Napisane przez: pirath | 7 lutego 2017

Lacoste – L12.12. Bleu ,czyli Lacoste, ain’t Your mama!


Widzieliście może teledysk do Ain’t Your Mama, Jennifer Lopez? Ja rozumiem, że teraz nachalne produkt placement (lokowanie produktu) jest modne i każdy aspirujący YouTube’r, w co drugim filmiku zachwala Coca Colę, albo Pepsi – ale czy Jey Lo jest tak biedną i początkującą gwiazdką, by wepchać w obrębie jednego teledysku reklamę min. kawy, ciuchów, wódy i drobnego sprzętu AGD, do stylizacji włosów?… Srsly potrzebowała tych „drobniaków„, by np. za teledysk się zwróciło?. Dla mnie żenada, bo to co ujdzie początkującej gwieździe, w przypadku kogoś tak majętnego oraz o tak wyrobionym nazwisku i reputacji, po prostu nie powinno mieć miejsca… I podobny dysonans bije mnie po oczach w przypadku Lacoste, więc nie jestem twoją „mamusiąLacoste i nie będę opisywał twoich perfum!

lacoste-l12-12-bleu

Na osłodę polecam obejrzeć genialną parodię tego teledysku, w wykonaniu Barta Bakera, naczelnego parodysty YouTuba 😉


Ale po kolei… Właściciele najsłynniejszego na świecie logotypu z krokodylem, oferują solidnie uszytą konfekcję dla sportowców, luzaków i lansiarzy, ale w pewnych kwestiach przypominają dziecko specjalnej troski. Niby Lacoste to popularny i pożądany producent, a jednak perfum robić nie umieją* lub co grosza, nie chcą. A wystarczy wziąć przykład z innych. Po latach degrengolady, Gucci w końcu wywalił na zbity pysk Fridę Giannini i ponoć wrócił do ścieżki wyznaczonej przez Toma Forda – czyli sygnowania wysokiej jakości perfum. Perfum o doskonałym i niepowtarzalnym kroju, zamiast bezpłciowych siuśków, które zaczęła pochopnie lansować Frida. Efekt? Zgodny z tym co wieszczyłem jakieś 5 lat temu – marka Gucci znów zaczęła tracić prestiż, rynek, klientów i co za tym idzie pieniądze… Ale co ja się tam znam na rynku, pracując od ponad 20 lat w handlu specjalistycznym b2b… 🙂

*żeby nie było, że fala hejtu – z dwoma chlubnymi wyjątkami: jabłkowy Lacoste Style in Play i kozacki Lacoste Challenge.

lacoste-l12-12-bleu-reklama

Calvin Klein zdołał się w tzw. międzyczasie nawrócić na wysokich lotów perfumiarstwo, a Gucci właśnie się opamiętał, że nie tędy droga – więc z tych największych i najbardziej dotąd przeze mnie wyszydzanych brandów, które parają się sygnowaniem najbardziej miałkiego jakościowo mainstreamu – na rynku ostał się ino Hugo Boss i Lacoste. Z tym że Hugo już od wczesnych lat 40-tych słynął z produkowania masówki, szyjąc mundury dla całego Wermachtu, Kriegsmarine, Luftwaffe i SS – więc nie ma co liczyć, że łatwo przestawią się z masówki, na jakość**… No więc zostało nam Lacoste, które jako brand pożądany, rozpoznawalny i ceniący się (jak za tusze do drukarek atramentowych HP 🙂 ) – posiada w swej ofercie wcale nie tanie perfumy. I jeśli chodzi o jakość konfekcji, generalnie większych zarzutów do jakości mieć nie można – to w przypadku perfum, ich tandetny, pytki i badziewny krój, aż kłuje po nosie…

**pardon, ale nie mogłem sobie odmówić, by kolejny raz wytknąć marce Hugo Boss świadomy i jakże intratny udział w ludobójstwie, podczas II wojny światowej. Zresztą przyznacie że to podwójne S, w nazwisku Boss – rzeczywiście brzmi w kontekście historii brandu, złowieszczo…

lacoste-l12-12-bleu-bokiem

Poznając coraz to następne wytwory, ze zdawać by się mogło „flagowej” serii L.12.12. – nie wychodzę z podziwu nad konsekwencją, z którą jej twórcy niszczą, krewią, rujnują i szargają reputację marki… Ja rozumiem, że do t-shirtów, białych trampek, soksów i luźnych szortów, nikt nie użyje ciężkich piżmowych perfum, ale litości… Niezobowiązujący i usportowiony styl nie znaczy, że klient noszący się na luzie (casualowo) nie może i nie chce pachnieć dobrze i prawdopodobnie ma więcej niż 16 lat!… A wystarczy powąchać niezobowiązujące casualowce od takiej Laury Biagiotti, albo Horizon od Davidoffa, czy choćby legendarnego Gucci Pour Homme II – by przekonać się, że nawet niezobowiązujący świeżak może pachnieć świeżo, z klasą, niebanalnie i czarująco… da się? da się!.

lacoste-l12-12-bleu-box

Więc jaki jest twój problem Lacoste, że z takim uporem maniaka lansujecie banał i płyciznę?. Co tu dużo mówić Bleu, to kolejny wątły owocowy soczek, łudząco podobny do wszystkich poprzednich i jednocześnie – nijak nie potrafiący zapaść w pamięci, bo pachnie jak wszystko i nic… Tak naprawdę jedyną rzeczą, która wyróżnia te perfumy na tle pozostałych L.12.12 (tak, celowo chcę to zawęzić do obrębu jednej linii, należącej do jednej marki aby bardziej uwypuklić różnice) – jest uwaga, KOLOR FLAKONU… Jeśli pytacie jak to pachnie, odeślę Was do recenzji poprzednich L.12.12., jeśli zapytacie mnie czym się różnią – odpowiem, że nie mam pojęcia, bo nie czuję pomiędzy nimi żadnej zasadniczej różnicy… Ponadto ten zapach jest tak słaby i wtórny, że nie chce mi się marnować życia na próbę analizy jego bukietu, bo śmiem twierdzić że niektóre detergenty piorące i mydła do rąk – kosztujące ułamek tej kwoty, pachną lepiej i ciekawiej niż te perfumy…

lacoste-l12-12-bleu-poster

Więc po co powstał ten zapach? By wygenerować sztuczny ruch w interesie, bo współczesny model marketingu zakłada, że ludzie chcą igrzysk (dużo szybko i często następujących po sobie premier i nowości), ale w tym całym natłoku medialnym – nawet nie zauważają, że prezentuje im się odgrzewanego kotleta, który nic lub prawie nic sobą nie wnosi. To wszystko już było, a w dodatku konkurencja zrobiła to lepiej (lepsza trwałość i projekcja) i zapewne taniej – bo śmiem twierdzić, że pierwszy z brzegu dezodorant AXE z drogerii, ma w sobie więcej polotu i charyzmy niż L.12.12 Bleu, Red, Green, White… Ale zmanipulowany złudnym i naiwnym mniemaniem, że za marką musi stać jakość, a później osaczony przez koniunkturalną konsultantkę klient i tak kupi – bo po pierwsze to nowość, no i pewnie usłyszy jakiś banał, że „ten zapach podoba się kobietom” (a więc pojawia się szansa, że wreszcie zaliczy) i wreszcie – to Lacoste!. Ale Wam radzę, nie patrzcie że to Lacoste, zróbcie ślepy test i odpowiedzcie sobie sami na pytanie: czy te perfumy są warte żądanych zań pieniędzy?. W końcu nie macie na czole przyklejonego krokodylka, informującego wszystkich wokół, że pachniecie perfumami od Lacoste – powtórzę, bo koleś siedzący na ławce obok nie dosłyszał, Lacoste!!!lacoste-l12-12-bleu-edt

rok powstania: 2011

nos: nikt się nie przyznał

projekcja: słabowita

trwałość: mierna

Skład: grejpfrut, mięta, kwiat afrykańskiej pomarańczy, szałwia, paczula, cedr Virginia, paproć.

 

Reklamy

Responses

  1. Prócz Style in play i Challenge wymieniłbym jeszcze Lacoste Elegance, naprawdę udane perfumy tylko szkoda, że już nie produkowane

    • niestety nie znam, pozdrawiam 🙂

  2. A może po prostu produkcja takich popłuczyn w stylu Lacoste’a, skierowana jest do określonej grupy osób, które:
    1. Używają perfum, bo to podnosi status i przez samo ich użycie pozwala wyróżnić się od hołoty, która perfum nie używa.
    2. Jednak boją się naprawdę wyróżnić zapachem
    Idealnymi perfumami dla takich osób byłyby perfumy całkowicie bezzapachowe 😉

    • Mogę potwierdzić, że sporo osób, które znam spełnia oba punkty… Raz użytkownik Lacoste zapytał mnie, dlaczego psikam perfumy na skórę, a nie na ubrania; muszę przyznać, że doznałem wtedy szoku, stałem i nie wiedziałem co powiedzieć 😉 Może on po prostu myśli, że perfumy to swoisty odświeżacz…

      • heh w takiej sytuacji kolokwialne WTF? samo ciśnie się na usta, ale w takich sytuacjach najlepiej jest odpowiedzieć sarkazmem lub ironią np. „że mamy uczulenie na tandetne perfumy” – bawiąc się choćby tym że naszej odpowiedzi taki osobnik też nie załapie 😉

    • tyle że epatowanie statusem i zasobnością portfela poprzez perfumy jest równie skuteczne co chwalenie się sztucznym biodrem z platyny 😉 Kto niby ma to zauważyć? Idealnymi perfumami dla snobów byłyby te, robiące znak wodny na skórze – z najlepiej napisem lub logotypem informującym wszystkich wokół czego użyli… najlepiej w jakimś rażącym, oczojebnym i koniecznie niezmywalnym kolorze 🙂

  3. Model na plakacie wygląda jakby był mocno chory. Czy ten plakat to też parodia, czy oni tak na serio?
    Co do Lacoste, to jeszcze do niedawna myślałem,że ich zapachy kosztują 20-30 zł, jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w sieci trzeba postawić jeszcze 1 z przodu.

    • za to nie można im odmówić, że pachną jak te za 20-30 zł 😉

  4. i znowu dzieciaki na reklamówce czyli target dobitnie ustalony, notabene kolega na zdjęciu przyciska klatę do cyców a wygląda jakby całą noc popalał metę i to nie pierwszej jakości ;P

    • tiaaaa, a potem taki jeden z drugim dorasta i nie potrafi wyjść poza zapachowe ramy, które ukierunkowały ich za dzieciaka… 😉

  5. Jak już wiemy Lacoste tak ma… 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: