Napisane przez: pirath | 22 Sierpień 2016

Thierry Mugler A*Men Pure Tonka, czyli A*Men nihil novi…


Wąchając Pure Tonka, odniosłem wrażenie, że Thierry Mugler się kończy… To znaczy sam Thierry ma się nieźle i życzę mu zdrowia z całego serca – ale kończą mu się pomysły na nowe zapachy, a te wypuszcza ostatnio na rynek, z częstotliwością strzelającego kałasznikowa. To fajnie że wychodzą nowości, choć osobiście wolałbym by miały premierę ździebko rzadziej, ale coś sobą wnosiły – albowiem w obecnej formie, nowości Muglera zaczynają zjadać własny ogon. I żeby była jasność, nie chodzi  mi o ich wspólne podobieństwo, wręcz przeciwnie, cieszę się że Mugler wypracował własny niepowtarzalny styl/sznyt w kreacji. To budujące, że już na pierwszego niucha można wyczuć iż coś jest od Muglera, tak jak spoglądając na atrapę chłodnicy VW od razu wiadomo co to za marka – ale Thierry zaczął się ostatnio powtarzać, a to już mi się nie podoba…

Thierry Mugler AMen Pure Tonka

Znając zamiłowanie Muglera do sygnowania wyrazistych, mocnych, zwaliście słodkich i chwilami przytłaczająco masywnych pachnideł – słysząc nazwę Pure Tonka, autentycznie zacząłem się bać… Bo jeśli Jacques Huclier (nadworny perfumiarz Muglera i autor większości X*Men’ów) potraktował temat dosłownie, to będzie przed czym czuć trwogę… Jednak na szczęście w nieszczęściu, skończyło się na zagrywce czysto tabloidowej – czyli szumna nazwa/ nagłówek, która ma przyciągnąć uwagę i na tym koniec… W zasadzie Pure Tonka nie wniosła nic nowego, obijając się i miotając wokół Muglerowej klasyki, osnutej na nieśmiertelnym u Muglera połączeniu kawy, karmelu i czekolady i The End…

Thierry Mugler AMen Pure Tonka bokiem

Tak, jestem zniesmaczony i zawiedziony, bo po bądź co bądź solidnej (zarówno w formie jak i treści) marce jaką jest Thierry Mugler, nie spodziewałem się takiego pójścia na łatwiznę. Owszem Pure Tonka jest śliczne, apetyczne, przytulaśne, słitaśne i nic tylko tarzać się w tym zapachu – skoro to wszystko już było/jest… Jedyną różnicą jaką zauważyłem, jest to że bukiet jest jakby ździebko lżejszy niż u klasycznego A*Mena i dodano doń lukrecji – przez co zapach chwilami mocno przypomina Muglerowego B*Mena i stylistykę znaną z męskich kompozycji od Lolity Lempickiej, z Illusions Noires Au Masculin na czele. Słodkie kakao, odrobina rozpuszczalnej neski, kropelka lukrecji oraz miękka i niezbyt przytłaczająca karmelowo waniliowa słodycz i to wszystko… Aż tyle i tylko tyle i czuć to dopiero w fazie dojrzałej, bo na pierwszego niucha jest to zwykły, nieodmiennie apetyczny A*Men z kameralną domieszką lukrecji*… No jest ładny i bajecznie przyjemny, ale czy zasługuje na swą szumną i jakże wymowną nazwę?

*chociaż odnoszę wrażenie, że ktoś po prostu wymieszał w odpowiednich proporcjach A*Mena z B*Menem i wypuścił takiego mixa jako nowość…

Thierry Mugler AMen Pure Tonka reklama

Próżno w tym pachnidle szukać tonkowego armageddonu, porównywalnego z choćby monumentalnie tonkowym Pour Homme od Jacquesa Bogarta… Ba, próżno tu szukać analogii do choćby zwykłej tonki, gdyż zapach w niewielkim stopniu odbiega od regularnego A*Mena… Zupełnie jakby komuś zależało wyłącznie na wykreowaniu szumu medialnego lub spłodzenia nowości za wszelką cenę. Zwłaszcza, że przecież nie tak dawno swą premierę miał rewolucyjny i bardzo udany Ultra Zest (czyli da się), więc co się stało?.

Thierry Mugler B Men

Z drugiej strony w dzisiejszych czasach, zdominowanych przez kompozycje coraz to bardziej zdawkowe i przesycone ideą minimalizmu – pojawienie się zapachu jeszcze cięższego niż A*Men, byłoby rynkowym samobójstwem. Moim zdaniem u Muglera doszli do wniosku, że sukcesu i brzmienia klasycznego A*Mena i tak nie prześcigną – zresztą po co zmieniać coś, co już jest wyśmienite? Najprościej jest wziąć coś co i tak się świetnie sprzedaje, dać nową nazwę i gotowe… Porsche co roku pokazuje kolejną generację 911, po jeszcze bardziej umownym lifcie – więc czemu nie sprzedawać tą metodą perfum? O pardon, przecież liczne każdego roku premiery JPG Le Male w pierdylionie „nowych” odsłon – są najlepszym przykładem, że to działa…🙂Thierry Mugler AMen Pure Tonka EdT

rok powstania: 2016

nos: Jacques Huclier

projekcja: dobra

trwałość: bardzo dobra

Głowa: mięta,
Serce: lawenda,
Baza: fasolka tonka, kawa, wanilia, paczula, lukrecja, kakao,

 


Responses

  1. Z taką pewną nieśmiałością … Bo chyba po raz pierwszy przytrafia mi się chęć polemiki z Autorem mojego ulubionego bloga (przy recenzji zapachu Muglera właściwym wydaje się użycie odrobimy lukru). Moje odczucia są następujące:
    Ad. Pure Tonka – dla mnie jest bardziej akceptowalna niż oryginał. Do A*mena zawsze podchodziłem jak pies do jeża i kilkakrotnie zdarzało mi się anulować zamówienie / odłożyć na półkę flakon, co do którego zakupu byłem (niby) przekonany. W Pure Tonka nie czuję tego przeładowania, „baroku”, który zapewne stanowił o sukcesie protoplasty, ale dla mnie był trudy do zaakceptowania. Dlatego to dopiero PT została pierwszym Muglerem w mojej kolekcji. W tym flankierowym szaleństwie może być metoda – pozyskali przynajmniej jednego nowego klienta😉
    Ad. Ultra Zest – to był mój drugi zakup wypustu z „muglerowskiej stajni”. Nie ukrywam że recenzja na tym blogu miała decydujący wpływ na moją decyzję. Okazało się jednak, że było mi z nim nie po drodze. Niby fajnie, niby słodko (co lubię) i w wersji niby letniej, ale ciągle doszukiwałem się w tym zapachu minusów, zamiast cieszyć się jego obecnością na skórze. To trochę jak z garniturem – wyglądasz w nim super, ale na co dzień to jest niezbyt wygodne (współczuję pracownikom korpo). Uwierała mnie kiepska projekcja, sztuczność cytrusów, kiepski atomizer i wreszcie zdecydowałem się na sprzedaż. UZ – jak to autor napisał „bardzo udane i rewolucyjne” miało być moim zapachem lata. Tymczasem okazuje się, że wtórny PT będzie moim zapachem jesieni.
    PS. Pieniądze ze sprzedaży UZ przeznaczyłem na zakup Lalique Hommage a L’Homme Voyageur. Znów pod wpływem sugestywnej recenzji Autora. Doręczony godzinę temu. Na razie etap testów bloterowych, ale już wiem, że w przypadku tego zakupu chęci na polemikę mieć nie będę🙂 Pozdrawiam!

    • Ojej bardzo mi miło, dziękuję choć lukier jest naprawdę zbyteczny, wystarczy merytoryka i kultura osobista🙂 Chyba wiem dlaczego wolisz Pure Tonka. Wedle mojej wiedzy oryginalnego A*Mena jakiś czas temu przeformułowano i jego bukiet wyczuwalnie zelżał (masa). Jedni będą to postrzegać za wadę (zwłaszcza że w dół poleciały też parametry), zaś inni jako zaletę, bo zapach stał się mniej inwazyjny dla osób nie przepadającą za rozwiązłością oryginalnej formuły. W tej sytuacji lżejsza Pure Tonka będzie la tych osób odpowiedniejsza – choć tym bardziej będę się ubierał, że PT jeszcze bardziej przypomina teraz i w tym kontekście klasyka. PT jest znośniejsza, podobnie jak „nowy” A*Men – ale cieszę się że pomimo złagodzonego brzmienia, Mugler utrzymał parametry i jakość na dotychczasowym, bardzo wysokim poziomie🙂
      p.s. jeśli odpowiada Ci Lalique Voyageur to polecam jeszcze Narciso Rodriguez Bleu Noir, pozdrawiam🙂

      • Dziękuję za polecenie! Narciso Bleu Noir ostro konkurował o miejsce na półce z Voyageur’em, hamletyzowania nie było końca, ale ostatecznie zadecydowała … cena i fakt, że jednak jedną flaszkę Narciso Rodriguez mam w kolekcji – NR for Him edt, które po prostu uwielbiam. Bleu Noir trafia na listę must have. I oby do kolejnej premii🙂

        • drobiazg, cieszę się że mogłem dopomóc, również w zrujnowaniu domowego budżetu🙂

  2. Nie będę ukrywał, że nie miałem jeszcze okazji wąchać jeszcze najnowszej wersji A*Mena nie mniej jednak miałem okazje poznać już kilka jego odsłon, PW, PM, PH, PL i coraz bardziej dochodzę do podobnej konkluzji, że TM coraz bardziej kieruje się podobną strategie co JPG. Jednakże kiedy jakość niektórych wypustów JPG można nazwać dyskusyjną. Tak w przypadku Muglera parametry serii A*Men stoją zawsze na dobrym jak nie bardzo dobrym poziomie (chyba, że skóra robi tobie psikusa i nie jest w stanie utrzymać trwałości wody toaletowej jak miało to miejsce w moim przypadku i wersji Pure Energy).
    Sam wiesz, że seria A*Men jest dosyć dyskusyjna bo w większości przypadków albo się ją kocha albo nienawidzi, i odnoszę wrażenie, że do osób które właśnie uwielbiają słodką bazę A*Menów są skierowane wszystkie nowe odsłony . Ja sam jesienią i zimą używam podstawowego A*Mena, ale kiedy zachce jakieś odmiany sięgam po wersje PL (którego udało mi się zdobyć jeszcze jeden flakon), wiosną i latem natomiast na mojej skórze ląduje wersja UZ. Każda z tych wód na początku pachnie trochę lub bardziej inaczej, to zawsze gdzieś w tle czuje niezawodną podstawę A*Mena.
    Mogę gdybać, że sztab marketingowców ze stajni Muglera liczy po cichu, że każda kolejna odsłona zachęci zawsze jakiegoś nowego użytkownika do wypróbowania zapachu, dla którego podstawa jest za ciężka/słodka/mało męska (niepotrzebne skreślić) , ale zapachy głównie kierują dla osób które uwielbiają Muglera i po prostu chcą chyba jakieś subtelnej odmiany.

    Cały czas jestem ciekaw jak pachnie seria Les Exceptions która jest kreowana jak perfumy unisex, natomiast miałem też okazje poznać Womanity który jest na rynku już jakiś czas i muszę powiedzieć wprost. Kolejny zapach ekstremalnie skrajny, który według mnie pachnie obłędnie.. a moja przyjaciółka twierdzi że śmierdzi. Dlatego też nie umiem sobie wyobrazić co mógłby takiego nowego wymyślić Mugler w zapachu męskim który by znowu narobił szumu budząc skrajne emocje jako typowy Muglerowy zapach, a jednocześnie aby nikt nie powiedział „ale to już było”.

    • Myślę że jest tak jak piszesz, chodzi o generowanie sztucznego ruchu w interesie i stwarzanie pozorów, że wypuszczają coś nowego, tak naprawdę niewiele zmieniając/oferując. Najmocniej widać ten model u właśnie JPG, który co roku wypuszcza niewiele wnoszące stadko klonów, które sprzedadzą się właśnie dlatego że jak najwierniej naśladują oryginał. Psy szczekają a karawana jedzie dalej, a kasa płynie szerokim strumieniem🙂 pozdrawiam

      • Udało mi się przetestować solidną odlewke od znajomego..
        Kiedy na nim faktycznie pachnie jak złagodzona wersja protoplasty. ( I muszę tutaj przyznać faktycznie, że ta forma może przypaść do gustu tym, dla których A*Men jest zbyt mocny , intensywny i słodki)
        To moja skóra robią z tą edycją twista.. i czuje tylko przypalony-solony karmel, a dopiero gdzieś tam w tle znaną podstawę, niestety ledwo wyczuwalną. Nie wiem czy to zasługa lukrecji czy innego składnika ale tak niestety się dzieje.
        Szkoda bo na bloterze pachniał ciekawie, a po pure leather i ultra zest oczekiwałem jakiegoś przytupu.

        • mam bardzo podobne odczucia, bo o ile jestem w stanie zrozumieć lżejszą i bardziej przystępną odsłonę klasyka, to nazwa tych perfum stoi w absolutnej sprzeczności z ich nazwą i segmentacją

  3. Ciężko mi cokolwiek powiedzieć ale jeśli faktycznie jak pisze kolega w pierwszym komentarzu można by nazwać recenzowane pachnidło bardziej złagodzoną wersją pierwowzoru to chyba ma to sens, a że nazwę musieli ‚dokombinować’ to już oczywista na co dzień historia. Może i nawet dobrze że tonki (choć zawsze swoje ma branie) nie czuć bo przy takim zestawieniu nut mogło by się zrobić przerysowanie, czego jednak Muglerowi udaje się uniknąć🙂

    • zwłaszcza że A*Mena trudno przerysować, choć w tym przypadku zrobili to za sprawą nazwy🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: