Napisane przez: pirath | 31 Lipiec 2016

Toni Gard – Sea Side, czyli monstrualny przerost formy i ceny nad skandalicznie nikłą treścią…


Czasem odnoszę wrażenie, że dla kupujących byłoby lepiej, gdyby pewne zapachy nigdy nie powstały… Toni Gard to niezbyt rozpoznawalna na rodzimym rynku marka modowa (odnoszę wrażenie, że nie tylko rodzimym), która swego czasu rozszerzyła swą ofertę o perfumy. Tak naprawdę jedyny czynnik który odróżnia ją od np. Armaniego, Dolce&Gabbana, CK, Hugo Boss, Gucci, YSL, Valentino, Paco Rabanne, Versace i Burberry, jest to, że jest słabiej rozpoznawalna. Toni Gard to taki ubogi krewny mainstreamowych tuzów, o szeroko rozreklamowanych i wysoce pożądanych logotypach. Logotypach o tak wielkiej sile oddziaływania na świadomość kupujących, że nieważne jak badziewny i przepłacony byłby sygnowany ich logiem produkt – ludzie i tak kupią dla znaczka i marki. To taki paradoks naszych czasów, bo kiedyś kupowało się produkty markowe głównie dla ich jakości – gdy dziś coraz częściej przepłacamy za sam logotyp i stojący za nim „prestiż”…

Toni Gard Sea Side

I przykładem takiego właśnie sromotnie przepłaconego produktu, za którym nie stoi ani jakość, ani nawet prestiż – są słabiutkie niczym piwo bezalkoholowe Sea Side, od niemal nieznanej nad Wisłą, Toni Gard… Abstrahując od Toni Gard, dlaczego mam płacić kupę kasy za produkt, za którym nie stoi jakość, która usprawiedliwiałaby jego wysoką cenę? Może i jestem pragmatycznym do bólu neandertalem, ale marketingowo ideologiczny bełkot i mniej lub bardziej urojony/wydumany prestiż marki (segmentacja będąca głównie widzimisię właściciela marki i jego nieustraszonego działu marketingu), po prostu na mnie nie działa!. Zwłaszcza gdy produkt jest kiepskiej jakości lub nie stoją za nim jakiekolwiek wymierne cechy/korzyści, które uzasadniają jego wysoką cenę. No sorry, ale metka z szeroko rozpoznawalnym logo to za mało bym to kupił – i niestety perfumy są tu świetnym przykładem, że uznany producent i wysoka cena, nie są w dzisiejszych czasach jakimkolwiek gwarantem jakości.

oferta Toni Gard Sea Side

Tyle że w przypadku Sea Side nie ma mowy ani o jakości, ani o prestiżu marki – więc skąd ta zupełnie nieadekwatna cena? Poważnie, te perfumy są tak słabe, że najchętniej bym o nich nie pisał – ale są też doskonałym przykładem dydaktycznym, dla sytuacji którą opisałem powyżej. Tyle że o ile Armaniemu, Hugo i Calvinowi ujdzie płazem każdy gniot, bo ludzie i tak kupią dla samej marki – to Toni Gard nie jest marką o ich sile oddziaływania (jaranko na markę tu nie zadziała). W moim odczuciu powinni mieć tego świadomość i lepiej przyłożyć się do jakościowej i merytorycznej strony swoich perfum, ale co czuć – położyli na tym totalną lagę, serwując do bólu poprawnego politycznie i śmiertelnie nijakiego gniota jakich wiele… Sea Side nie jest (co sugeruje nazwa) morskim świeżakiem, ani czymś co przypomina jakikolwiek gatunek olfaktoryczny. Jest zlepkiem kilku oklepanych, ultra bezpiecznych riffów, które będąc muzyką – byłyby czymś w rodzaju lekkiej i niezobowiązującej twórczości Britney Spears, czy Nicki Minaj… Ekhm, nawet w sygnowaniu prostych, lekkich i niezobowiązujących perfum jest pewna granica przyzwoitości, której producent (via Puma Sync) nie powinien przekraczać… Dior Sauvage to przy Sea Side arcydzieło złożoności i awangardy w kreacji…

Toni Gard Sea Side reklamanawet zdjęcia z kampanii tych perfum nie wyrażają absolutnie niczego… bije od nich pustka i brak wyrazu, a ten chłopak jakby się wstydził…

Oczywiście biorę poprawkę, że zapach oferuje pewna duża sieciówka i już samo to dodaje +XXX zł do ceny flakonu za min. domniemany „prestiż” – ale mowa o zapachu, którego walory konweniują za najpodlejszym massmarketowym ścierwem, po kilkanaście złotych, więc z czym do ludzi!? Żeby nie było Toni Gard Mint też jest lekkie, by nie powiedzieć banalne – ale jest dużo ciekawsze i oryginalniejsze, więc jednak się da… A Sea Side jest o i niczym… Dlatego postrzegam go w kategorii bezczelnego zamachu na portfel potencjalnego nabywcy i koniec!. Sea Side nie opowiada żadnej historii, nieudolnie i pokracznie udając kompozycję zapachową, ale nie ma sobą nic do zaoferowania!. Deklarowany przez producenta wykaz nut jest tak bardzo hipotetyczny, że daruję sobie próby odniesienia się do niego. Prawdopodobnie dobry środek piorący, szampon do włosów lub kosmetyk pielęgnacyjny – wtarty w skórę, da lepszy, ciekawszy i dłużej utrzymujący się efekt… Wierzcie mi na słowo, to jest tak płytkie i puste pachnidło, że nie warto nawet za darmo!Toni Gard Sea Side EdT

rok powstania: 2015

nos: żaden antychryst się nie przyznał

projekcja: dostateczna, później słaba

trwałość: kiepska

Głowa: bergamotka, cytryna, mandarynka, grejpfrut, różowy pieprz,
Serce: nuty morskie, lawenda, szałwia, herbata,
Baza: drzewo sandałowe, ambra, piżmo,


Responses

  1. Aromaty wymienione w składzie…o ile się orientuję, nie należą do trudno dostępnych. Przypuszczam iż zabrakło ,,wiodącego tematu,, – przy tak dużej różnorodności zapachów domagających się wyeksponowania ,,spośród tłumu,,. Wskutek tego ich wzajemne oddziaływanie ,,zniosło się,, /=zneutralizowało/. Spowodowało to w efekcie końcową nijakość tego produktu.

    • Dokładnie, chcieli wstrzelić się w obowiązujący trend ale przesadzili z kamuflowaniem i wtapianiem się w tłum, przez co tego zapachu nikt nie zauważy😉

  2. Mam taką zasadę, że staram się zazwyczaj kupować te produkty danego producenta, w których się on specjalizuje. I chyba ta recenzja pokazuje, że czasami warto kierować się tym samym, przy wyborze perfum. Oczywiście to żadna reguła, bo w ofercie pracowni perfumeryjnych można znaleźć słabsze kompozycje, jak i u producentów, którzy zapachy produkują jako kolejne akcesorium do swoich ubrań, samochodów etc (np. RL Polo Green, które z przyjemnością używam od kilku lat).
    Ale taka marka o wątpliwej historii, która pojawia się nagle i stara się pozycjonować w segmencie premium wysokimi cenami i zawiłą filozofią zazwyczaj nie wróży nic dobrego.

    • Masz wspaniałą i godną naśladowania postawę (zasada kupowania tego w czym ktoś się specjalizuje), ja staram się postępować podobnie – czyli kupować to co stanowi nadrzędną specjalność danego producenta, a nie tylko ma by wypełnić niszę w ofercie. Ale jeśli chodzi o perfumy to jest z nimi ten problem, że tylko Guerlain od samego początku swej działalności trudni się wytwarzaniem perfum – gdy reszta producentów, w tym uznanych tuzów perfumiarstwa, para się tym jakoby przy okazji. W niszy jest z tym dużo lepiej, ale Chanel zaczynała jako modystka, Dior handlował dresami z leżaka na stadionie X lecia (taki żart), Hermes wyrabiał siodła, a Lamborghini produkuje (po dziś dzień) traktory, więc sam widzisz że o marki modowe, natywnie specjalizujące się w wyrabianiu perfum jest bardzo ciężko. inna sprawa to to, jak się do tego przykładają🙂 dzięki za komentarz w punkt i pozdrawiam🙂

  3. Już po flakonie patrząc raczej żałował bym zgięcia łokcia🙂

    • he he, flakon jest równie tandetny i nijaki co zapach jak skrywa🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: