Napisane przez: pirath | 22 lutego 2017

Calvin Klein – Eternity for Men Intense, czyli powrót do przeszłości…


Eternity for Men Intense to naprawdę dobry zapach i nie chce mi się liczyć, która to już z rzędu, przyzwoita premiera od CK. Naprawdę cieszę się, że Calvin Klein, w końcu się nawrócił i zaczął sygnować swym logo nie tylko owocowe soczki dla małolatów, ale i poważne i naprawdę zacnie skrojone pachnidła. A skoro utrzymują ten trend, to widać zmiana taktyki wychodzi im na dobre, bo tam gdzie inni wciąż tną się i prześcigają, w sygnowaniu kolejnych beznamiętnych siuśków (tu pozdrowienia dla Gucci, Lacoste i Hugo Bossa) – tam Calvin zdobywa rynek, oferując dla odmiany coś ambitnego. Niby oczywiste, ale jednak nie dla wszystkich wysoko opłacanych i krótkowzrocznych „geniuszy” z działów marketingu – dla których sukces rynkowy kończy się, wraz ze zgarnięciem premii za wdrożenie do oferty kolejnej, nic nie wnoszącej nowości…

calvin-klein-eternity-for-men-intense

Przy czym jak na ironię Eternity for Men Intense nie wnosi sobą absolutnie nic nowego – no może poza świeżym spojrzeniem na określoną grupę kompozycji, dziś określanych mianem oldskulowych lub bardziej kolokwialnie: dla starych dziadów. Nie mam nic przeciwko kolokwializmom, jeśli te są jedynie dosadne, ale w przypadku tych perfum, owa dosadność, zakrawa już o wydźwięk pejoratywny. A z tym się kompletnie w kontekście tych perfum nie zgodzę – bo choć zapach ma w swym brzmieniu coś z klasyki i retro, to absolutnie nie zasługuje na etykietkę, „zapach dla starego dziada”. Jedno jest pewne, ewidentnie jest to zapach skrojony na wieczór lub oficjalne okazje. W pierwszej chwili stawiałem na obecność róży, ale Calvin twierdzi, że jest tu tylko geranium, ślicznie dopełnione odrobiną rabarbaru, który przydaje kompozycji świeżości i lekkości – dzięki czemu Eternity Intense nie pachnie jak dziadkowa woda toaletowa, a nowoczesny i całkiem wartki w odbiorze zapach, którym mógłby pachnieć nawet student.

calvin-klein-eternity-for-men-intense-reklama

Student!, a więc jaki stary dziad?! No dobra, szczerze powiedziawszy miałem pewien problem ze znalezieniem porównania, tudzież precedensu dla brzmienia tych perfum – by nie strzelić tej recenzji w stopę, sięgając właśnie po kompozycje ewidentnie kojarzące się z oldskulem i równie ciężkimi co archaicznymi dla współczesnych użytkowników perfum, kanonów perfumiarstwa lat 80-tych. Było ciężko, bo Eternity Intense w początkowej fazie na kilometr zaciąga oldskulem w stylu Ungaro III, Givenchy Xeryus i Guy Laroche Drakkar Noir, ale jednocześnie CK Eternity Intense jest wyraźnie lżejszy, nowocześniejszy i bardziej finezyjny od powyższych. Ostatecznie uznałem, że w sumie współczesne Cartier Declaration d’Un Soir, Burberry Brit i Givenchy Gentlemen Only pachną w zbliżonej stylistyce i tonacji, więc dużo lepiej sprawdzą się w roli adekwatnego i miarodajnego przykładu. Już widzę słuszne oburzenie niektórych czytelników, wytykających mi, że porównuję zapach osnuty na geranium, do kompozycji opartych na kanwie róży – ale szczerze powiedziawszy, przy tak niewielkim stężeniu i łudząco podobnym charakterze obu nut, ilu z nas naprawdę wyczuje różnicę?*

*tym bardziej, że wielu nieuczciwych producentów perfum świadomie używa taniego geranium jako zamiennika dla drogiego olejku różanego…

ungaro-pour-lhomme-iii

Witają nas rzecz jasna cytrusy, banalne i powszechne w otwarciach perfum niczym powietrze którym oddychamy – ale już od pierwszych taktów dopełnia je coś esencjonalnego, żywego i wyrazistego. Coś co nadaje ton i koloryt całej kompozycji i nie opuszcza sceny we wszystkich akordach. Geranium, rześkie, skrzące, powłóczyste i głębokie – niemalże różane… Skojarzenie z oldskulem pojawia się automatycznie, ale zaraz, zaraz… To nie pachnie z butą i temperamentem oldskulowych Habitów, Heritage’ów, Xeryusów, Drakkarów, ani Ungaro III – acz z finezją i lekkością, z jaką zwykły wybrzmiewać wyrafinowane włoskie casualowce. Płomienną wylewność geranium łagodzi jowialność i stateczny spokój herbaty oraz soczysta rześkość jędrnego rabarbaru, którego orzeźwiająca woń z gracją odczarowuje różany posmak kompozycji z jej ciężkiej, oldskulowej toporności

guy-laroche-drakkar-noir

Akord serca w oldskulu zwykle miażdżąco dobitny, tu wypada w sposób stonowany – pieszcząc nozdrza z wyrafinowaną, acz stateczną i elegancką subtelnością. Nic nie kopie po nosie, nic nie drażni nadpobudliwością – ot idealnie wyważony i gdzie trzeba przytłumiony constans. Nie da się ukryć, że geranium stanowi tu duszę i serce kompozycji, a towarzyszący mu cichutki śpiew rabarbaru, stanowi jedynie dźwięczne i kojące dopełnienie, które z czasem zanika, ustępując pola zręcznie wyplenionym w akord schyłkowy, konotacjom drzewnym. Baza jest dojrzała, ciepła i dostojna, dopełniona wzniosłą i statecznie ujętą wetywerią – której głęboka i poważna butelkowa zieleń przejmuje i kontynuuje pierwotną rześkość geranium i rabarbaru. A całość wybrzmiewa w miłej dla nosa, nieco powściągliwą, acz doskonale wyczuwalną i akuratną projekcją. No moje szczere szapo ba, za wysmażenie tak gustownego, wyrazistego i jednocześnie lekkostrawnego bukietu – utrzymanego w konwencji odmłodzonego o jakieś trzy dekady, archetypu lat 80-tych

Liberty Dollar Stack

Calvin pokazał tym zapachem coś (dla młodych) naprawdę nowego i niebanalnego, a jednocześnie (dla starszych) tak swojskiego i pasującego niczym stare, znoszone kapie. Kapcie tak wygodne i uleżałe, że czujemy się jakbyśmy chadzali boso. Oto zapach, który miłośnikom perfum wyda się znany i oczywisty, a przez co z automatu zostanie uznany za przyjazny i konkretny, a jednocześnie wciąż będzie znośny i przystępny dla młodego pokolenia, o wydelikaconych (by nie powiedzieć zniekształconych i skrzywionych przez wszechobecnie lansowany banał) gustach olfaktorycznych. Moi drodzy, tu nie ma o co się obrażać, wszak gusta zapachowe i preferencje nabywców współcześnie sygnowanych perfum – definiuje i kształtuje właśnie poziom samej oferty rynkowej. A ta jest coraz to bardziej płytka, nijaka i pozbawiona odważnych i ostrzejszych konturów, co nie pozostaje bez wpływu na gusta i oczekiwania klientów, więc błędne koło się zamyka. W moim odczuciu, współcześnie sygnowane zapachy skrzywdziły najmłodsze pokolenie, pozbawiając go możliwości obcowania z woniami pełnymi, odważnymi i charyzmatycznymi.

calvin-klein-eternity-for-men-intense-reklama2

Ja wiem że zapachowy oldskul nie jest dla każdego i nic na siłę – ale czy nie fajnie byłoby dać ludziom możliwość wyboru i wiedzę co tracą, zamiast odgórnie skazywać ich na nijakość, w imię bezwzględnej maksymalizacji własnych zysków?. Dlatego jestem Calvinowi bardzo wdzięczny za te perfumy. Pojawienie się Eternity Intense, postrzegam jako swego rodzaju łącznik pomiędzy tradycją i nowoczesnością – medium które łączy w sobie najlepsze cechy dawnej sztuki perfumeryjnej, z nowoczesnymi trendami hołdującymi minimalizmowi i lekkości. Anonimowemu perfumiarzowi udało się zgrabnie i harmonijnie połączyć ze sobą, to przed czym jedni dotąd uciekali i ignorowali, a tym co innych rozczarowywało, pozostawiając pustkę i niedosyt. Ten nieznany nam geniusz blotera, połączył tradycyjne, mocne i wyraziste ingrediencje z niesamowitą lekkością i finezją – jednocześnie zachowując bez większej ujmy ich treść i koloryt oraz świeżość i lekkość. Jak dla mnie idealne połączenie wyrazistej i dobitnej tradycji, z wyrafinowaną i lekką nowoczesnością.calvin-klein-eternity-for-men-intense-edt

rok powstania: 2016

nos: anonimowy geniusz kompromisu

trwałość: wyśmienita

projekcja: bardzo dobra

Głowa: bergamotka, grejpfrut, biały pieprz, czarna herbata,
Serce: irys, geranium, rabarbar, lawenda,
Baza: cedr, wetyweria, drzewo kaszmirowe,

Reklamy

Responses

  1. Czytam i nie widzę porównań do protoplasty a czynisz to każdorazowo opisując coraz to nowe flankery. Why?
    Dlatego że kompozycja wpasowała się w twój gust piszesz o niej w tak bajerancki sposób pomijając fakty. Kiedy kompozycja rzekomo słaba, wtedy znacząco jedziesz po niej jak bardzo odbiega od ryginału.Takie mam odczucie

    Co do róży i geranium to różnice w ich brzmieniu są oczywiste. A biorąc pod uwagę ceny perfum i ilość zużytego olejku na jedno pachnidło to nie wydaje mi się by użycie naturalnej róży stanowiło jakikolwiek problem.
    Wystarczy chcieć.

    Jakby nie patrzeć dziś wybór pachnideł mamy ogromny, znacznie większy niż kiedykolwiek. Nie brakuje kompozycji wyrazistych, z jajem, charyzmą, sensem i duszą. Więc gadanie o siczkach nijak się ma z rzeczywistością.
    Jeśli niektórzy ograniczają się do Douglada i Sephory to już ich sprawa. Tak że do wyboru do koloru…

    Nowego Eternity chętnie poznam, z ciekawości perfumomaniaka. 🙂

    • bo w ogóle nie przypomina oryginału? podobnież nie wspominam/pomijam nuty zapachowe, których nie wyczuwam a są w teorii deklarowane… narde, czytasz mojego bloga od lat i jeszcze zadajesz takie pytania?

      A co do podobieństw róży i geranium, proponuję ślepy test na którymś ze zlotów perfumoholików i zobaczymy czy różnica jest taka oczywista 🙂

      • Troszkę się nie zrozumieliśmy ale mniejsza o to ważne że wiosna jest… 😉

  2. Porównania do protoplasty nie ma bo to zupełnie inny zapach i mógłby być zupełnie odrębna wersją czyli wcale nie Eternity.

    • dokładnie, lepiej bym tego nie ujął 🙂

  3. Witam.Mam pytanie z innej beczki.Jestem funkcjonariuszem SW,poszukuję zapachu według mni odpowiedniego do pracy.Nie szukam grzecznego,uniwersalnego casualowca,raczej coś bez słodyczy,lub z małą ilością,może coś kolońskiego,acz nowoczesnego,albo lżejszą wersję w stylu Aramisa,podobne do Terre lub Encre Noire.Dziękuję za ewentualną pomoc.Pozdrawiam.

    • To może Cartier Declaration, Hermes Voyage, albo Bentley Infinite Rush? również pozdrawiam


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: