Napisane przez: pirath | 8 marca 2017

Hugo Boss – Bottled Tonic, czyli szarlotka w wersji light…


Spokojnie, dziś nie będzie o bezglutenowym i bezlaktozowym wynalazku, na bazie śruty, jarmużu i otrębów owsianych dla dewiantów, tfu entuzjastów zdrowego żywienia – którzy naiwnie wierzą, że wyeliminowanie z diety glutenu* cudownie odmieni ich życie. 😉 Oczywiście to kwestia gustu, ale ja preferuję szarlotkę na tradycyjnym cieście, z dużą ilością słodkich jabłek, cynamonu i pod nieprzyzwoicie grubym płaszczykiem, apetycznie maślanej kruszonki 😉 Dzisiejszy wpis poświęcam najnowszej odsłonie kultowej „szarlotki„, której „lekkostrawną wersję„, niedawno zaprezentował Hugo Boss. Odświeżoną i lekkostrawną, ale zapewniam Was, że wcale nie pozbawioną smaku i walorów wersji klasycznej, która pomimo 19 lat brylowania na perfumeryjnych półkach – wciąż sprzedaje się jak świeże bułeczki. Wszak mowa o casualowcu skrojonym idealnie, więc nie dziwota że zapach z łatwością rozkochał w sobie kolejne pokolenie i co rusz powstają jego kolejne flankiery.

*poproszę o jakiekolwiek wiarygodne i merytorycznie dowiedzione wyniki badań, mające potwierdzić, że stosowane diety bezglutenowej (pomijam tu uzasadnione przypadki celiakii) ma jakiekolwiek przełożenie na rzeczywistość – a nie są jedynie efektem placebo, kolejnej mody lub wydumanego trendu w żywieniu…

Szarlotka to pieszczotliwe i potoczne określenie na flagowe perfumy Hugo Bossa, które ze względu na swój specyficzny, niesamowicie chwytliwy oraz apetyczny krój – stały się kultowe i to jeszcze za swego życia. Mówiąc szarlotka, mamy na myśli Bottled, którego odświeżona (Tonic), klasyczna (Grey Boss, aka No 6) i zintensyfikowana (Intense) oraz perfumowana (Intense Parfum) odsłona, naprawdę się swym twórcom udała – czego nie można powiedzieć o wyrosłej na fali ślepego podążania za trendami i koniunkturą, wersji Night. Bottled, to flagowa i moim zdaniem najlepsza i zarazem najbardziej klasyczna seria, w całym portfolio marki. Chanel ma swoje Allure, Dior ma linię Homme, a Hugo Boss ma Bottled.

A jak pachnie Bottled Tonic?, ano tak jak na flankiera kultowego Bottled przystało – czyli Bottled, zatem odświeżona wersja kultowego klasyka, to wciąż stara dobra „szarlotka„… ;). Niby oczywiste, ale w dzisiejszych czasach nie jest to regułą, iż flankier noszący nazwę swego wielkiego przodka, przypomina oryginał. Nierzadko w ogóle go nie przypomina, stąd moja ekscytacja i wzmianka czymś zgoła tak oczywistym. Niewtajemniczonym, już naprędce tłumaczę o co chodzi. W dzisiejszych czasach, rozwinięcia kultowych klasyków noszące nazwy z dopiskiem Intense, Extreme, Parfum, Eau, etc nie zawsze (wbrew swojej szumnej nazwie) nawiązują do brzmienia swoich wielkich protoplastów – zawężając lub ograniczając podobieństwo względem pierwowzoru, jedynie do bezczelnego i niezasłużonego użycia nazwy oraz kształt flakonu. Określam ten proceder mianem „bezczelnego odcinania kuponów i pójścia na łatwiznę” i dość ostro napiętnuję producentów stosujących te nieuczciwe praktyki. Ale tu Boss znów mnie mile zaskoczył, prezentując kolejną (po Bottled Intense) wyraźnie i uczciwie nawiązującą do klasyka wariację – której zbieżność z oryginałem w kontekście brzmienia, szacuję na solidne 80%. Zaś pozostała różnica wynika bardziej z mylącego otwarcia i ogólnego przyciszenia bukietu, niż faktycznej z nim rozbieżności. I pomyśleć, że tego rodzaju uczciwość, coś co powinno być oczywiste i nie powinno nikogo dziwić – dziś urasta do rangi cnoty i cechy szczególnej, zasługującej na osobną wzmiankę…

Cieszę się, że i tym razem Hugo stanął na wysokości zadania, bo Tonic dosłownie garściami czerpie od klasyka, będąc w istocie – dosłownie jego wersją light!. Zatem jeśli kiedykolwiek mieliście obiekcje czy wypada używać Bottled latem i podczas upałów – to Bottled Tonic jest wyśmienitym remedium na Wasze rozterki 😉 Remedium zbliżonym ideologicznie do Hermesa Eau Tres Fraiche oraz Lalique Encre Noire Sport, które są po prostu odświeżonymi i lżejszymi wersjami swych klasycznych odsłon. Tyle, że pierwszy niuch wersji Tonic, wcale nie przywodzi na myśl podobieństwa do kultowego Bottled, ponieważ otwarcie Tonic jest soczyste, świeże, monotematycznie cytrusowe i wybitnie doń niepodobne. Tak bardzo niepodobne, że w pierwszej chwili pomyślałem, iż Hugo znów odstawił jakąś koniunkturalną manianę, siląc się na wykreowanie własnego Colognes. Tak, moda na Colognes wciąż ma się świetnie, choć Hugo Boss sprytnie to zatuszował, używając niewinnej i niewzbudzającej podejrzeń nazwy Tonic… 😉

Mam słabość do Bottled, zresztą tą samą estymą darzę Chanel Allure (a zwłaszcza wersję Edition Blanche) i już miałem się na Hugo Bossa obrazić – gdy nagle poczułem w tle Tonic, wpierw nieśmiałe, ale z każdą minutą wyraźniej wyczuwalne rytmy klasyka! Uśmiechnąłem się, również z wdzięczności, że Boss wziął sobie do serca maksymę, że nazwa zobowiązuje i Bottled wciąż pachnie Bottled!… Lekki, zdominowany przez rozcieńczone wodą mineralną, cytrusy (wszak dopisek Tonic zobowiązuje) akord otwarcia – zaskakuje świeżością (cytryna, grejpfrut i pomarańcz), której nie powstydziłby się rasowy letni świeżak, skorelowany na podobieństwo do jednego z najwybitniejszych przedstawiciele kasty świeżaków, czyli Kenzo L’Eau Par. Osobiście uważam L’Eau Par za archetyp świeżaka idealnego, głównie przez jego niewymuszoną i naturalną sugestywność i niebanalny jak na świeżaka krój. W równie lekkim i niewymuszonym stylu rozpoczyna Bottled Tonic, dosłownie pieszcząc nozdrza umiarkowanie soczystą i wylewną porcją, umiejętnie i z rozmysłem rozwodnionych cytrusów.

Stadium to trwa niecałe 10 minut, ale nim dobiegnie do końca, w tle zaczynają przebąkiwać wpierw nieśmiałe, ale coraz lepiej i dobitnie wyczuwalne – pierwsze takty motywu przewodniego Bottled. Oczywiście odpowiednio dyskretniejsze i bardziej powściągliwe w epatowaniu słodyczą i klimatami gourmand – zupełnie jakby perfumiarz użył potencjometru od głośności, ściszając nośność natywnego bukietu Bottled, o jakieś 30 procent. Nieco później do akordu cytrusowej świeżości, dołączają nuty charakterystyczne dla arcy przyjemnego i niewymownie apetycznego brzmienia Bottled. Mamy więc muśnięte wanilią, goździkami i cynamonem, jabłuszka – pieczone ze słodką i lekko maślaną kruszonką, jak na szarlotkę przystało oraz dyskretnie przemycone pomiędzy nuty drzewne, głębokie akcenty roślinne (mech i wetivera). Z racji na utemperowaną nośność, te „kawiarniano cukiernicze niuanse” nie rzucają się w nozdrza równie okazale co u klasyka, ale miłośnicy Bottled, momentalnie odnajdą je w treści wersji odświeżonej. Tonic jest nieco cichszy i wypada dużo bardziej dyskretnie, wręcz powściągliwie niż klasyk, ale w trakcie upałów jego wycofana projekcja, będzie jak znalazł. Spodziewałem się, że z racji utemperowanych, ściszonych i przykręconych parametrów, zapach będzie niezbyt trwały – ale tu kolejna niespodzianka. Wprawdzie Bottled Tonic to nie klasyk i nie zostawia za nosicielem równie imponującego ogona, ale w kwestii trwałości – możemy spokojnie liczyć, na co najmniej 6-7 godzin dyskretnej, acz dyskretnej egzystencji.

rok powstania: 2017

nos: anonimowy acz utalentowany orędownik dietetycznego perfumiarstwa 😉

projekcja: umiarkowana, acz bardzo adekwatna do treści

trwałość: dobra

Głowa: grejpfrut, gorzka pomarańcza, cytryna, jabłko,
Serce: imbir, cynamon, goździk (przyprawa), geranium,
Baza: wetyweria, nuty drzewne,

Reklamy

Responses

  1. Dobrze się dzieję. 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: