Napisane przez: pirath | 14 grudnia 2016

Calvin Klein – Euphoria Essence Men, czyli ambiwalentnie androgeniczny…


Dawno nie miałem styczności z zapachem, który wywołałby u mnie tak ambiwalentne uczucia i nie pozwolił się jednoznacznie ocenić. A przecież ostatnimi laty, Calvin zdążył nas przyzwyczaić do naprawdę dobrych i solidnie przygotowanych premier – czym w moich oczach, CK zdołało z siebie zmyć niechlubną etykietkę producenta nietrwałych i banalnych „owocowych soczków„. Ten zapach zachowuje się i układa na mej skórze w sposób tak zaskakująco zmienny, niekonsekwentny, rozchwiany i androgeniczny – iż po zużyciu całej próbki, wciąż nie wiem do końca jak, czym i komu to pachnie… Co więcej codziennie te perfumy odnotowują inne parametry projekcji i trwałości. Wczoraj zapach spokojnie dobił na skórze do 8 godzin z okładem, gdy dziś po niecałych sześciu, ledwie go czuję. Ba, nie jestem w stanie nawet określić co sądzę o Essence, bo za każdym razem kiedy próbuję się z nimi zaprzyjaźnić, pachnie po prostu inaczej. Nie wiem czy to wina mojej skóry, diety lub dnia, ale ciężko polubić i poznać perfumy, które odnoszę wrażenie – codziennie poznaję po raz pierwszy… Taki dzień świstaka i zabawa w kotka i myszkę, w jednym… 😉

calvin-klein-euphoria-essence-men

Jedno jest pewne, Essence Men niespecjalnie nawiązuje do klasycznej męskiej Euphorii (jedynie lekkim krojem), zaś do wersji Intense już w ogóle… Odnoszę wrażenie, że trzon bukietu Essence tworzy dużo bluszczu, mięty pieprzowej, szałwii muszkatołowej i syntetycznego piżma oraz innych akcentów silących się na oddanie brzmienia „szorstkiej surowości i pseudo zamszu” – by drugiego dnia zagrać mi delikatną i ujmującą serenadę, brzdąkając po zapachowej pięciolinii iście wiosennymi konotacjami kwiatowo roślinnymi, które łagodnie pieszczą me nozdrza. Chyba nie muszę mówić jak Essence mnie tą niestałością i niekonsekwencją, niemiłosiernie irytuje… Wówczas dla odmiany czuję delikatność wyrażoną mam wrażenie fiołkiem (liść) i herbatą, zupełnie jak w Gucci Pour Homme II, tyle że Euphoria Essence Men jest od Gucci’ego wytrawniejsza i mniej słodkawa. I obawiam się, że nie jest też równie ciekawa, zniewalająca, dopieszczona, finezyjna i ujmująca swą wysublimowaną i perfekcyjnie skrojoną delikatnością – więc nie radzę traktować EEM jako zamiennik dla GPH II, wszak to tylko ogólne wrażenie, a nie fizyczne podobieństwo… 🙂

2015

Ale któryś szałwiowy Jaguar też tak pachnie i mam wrażenie jakiś St. Dupont, czy Varvatos? O mam!, przecież Zadig & Voltaire, oferują przecież całkiem niezłego Tome 1, który wybrzmiewa podobnie skorelowaną, szałwiowo piżmowo kwiatową (jaśmin) i równie purystyczną świeżością!. Tyle że od Calvina, noszącego kultową już nazwę Euphoria i w dodatku opatrzoną mocnym podtytułem Essence, oczekuję zapachu będącego bardziej ukłonem w stronę głębi Intense/Gold, a nie letniego i uniseksowego świeżaka… Sorry nie ta segmentacja (nieadekwatna)… Flakon tych perfum powinien być biały albo szary (jak w klasycznym Narciso Rodriguez for Him), sprawiać wrażenie zmrożonego lub pokrytego szronem, bo tak te perfumy pachną – są raczej chłodne i w neutralny sposób zdystansowane, więc skąd ta myląca czerwień?… Dopiero z czasem, tak w godzinę od aplikacji zapach nabiera swoistej głębi, robi się nieznacznie słodki, ciepły kremowy i chropowato zawiesisty – ale wciąż nie jest to głębia, która sankcjonowałaby użycie epitetu „Essence„, że o sugerowaniu iż ten zapach ma cokolwiek wspólnego z klasyczną męską Euphorią, nie wspomnę…

calvin-klein-euphoria-essence-men-bokiem

Kwiatowo piżmowe, kremowe, ździebko pudrowe i odrobinkę suche oraz niezdefiniowane serce – acz wciąż delikatne serce tej kompozycji, sprawiają iż trudno, naprawdę trudno uznać te perfumy za męskie i skrojone dla mężczyzn… To bardziej uniseks, podobnie jak Zadig niż zapach, który z pełnym przekonaniem określiłbym jako męski/dla mężczyzn. Owszem można mieć wylane na segmentację narzuconą przez producenta – ale już Michał Szpak, w pełnym scenicznym anturażu (obcasy i piórka), jest bardziej męski niż te perfumy… No kurcze, przy Essence taki Daim Blond Lutensa, wydaje się męski i samczy, niczym Cuir Mauresque!. 😉 Całe szczęście Essence to eksperyment, tfu edycja limitowana, która mam nadzieję nie trafi do stałej oferty i między innymi dlatego wybaczam Calvinowi niniejsze „rozchwiane i niekonsekwentne” potknięcie…calvin-klein-euphoria-essence-men-edt

rok powstania: 2015

nos: Jean-Marc Chaillan

projekcja: od dobrej, po dostateczną

trwałość: od bardzo dobrej, do dostatecznej

Głowa: bergamotka, bluszcz,
Serce: biały pieprz, jaśmin, zamsz,
Baza: ambra, drzewo gwajakowe, fasolka tonka,

 

Reklamy

Responses

  1. Nie spotkałem i raczej nie spotkam. 😉

    • Opakowanie dość stonowane i w sumie zgrało się z Twoimi odczuciami…Bukiet zapachowy zdaje się być trochę ,przymglony,…

  2. Piracie, daleko mi do bycia nazistą językowym jednak sądzę, że miałeś na myśli androgyniczny (przejawiający cechy obydwu płci) w odróżnieniu od androgeniczny (przejawiający cechy męskie). Sam się kiedyś na tym złapałem. Po angielsku to androgynous i androgenic. Warto zwrócić uwagę na ten szczegół na przyszłość. I nie ma w moim komentarzu żadnej uszczypliwości czy złośliwości. Taka ciekawostka po prostu. Pozdrawiam 🙂

    • Wbrew pozorom rozróżniam terminy androgeniczny i androgyniczny i wierz mi, użyłem tego pierwszego z rozmysłem 🙂 Chodziło mi nie o podkreślenie obupłciowości tych perfum, a ich wątpliwych cech męskich – ale dzięki za czujność, pozdrawiam 😉

      • Rozumiem, no właśnie ten „ambiwalentnie” rzeczywiście bardziej pasuje do tego co użyłeś. 🙂 Ale nie miałem pewności czy aby tytuł nie jest podwójnie przewrotny 🙂

        • robię błędy ortograficzne i stylistyczno gramatyczne, często mylę i przekręcam nazwy perfum, ale doboru słów w kontekście ich znaczenia staram się przestrzegać 🙂

  3. Według mnie, gdyby Essence było tym dla Euphorii co, np. Parfum dla Diora Homme to byłby to hit… Można pomarzyć 🙂

    • dokładnie tak!, też żałuję że Calfin nie poszedł tą drogą, oferując klientom creme de la creme z męskiej Euphorii – a nie wątpię że zapach by się sprzedawał, wszak rynek kocha słodziaki…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: