Napisane przez: pirath | 17 Lipiec 2016

z cyklu szybki przelot przez… S jak Sephora


Dziś z rewizytą, wpadli do mnie Edyta i Michał (pozdrawiam serdecznie), więc poza spacerowaniem, jedzeniem i piciem – wypadało zapewnić szanownym gościom jakąś rozrywkę, urządzając im mini rajd po opolskich perfumeriach. W końcu kto lepiej zrozumie potrzeby duchowe perfumomaniaka, jak inny perfumoholik😉 Przy okazji poznałem kilka ciekawostek i całkiem obiecujących nowości – zatem nie przedłużając, pora na szybki przelot przez:

Bottega

Bottega Veneta – Pour Homme Essence Aromatique, to jedno z najmilszych zaskoczeń tego dnia i w moich oczach, swoista rehabilitacja dla marki. Po genialnej Bottega Veneta Pour Homme z 2013 roku, marka dosłownie skompromitowała się mającą premierę w ubiegłym roku wersją Extreme. No cóż, chcieli iść z modą i trendami, a skończyło się totalnym blamażem i zaprzepaszczeniem dobrego wrażenia, jakie zrobili na rynku swym premierowym PH. Ale zdaje się Bottega wyciągnęła słuszne wnioski z porażki i przekuła ją w ponowny sukces, za pomocą swych najnowszych perfum – opatrzonych jakże sugestywnym podtytułem Essence Aromatique. Jest to świeżak, a jakże ale tak wysublimowany, wyrafinowany, nietuzinkowy i bezprecedensowy, iż w kategorii ultra wytrawnych wód kolońskich – mógłby z powodzeniem stanąć w szranki, z równie genialnym co bezprecedensowym Eau de Gentiane Blanche od Hemesa. Jeśli lubicie suche, ziołowe i wytrawne kompozycje kolońskie, w stylu wspomnianego Hermesa (plus Hermes Voyage), Loewe Solo i niedawno opisywanego Heeley’a Sel de Marin – będziecie zachwyceni! Gdyby zapach był nośniejszy i bardziej inwazyjny, wskazałbym jeszcze na podobieństwo do kultowego Dolce & Gabbana Pour Homme, z tym że Dolce jest dużo nośniejszy i głośniejszy niż Bottega, której pod tym względem bliżej do lotnej subtelności hermesowych ogródków. Śmiem twierdzić że sam J.C. Ellena, nie powstydziłby się tych perfum…

YSL

Yves Saint Laurent – L’Homme Ultime prawie dziś przeoczyłem. Ten sam flakon o niezbyt przykuwającej wzrok kolorystyce, miotającej się pomiędzy Libre, Eau i Cologne, sprawił że niemal go pominąłem. Ale oczojebna, czerwona karteczka z napisem NOWOŚĆ, kazała ponownie zawiesić oko na flaszce i bingo! Tym razem mój wzrok padł nie na Intense, Extreme, czy inne oklepane Parfum, a jakże odkrywcze i przełomowe Ultime! Nie wiem jak długo marketing YSL pracował nad czymś tak innowacyjnym, ale chyba zabrakło im tej inwencji na banalne i jakże skuteczne zmienienie koloru flakonu, na bardziej kontrastujący z resztą rodziny L’Homme – co niechybnie przełożyłoby się na lepszą czytelność i rozpoznawalność ich oferty, ale co ja się znam… Ale najistotniejsze jest to, że sam zapach jest dużo bardziej wyrazisty, świeży i obiecujący, a to chyba najważniejsze. Uwaga, trzymajcie się krzeseł, bo… ten zapach ma jaja! Tak, w otwarciu rządzi zdecydowany i pobudzający akord imbirowy, sowicie podbudowany pieprznym kardamonem, wiec o dziwo nie są to kolejne oklepane, smętne, nudne i bezpłciowe popłuczyny – pokroju ich flagowego L’Homme. Wprawdzie nie jest to ekspresja porównywalna z Bang! Jacobsa czy Azzaro Visit – ale zawsze to światełko w tunelu, więc chętnie do zapachu wrócę…

Thierry

Thierry Mugler – A*Men Pure Tonka wywołał u mnie nieodparte wrażenie, że Thierry zaczyna się powtarzać. Owszem to fajnie, że jest konsekwentny i wszystkie jego kompozycje noszą jedną wspólną sygnaturę. Taki swoisty znak wodny, czy piętno pozwalające już na pierwszego niucha stwierdzić iż mamy do czynienia z Muglerem – ale problem w tym, że Pure Tonka to niesamowicie schematyczny zapach. Albo ktoś już jest zmęczony, wypalił się lub poszedł na łatwiznę, ale po czymś co nazwano jakże zatrważająco i sugestywnie PURE TONKA (a mowa o Muglerze i serii A*Men, więc jest czego się bać!), spodziewałem się czegoś więcej niż powtórki z rozrywki w formie odgrzewanego kotleta, z tego co już dobrze znamy. Owszem zapach jest słodki, ale epatuje nie słodyczą tonki, co doskonale wszystkim znanym, nieco oklepanym i ździebko zbyt syntetycznie i przaśne wyrażonym wątkiem kawowym, który przełamano znanym z B*Mena akcentem sekwoi. No sorry, ale obiecywałem sobie po tym zapachu nieco więcej niż kilka oklepanych kombosów/ chwytów/ rifów/ fragmentów układanki – z których ktoś naprędce sklecił coś w teorii nowego, a w praktyce doskonale znanego wszystkim miłośnikom Muglera. Owszem Pure Tonka jest ładne i miłośnikom Muglerowej stylistyki będzie się podobać, ale nie wnosi sobą totalnie nic nowego, wręcz przeciwnie – trąci od tych perfum syntetycznością i płytkością, której wcześniej u Thierrego nie czułem…

Adidas

Adidas – Born Original for Him, to produkt prawdopodobnie aspirujący do bycia czymś więcej niż orzeźwiającym żelem pod prysznic, dla aktywnego i pełnego życia mężczyzny – ale coś poszło nie tak… Powiedzmy sobie wprost, największym sukcesem i czarnym koniem (dosłownie) w stajni Adidasa, jest kultowy i święty już za życia Adidas Active Bodies (że o fantastycznym i nieodżałowanym Original nie wspomnę), który wciąż jest kupowany równie ochoczo, co masowo podrabiany – czyli wciąż się facetom podoba. Ale jak wiadomo nic nie trwa wiecznie i trzeba pomyśleć o najmłodszym pokoleniu „sportowców„, odzianych w najmodniejsze pieluchomajtkowe dresy (te ze zwężaną, rurkowatą nogawką). Ciekawe czy ktoś u Adidasa pomyślał, jak ma coś takiego założyć (i jak w tym wygląda, bo czasy Henryka VIII, śmigającego w opiętych pończochach, mamy już za sobą) facet mający w łydce około 50 cm?, ale ja nie o tym… W każdym razie, ktoś u trój pasiastych pomyślał, by zmajstrować coś nieco poważniejszego niż tandetny „deodorant” za ~30 zł i wysmarowali coś kosztującego ponad 150 zł oraz niewątpliwie aspirującego do roli poważnej wody toaletowej, mającej stanowić alternatywę/ zastępstwo dla kultowego Czarnego Adasia. Tak wiem że czasy się zmieniają, że gusta zapachowe ewoluują, ale Czarny Adaś choć jest wyrazistą i dającą popalić siekierą, ma też swoisty, niepowtarzalny i diabelnie rozpoznawalny bukiet, którego w Born Original niestety zabrakło. Adidas zaproponował oklepany i powszechnie występujący w przyrodzie akord, osnuty na nieśmiertelnym połączeniu raczej umownych niż dających się zidentyfikować owoców, ziół i przypraw – w praktyce nie dając NIC ORIGINAL’NEGO. Efekt, trudno te perfumy zapamiętać i zapomina się o nich równie łatwo, co o massmarketowych (drogeryjnych) liniach Adidasa, za kilkadziesiąt złotych. Sorry ale za podobną kasę można już mieć coś od CK, Bossa lub Armaniego i w dodatku będzie to dłużej i prawdopodobnie lepiej pachnieć…

Moschino

Moschino – Fresh Couture, to w sumie damskie perfumy, ale tak oryginalne że po prostu nie mogłem o nich nie napomknąć (Edziu, dzięki że mi je pokazałaś). Na pierwszy rzut oka, nie wiadomo czy to jakiś żart (choć niechybnie z gatunku błyskotliwych i sarkastycznych), czy też ktoś w Moschino podczytuje perfumomanię – ale to nie żart, bo ktoś naprawdę zrobił perfumy inspirowane i żywcem nawiązujące formą flakonu i sznytem kompozycji, do środków czyszczących😀 Przypominający butelkę ze środkiem do mycia okien design i przerysowany, kipiący świeżością detergentu bukiet – nie pozostawia złudzeń, z jakiego rodzaju kompozycją mamy do czynienia i jak bardzo jest ona złożona oraz ambitna🙂 Zapach, na który składa się toporny niczym PR Korei Północnej mix kwiatów i owoców – daje niemiłosiernie czadu, połączonymi siłami jaśminu i grejpfruta… Gdyby nie to, że za zapachem stoi włoskie Moschino, pomyślałbym, że zapach zrobili dla jaj Japończycy, albo jest to kolejny koncept Demeter


Responses

  1. Zatem Bottega do poznania. Flakon Moschino jako miniaturka płynu do okien musi uroczo w realu wyglądać i pewnie w tym haczyku znajdzie swoje grono ulubienic.😛

    • owszem nic na półce tak bardzo nie przykuwało uwagi jak ta miniaturka płynu do mycia okien, zupełnie jakby sprzątaczka zapomniała schować swoje zabawki idąc do domu🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: