Napisane przez: pirath | 2 marca 2016

Yves Saint Laurent – La Nuit de L’Homme L’Intense Eau de Parfum, czyli pierwsze L’ coś tam, które pachnie!


To miał być murowany pewniak do wyśmiania, zwłaszcza gdy spojrzeć na cały ten zamysł okiem chemika, a nie marketingowca. Wpierw pojawia się La Nut EdT, po nim pojawia się La Nuit w wersji Le Parfum (czyli w teorii najmocniejszy) – by na końcu wypuścić La Nuit L’Intense EdP i jak na ironię, dopiero teoretyczny „średniak” pachnie!… Zauważcie, że w zasadzie każdy nowy L’Homme to zapach, po którym można się w ciemno przejechać, niczym po łysej kobyle – wyszydzić go i zmiażdżyć w recenzji, ponieważ stojąca za nim marka już dawno temu przyjęła strategię i postawiła sobie za punkt honoru, by dogonić/osiągnąć pułap Gucci i JPG. JPG rzecz jasna w sztuce odcinania kuponów od własnego sukcesu, zaś Gucci poprzez sygnowanie koszmarnie nijakich, nieadekwatnych i przereklamowanych gniotów. Trzeba im też przyznać, że w dziedzinie fabrykowania arcy rozbudowanego, iście francuskiego oraz zaiste imponującego nazewnictwa perfum – YSL nie ma sobie równych… 🙂

Yves Saint Laurent - La Nuit de L'Homme L'Intense Eau de Parfum

Przyznacie, że widząc równie rozbudowaną frazę, co: Yves Saint Laurent La Nuit de L’Homme L’Intense Eau de Parfum, podświadomie zaczynamy się bać o zwichnięcie języka i czy starczy nam flegmy – aby równomiernie opluć wszystkich wokół, nim doczytamy ową nazwę do końca… 😉 Tyle, że poza ryzykiem oplucia i metaforycznego połamania sobie języka, absolutnie nie ma powodu do obaw. I nie dlatego, że „z dużej chmury mały deszcz„, co zapach jest naprawdę przyjemny, udany i odnoszę wrażenie, że mamy tu do czynienia z pierwszym przypadkiem, gdy YSL rzetelnie przyłożyło się do spłodzenia któregoś ze swoich licznych „L’Homme„. Paradoksalnie, dotąd za najciekawszy i jednocześnie niestety najmniej wyczuwalny zapach z całej serii L’Homme – uważałem klasycznego La Nuit Le Parfum. Stąd ucieszyłem się, że wreszcie doczekałem się jego wersji, która rzeczywiście pachnie (którą dostatecznie czuję, bo wreszcie konweniuje z deklarowaną koncentracją)!.

Yves Saint Laurent - La Nuit de L'Homme L'Intense Eau de Parfum reklama

Co tu dużo mówić, TEN L’Homme pachnie naprawdę nieźle i to nie jest okrutny żart, ani szyderstwo z mojej strony… Bałem się, że ten zapach okaże się klasycznym przerostem formy nad treścią – marketingową atrapą, mającą na celu wycisnąć z portfeli klientów ich ostatnie pieniądze… Takim produktem wydmuszką, wycyzelowanym wyłącznie na użytek mody i trendu na intensyfikowanie wszystkiego co pachnie (Intense Extreme, EdP, Parfum)… Tyle, że te perfumy naprawdę pachną jak na Intense i EdP przystało!. Klękajcie narody, piekło zamarzło, a parówki same pękają – YSL WRESZCIE STWORZYŁ NAPRAWDĘ DOBREGO L’Homme! Powtórzę raz jeszcze, to nie jest sarkazm ani ironia (Roquort odłóż już te widły!). Daruję sobie szczegółowy opis jak to pachnie, bo jak pachnie L’Homme i La Nuit wie chyba każdy* – nakreślę jedynie iż mowa o powłóczystym casualowcu, skąpanym w miękkiej i diabelnie pociągającej słodyczy bobu tonka, wanilii i subtelnie weń wplecionych nut irysa i fiołka. Tę wysmakowaną szlachetność i wysublimowaną głębię, najlepiej jest powąchać i ocenić na własnej skórze – co oszczędzi Wam przeczytania pierdyliona moich słów…

*ponoć gdzieś w Warszawie ukrywa się klient, któremu konsultantka w Douglasie, przez roztargnienie nie zaprezentowała L’Homme, jako „murowanego pewniaka”, ale to tylko legenda… 😉

Yves Saint Laurent - La Nuit de L'Homme L'Intense Eau de Parfum box

Jest naprawdę piękny, pachnie dojrzale i diabelnie elegancko – co szokuje, gdy sobie uświadomić jak prosta (utkana z raptem kilku nut) jest to kompozycja. Jest La Nuit L’Intense (kurcze trochę za dużo tych „L’ coś tam” w nazwie, nie sądzicie?) dyskretny i powściągliwy – ale jest to powściągliwość majestatyczna, szlachetna i wyszukana – jakby arystokratyczna. Niewymuszona, naturalna, zniewalająca, wzniosła, imponująca i zarazem równie wysublimowana, co u (trzymajcie się) Dior Fahrenheit Le Parfum. To nie sarkazm, ani szyderstwo, naprawdę jestem mile zszokowany nadspodziewanie wysokim poziomem i dojrzałością tych perfum!. Nawet wiele godzin po aplikacji, wciąż wyraźnie czuć jego subtelną i pieszczotliwą, ale przy tym doskonale wyczuwalną obecność (choć głównie zawężoną do subtelnie benzoesowo waniliowego i pieszczotliwego filmu, ale jednak). Zarówno od strony kompozycji jak i parametrów technicznych, nie sposób zarzucić temu konceptowi wad – więc zestawienie L’Homme L’Intense EdP z Diorem Fafarafą Le Parfum, bynajmniej świętokradztwem nie jest.

Yves Saint Laurent - La Nuit de L'Homme L'Intense Eau de Parfum foto

Tym razem YSL naprawdę się przyłożyło (tudzież sążniste parametry pachnidła, sprawiają że nie dało się tego schrzanić) i zapach chcąc nie chcąc, „daje czadu” i „godnie reprezentuje„. To pierwszy L’Homme który „pachnie” i nie trzeba go ścigać z nosem przy skórze lub reaplikować co 4 i pół minuty. Kurcze i pomyśleć (taki paradoks), że u takiego Muglera nawet owocowy świeżak pachnie wyraziście (Ultra Zest) – gdy u YSL, pachnieć zaczyna dopiero najbardziej wypasiona wersja perfumowana!. 😉 To trochę dziwne, że z całej palety L’Hommów, satysfakcjonujące parametry ma dopiero wersja zwieńczająca (nieformalnie, ale tak to wygląda) całą kolekcję. Teoretycznie wszystko jest ok, L’Homme L’Intense pachnie najgłębiej, najmocniej i najbardziej okazale – ale z kolei nie grzeszy oryginalnością. To brzmienie i krój już było i bynajmniej nie podobieństwo do pierworodnego La Nuit mam tu na myśli. To dość specyficzne brzmienie (korelacja nut i sposób aranżacji tuż po aplikacji) można od kilku lat zaobserwować na przykładzie co najmniej kilku innych kompozycji.

Yves Saint Laurent - La Nuit de L'Homme L'Intense Eau de Parfum solo

To co najbardziej mnie zastanawia – to nie tyleż mentalne, co fizyczne, podobieństwo do perfumowego Fahrenheita Le Parfum oraz Armaniego Eau de Nuit i Paula Smitha Man 2 – w kontekście sugestywnego połączenia irysa, fiołka, tonki, wanilii i paczuli oraz artykulacji jako całość. Przy czym nie doszukuję się tu na siłę podobieństwa, ani odgapiostwa – ale gwoli formalności wypadało o nim wspomnieć. Pod względem parametrów jakościowych jest skrojony fantastycznie, a sam zapach prezentuje się i nosi nadspodziewanie dobrze – ale umówmy się, jak na tę cenę, nazewnictwo i segmentację to żaden wyczyn… Tak już mógłby pachnieć klasyczny L’Homme Parfum, albo niemal w ogóle nie pachnący, pierworodny La Nuit. Wystarczyło, by YSL bardziej się przyłożyło, wykazało dobrą wolę, zamiast wypuszczać niekończącą się epopeję, złożoną głownie z potknięć i pomyłek – by dopiero na końcu, błysnąć czymś naprawdę wyjątkowym i wartym grzechu (oraz żądanych zań pieniędzy). No ale wtedy nie mogliby wypuścić kilkunastu trendsetterskich zapachów, więc sami rozumiecie… Ale sprawiedliwie trzeba im oddać, że zwieńczenie serii wyszło im zaiste królewskie!

Yves Saint Laurent - La Nuit de L'Homme L'Intense Eau de Parfum + box

Jeśli odrzucić cały ten lingwistyczny patos i niechlubne brzemię, ciągnące się za linią L’Homme – to jest z tych perfum naprawdę miłe w noszeniu i przy tym wybornie skrojone pachnidło. Rozpatrywany solo, z pominięciem „bagażu” serii, naprawdę szczerze cieszy nozdrza i zadowala. Niedosyt poczujecie wyłącznie wtedy, gdy spojrzeć na to pachnidło przez pryzmat YSL, L’Homme, La Nuit, Intense i Parfum (sporo tego było) – i wówczas zapach rzeczywiście wypada wtórnie i nazbyt skromnie, jak na taką ilość pompatycznych, groźnych i wiele obiecujących przedrostów, przyimków i tytułów z tymi francuskimi „L’kami” na cze… No ale po co psuć sobie dobry odbiór i samopoczucie? Te perfumy naprawdę pachną zacnie i imponująco – choć nie tak imponująco, rozwiąźle, wręcz groteskowo, jak je nazwano. Tu wystarczyłoby proste La Nuit EdP, ale wtedy nie można byłoby użyć wciąż modnego i jakże medialnego Intense w nazwie – co jak wiemy dodaje +50 do afiksów marketingowych i pozwala podnieść cenę o dalsze 100%… 🙂 Domyślam się, że zapach jest koszmarnie drogi, ale broni się krojem i parametrami, więc pomimo wyżyłowanej ceny i rozbuchanego nazewnictwa – jest to pierwszy L”Homme na którego warto w mym mniemaniu wydać swoje ciężko zarobione dublony…Yves Saint Laurent - La Nuit de L'Homme L'Intense Eau de Parfum mini

rok powstania: 2015

nos: niestety nikt się nie przyznał

projekcja: wyśmienita, wyborna i w pełni adekwatna

trwałość: bardzo dobra

Głowa: fiołek, irys,
Serce: wanilia, szałwia,
Baza: paczula, fasolka tonka,

Advertisements

Responses

  1. Zaciekawiłeś mnie tym swoim opisem, chyba sprawdzę go, ale po kilku odrzucających podejściach do L’Homme jestem zniechęcony do tego zapachu, ale może zdarzył się cud…???

    • ha, ja byłem pewien że zjadę te perfumy, a popatrz jaka niespodzianka mi się trafiła 🙂

  2. Według mnie już La Nuit ma lepsze parametry… Ten znika w czasie krótszym niż radio z otwartego samochodu 😉

    • kwestia skóry, no i polecam zamykać szyby w samochodzie, albo zostawić uchylone, jeśli w aucie zostawiasz teściową 🙂

  3. miałem La Nuit De L’Homme EdP i starczył na długo, bo na mnie 3 chmurki pachniały solidnie około 12 godzin, a 4 psiki to już była dawka wywołująca komentarze poirytowanego otoczenia, dlatego jestem niezmiernie ciekaw tego Intense… czyżbym miał szansę na perfum na jedną chmurkę ;P

    • he he ja tam mam z męskim YSL Opium EDT, więcej niż 4 psiki oznaczają brutalną eksterminację i pacyfikację otoczenia 🙂

  4. Wersji EDT nie znam zaś wersja EDP (Parfum) jest jak dla mnie zapachem na prawdę świetnym i nie pachnie bynajmniej zwyczajnie, bije od niego klasa i retro charakter. Co ciekawe wersja Parfum po 2-3 godzinach od aplikacji, robi się na mnie bardzo mszysta, tak wyczuwam tutaj na prawdę duuużo mchu dębowego, takiego zimnego nieco dymnego. I uwaga na moim nadgarstku, a właściwości mojej skóry Piracie już znasz, pachnie przez 10 godzin przy znakomitej lotności. Chmurka na nadgarstek a zapach mnie wypełniał, niebywałe wręcz, z początku pomyślałem że mój młodszy brat się jakimś starym szyprem wypsikał. Wersji L’Intense nie widuję ale od tego ma się sprawdzone małe lokalne D, w których zawsze znajdę zaginione nowości lub troszkę unikatów.

    • to nie pozostaje mi nic ja powinszować, że dla odmiany Ty możesz się cieszyć czymś dłużej niż ja 🙂

  5. Po twojej recenzji pobiegłem na testy i powiem że nie ma lipy. Co prawda nie w moim klimacie ale czuć dobry szyk i solidne szwy. Suma pewnych składników tworzy jakby tytoniową pośwwiatę która wyostrza całość czyniąc ją bardziej dystyngowaną. Polecić warto a Opium EdP nadal moim namber łan jeśli o Yvesa chodzi 😉

    • no widzisz, wujek pirath zawsze doradzi no i nie ma lipy jak trzeba kaptur z dziubkiem postawić 🙂

  6. Kilka testów i po 2-3 godzinach to w ogóle nie pachnie 😦 Parametry to dramat !
    Podstawowy Dior Homme pachnie dłużej, że o DHI nie wspomnę, który wciąga najnowszego La Nuit od YSL nosem.

    • stawiam na kwestię właściwości Twojej skóry a konkretnie jej ciepłoty, bo u mnie EdP też wypadają słabiej niż EdT i stawiam że właśnie z tego powodu… 🙂

  7. Testowałem ten zapach w perfumerii Fann (Czechy) i Sephora ( wiadomo u nas w PL). Złudnie sądziłem, że może nie wiem, w Czechach posiadają lepszej jakości wersję czy coś 😀 Miałem nadzieję, że w końcu znajdę coś co, z dumą postawię na swojej półce obok Dior Fahrenheit, Salvatore Ferragamo F by Ferragamo Black i D&G The One. Zapach mnie urzekł, tak bardzo, że mógłbym go „zjeść”, lecz na mojej skórze jest kompletnie nietrwały i posiada znikomą projekcję. Gdyby te dwa czynniki były lepsze na bank byłby moim nr.1 !

    • tu kluczem jest kupienie perfum z renomowanego i nie budzącego wątpliwości odnośnie źródła zaopatrzenia, a nie kraj pochodzenia – choć w sumie dobrze kombinowałeś 🙂 Niestety czasem tak jest że abstrahując od jakości samych perfum, chemia i właściwości naszej skóry nie sprzyjają trwałości i projekcji perfum, le zachęcam do eksperymentów, bo może się okazać że nieco inna grupa olfaktoryczna (tematycznie) będzie się bardzo długo trzymać na Twojej skórze. Nie poddawaj się. Ponów testy ze zwykłym EdT, bo być może okaże się na Tobue trwalszy, pozdrawiam

      • EdT (po reformulacji) na mojej skórze, to dopiero katastrofa. Godzina, max 1,5 i go po prostu nie ma. Cóż, szkoda, że już nie produkują Gucci PH I, bo wtedy bym pewnie się nie zastanawiał nad żadnym YSL. Po Gucci została mi tylko pusta butelka na pamiątkę i wspomnienie zapachu, którego skład, trwałość i projekcja były dla mnie na poziomie 20/10.

        • W twoim przypadku przynajmniej miałeś szansę przetestować zapach, mnie aż skręca z bólu jak patrzę na 2 flakony, z czego jeden z 2015 to ochrzczona wersja drugiego z 2013, oba tak samo tragiczne… Wszystko przez flakon ojca znajomego, który ma La Nuit z 2009, pachnący ziemiście, pieprznie, a nie owockowo jak to co teraz jest na rynku 😉 Flakon też zamienili na niższy, korek i atomizer zrobili z plastiku zamiast aluminium. To już nie jest zapach, który miał wyjść za Toma Forda tylko typowy koncernowiec od loreal, wszystko jedno czy się podobał czy nie, trzymał jakieś parametry, może nie był zbyt złożony, ale żadne perfumy nie przysporzyły mi tyle pozytywnych komentarzy co te, a teraz? Co najwyżej mnie ktoś zwyzywa za to, że się opędzlowałem za mocno, bo szczerze mówiąc tak to pachnie nawet z jednym psiknięciem

          • Ale wiesz czemu tak jest? jakość się zaniża by ludzie więcej i częściej psikali i co za tym idzie częściej kupowali nową flaszkę, albo celowo i z rozmysłem aby zrobić miejsce na poszerzenie oferty. Jeśli edt byłoby zbyt nośne i trwałe względem szykowanego EdP, to zapach nie miałby szansy zostać prawidłowo ulokowany w ofercie stąd takie celowe psucie własnych produktów by zrobić miejsce w szeregu dla innych, teoretycznie mocniejszych 🙂

          • Może i tak, ale wciąż szkoda starego La Nuit… To na prawdę pachniało! Nigdy w życiu nikt nie pytał mnie co mam na sobie (w sensie pozytywnym 😉 ) , a tu nagle bam, nagle wszyscy zaczęli się schodzić i pytać co mam na sobie. Nie dało się zaprzeczyć, że to był zapach, który podobał się każdemu (nie mylić z nie przeszkadzał nikomu). Było czuć, że nie były to tanie perfumy.
            PS Większy syf od aktualnego edt to tylko edp… Oba po prostu są słabe, na poziomie dezodorantu Axe z biedronki.
            PS2 Jeden z Mexxów pachnie identycznie jak aktualny drydown La Nuit

        • oj tam nie przesadzaj, Gucci był owszem trwały ale 20 na 10 to ma chyba tylko Joop! Homme i Tabac Original 🙂

          • dobra, przesadziłem z tym 20/10 😀 ale wiesz jak to jest, jak ci się coś naprawdę bardzo podobało (a nie możesz już tego mieć), to czasami może cię ponieść w ocenie… 🙂

          • wiem, ludzie mają to do siebie że lubią gloryfikować przeszłość 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: