Napisane przez: pirath | 5 marca 2016

Giorgio Armani – Eau de Cedre, czyli pragmatyczny i wielowymiarowy model świeżaka, wg Armaniego…


Ehhh dziś będzie ciężko, ale ten zapach jest tego wart… Jak na zapach cedrowy, którego „cedrowatość” postrzegać przez pryzmat nazwy i namaszczenia przez dział marketingu Armaniego – jest równie „cedrowy„, co promocyjny „pasztet z zająca” ma wspólnego z „domowympasztetem z zająca. Może wygląda i nazywa się jak powyższe, ale smak i skład ewidentnie temu zaprzeczają… Mówiąc wprost, znam kilka zapachów, których nikt oficjalnie nie namaścił na „cedrowe objawienie roku„, a są bardziej cedrowe (choćby Cerruti Si, czy Annayake Undo), niż bohater dzisiejszego wpisu. Ale odnoszę wrażenie, że Armaniemu tak naprawdę nie chodziło o uświetnienie cedru, dlatego dla lepszego zrozumienia i zaszeregowania tych zacnych perfum – zapomnijmy na chwilę o dosłownym i sugestywnym znaczeniu ich nazwy oraz spójrzmy na to pachnidło z innej perspektywy… 😉

Giorgio Armani - Eau de Cedre

Ostatnio uświadomiłem sobie, że seria, a raczej konstrukcja serii „EauArmaniego, mocno mi coś przypomina… Bingo!, chodzi o trojaczki którymi Próchnik w sposób nader zdecydowany, męski i praktyczny – zawarł całą istotę/przegląd męskiego perfumiarstwa. Mamy więc świeżaka (Gryf), mamy casualowca (Grot) i mamy coś na wieczór (Grom) i koniec. Skromnie, konkretnie, bez dorabiania szumnej ideologii oraz wymyślania na siłę, bo i więcej przeciętnemu facetowi nie trzeba*…. I odnoszę wrażenie, że podobnie postąpił Armani w swojej stosunkowo świeżej serii Eau. Wprawdzie Armani ma znacznie więcej zapachów w portfolio (a w dodatku, w kilku niezależnych liniach) – ale trójka Eau d…, podobnie jak trojaczki Próchnika, są w stanie zaspokoić wszelkie potrzeby olfaktoryczne, u w zasadzie każdego mężczyzny. Jakże to? Aby to wyłuszczyć, specjalnie na potrzeby i okoliczność niniejszej recenzji – postarajcie się dziś zapomnieć, że Armani produkuje inne zapachy niż Eau de Cedre, Eau d’Aromes i Eau de Nuit.

*przeciętny facet (co by w Cosmo, Glamour i Pani Domu nie pisali) ma w szafie średnio trzy pary butów albo spodni. Jakieś znoszone dresy, jeansy i jedną parę portek zaprasowanych na kancik. Czyli coś do uprawiania sportu/dłubania przy samochodzie, coś do pracy/na zakupy i coś na wyjście z kumplami do klubu/wizytę u teściów i koniec… 😉

reklama Giorgio Armani - Eau de Cedre

Jak wiemy większość facetów ma wysoce pragmatyczne podejście, do wyboru i używania perfum. Zapach ma pachnieć fajnie, podobać się laskom, trzymać długo i fajnie byłoby móc kupić go bez zawracania sobie d*py testowaniem i długim wybieraniem… Ależ proszę bardzo!. U takiego Próchnika są aż trzy opcje do wyboru: Gryf (lekki świeżak, aka dresy), Grot (uniwersalny casualowiec, aka jeansy) i Grom (coś bardziej poważnego na wieczór, aka na spodnie na kancik). I uwierzcie mi, dla 80% facetów naprawdę więcej nie trzeba. Armani postąpił podobnie (chcąc maksymalnie ułatwić swej męskiej klienteli życie), sygnując Eau de Cedre (świeżaka), Eau dAromes (casualowca) i Eau de Nuit (coś na wieczór), choć Giorgio wypuszczał je nie w kolejności i rok po roku – gdy trojaczki Próchnika miały swą premierę jednocześnie. Tym niemniej idea unifikacji i specjalizacji, która mam wrażenie przyświeca obu markom, jest ta sama. Chcecie prostoty i maksymalnej przejrzystości?, ależ proszę bardzo!. Oczywiście przykładów u innych marek jest więcej (Cartier, Lalique, Hermes, Dior, Mugler), ale ja nie o tym…

Giorgio Armani - Eau de Cedre EdT

Umówmy się, Armani Eau de Cedre interpretowane jako stricte „cedrowe„, d*py nie urywają… Znam ciekawsze i bardziej porywające sugestywnością kompozycje, o nadrzędnej nucie cedru… Tutejszy cedr, choć początkowo okazały, wręcz tłusty i zaserwowany na bogato (wzbogacony fiołkiem, szałwią i herbatą), dość szybko opuszcza scenę i zatraca się pośród innych nut. Dlatego uważam, że cedr to tylko pretekst… Pretekst, bo sam postrzegam tę delikatną nutę drzewną jako coś lekkiego, dyskretnego i świeżego – więc czemuż nie zrobić z niej motywu przewodniego, jak choćby w purystycznych i kipiących świeżością kompozycjach japońskich? (Miya Shinma, Annayake, Keiko Mecheri). Ale abstrahując od drzewnego motywu przewodniego, chodzi mi o to, że ten zapach bardziej przypomina swym krojem lekkiego świeżaka, niż drzewnego casualowca – a w dodatku świeżaka zupełnie wykastrowanego (na szczęście) z upierdliwych i oklepanych nut ozonowo morskich. Zanudziłbym się chyba na śmierć, mając testować kolejną „przełomową i innowacyjną morską bryzę„, osadzoną w na wskroś wyeksploatowanym nurcie morskim, a tu taka niespodzianka – albowiem ten zapach pachnie w tonacji ozonowo wodnego świeżaka, ale kompletnie nim nie jest! To pachnie z lekkością, puryzmem, artykulacją i świeżością kompozycji wodno ozonowej, ale efekt ten uzyskano bez użycia tychże składników!!!. Jest tu lekki cedr, dyskretna szałwia (ujęta na podobieństwo tej z Encens Flamboyant od Annick Goutal), a całość dopełnia wykwintna szlachetna głębia herbaty i szczypta drzewno zamszowych wypełniaczy tła, przydających mu subtelnej głębi i powłóczystości. I właśnie to mnie w tym zapachu najbardziej zaskoczyło/uwiodło, bo nie sztuką jest zrobić np. zapach kwiatowy z esencji kwiatowych – sztuką jest zrobić taki zapach bez użycia kwiatów, jedynie aranżując je i imitując za pomocą innych ingrediencji.

Giorgio Armani - Eau de Cedre box

Wspominam o tym nie bez przyczyny, albowiem w tych perfumach nie chodzi o fizyczne zastąpienie któregoś organicznego olejku jego syntetycznym odpowiednikiem – co odtworzenie określonej scenerii/klimatu kompozycji, za pomocą zupełnie odmiennej palety składników. Z tym, że Armani nie zastąpił pietruszki pasternakiem, co cielęcinę zastąpił ciecierzycą. I nie uczynił tego dosłownie, siląc się na zgodność i pełne naśladownictwo – Eau de Cedre to bardziej odtworzenie klimatu/zamysłu/scenerii i określonej funkcjonalności, bez rozdrabniania się w emulowanie poszczególnych detali. I wiecie co?, wyszło im to znakomicie!, albowiem w moim mniemaniu stworzyli świeżaka wolnego od wad świeżaka – czyli powielania oklepanych i nudnych konotacji marynistycznych lub trywialnie owocowych, jednocześnie zachowując ducha i ideę zwiewności tego rodzaju kompozycji. To że nic tu nie udaje/emuluje nut morskich to jedno – ale dodatkowo ten zapach sprawia wrażenie suchego, pylistego i ziołowo drzewnego. To pachnie bardziej na podobieństwo Loewe Eau de Cologne Intense i Hermes Eau de Gentiane Blanche, niż morski świeżak lub drzewny casualowiec. Eau de Cedre ma wszystkie przymioty świeżaka, daje wrażenie obcowania ze świeżakiem – choć wedle przyjętych standardów, świeżakiem nie jest!. Nie uświadczycie tu soczystych i tryskających świeżością owoców, morskiej bryzy, zapachu morza, soli, wody, wodorostów, ani nic co skojarzylibyście z oklepaną konwencją tradycyjnego świeżaka – a to czyni z Eau de Cedre świeżaka bez dwóch zdań, wyjątkowego!.

Giorgio Armani - Eau de Cedre rekmala

Wiem, że niniejszy wpis brzmi tak, jakbym odniósł uraz głowy i w efekcie wzięło mnie na dorabianie ideologii tam gdzie jej nie ma – dlatego zachęcam Was do testów i wyciągnięcia własnych wniosków z autopsji. Mnie te niepozorne perfumy naprawdę mile zaskoczyły – choć nie ukrywam, że najbardziej przy okolicznościach/modelu, które tu wyłuszczyłem. Ponadto wymuskany bukiet Eau de Cedre nie ma na perfumeryjnych półkach precedensu, więc warto je poznać choćby dla poznania/doświadczenia wrażeń, o których tu wspominam. Nosi się te wdzięczne perfumy z prawdziwą przyjemnością i bez wrażenia zaszufladkowania/ sprowadzenia do roli „klasycznego świeżaka” – dzięki czemu zapach doskonale sprawdzi się również w roli casualowca, a upalnym latem w roli czegoś wieczorowego. Skąd ten uniwersalizm i zarazem rozstrzał? Wysublimowany bukiet Eeu de Cedre nie jest naznaczony brzemieniem żadnego określonego gatunku olfaktorycznego, więc w zależności od aury i upodobań noszącego – sprawdzi się w wielu rolach. Zwłaszcza, że jak na z definicji lekki i taktowny zapach, parametry trwałości i projekcji ma na zadziwiająco dobrym poziomie i wybrzmiewa bardzo równomiernie  – co jak na mainstream od Armaniego, zakrawa o szok!. Eau de Cedre to niepozorne, ale doprawdy wyjątkowe pachnidło – jak najbardziej drzewne, choć z tym cedrem bym się zanadto nie afiszował… 😉Giorgio Armani - Eau de Cedre mini

rok powstania: 2015

nos: niestety nikt się nie przyznał

projekcja: dobra

trwałość: dobra

Głowa: bergamotka, cytryna, szałwia,
Serce: liść fiołka, kardamon, kmin,
Baza: zamsz, esencja cedrowa, czarna herbata, nuty drzewne,

Reklamy

Responses

  1. Coś mi mówi że jest szansa na powrót sensownego mainstreamu 😉

    • oj tak, ta seria w ogóle jest bardzo udana, a jak na komercyjne standardy Armaniego (Mania, Code) tu już w ogóle objawienie roku 🙂

  2. Świetny jest. 🙂 Świeżak bez nut bajora i cytrusów. 🙂 Daje świetne samopoczucie, pachnie nietuzinkowo, jedyne czego mógłbym się przyczepić, to trwałość. Po ośmiu godzinach już go niewiele, zostaje przy skórze, po 10-12 właściwie zanika. Ale zanim zniknie, to jest naprawdę miodny. 🙂

    • 8 godzin to bardzo dobry wynik, nawet jak na blisko skórną bytność, zresztą kto zabrania reaplikować? 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: