonie Ultra Zest, to jest szansa że to brzmienie co jakiś czas będzie reaktywowane pod inną nazwą 🙂

  2. A ja chciałbym zapytać jak według Ciebie wypadły by te perfumy w porównaniu z Viktor&Rolf Spicebomb Extreme?Jeśli w ogóle takie zestawienie miało by sens.Czy można je umieścić gdzieś niedaleko siebie(pod wzgl. słodkości,np.)
    V&R Extr. znam i nawet zaczął mi się podobać na tyle ,że rozważam zakup(poprzednik to dla mnie taki zapachowy „kociokwik”)natomiast Zeist jest jak narazie nieosiągalny i mogę go sobie tylko wyobrażać:)
    Łukasz

    • sądzę że są tak odmienne tematycznie, że ich zestawienie nie ma sensu, bo byłoby to porównanie busa z roadsterem 🙂 Oba są bardzo dobre, wyraziste, nośne, trwałe i bogate w zgrabnie zaserwowane detale, ale i powstały z myślą o różnym zastosowaniu/okolicznościach z tym że ja bym UZ traktował jako zapach uniwersalny na cały rok, czego o VRSBE nie powiem, bo latem zamęczy na śmierć 🙂 pozdrawiam

      • Dzieki:)

  3. Piracie co masz na myśli doskonała projekcja ? Bo piszesz tak jakbyś miał jakąś super atomową skórą. Na mnie np. klasyczny A Men to zapach bliskoskóny, podobnie jak np. Antaeus czy nawet Arabskie wynalazki takie jak Arooq al Oud i inne. Na nadgarstku czy szyi nic nie pachnie, z góry tobie zazdroszczę. Jak odbierasz projekcję doskonałą ? Chodzi mi o samo pojęcie.

    • dobre pytanie. przez doskonałą projekcję (nośność perfum) rozumiem zarówno pozostawienie za nosicielem długiego i czytelnego ogona oraz bezproblemową wyczuwalność na odległość około rozpostartych ramion – ale bez przesady. Zapach mam być łatwo i dobre wyczuwalny, ale nie może zagłuszać i przytłaczać zbyt wybujałą nośnością (tu warto poeksperymentować z ilością zaaplikowanych chmurek) To znaczy nie projekcja nie powinna być mordercza, np. wypełniać zapachem całe pomieszczenie, lub czynić windę niezdatną do użytku przez pół godziny od wyjścia z niej osoby która ja skaziła 🙂

      Nie będę fałszywie skromny, bo posiadam naprawdę przychylną i sprzyjającą zwłaszcza trwałości perfum skórę (jest gruba, tłusta i owłosiona) więc perfumy pachną na mnie długo, choć nie wszystkie. Tu dużo zależy od podatności chemii naszej skóry na poszczególne ingrediencje, bo niektóre nasza skóra może podbijać, a inne wręcz niwelować. mam nadzieję że naświetliłem wątek, pozdrawiam 🙂

      • Dlatego lubię perfumy świeże, może to parodia ale stare szypry w solidniej ilości pachną na mnie kilkukrotnie słabiej niż kilka kropelek jakiegoś lekkiego świeżaka jak Chrome Legend, Eau de Grey Flannel czy SF Black. Testuje zapachy na chusteczkach lub czymkolwiek byle nie na skórze, moje nadgarstki połykają zapachy i nuty, no cóż skóra do dupy a nos ostatnio też nie w formie 😉

        • Widać taką masz skórę i jej właściwości, że kastruje kompozycje z pewnego spektrum nut, ale obawiam się, że testowanie na chusteczkach w niczym Ci nie pomoże. Bo cóż z tego skoro an chusteczce poczujesz więcej, skoro i tak nie odnajdziesz tego później na swojej własnej skórze? Na Twoim miejscu pogodziłbym się z tym, że masz taką a nie inna skórę i wrócił do testów skórnych, bo tylko te są w Twoim przypadku miarodajne, pozdrawiam 🙂

  4. Nie istnieje coś takiego jak „pomarańcz”:-)
    Jest natomiast pomarańcza:-)

    • owszem istnieje (skoro już się obsesyjnie czepiamy detali i literówek), choć rzeczywiście w kontekście koloru, a nie owocu – tym niemniej dziękuję za spostrzegawczość i rzecz jasna dostawiam brakującą literkę a na końcu… dzięki za czujność i pozdrawiam 🙂

  5. Nie rozumiem, jak można tego gniota porównywać do świetnego Dior Homme Cologne, a nawet mówić, że jest lepszy…. Cóż, gusta…

    • Eeeeee ile ty masz lat, 9?
      Nieistotne, ale odwróćmy pytanie: nie rozumiem jak można porównać badziewie pokroju Dior Homme Cologne, do wspaniałego Muglera Ultra Zest, no cóż gusta… – lepiej?
      Już pomijając to, że znów nie przeczytałeś ze zrozumieniem tego co napisałem (uroiłeś sobie problem, bo nijak tych dwóch zapachów ze sobą nie zestawiam) – naprawdę wierzysz, że twoje dziecinne i desperackie próby obrony badziewnego DHC, w co którymś komentarzu odczarują rzeczywistość?

      p.s. Marcinie, ja też wysoko cenię Diora – ale nie w sposób bezkrytyczny. Na swoim blogu możesz płodzić nieskończone ilości peanów o tym zapachu, (wprawdzie komentować nie będę, bo i tak kasujesz wszystkie krytyczne komentarze) – ale pogódź się z tym, że inni mają odmienne zdanie, zamiast bez końca spamować, że DHC to wspaniałe perfumy…

  6. Przepraszam, ale biorąc pod uwagę flakon (a zwłaszcza jego kolor), wielkiego sukcesu zapachowi nie wróżę.

    • Na moje to największy hit Muglera od lat, większość ludzi kupujących w perfumeriach nie szuka zapachu, który odstraszy wszystkich ludzi przed 30-stką w odległości kilometra… Czasem chodzę z jakąś znajomą wybrać sobie coś nowego i można się za głowę złapać… Takiej szmiry to nawet Seba z Karyną nie wybierają. Jeśli kogoś to ciekawi to najczęściej pokazywanym mi zapachem jest Mexx Life is Now (znienawidzony przeze mnie, już wolę lHomme czy jakiegoś Ck niż ten syf), na szczęście udaje mi się szybko nawrócić osoby towarzyszące, którym się to podoba 😉

      • he he, ustęp o Sebie i Karynie rozłożył mnie na łopatki, szapo ba 😀 Niestety model rynkowy zapachów (ich treść) kreują masy, które te zapachy wybierają i dokładnie tak samo jest z telewizyjną ramówką. Czasem wręcz wypada pójść pod prąd, sięgnąć po awangardę, czyli zakurzoną klasykę i zapomniane szlagiery z przed kilku dekad, by skalibrować sobie nos i uświadczyć czegoś górnolotnego i bynajmniej od konsultantek bym się tu pomocy nie spodziewał… 🙂

    • oj tam, ja bym nie oceniał książki po okładce… ja wiem że widząc flakon od Le Male odechciewa się wszystkiego, ale mimo wszystko mówi on o zapachu tyle co kolor włosów lub wzrost o inteligencji człowieka… 🙂

  7. Jeśli chodzi o uwalnianie endorfin podczas wąchania tego zapachu to może on sobie podać ręke na równi z Clinique Happy. O dziwo moja skóra uwielbia uwydatniać wszystkie słodkie elementy tego zapachu (baza).. dopiero po chwili do głosu dochodzą owoce, co w upalne i ciepłe dni… daje specyficzny efekt, mnie on zadowala podoba ale dla otoczenia może być ciut za slodko-owocowo

    Tymczasem na Horyzoncie jawi się kolejna Edycja A*Men pure Tonka
    juz czaruję aby ją zdobyć.

    • nawet nie śmiem sobie wyobrazić jak śmiercionośny byłby Muglerowy Pure Tonka 🙂

      • Na razie mam dylemat co nabyć na wiosnę/lato, TM Cologne, Pure Energy czy kolejny Ultra Zeist…
        Czy miałeś kiedykolwiek styczność z serią TM Les Exceptions ? (Tam jest chyba 5 zapachów.. )

        • moim zdaniem Zest, bo jeśli rzeczywiście to edycja limitowana, to wkrótce może nie być okazji by go kupić. Niestety nie znam tej serii.

  8. Bardzo lubię ten głęboki optymizm trwający dłużej niż potencjalnie mógłby…
    Myślałem że o nim zapomniałeś gdyż jakoś tak kojarzyłem że przelotne poznałeś.
    Miło sobie o nim przypomnieć nawet o tej na pozór nieadekwatnej porze.
    Jakby nie było jest to jeden z moich ulubionych Muglerów. ☺

    • dla mnie ten zapach jest na tyle wyrazisty i nośny, że nie miałbym obiekcji by używać go zimą 🙂

  9. Chyba mnie z kimś pomyliłeś, drogi Piracie, i nawet wiem z kim. Brzydzę się człowiekiem, do którego zostałem porównany. Marcin, którego nazwisko zaczyna się na drugą literę alfabetu, to nie ja.

    Nie posiadam bloga, a moją „twórczość” (o ile można to tak nazwać) możesz przeczytać na KWC na portalu Wizaż.

    Co do Diora Cologne i Ultra Zest – zostawmy to, bo i tak się nie dogadamy w tej kwestii 😉

    • W takim razie przyjmij proszę me najszczersze przeprosiny za tę paskudną pomyłkę i pomówienie… 😉 Obawiam się, że nie czytam Wizażu, ani tam nie bywam, ale pozdrawiam kolegę po fachu 🙂

  10. Mam pytanie do znawcy 🙂
    Dostałem wodę w prezencie i coś mnie pokusiło żeby sprawdzić datę produkcji poprzez numer serii, ale za piernika nie mogę tego znaleźć, ani na butelce, ani na opakowaniu ( a wiem gdzie szukać 🙂 ), może to być dowód że woda jest nieoryginalna? podejrzewam że osoba która ją zdobyła mogła nie zwrócić uwagi na detale. jedynie co pozwala mi wierzyć w oryginał, to książeczka w opakowaniu i kod do wbicia na www. pod jakieś gifty.
    Będę wdzięczny za komentarz.

    • oj tam zaraz będzie mi ubliżał od znafców 😉 Data produkcji to jedno, bo tak naprawdę liczy się czas od pierwszego użycia. Ale nie istnieje żadna złota reguła co do tego ile dany zapach może wytrzymać po otwarciu, bo nie wiemy też w jakich warunkach był przechowywany przed zakupem, nim do nas trafił. A z tym może być różnie, więc równie dobrze może stać 10 lat, a może się zepsuć w parę tygodni od pierwszego psiknięcia. Nie piszesz o jaką wodę chodzi, ani gdzie została kupiona, ani nie załączyłeś żadnych zdjęć więc mogę tylko dywagować. Ale tak czy siak mowo o niezłym rozstrzale i prawdziwym totolotku. Tak dla przykładu powiem, że mam w kolekcji wody które mają po 6-7 lat od otwarcia (a wyprodukowano je jeszcze wcześniej) i jeszcze żadna mi się nie zepsuła – z tym że ja swoje perfumy trzymam w ciemnym i w miarę chłodnym miejscu. pozdrawiam

      • Dzięki za szybką i konstruktywną odpowiedź, fakt nie napisałem jaka to woda, bo sądziłem że skoro dałem komentarz pod recenzją Zest-a to będzie wszystko jasne 🙂 Mam tegoż Zest-a, i był wyciągnięty z pudełka ( folia )
        Jedyne pocieszenie, to że woda miała premierę w 2015 r 🙂 i stara nie może być 🙂 sam zapach jest tym którego ostatnio długo szukałem, czyli coś czego nie wyczujesz na ulicy u co 5 osoby 🙂 pozdrawiam.

        • dokładnie, za to również cenię Zest no i za to że nie pachnie przy tym jak inne Muglery, pozdrawiam 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: