Napisane przez: pirath | 12 Wrzesień 2016

Mercedes Benz Le Parfum, czyli Niemiec płakał, jak sprzedawał…


Wiecie co pogrzebało żywcem markę Mercedes, w temacie perfum? Ten sam zestaw czynników, który zgubił ją w przypadku motoryzacji – czyli desperacka próba zaistnienia w każdym możliwym segmencie rynkowym i przestawienie się na masówkę. Sorry, albo produkujemy luksusowe sedany, które wsławiły się w historii motoryzacji* swą niezrównaną jakością, żywotnością, innowacyjnością i prestiżem – albo robimy A, B, R i M klasy oraz Smarta, bo inni też robią i nie chcemy odstawać, walcząc o potencjalne „pisiont groszy„, które można wycisnąć z rozchwianego i nielojalnego rynku. Ok, dość mądrzenia się o motoryzacji, pora pochylić się nad inną, nie mniej desperacką i żałosną próbą wstrzelenia się w modę i trendy, czyli trójramienne Le Parfum

*sam Adolf Hitler jeździł Mercedesem, chociaż akurat o tym „wyróżnieniu” marka pewnie chciałaby zapomnieć…🙂

mercedes-benz-le-parfum

Zasadniczo nie bardzo jest o czym pisać, gdyż zgodnie z moimi przewidywaniami, Mercedesowe Le Parfum niespecjalnie odbiega stylistyką od Le Parfum Diora, YSL, czy Guerlain. Niespecjalnie też odbiega od jakiegokolwiek innego, a wyrosłego na wylansowanej przez YSL modzie – na niezobowiązujące, ultra zachowawcze i pozbawione jaj, balsamiczne słodziaki, mające podobać się wszystkim… W efekcie otrzymujemy solidnie wyglądający flakon (ciecz jest niemal bezbarwna, ale skórzane wykończenie i kolor flakonu robią wrażenie), opatrzony równie „groźnym” dopiskiem Le Parfum, ale mocy i charakteru w tym tyle co w agresywnie ospoilerowanym Fordzie Mondeo z rachitycznym, jedno litrowym EcoBoost’em pod maską…😉 Co z tego że wygląda, skoro nie jedzie i podobnie jest z tymi perfumami. Mercedes kreuje nimi obraz solidnego, esencjonalnego i eleganckiego pachnidła na wieczór -niestety większość uwagi skupili na opakowaniu, zapominając przy okazji, że to ma jeszcze pachnieć – to znaczy, długo pachnieć…

mercedes-benz-le-parfum-reklama

Le Parfum choć teoretycznie ma potencjał i zapowiada się ciekawie, w praktyce okazuje się jałowym, smętne i pozbawione polotu, tfu nic z tych rzeczy, chciałem napisać niewypałem. Poważnie, to nie jest tak że jestem odgórnie uprzedzony do marki (gdyby tak było, to nie wydawałbym blisko 10 zł na próbkę) – czytając zapowiedź, naprawdę wierzyłem, że tym razem Mercedes zrobił naprawdę dobre i warte swojej ceny perfumy. Zwłaszcza że pierwsze takty Le Parfum, choć ospałe i totalnie pozbawione ostrzejszych akcentów – zdawały się układać w całkiem interesującą i zgrabnie opowiedzianą historię. A ta zaczyna się jak reklama dowolnego samochodu, w której zadowolony z życia przystojniak z brodą (lub chociaż kilkudniowym zarostem, wszak to modne) wsiada za kółko swego nowego Mercedesa i sunie nim majestatycznie, przez zupełnie puste ulice wielkiej metropolii – odprowadzany powłóczystymi i pełnymi pożądania spojrzeniami kobiet oraz zawistnymi łypnięciami innych mężczyzn, the end…

mercedes-benz-le-parfum-z-gory

Ale nim wy-googlujecie adres najbliższego dealera, jak jest w praktyce? Le Parfum ledwie opuścił garaż i zjechał z podjazdu, zgasł… Zgasł i nie chce odpalić, a po całej okolicy niesie się rzężenie okrutnie piłowanego rozrusznika – zaś upokorzonego kierowcę odprowadzają wzrokiem jedynie spojrzenia poirytowanych hałasem sąsiadek i ironiczne spojrzenia ich mężów, którym Passat’ypalą na dotyk„… Ok, wybaczcie mi ten ponowny zwrot w stronę motoryzacji i przełóżmy to na język perfum… Zaczyna się naprawdę przyjemnie, choć niestety wtórnie, bo od czegoś co przywodzi pierwsze takty wspomnianego, perfumowanego La Nuit Parfum od YSL oraz Guerlainowego Ideal Eau de Parfum. Subtelna, ambrowo balsamiczno tonkowa, niemalże migdałowa słodycz, wylewa się niczym gęsty miód, już z samego otwarcia kompozycji. Ale już chwilę później, towarzyszy jej całkiem aromatyczny, nieco wytrawny i bez dwóch zdań dystyngowany akcent fiołka (liść) i szafranu, przywodzący na myśl pewne podobieństwo, do perfumowanego Dior Fahrenheita. Wprawdzie potężną artykulacją i wybujałą projekcją zapach nie powala, ale swoją głębię ma – a i urody oraz wdzięku tej balsamiczno, tytoniowo, tonkowo szafranowej aranżacji, nie sposób mu odmówić…

mercedes-benz-le-parfum-zblizenie

Pewnie jesteście ciekawi, czy finisz naprawdę jest oudowo paczulowo wetiwerowy? Trudno powiedzieć, bo gdy już prawie uwierzyłem, że Mercedes wreszcie zrobił coś, może nie porywającego oryginalnością – ale solidnie i z wdziękiem wykonanego, nastąpił koniec kompozycji. Tak po prostu, nagle cały bukiet tąpnął i niespełna trzy godziny od aplikacji, zakończył swój żywot, redukując się po smętnej, niemal niewyczuwalnej, ultra lakonicznej i pozbawionej jakichkolwiek detali oraz wysoce blisko skórnej bazy… To jakiś żart, że wcale nie smętne i bynajmniej nie lakoniczne EDP, kończy bieg, nim ta swoista S Klasa, na dobre wrzuciła siódme przełożenie? Swoją drogą trzeba się nieźle postarać, by schrzanić i zaprzepaścić bukiet, początkowo całkiem solidnie wybrzmiewającego pachnidła – redukując jego realną trwałość, do około 3-4 godzin!… Czyżby dział PR Mercedesa miał w zanadrzu EdP Intense, które niemalże podwoiłoby żywotność do zawrotnych 6 godzin? Naprawdę szkoda, bo choć pod względem inwencji brzmienia „szału nie było„, to zapach naprawdę się bronił i wreszcie stajnię Mercedesa godnie reprezentował… No cóż, na koniec można tylko dodać, że „żywotnośćLe Parfum, wybornie koresponduje żywotnością silników Smart’ów i blacharką”okularników„…🙂mercedes-benz-le-parfum-edp

rok powstania: 2015

nos: pewnie jakiś sabotażysta nasłany przez Audi lub BMW…

projekcja: dobra

trwałość: nikła

Głowa: bergamotka, różowy pieprz,
Serce: liście fiołka, galbanum, szafran,
Baza: paczula, wetyweria, agar, ambra,


Responses

  1. Flakon faktycznie zapowiada przełom, jednak klasyka…

  2. a może Mercedes powinien wypuścić kilka serii tych perfum i oznaczyć je tak jak modele samochodów, na ten przykład ten 3-4 godzinny wypust to klasa A, zaś klasa S byłaby La Perfum Turbo V12 czyli taki na 72 godziny ;P

    • obawiam się, że jeśli hipotetyczna S klasa miałaby zaoferować klientom 72 godzinną świeżość (niewykonalne z przyczyn fizjologicznych), to musieliby sięgnąć i przebrandować jeden z dostępnych na rynku antyperspirantów/dezodorantów – reklamowanych jakoby zapewniały „świeżość” przez 48 lub 72 godziny, ale naprawdę nie chciałbym tego sprawdzać w warunkach roboczych🙂

  3. Piracie czy obcowałeś już może z nowym wypustem Lalique L’Insoumis? Ciekawy jestem Twoich wrażeń…

    • Witaj Adamie, niestety jeszcze nie obcowałem i szczerze powiedziawszy do teraz nie wiedziałem że takowy istnieje, pozdrawiam🙂

      • A czy wiadomość ta sprawiła, że w żyłach Twych krew choć odrobinę szybciej zapulsowała i narodziło się pragnienie (chucią inaczej zwane), by się perfumem tym skropić i ponapawać?

        • eeee troszeczkę, ale obawiam się że czasy gdy podniecałem się na widok każdego nowego pachnidła mam już za sobą, wiesz latka lecą🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: