Napisane przez: pirath | 9 Maj 2016

Lanvin Avant Garde, czyli gdyby starość mogła, a młodość wiedziała…


Ten tytułowy aforyzm Henriego Estienne, nader trafnie opisuje często bezpowrotnie utracone okazje i możliwości oraz ukazuje jak bardzo zmieniają się w czasie i ewoluują nasze gusta oraz potrzeby. Czasem dopiero po latach uświadamiamy sobie, nawracamy się, doceniamy, poznajemy nasze pragnienia, cele lub zaczynamy rozumieć TO – co kiedyś odrzucaliśmy, negowaliśmy, bagatelizowaliśmy i gardziliśmy tym w całej rozciągłości… Nie, nie doświadczyłem „cudownego” nawrócenia na wiarę, spokojnie wciąż jestem szczęśliwym ateistą – ale piję do tego jak bardzo zmieniają się i ewoluują (a czasem właśnie nawracają) nasze gusta, by z czasem (i częściej z wiekiem i wyrobieniem) docenić zapachy i brzmienia, które wcześniej odrzucaliśmy lub omijaliśmy szerokim łukiem. Ale skąd ten dziwny tytuł?. Ponoć rozum, dojrzałość i zrozumienie przychodzi z wiekiem, również z nieuchronnie postępującą metryką zmieniają się nasze priorytety, pragnienia i cele. I nie mówię tu o późnej starości, gdzie prozaicznym marzeniem staje się możliwość nieskrępowanego i wciąż w pełni świadomego oddawania moczu – lecz o tym, jak bardzo zmieniają się nasze gusta i model postrzegania całego otaczającego nas świata. Spokojnie, nie otwierajcie okien na oścież i nie otwierajcie kurków z gazem – dziś skupimy się tylko na perfumach, a konkretnie jednym zapachu, od Lanvin.

Lanvin Avant Garde

Avant Garde to zapach z gatunku Pacofilnych (od Paco Rabanne 1 Million), czyli utrzymano go w konwencji upierdliwie słodkiego i zwalistego przyprawowca. Zresztą Ted Lapidus Black Soul i Ck The One Shock też pachną całkiem podobnie do bohatera dzisiejszej recenzji, ale zmierzam do zgoła innej konkluzji. Premiera Avant Garde przeszła jakby zupełnie bez echa i w sumie, nie bez powodu. Tego roku nastała moda na cięższe, nieco przytłaczające słodziaki – miotające się pomiędzy klimatem Burberry London i wspomnianym Paco. Mont Blanc Legend, wspomniany Tadzio Łapiduch Black Soul, Azzaro Decibel, Moschino Forever, Prada Amber Pour Homme Intense, A*Men Pure Havane, a wszystkie zawierające na zmianę i w różnych konfiguracjach: tytoń, lawendę, miód, tonkę, ambrę, skórę, kakao, paczulę oraz przyprawy.

Lanvin Avant Garde reklama

No i zupełnie jak w przypadku  późniejszej oudomanii, zrobiło się diabelnie nudno i monotematycznie… To oczywiście pokłosie i schyłek mody na kompozycje naśladujące i nawiązujące kształtem i klimatem do 1 Million, który bił rekordy popularności i nakręcił tę modę kilka lat wcześniej. Niestety słodkie i wyraziste słodziaki przejadły się ludziom równie szybko, co eksplodowała moda na nie – a wiele ciekawych kompozycji przeszło wówczas bez echa, jakoby niknąc i gubiąc się w natłoku identycznych lub łudząco podobnych do siebie klonów. Jednym z takich zapachów jest właśnie Lanvin Avant Garde. Z perspektywy czasu cieszę się, że odczekałem, zapomniałem i odpuściłem sobie opisanie tych perfum tuż po ich premierze, bo zapewne zjechałbym je za wtórność i bezczelne naśladownictwo.

Lanvin Avant Garde box

Teraz, gdy wracam do tej kompozycji po latach, na chłodno i bez znużenia wszechobecnością tego kroju i aranżacji – dostrzegam detale, cechy i zalety, które wówczas najpewniej bym zignorował lub pominął w natłoku i ferworze intensywniejszych bodźców oraz dostępnych na rynku wariacji i wariantów. Ale jeśli lubicie głęboką, acz wykwintnie ukazaną słodycz, ten Lanvin ma naprawdę wiele do zaoferowania. Avant Garde to nie są lekkie perfumy, ale w porównaniu do 1 Million, CK, Muglera, czy Lapidusa – to waga średnia. Zapach jest bogaty w wyszukane detale i subtelne niuanse, które łatwo jest pominąć, bo cała uwaga i ciężar kompozycji skupia się na jej początkowym, najgłośniejszym i najobfitszym aspekcie, upojnej słodyczy. Z początku sądziłem, że trzon kompozycji stanowi bób tonka, ale nie.

plaster miodu

Gdy wsłuchać się w bukiet i dać mu czas na spokojne umoszczenie się i zmacerowanie na skórze, owa tonka przemienia się w ciepły, miękki i naprawdę przyjemny miód. To znaczy tonka tu jak najbardziej jest, ale nie gra pierwszych skrzypiec – a stanowi dopełnienie i podbicie dość dyskretnego wątku pszczelarskiego. A więc nie prozaiczna, banalna i wszechobecna tonka – a najprawdziwszy, delikatny i ujmujący miód. Tutejszy miód spoczywa jeszcze na woskowych plastrach, okadzony i pięknie przełamany tytoniem i szczyptą jakiejś szlachetnej żywicy, stawiam na mirrę. By nie było zbyt słodko i mdło, zapach pobudzono szczyptą przypraw, lawendą i kardamonem, które wzmacniają jego post orientalne konotacje i czynią zeń naprawdę mocne, głębokie i aromatyczne pachnidło. A przynajmniej w akordzie serca, bo im dalej tym zapach staje się delikatniejszy, bardziej balsamiczny, otulający, wręcz senny (w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

Lanvin Avant Garde reeklama2

Ale warto zaznaczyć, że nie są to perfumy, które można nosić przez okrągły rok, gdyż domeną AG jest zdecydowanie jesień i zima. Z początku zapach jest apetyczny, świeży soczysty i owocowy, zupełnie jak faza otwarcia wspomnionego CK, czy Burberry London – ale prawdziwą urodą, ozdobą i wykwintność daje dopiero faza dojrzała tych perfum. Gdy słodki, ale i wyrazisty przyprawowo owocowy monolit oklapnie, wówczas skrywana dotąd miodowo woskowa słodycz ułoży się i w pełni rozkwitnie na skórze – czyniąc wąchającemu niesamowity spokój i błogostan. Avant Garde z pozoru upierdliwie i monotonnie słodkie i zwaliste, ale koncelebrowane bez uprzedzeń do mody i skojarzeń z innymi kompozycjami, dają ogromną frajdę i naprawdę pieszczą nozdrza swym głębokim, delikatnym i wysublimowanym bukietem. Bukietem który pieści słodyczą dosłownie ocierającą się o klimaty miodowe, acz mowa tu nie o ostrych i wyrazistych miodach spadziowych czy gryczanych – a delikatnych, białych miodach wielokwiatowych i akacjowych. Zwłaszcza w ostatniej fazie, gdy oprócz wspomnianego wosku pszczelego i miodu, ujawnią się skrywane we wnętrzu i nader dyskretne klimaty ambrowo tytoniowe, które nie chcą opuścić skóry przez długie godziny i sprawiają, iż Avant Garde pachnie co najmniej klasę wyżej niż wynika to z jego segmentacji. Ehhhh jakże mylące i krzywdzące bywają pozory…Lanvin Avant Garde EdT

rok powstania: 2011

nos: Shyamala Maisondieu

projekcja: bardzo dobra, później dobra

trwałość: dobra

Głowa: bergamotka, różowy pieprz, jałowiec, pieprz,
Serce: lawenda, wosk pszczeli, gałka muszkatołowa, kardamon,
Baza: wetyweria, ambra, benzoes, tytoń,


Responses

  1. Podobny troche do La Nuit YSL choc ma swoj wlasny charakter i nie jest zly. Uzywam od czasu do czasu ale nie jest w mojej top 10. Pzdr.

    • pewnie chodzi Ci o słodką, lekko owocową artykulację tonki w obu pachnidłach, owszem są pod tym względem podobne, również pozdrawiam

  2. Naprawdę zaciekawiłeś mnie nieco…😉
    Mam wielką słabość do miodu a BSI nadal w moich flaszkach stoi… Tylko w życiu nie widziałem na półkach perfumerii tego Lanvina, hmmm.

    • dość często widuję go w SP, polecam zajrzeć i psiknąć bo to naprawdę nietuzinkowy w swej tuzinkowości zapach🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: