Napisane przez: pirath | 14 marca 2016

Gucci – Guilty Eau Pour Homme, czyli nowy (mam nadzieję) początek…


Wątpię by ktokolwiek z zarządu Kering’a* czytywał perfumomanię, ale pewnie doszli do tych samych wniosków co ja – gdy już kilka lat temu pomstowałem na degrengoladę, która nastała u Gucci za panowania Fridy Giannini. Zapewne dostrzegli, że osoba Giannini na stanowisku CEO Gucci, nie przyniosła marce nic dobrego i z końcem 2014 roku, podziękowali jej za współpracę (jupiiii!). Widać uznano, że sygnowanie banalnego badziewia nie tylko kala reputację marki, co poza początkowym zachłyśnięciem się nową formą – nie satysfakcjonuje klientów, przekładając się na ich zatrzymanie i powroty. Wszak podobną sieczkę proponują dziś niemal wszyscy, a w dodatku lepiej i taniej – a coś mi się zdaje, że Gucci ma nieco wyższe ambicje, niż konkurowanie w segmencie najpodlejszego massmarketu z Pumą, Adidasem i Lacoste oraz walką o gusta miłośników perfum w tonacji Cocolino/Persil/Lenor… Brawo!, serce rośnie gdy zakała, którą personalnie obwiniam za zrujnowanie tego co ledwie naprawił Tom Ford**, została usunięta i miejmy nadzieję Gucci wraca do dawnej formy.

*Kering S.A. to międzynarodowy moloch działający w segmencie marek luksusowych i skupiający w swoich rękach takie brandy jak: Alexander McQueen, Balenciaga, Brioni, Gucci, Puma, Volcom, Saint Laurent Paris i wiele innych.

**stojący na progu bankructwa dom mody Gucci uratował nie kto inny jak Tom Ford (uratował też YSL), który nie tylko postawił markę na nogi – ale wypromował ją na powszechnie rozpoznawalną i wysoce pożądaną ikonę mody. I to nie była wydmuszka, ponieważ jakość sygnowanych przez Gucci za jego rządów perfum – jak najbardziej korespondowała z luksusowym i elitarnym wizerunkiem brandu.

Gucci - Guilty Eau Pour Homme

W sumie już widać pewne pozytywne zmiany w polityce marki, choćby w zauważalnie polepszonym poziomie jakościowym ich najnowszej kompozycji, Gucci Guilty Eau Pour Homme. Eau jak wskazuje nazwa, powinien być tym najbardziej lekkim, zdawkowym, zwiewnym, wręcz lakonicznym zapachem z całej serii, a wcale nim nie jest!. Wręcz przeciwnie, jest nie tylko najciekawszym pod względem formy i bukietu z całej rodziny Guilty – ale i najlepiej wykonanym od strony technicznej (nośność, trwałość i jakość użytych składników) i tę poprawę naprawdę czuć!. Wedle segmentacji jest to zapach męski, ale osobiście określiłbym go mianem uniseksu – uniseksu odważnego, purystycznego i podobnego do kompozycji z pod szyldu Zadig & Voltaire. I podobnie jak świeży i odchylony od głównego nurtu Zadig, Eau jest zaskakująco dobry, daleki od banału swego gatunku i wybitnie nie w tematyce poprzednich Guilty. Zupełnie jakby ktoś zaorał dokonania poprzedniego zarządu Gucci przez wysoką na około 30 cm pryzmę ziemi i zorganizował wszystko od nowa, zaczynając od wynajęcia dobrego perfumiarza… Lakoniczna (Eau) jest jedynie nazwa tych perfum – bo już ich bukiet, bynajmniej trywialnym banałem nie jest.

Frida Gianninichybiona wizja pięknej Fridy Giannini niemal zrujnowała, dopiero co uratowaną przez Toma Forda markę Gucci

Czuć tu wytrawne, suche badyle i umiarkowanie wylewne, mleczno słodkawe białe kwiaty dopełnione zwyczajowymi cytrusami – ale całość pachnie zaskakująco solidnie i nietuzinkowo… No dobrze, być może zapach zanadto przypomina wspomnianego Zadiga i w pierwszych sekundach od aplikacji paskudnie trąci jakimś podrzędnym Lacoste, ale to nieciekawe wrażenie znika dosłownie po jednej minucie. No i ile mamy na rynku tego rodzaju kompozycji? (świeżaka przełamanego białymi kwiatami, bo stawiam iż jest tu nie tyleż irys, co lilia). A właśnie te oryginalnie wplecione w bukiet białe kwiaty, przydają tej z pozoru banalnej kompozycji głębi i szlachetnej powagi. Sprawiają też wrażenie osadzenia w nieco wytrawnych klimatach roślinno marynistycznych – ale to tylko złudzenie, choć mam wrażeniem że w pełni zamierzone. W dodatku bardzo pozytywne w odbiorze złudzenie, bo nie niosące ze sobą przykrych przymiotów kompozycji osadzonych w klimatach ozonowo wodnych, czyli przynudzania i zaciągania zatęchłym bajorem. Pod tym względem Guilty Eau jest świeży, lekki i absolutnie niemęczący do samiutkiego końca. To ciekawe, bo jak na zasadniczo „banalnego” świeżaka, zapach jest też zaskakująco treściwy i wyrazisty.

Gucci - Guilty Eau Pour Homme box

Ale to co najbardziej rzuca się w nozdrza, to zaskakująco wysoka esencjonalność i nośność tych perfum. Jak na dotychczasowe dokonania Gucci i coś z „Eau” w nazwie – spodziewać się można czegoś trywialnego i zarazem iście homeopatycznego – a tu niespodzianka, bo nic z tych rzeczy!. Już w minutę od aplikacji, nozdrza atakuje mocny, odważny, wręcz płomienny bukiet utkany z cytrusów, ziół (mam wrażenie że przemycono tu odrobinę liścia laurowego, cyprysa a nawet jałowca) i wspomnianych kwiatów – przywodzących na myśl śródziemnomorskiego (włoskiego) świeżaka. Coś w stylu zwiewnego i jednocześnie energetyzującego Krizia, Bvlgari, Isseya, czy D&G – czy któregoś ze stylizowanych na aromatycznego włoskiego casualowca, Boss Energise, Element lub XY. Nawet w fazie dojrzałej zapach nie traci wiele ze swojej nietuzinkowej, hybrydowej świeżości, którą dosłownie muśnięto minimalistycznymi nutami drzewno piżmowymi – w tle i bez większego wpływu na wydźwięk i tonację kompozycji. Dodam że dość trwałej kompozycji, bo jak na świeżaka, pachnie w sposób wyczuwalny przez ponad 6 godzin!. Co więcej nie zawodzi też projekcja, a przypominam że mowa o zwiewnym, aromatyczno zielonym świeżaku i perfumach od Gucci i z Guilty w nazwie – gdzie szczególnie szokujące są dwa ostatnie stwierdzenia… 🙂

Gucci - Guilty Eau Pour Homme reklama

Ehhhh, w porównaniu z takim Lalique Hommage Voyageur, Diorem Homme Eau for Men, czy Armani Eau de CedreGuilty Eau czterech liter nie urywa. Ale w porównaniu z poziomem poprzednich Guilty i Made to Measure Eau jest przełomem, zaś pod względem jakości i parametrów, arcydziełem!… No dobrze, na tle powyższych premier, Eau jest raptem przeciętny i moje peany na cześć jego i marki, która go popełniła – mają prawo części z Was wydać się egzaltowanym pianiem nawiedzonego idealisty i…. i jest to prawda…. Ale dla niepoprawnego idealisty jakim również jestem, ten mały kroczek (a nawet dwa, włączając w to wywalenie Fridy z roboty) to najprawdziwsza jaskółka zwiastująca wiosnę – stąd nader ciepłe przyjęcie tych perfum… To co Frida zrobiła z Gucci, było dla mnie niczym sztylet, który wbiła i którym na przestrzeni lat wierciła w moim sercu. Przykro patrzeć, gdy przychodzi ktoś kto obraca w perzynę markę, która przecież dała światu Gucci Rush, Envy, Pour Homme i Pour Homme II… Więc nie dziwcie się, że me serce rośnie gdy widzę (i czuję), że jest wyraźna poprawa i budzi się nadzieja, że to słabowite światełko w tunelu – zwiastuje trwały powrót do czasów dawnej świetności, gdy Gucci znaczyło szyk, jakość i klasę… Tymczasem, trzymam kciuki…

Gucci - Guilty Eau Pour Homme EdT

rok powstania: 2015

nos: niestety nikt się nie przyznał, a powinien

projekcja: bardzo dobra

trwałość: dobra

Głowa: cytryna, bergamotka,
Serce: irys, kwiat pomarańczy,
Baza: paczula, piżmo,

Reklamy

Responses

  1. Jak ni ebędzie Gucci Rush to i tak ich nie kupię 😀

  2. Wiosenna,optymistyczna wieść 🙂

  3. Dla mnie niestety jest dokładnie taki sam jak poprzednie Guilty…

    • masz na myśli bukiet, czy ewidentnie lepszych parametrów technicznych też nie podzielasz?

      • Zdecydowanie bukiet. Parametry techniczne może i lepsze, ale na co mi one….


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: