Napisane przez: pirath | 28 grudnia 2016

perfumeryjne podsumowanie anno 2016, czyli subiektywny ranking najlepszych i najgorszych premier mijającego roku…


Jak co roku, prezentuję mój osobisty i nie ukrywam subiektywny ranking, najlepszych i najgorszych premier zapachowych mijającego roku. Podkreślam subiektywny, bo każdy ma prawo do własnego zdania i typowania własnych faworytów w poszczególnych kategoriach – niekoniecznie pokrywającego się z moim. Oczywiście ranking jest niepełny, bo i wielu mających w 2016 roku zapachów, nie udało mi się poznać – więc siłą rzeczy zabrakło ich w niniejszym zestawieniu. Mijający rok przyniósł zarówno kilka naprawdę dobrych premier, jak i zapachów hmmm rozczarowujących. Ale tym co najbardziej zaskakuje jest to, że tak niewiele brandów zdecydowało się pokazać coś naprawdę nowego, świeżego i ambitnego – a te które to uczyniły, raczej bym o to nie podejrzewał… Tradycyjnie pozwoliłem sobie uszeregować wszelkie nowości, wg kilku kategorii: najlepsze premiery mijającego roku, najgorsze premiery mijającego roku oraz tegoroczne odkrycia, w których wyróżniam zapachy warte poznania, acz niekoniecznie będące nowością. Ot po prostu dopiero w tym roku miałem z nimi bliższą styczność, a uznałem są warte wzmianki i rekomendacji. Życzę miłej i inspirującej lektury oraz zachęcam do dzielenia się własnymi typowaniami w komentarzach i korzystając z okazji – chciałbym również życzyć Wam wszystkiego najlepszego, w nowym 2017 roku! 🙂


Najlepsze premiery mijającego roku:


 

Yves Saint Laurent – La Nuit de L’Homme L’Intense Eau de Parfum to zwieńczenie całej kolekcji i zarazem pierwszy zapach z tej serii, który „uważam że pachnie” i w dodatku czyni to z nader przyzwoitym skutkiem. W sumie trudno zepsuć Parfum, choć nie jednemu się ta trudna sztuka udała – że wspomnę jedynie Mercedes Benz, Hugo Boss, Kenzo i wcześniejszy wypust YSL czyli L’Homme Parfum Intense… Tym niemniej budzący respekt samą nazwą La Nuit de L’Homme L’Intense Eau de Parfum rzeczywiście zasługuje na swą pompatyczną nazwę i stanowi godne zwieńczenie dla całej kolekcji L’Homme.

Yves Saint Laurent - La Nuit de L'Homme L'Intense Eau de Parfum

Paco Rabanne -1 Million Prive to prawdziwe zaskoczenie, głównie wykwintnością i finezją bijącą od tych wysublimowanych perfum. Osobiście stawiałem że Paco podąży ścieżką „odcinania kuponów” i Prive okaże się klonem jego bestellerowego szlagieru 1 Milion, ale nic z tych rzeczy. To zupełnie nowa i w dodatku zaskakująco dobra kompozycja – choć nie mam złudzeń, że jej wysublimowany sznyt przebije lub choćby dogoni popularnością oryginał… a szkoda. Ale chciałbym też zauważyć, że z każdym wypustem/generacją 1 Million – jest to lepiej skrojony zapach, wszak wersję Intense uważam za wyśmienitą, a najnowszy Prive, choć to nieprawdopodobne, znów podniósł poprzeczkę wyżej!. Gorrrąco polecam!

paco-rabanne-1-million-prive

Lalique – Encre Noire A L’Extreme co tu dużo mówić to Lalique, więc koniec i kropka! No dobrze, a nieco mniej lakonicznie pisząc – Lalique to jedna z nielicznych marek, wciąż stawiająca na nienaganny krój, jakość, bezkompromisowość i wirtuozerię w kreacji perfum, sygnowanych swym zacnym logo. Więc nie powinno nikogo dziwić, że nawet sportowy świeżak (Encre Noire Sport) pachnie w ich wydaniu wyśmienicie, a co dopiero ich flagowe EdP… L’Extreme to ekstrakt z Encre Noire i EdP pełną gębą, acz zaserwowane z wirtuozerią i kunsztem typowym dla Lalique i to wystarczy za rekomendację… Gorrrąco polecam!

Lalique - Encre Noire A L'Extreme EdP

Narciso Rodriguez – for Him Bleu Noir to nowość równie porywająca, co jedna z najlepszych ubiegłorocznych premier, czyli Bentley infinite lub Lalique Voyageur. Tak, ten zapach jest AŻ TAK DOBRY, że śmiało zaliczę go do panteonu jednego z najlepszych dostępnych na rynku casualowców. Zresztą wymienienie tych perfum w towarzystwie Bentleya i Lalique, marek po prostu legendarnych jeśli chodzi o bezkompromisowy i górnolotny kunszt w kreacji powinno Was nakierować, z czym mamy do czynienia. Bleu Noir to szyk, świeżość i nienaganny krój, którego nie powstydziła by się żadna licząca się marka – wliczając w to Cartiera z jego doskonałym Declaration, a do którego Bleu Noir pośrednio nawiązuje. Gorrrąco polecam!

Narciso Rodriguez - Narciso Rodriguez for Him Bleu Noir

Calvin Klein – CK2 tu przyznam, że miałem dylemat którego Calvina wyróżnić, ponieważ całkiem nieźle prezentuje się też tegoroczny Calvin Klein Obsession for Men Summer.  Ale ponieważ Summer to kompozycja dość mocno posiłkująca się legendą swego protoplasty – postanowiłem wyróżnić nowość, która broni się nietuzinkowym krojem pod własnym szyldem. Tym niemniej miło, mi że aż dwie z trzech tegorocznych premier CK, zakwalifikowały się do wyróżnienia – co jedynie potwierdza moje wcześniejsze doniesienia, o powrocie brandu do formy.

Calvin Klein - CK2

Loewe 7 – Anonimo EdP to bez wątpienia jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza premiera mijającego roku. Wiem, mocne słowa, a opinia subiektywna, ale osobiście nie znam osoby, której bym pokazał te perfumy – a która nie zachwyciłaby się ich zniewalającym brzmieniem. Klasyczne Loewe 7, do którego jestem coraz bardziej przekonany* też wzbudza zachwyt swym bezprecedensowym i niesamowicie porywającym krojem, więc wyobraźcie sobie te perfumy doprawione i zmiękczone nieprzyzwoitą ilością balsamiczno ambrowych konotacji… Z tego połączenia powstał zapach tak niesamowicie wysublimowany, przytulny i zniewalający, że nic tylko wąchać, pławić się i rozpływać pod jego pieszczotliwym dotykiem… Gorrrąco polecam!

*z pobudek osobistych zapach kojarzył mi się z kompotem jabłkowym mojej babci, sowicie doprawionym goździkami, stąd zdystansowanie się od oceny kroju tych perfum.

loewe-7-anonimo

Dior – Fahrenheit Cologne to lekkie i przepięknie skrojone połączenie, jakże dziś modnego trendu na Colognes, z motywem przewodnim znanym z klasyka. Wprawdzie aktualne brzmienie klasycznego Fahrenheita raczej rozczarowuje (zwłaszcza jeśli przypomnieć sobie jak to pachniało przed pierdylionem reformulacji), ale w wersji Cologne ten uproszczony i ewidentnie odchudzony look Fahrenheita Anno 2016 jakby mniej bolał i uwierał. Zastanawiam się dlaczego Dior z uporem maniaka niszczy swój flagowy produkt, upraszczając go i kastrując z każdym rokiem, skoro tak łatwo można pogodzić interes wszystkich zainteresowanych – właśnie za pomocą całkiem zacnie wybrzmiewającą wersją Fahrenheit Cologne, a klasyka zostawić w spokoju… W końcu część klientów woli pachnieć czymś konkretnym i specyficznym, a pod tym względem klasyczny Fahrenheit od dekad nie ma, o pardon nie miał (czas przeszły) sobie równych… Gorrrąco polecam!

Dior Fahrenheit Cologne

Avon – Classic wprawdzie pachnie bardzo podobnie do chronologicznie starszego Avon Premiere Luxe Oud, ale przynajmniej nie udaje czegoś czym nie jest (nie udaje oudowca). Przypomina też kilka innych zapachów w jakże modnej obecnie konwencji suchego, purystycznego i „ołówkowego” w brzmieniu, nieco dystyngowanego „drzewniaka” – ale pod względem ceny i parametrów stanowi interesującą alternatywę dla konkurencji.

avon-classic

Cristiano Ronaldo – Legacy wprawdzie niczego nie urywa, a wręcz niczym swoistym się nie wyróżnia – ale jest po prostu przyjemny. A zważywszy iż są to perfumy celebryckie (kolejny suwenir dla fanów) to i oczekiwać po nich nie można zbyt wiele. Ale tu Legacy dość mocno zaskakują zarówno bardzo dobrymi parametrami jak i przyjemnym, słodkim i wciąż całkiem odległym od głównego nurtu krojem. Jeśli lubicie klimaty subtelnie słodkiego CK Reveal, to i Legacy przypadnie Wam do gustu.

Cristiano Ronaldo – Legacy

Bentley – Infinite Rush zaskoczył mnie nie tylko fantastycznym brzmieniem, ale i niemal zupełnym brakiem podobieństwa do zeszłorocznego Infinite. Tyle że Infinite, choć piękny i zniewalający, zbierał tęgie cięgi po du… za swe rzekome podobieństwo, do innego rynkowego szlagieru, a mianowicie Terre d’Hermes od Hermesa. Nie wnikam czy podobieństwo to tego jakże charakterystycznego i niemożliwego do pomylenia bestselleru było zamierzone, czy tylko przypadkowe – ale gwałtowne odejście od motywu przewodniego Infinite w wersji Rush, daje dość wymowną odpowiedź na to pytanie. Bentley diametralnie zmienił brzmienie Infinite (które pomimo podobieństwa do Terre było wyśmienite) i nie uwierzycie – w wersji Rush zastąpił je czymś jeszcze lepszym! No ale w końcu to Bentley, marka która obok Lalique stanowi jedną z ostatnich ostoi jakości i dobrego smaku w świecie perfum. Gorrrąco polecam!

bentley-infinite-rush-duzy

Davidoff – Horizon to jedno z największych objawień mijającego roku olfaktorycznego. Piękny, wysublimowany i iście orgazmistyczny Horizon, to żywy dowód że wciąż można zaprezentować w komercyjnym mainstreamie zapach nietuzinkowy, niebanalny i porażająco piękny. Oto zapach, który w nader wyrafinowany sposób łączy w sobie przymioty aż kilku topowych kompozycji, łącząc je w jedną, spójną i wyjątkowo urokliwą całość. Jeśli jesteście zmęczeni i zniesmaczeni wypustami pokroju The Game i tęsknicie za starym dobrym Zino, to te perfumy na powrót przywrócą Wam wiarę w Davidoffa. Gorrrąco polecam!

Davidoff Horizon

Guerlain – L’Homme Ideal Eau de Parfum to ogromna niespodzianka, bo co myślę o „incydencie” i „plamie na honorzeGuerlain z rodziną Ideal, wie każdy czytelnik bloga. Gdyby brandy perfumeryjne nosiły tytuły, Guerlain ze swym dorobkiem byłby Imperatorem Olfaktorycznego Wszechświata, ba byłoby BOGIEM tegoż wszechświata… Marka pod każdym względem ikoniczna, nobliwa i zasłużona, będąca przez dekady wyznacznikiem stylu i dobrego smaku – wreszcie brand, któremu inni i bardziej rozpoznawalni wielcy tegoż świata, pokroju Dior i Chanel mogą czyścić buty… Ale pojawienie się rodziny Ideal zakończyło dobrą passę i nasz bóg stracił swą nieśmiertelność i spadł na ziemię niczym bolid, przy wtórze rozdzierającego huku i ognia.

Guerlain L’Homme Ideal - Eau de Parfum

Prada – Luna Rossa Eau Sport jeszcze raz podkreślę, że chodzi o wersję EAU, EAU SPORT, bo Luna Rossa Sport to w mym odczuciu TRAGEDIA… Generalnie Prada choć jest marką stosunkowo młodą (i może właśnie dlatego) sygnuje swym logo naprawdę dobre i nietuzinkowe kompozycje zapachowe. Ich zapachy są tak wyrafinowane i finezyjne, że nie powstydziłby się ich nie jeden dużo starszy i wysoko lokowany brand, że pozwolę sobie przytoczyć jedynie genialne Amber Pour Homme, Infusion d’Homme i absolutnie przezajesmerfastyczne Infusion de Vetiver, zwłaszcza w wersji poreformulacyjnej co samo w sobie stanowi kolejny ewenement!… Wcześniej Prada wypuszczała nowe perfumy mniej więcej co dekadę, by od kilku lat wypuszczać je rok w rok – ale obawiam się, że ilość nie przekłada się na ich jakość… Doskonale to obrazują tegoroczne usportowione Luny Rossy (aż dwie), które reprezentują bardzo zróżnicowany, wręcz skrajnie odmienny poziom – ale wersja Eau rzeczywiści się wyróżnia na plus.

Prada Luna Rossa Eau Sport EdT

Dunhill – Icon wprawdzie jeszcze nie doczekał się odrębnego wpisu na blogu, ale niewątpienie jest to jedna z najciekawszych premier – a zwłaszcza w kontekście niskobudżetowego mainstreamu, gdzie najłatwiej o banał, wtórność i nijakość, bo i klient najmniej wymagający. Tyle że Icon reprezentuje swym krojem znacznie wyższy poziom i z łatwością zawstydza dużo wyżej plasowane brandy, które zaoferowały swym klientom sromotnie przepłacony, komercyjny chłam (litościwie nie wymienię ich z nazwy)…

Dunhill - Icon


Najgorsze premiery mijającego roku:


 

Thierry Mugler – A*Men Pure Tonka, choć generalnie bardzo wysoko cenię Muglera za krój i jakość sygnowanych jego nazwiskiem kompozycji, to ten okazał się niechlubnym odszczepieńcem. W sumie to nie są perfumy kwalifikujące się do grona najgorszych, ale niewątpliwie jedne z najbardziej rozczarowujących, stąd „wyróżnienie„. Pure Tonka to zapach o treści kompletnie nieadekwatnej do swej szumnej nazwy. Zapach miał być monumentalny i tak bardzo tonkowy, że aż strach – a wyszedł z tego niebotyczny przerost nazewnictwa nad raczej rozczarowującą wtórnością treścią…

Thierry Mugler AMen Pure Tonka

Dolce & Gabbana – Light Blue Pour Homme Beauty of Capri – to kolejny przykład, że Dolce już nie potrafi lub nie chce robić dobrych perfum i co najistotniejsze – nie szanuje swych klientów. Wiem, mocne sowa, ale jak inaczej wytłumaczyć kolejną tak miernej jakości i treści zapchajdziurę, będącą bezczelnym odcinaniem kuponów od nazwy Light Blue?… I nawet jeśli ta seria w założeniu ma przede wszystkim opiewać malownicze zakątki Włoch – to obawiam się że niski poziom i powtarzalność tych perfum, robi im jedynie antyreklamę…

Dolce&Gabbana - Light Blue Pour Homme Beauty of Capri

Abercrombie & Fitch – First Instinct już był w ogródku, tfu Douglasie, już witał się z gąską, tfu Abercrombie… A tak się cieszyłem, że A&F wreszcie doczekał się polskiej dystrybucji i skończy się gehenna, z kupowaniem sromotnie przepłaconych flakonów – pochodzących z prywatnego importu ze Stanów lub kontrabandy przeszmuglowanej w bagażu podręcznym… 🙂 Dobre i to powiecie, choć nie pozostawało to bez wpływu na i tak wyśrubowaną cenę Fierce – ale ja obawiałem się czegoś gorszego, a mianowicie trafienia podróbki… Niestety moja radość z pojawienia się Abercrombie nie trwała długo, gdyż póki co dostępny jest tylko jeden zapach i w dodatku bardzo nieciekawy… Sorry ale przy ultra wyrafinowanym i orgazmistycznym brzmieniu Fierce, First Instintc to jego ubogi krewny…

abercrombie-fitch-first-instinct

Joop! – Homme Sport czyli książkowy przykład na totalny przerost marketingu nad zdrowym rozsądkiem i arcy bezczelnego odcinania kuponów od wcześniejszych dokonań. Wprawdzie usportowione Homme jest tak ordynarne i irytujące jak choćby Paco Invictus czy Versace Eros, ale jest równie kuriozalny, przerysowany, irytujący, nieadekwatny i nie na temat.

Joop! Homme Sport

Cartier – L`Envol nie ogarniam, po prostu nie ogarniam jak marka mająca w swym zapachowym portfolio niemal same perełki, mogła popełnić coś takiego… Ja wiem, że każdemu zdarzają się słabsze kompozycje, a czasem trzeba powalczyć o klienta masowego i pochałturzyć – ale tu ani to, ani to. Zapach tak nijaki, mierny i nudny, że nie mieści się nawet w segmentacji „skrojone tak by podobać się wszystkim„, a najciekawszy związany z nim aspekt (i jedyny zapadający w pamięci), to futurystyczny flakon…

cartier-l-envol-eau-de-parfum-edp-80-0-ml-von-cartier-groesse-80-0-ml-184732577

Kenzo – Homme Eau de Parfum jest nie na temat, zwyczajny i kompletnie nieadekwatny zarówno w kontekście nazwy jak i segmentacji. Ot zapchajdziura sklecona naprędce i gwoli zasady, „zróbmy sobie EdP, bo inni też mają„, więc zdecydowanie szkoda na Kenzo Homme EdP kasy i fatygi…

kenzo-homme-eau-de-parfum

Burberry – Mr. Burberry to totalna porażka i gniot jakich mało. Przykład perfum zrobionych ewidentnie na siłę (byleby mieć nowość na koncie), bez pomysłu na zapach i po taniości, co czuć zarówno po po jakości jak i opiewanej tematyce. Pusty karton po mydłach do rąk, walający się na zapleczu hipermarketu oferuje ciekawszą i dłużej utrzymującą się kompozycję zapachową – więc radzę omijać to badziewie szerokim łukiem – ewentualnie walić kijem przez łeb, jak będzie próbowało podejść…

Burberry - Mr. Burberry

Paco Rabanne – Invictus Aqua to marketingowe pokłosie mającego premierę w 2013 roku Invictusa, który jest tak irytujący i badziewny, że postanowiłem go zbojkotować i nie opisywać… Ale nachalny marketing, z którego brand słynie zrobił swoje (plus szkolenia dla koniunkturalnych konsultantek, czego sam doświadczyłem) i zapach doczekał się całej serii flankierów z nigdy nie zgadniecie, tak! Intense i Aqua… A jak może pachnieć koniunkturalny „wodniak” po tatusiu Invictusie?

paco-rabanne-invictus-aqua

Boucheron – Quatre Pour Homme to prawdziwa porażka i to kuta na cztery łapy! Nie ogarniam jak marka mająca nieposzlakowaną reputację i dekadami wypracowany target, mogła nagle wykonać nieoczekiwany zwrot w stronę nurtu, od którego wszyscy szanujący się producenci zdają się stronić? Niestety sygnowanie gów*ianego mainstreamu nie wymaga większego doświadczenia – za to wymaga miliardów wpakowanych uprzednio w marketing marki – o czym Boucheron zdaje się może tylko pomarzyć. Zatem zwiastuję QPH jedynie sromotną klapę, bo przy tej konkurencji nie mają najmniejszych szans z takimi tuzami kiczu i tandety, jak Gucci, Lacoste czy Paco Rabanne (Invictus).

boucheron-quatre-pour-homme

Azzaro – Wanted to kolejny gniot, którego najmocniejszą stroną, jest oczojebny i niemożliwy do przeoczenia flakon. Jest równie „charakterystyczny” co złota sztaba od Paco, hantel od Davidoffa i pięść od Diesla, więc nie ma bata, musicie wziąć to ustrojstwo do ręki i powąchać. Ale uprzedzam, nie warto, bo Wanted to kolejny „przebój” sklecony na zasadzie „ej zróbmy sobie jakieś nowe perfumy, w przykuwającym uwagę flakonie„, gdzie mam wrażenie 90% budżetu poszło na ów flakon, a 10% na składniki i gażę dla perfumiarza… Chociaż w przypadku „pudrowania świni„, mowa raczej o odszkodowaniu, za użyczenie swego nazwiska… 😉

azzaro-wanted

Mercedes Benz – Le Parfum to w mym odczuciu nader wymowny przykład obecnej kondycji koncernu Mercedes… Kiedyś lider technologii i marka będąca gwarantem i substytutem jakości, dziś sygnuje swym trójramiennym logo dostawczaki od Renault, pokraczne kompakty (klasy A i B) i sromotnie przepłacone sedany o agresywnej stylistyce, rodem z Batmobilu… Wątłe, rachityczne, nudne, smętne, mętne i nijakie Parfum Mercedesa nie wzbudza sobą żadnej ekscytacji – z tym że perfumy to nie stateczna niemiecka limuzyna, od której wręcz wymaga się ponadczasowej, niestarzejącej się i pozbawionej emocji linii nadwozia i statecznego pragmatyzmu w działaniu…

mercedes-benz-le-parfum-z-gory

Bvlgari – Man Black Cologne to kolejny przykład robienia czegoś na siłę, bo jest na to moda – a ktoś inny uroił sobie, że jest na to rynek. Ponieważ wciąż mamy modę na Colognes, no do geniusze marketingu od Bvlgari postanowili coś na tym ugrać. Tyle że zamiast przygotować coś nowego i adekwatnego do nazwy, wzięli gotowy koncept i wypuścili go ponownie na rynek pod zmodyfikowaną nazwą. Tylko po co dwa bardzo podobnie brzmiące zapachy (warto zaznaczyć, że „dawca” chadza jako kompozycja wieczorowa i w koncentracji EdP) w obrębie jednej marki? Kuriozalne Man Black Cologne, aka Man In Black – przypomina mi równie absurdalnego Fiata 500 L/XL. Czyli sztucznie napompowaną „kobyłę„, która bazując na legendzie „pięćsetki” udaje SUV’a – bo jakiś „kreatywny inaczej” uznał, że na rynku jest na to segment…

bvlgari-man-black-cologn

Calvin Klein – Euphoria Essence Men to zapach, który absolutnie nie jest tym za co się podaje i jednocześnie stanowi jedno z największych tegorocznych rozczarowań. Po pierwsze jego rozchwiany, niespójny i niepasujący do nazwy i oprawy bukiet, wprowadza raczej w konsternację niż zachwyt – a po drugie jest potężnym lingwistycznym nadużyciem. Po zapachu zaanonsowanym jako Essense, spodziewam się esencji i kwintesencji klasycznej męskiej Euphorii, ewentualnie jej genialnego rozwinięcia, pod szyldem Intense. A to co dostajemy pachnie jak niedorobiony purystyczny świeżak, podcierający się legendarną nazwą Euphoria

calvin-klein-euphoria-essence-men

Enrique Iglesias – Deeply Yours for Him to nudny, wtórny, oklepany, nijaki, mierny i beznamiętnie koniunkturalny zapach, stworzony wedle recepty: „zróbmy coś co pachnie jak średnia rynkowa i powalczmy o swój kawałek rynkowego tortu„… Efekt? Co z tego że większość statystycznych „Januszy i Sebiksów” i ich „Grażyn” powie że „fajny„, skoro wszystko tak pachnie?. Musiałem przeczytać własną recenzję, by spróbować przypomnieć sobie jak to pachnie, więc jeśli chcecie zrobić na kimś wrażenie swoim zapachem – to unikajcie tych perfum, bo w nozdrzach swego otoczenia, dosłownie stopicie się z tłem…

Enrique Iglesias - Deeply Yours for Him

Balmain – Homme to kolejna obok Boucheron marka, nieco niszowa i zasłużona – ale o dość nikłej rozpoznawalności w świecie komercyjnych perfum… I ta oto marka, dotąd słynąca z sygnowania ambitnych konceptów pokroju Carbone, czy Monsieur – postanowiła spróbować szczęścia w tzw. „komercyjnej masówce„. Efekt jest może nie tyle opłakany co śmieszny, bo z czym do ludzi?. Klienci którzy kupują komercyjny mainstream kierują się przede wszystkim rozpoznawalnością i prestiżem marki, która stoi za danym zapachem – więc kto da kilkaset złotych za miernej jakości zapach, od słabo znanego producenta? Nie kupią tego „mający jaranko na markę„, ani tym bardziej dotychczasowa klientela Balmain, czyli ludzie o wyrobionym i dość specyficznym guście. A więc winszuję dyrektorowi kreatywnemu Balmain podwójnego postrzału w stopę… 😉

Balmain Homme


Tegoroczne odkrycia:


 

Thierry Mugler – A*Men Ultra Zest to wprawdzie edycja limitowana, nad czym niezwykle ubolewam, ale jeśli gdzieś zobaczycie ten charakterystyczny, pomarańczowy flakon – to sprawdźcie koniecznie, bo cholernie warto!

Thierry Mugler - AMen Ultra Zest

Bentley – Absolute For Men, to po prostu genialny Gucci Pour Homme, którego Bentley w swej nieskończonej dobroci, tfu roztropności – przywrócił światu, za co po wsze czasy będą go wielbić i czcić miliony… Czczę i ja i uprzejmie donoszę, że sezon „na szukam zapachu podobnego do Gucci PH” uważamy za zamknięty!.

Bentley Absolute EdP

Ginestet – Le Boise ta niepozorna marka stworzyła coś co mnie autentycznie zachwyciło i rozczuliło zniewalającym pięknem swego subtelnego, skąpanego w labdanum bukietu… Wiem że dostępność jest bardzo słaba, bo marka egzotyczna i w ogóle to nisza, ale jeśli cenicie klimaty Tumulte Christiana Lecroix, to jesteście w domu…

Ginestet - Le Boise

Maria Amalia od Morris Italy jak wyżej, czyli niemal nieosiągalna nisza, ale tak zachwycająca delikatnością i ciepłem swego wysublimowanego – otulająco ambrowego bukietu, że aż chciało mi się wyć… To są damskie perfumy, ale tak śliczne i pieszczotliwie balsamiczne, że nosiłbym ten zapach z dziką rozkoszą i wypsikałbym sobie nim pościel…

Maria Amalia Morris Italy

Tom Ford – Sahara Noir niestety już nieprodukowany, bo zbyt ambitny, zbyt specyficzny i niszowy jak na gusta przeciętnego bywalca perfumerii sieciowych, w których spotkamy sążniste i głębokie kompozycje Toma Forda… Ale nie płaczcie, albowiem na rynku jest Olympic Orchids Artisan Perfumes – DEV #2: The Main Act, który jest niemal doskonałym zamiennikiem dla nieodżałowanej, intensywnie żywicznej Sahary. Żywicznej do tego stopnia, że pachnie niemalże jak potraktowana lutownicą kalafonia, więc dla miłośników żywic w wydaniu hardkorowym, pozycja obowiązkowa.

Tom Ford - Sahara Noir

Cartier – Eau de Cartier Vetiver Bleu to jedna z najdelikatniej, najcieplej i najpiękniej objawionych vetiver, jaką możecie spotkać na rynku. Wprawdzie zapach nie jest ewenementem i jest kilka innych kompozycji, wybrzmiewających vetiverą na podobnie zaaranżowaną modłę – ale jak to mawiają, od przybytku głowa nie boli… Jeśli cenicie Lalique Hommage Voyageur, Pradę Infusion de Vetiver i Olfactive Studio Ombre Indigo, to Wasze uszy właśnie powinny przypominać uszy owczarka niemieckiego… 😉

cartier-vetiver-bleu

Diesel – Only The Brave zwraca uwagę przede wszystkim niebanalnym i diabelnie charakterystycznym flakonem, w kształcie pięści, ale to nie flakon zdobi perfumy, jak i nie szata zdobi człowieka. OTB to naprawdę ciekawe perfumy, a zwłaszcza w wersji Tattoo – choć Diesel jest marką która w ogóle ma wiele do zaoferowania, choć nikt się tego po niej nie spodziewa.

Diesel - Only The Brave flakon

Viktoria Minya – Hedonist Cassis czyli znów trudno osiągalna nisza, autorstwa pewnej ambitnej i bardzo kreatywnej węgierki. Po miodowym Hedonist, przyszła pora na porzeczkowego Hedonist Cassis, od którego soczystej cierpkości można chwilami dostać ślinotoku. Jeśli będziecie kiedyś mieć okazję powąchać jej perfumy, to gorąco polecam, głownie przez świeże i naprawdę interesujące podejście Viktorii do tematu.

Viktoria Minya Hedonist Cassis

Donna Karan – DKNY Men (2009) to naprawdę niepozorne perfumy od marki, które zrobiły na mnie dokładnie wprost proporcjonalne wrażenie. Wrażenie to potęguje fakt iż pochodzą od marki, która nie kojarzy mi się z niczym pozytywnym, za wyjątkiem damskiego Black Cashmere. Wprawdzie zapach nie jest bezprecedensowym objawienie, albowiem stanowi całkiem udaną kopię  klasycznego Eau Sauvage Extreme od Diora – ale zważywszy na owe podobieństwo i cenę obu kompozycji, stanowi naprawdę ciekawą alternatywę.

Donna Karan - DKNY Men

Tommy Hilfiger – TH Bold to kolejny zamiennik/alternatywa dla czegoś co już istnieje i w dodatku świetnie pachnie. jeśli lubicie klimaty kolońskie i chcecie wody kolońskiej naprawdę trwałej, efektownej i nieco innej niż wszystkie – to TH Bold aka trudno osiągalny Banana Republic Classic będzie naprawdę interesującą i niebanalną propozycją.

Tommy Hilfiger - TH Bold

Hugo Boss – Bottled Intense to jedna z nielicznych i naprawdę udana konwersja klasyka do konwencji Intense. Moda modą, ale mowa o legendarnym Bottled Intense, którego naprawdę nie chciałbym wąchać sprofanowanego przez nieudolny dział dusigroszy, tfu marketingu – które swym ślepym podążaniem za modą i trendami, zmasakrowały już nie jednego klasyka. Tym razem się udało i najęty przez Hugo Bossa anonimowy nos, wywiązał się z powierzonego mu zadania wyśmienicie. Efekt jego pracy wciąż pachnie jak Bottled i jednocześnie wypada przekonywająco jako Intense, więc moje podwójne gratulacje i gorąco polecam.

Boss Bottled Intense

Azzaro – Chrome Intense to kolejny przykład bardzo udanej konwersji klasyka, do wersji zintensyfikowanej. Choć wydaje się to oczywiste, w praktyce Intense/Extreme to w dzisiejszych czasach zwykle atrapa, wyczarowana naprędce przez kreatywny dział marketingu – to kategorycznie nie tym razem. To naprawdę pachnie jak Chrome w wersji Intense i ponadto broni się adekwatnymi parametrami – więc jeśli szukacie równie głębokiej alternatywy dla Acqua di Gio czy Bvlgari Aqua, to Chrome Intense naprawdę daje radę.

azzaro-chrome-intense-front

Lanvin – Avant Garde pojawił się w perfumeriach bez fajerwerków i jego premiera przeszła tak jakoś bez echa, a szkoda bo to naprawdę zacne perfumy. Wprawdzie ich geneza jest dość oczywista, a mianowicie uszczknąć dla producenta jak najwięcej z mody, zapoczątkowanej pojawieniem się równie kochanego co znienawidzonego 1 Million od Paco Rabanne. Ale trzeba przyznać, że w tym całym zalewie mniej lub bardziej udanych klonów – te perfumy naprawdę się bronią krojem i wykonaniem.

Lanvin Avant Garde

Karl Lagerfeld – Paradise Bay for Men są swoistym zaprzeczeniem ciężkich i zwalistych kwiatowych siekier, jakimi zwykle raczy klientów Lagerfeld. Poważnie, przy dotychczasowym dorobku Karla, Paradise Bay pachną jak żart, chichot, kaprys i drwina, pachną tak jakby zostały stworzone pod impulsem chwili – przez kogoś bardzo szczęśliwego i beztroskiego, kogoś zakochanego…

Karl Lagerfeld - Paradise Bay for Men

Olympic Orchids Artisan Perfumes – DEV #2: The Main Act pod tą koszmarną nazwą kryje się ni mniej ni więcej, bardzo wysokiej jakości zamiennik dla nieodżałowanej w pewnych kręgach Sahary Noir od Tomka Forda. Żywica tak ciężka i intensywna, że przywodząca na myśl paloną kalafonię lutowniczą, ale jak to pachnie… No więc jeśli tęsknicie za wspomnianą i nieprodukowaną już Saharą, to uprzejmie informuję iż istnieje dlań godna i zacna alternatywa…

Olympic Orchids Artisan Perfumes - DEV #2 The Main Act

więcej grzechów nie pamiętam… 😉

Advertisements

Responses

  1. Jak zwykle super! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku: passy olfaktorycznych odkryć, wysypu premier do recenzowania (w tym kilku kiepskich – lubię jak jeździsz po tandecie) i weny! Pozdrawiam!

    • dziękuje i Tobie również wszystkiego dobrego w nowym roku, a zwłaszcza zdrowia i wielu pachnących inspiracji, pozdrawiam 🙂

  2. Ehh Piracie chyba muszę przestać czytać twojego bloga bo za każdym razem kiedy przeczytam nową recenzję to nachodzi mnie na kolejne zakupy … ; ) ( oczywiście żart, bo to chyba najlepszy blog perfumowy jaki znam, no i ta częstotliwość dodawania nowych recenzji, oby tak dalej! )

    No to jak pocukrzyłem to teraz mam małe pytanko.

    Po lekturze stwierdziłem, że nie mam w kolekcji jeszcze nic w kolońskim stylu i zaciekawił mnie Tommy Hilfiger – TH Bold ,i o ile uda mi się go powąchać w S. to rozważam zakup, chociaż bardziej byłym skłonny do zakupu Banana Republic Classic bo tańszy w internecie i większa pojemność.
    Tylko czytając np. Perfuforum wyczytałem, że ” Banan ” ma trwałość 3-4 h ? Trochę słabo, więc może jednak ten Tommy?
    Gdybyś mógł coś doradzić, byłbym wdzięczny, no i gdybym nie znalazł żadnego z nich to podobnie będzie pachniał męski Dior Dune ? ( chodzi mi o to co będzie pachniało nawet lekko zbliżenie i dam radę to znaleźć w perfumeriach stacjonarnych, żebym wiedział czego się spodziewać kupując w ciemno )

    • dziękuję, bardzo mi miło że moja pisanina jednak komuś pomaga 😉 Niestety czasu na blogowanie mam coraz mniej, co widać właśnie po częstotliwości wpisów 🙂 Nie sugeruj się, że ktoś pisze że coś pachnie długo lub krótko, bo to bardzo subiektywne i bardzo indywidualne, więc wymaga zweryfikowania na własnej skórze. Banana trudno trafić, ale w mojej ocenie jest trwalszy. Sprawdź zatem Tommyego i wyrób sobie własną opinię co do jego trwałości. Obawiam się że nie bardzo pamiętam jak pachnie Dune Diora więc wstrzymam się od rekomendacji czym go zastąpić. I pamiętaj, niczego nie kupuj w ciemno, bo są gusta i guściki, pozdrawiam 🙂

  3. Eh, Piracie,
    Jak Cię lubię i lubię czytać twojego bloga, tak Cię teraz muszę trochę skrytykować: duża część z Twojej listy najlepszych/najgorszych premier 2016 roku miało swoje premiery już w 2015.
    Dajmy na to zapachy YSL, Dunhilla, Diora, CK (Euphoria Essence), Ballmaina, czy Cristiano Ronaldo mieliśmy szansę poznać już w zeszłym roku.

    A tak przy okazji co myślisz o debiutującym w 2016 roku Valentino Uomo Intense?

  4. Moim odkryciem z twojej listy jest niewątpliwie przepiękny Dev2…
    Le Boise cudo, szkoda że taki przyskórny i gdzieś tam znika nie wiedząc kiedy…
    Wielu nie poznałem, więc wszystko przede mną. 🙂

    Najlepszego i dla Ciebie. Niegasnącej pasji i siły witalnej do realizacji marzeń, tych najskrytszych też 😉

    Pozdrawiam ciepło pachnąc poznanym niedawno w tym roku cudownym Rien (uważam go za lepszy od wersji Intense Incense) – polecam!

    • Oj tak Boise mógłby być głośniejszy i trwalszy i właśnie dlatego go nie kupię, bo jest tak piękny i zarazem ulotny… p.s. też uważam klasyczne Rien za lepsze od wersji Intense, ale nie wiedzieć czemu z większością Intense tak mam, bo w praktyce są w odbiorze i treści mniej nośnie niż swój protoplasta. Tobie również dużo zdrowia i powodzenia oraz weny 🙂

  5. Pirath, kiedy Twoja recenzja nowej męskiej Prady oraz męskiego Lalique? Bardzo ważne tegoroczne premiery, a u CIebie cisza 😉
    pozdrawiam

    • Bom zalatany i póki co nie kupiłem próbek, wszak w kolejce czeka około 300 innych próbek, a czasu jak na lekarstwo 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: