Napisane przez: pirath | 28 marca 2017

Hugo Boss – Iced, czyli srebrny pocisk…


Iced jest kolejnym po Hugo Red zapachem Hugo Bossa, który reprezentuje sobą zwiewną, purystyczno monotematyczną świeżość. Hugo Red pachniał głównie rabarbarem, gdy Iced wybrzmiewa przeważnie grejpfrutem i koniec… Ultra lekki, diabelnie świeży i co tu mówić naturalny, więc nie dziwota że nosi się go równie przyjemnie co Kenzo L’Eeu Par, Annick Goutal Eau de Hadrien, Hermesa D’Orange Verte Concentree, czy Eau tres Fraiche. Hugo Iced reprezentuje dokładnie ten sam styl i wzornictwo, niejako wpisaną w najmodniejszy ostatnio trend lekkich, gorzkawych i purystyczno świeżych Colognes, od których nie stronią nawet najbardziej prestiżowi gracze, jak Dior, Guerlain, Bvlgari, czy YSL

Wprawdzie aspiracje i wykonanie to dwa różne zagadnienia, ale siłą rzeczy każdy liczący się na rynku gracz – prędzej czy później zmierzy się z modną ostatnio konwencją „nowoczesnego colognes” i nie inaczej jest w nie do końca oczywistym przypadku Iced. A skoro idzie lato, a skrojone na nowoczesną modłę świeżaki sprzedają się na pniu – więc kolejna, innowacyjna i przełomowa premiera świeżaka od Hugo, nie powinna nikogo dziwić… No ba, według premier świeżaków Hugo Bossa, będzie można za niedługo regulować zegarki 🙂 Widząc logo Hugo Boss, flakon i tytuł Iced, raczej spodziewałem się kolnej, do znudzenia oklepanej „morskiej bryzy” – skleconej naprędce z najtańszych syntetycznych ingrediencji, z których zmajstrowano kolejnego oklepanego, chemicznie „mroźnego” świeżaka na lato. I tu się przeliczyłem, bo choć jego monstrualnie soczyste i wręcz monotematycznie cytrusowe otwarcie, zdradzało nadchodzącymi wielkimi krokami banał (jak każde ortodoksyjnie cytrusowe otwarcie, tu pozdrawiam Lacoste, DKNY i najstarsze wypusty CK) – to w godzinę później musiałem to wszystko odszczekać…

Iced jest do bólu prosty, minimalistyczny, purystyczny i przede wszystkim od początku do końca cytrusowy. Tak bardzo grejpfrutowo* pomarańczowy i niemalże spartański, że skojarzenia z Bvlgari Men Extreme nasunęły mi się automatycznie. Chłodne i ostrożne w ekspresji cytrusy (grejpfrut i pomarańcza) jako trzon kompozycji to niewiele, za to nosi się je zaskakująco miło, lekko i przyjemnie – albowiem z łatwością wkupują się w łaski nosiciela, bijącą od nich naturalnością i łagodną sugestywnością. Zapach ma też tą zaletę, że nie próbowano go bardziej „odświeżyć i zmrozić” akcentami wodno ozonowymi – dzięki czemu nie przypomina (pomimo śladowej obecności jałowca w tle) płynu do płukania tkanin, ani kostki WC… A to z kolei daje absolutną pewność, że nawet w przypadku 40 st. upałów, nie będzie męczył ani irytował swą tanią, upierdliwą ozonową chemią.

*wprawdzie wykaz nut nawet się nie zająknął o grejpfrucie, ale z tym co czuję nie będę polemizował (wszak wykazy nut nigdy nie są pełne i w praktyce do niczego producenta nie zobowiązują)…

Iced pachnie tak, jakby wziąć na wpół dojrzałego, ledwie żółtego grejpfruta, a następnie przeciąć go na pół, pozbawić w większości soczystego i słodkiego miąższu i te prawie zupełnie wyzbyte soku „półkule” porozrzucać wokół osoby siedzącej z przepaską na oczach. Takie Ellena style… 😉 Czujesz żywe, świeże, soczyste i aromatyczne owoce i niemal nic ponadto… Wprawdzie producent deklaruje na pierwszym planie miętę i herbatę, ale proponuję o tym zapomnieć – bo choć w tle czuć dyskretne tchnienie mięty i jałowca, to ich obecność określiłbym mianem symbolicznego dopełnienia, gdzieś głęboko w tle. Owszem większa ilość subtelnie ujętej mięty i świeżych zielonych liści ukazuje się nieco wyraźniej w schyłkowej fazie akordu sera – ale jeszcze raz podkreślę, że ponad 80% ciężaru tematycznego kompozycji to cytrusy w najczystszej i zaskakująco naturalnej postaci. Taka sugestywność i i ujmująca prostota u Hugo Bossa? A to ci nowość…

Ale powodów do radości jest więcej, ponieważ tym razem nie użyto też nieśmiertelnego u Hugo imbiru, czy kardamonu (pomimo iż jest tu w teorii, równie wyrazisty jałowiec), dzięki czemu zapach wybrzmiewa z dotąd niespotykaną u Bossa świeżością i prostotą (ok, jeszcze Hugo Red pachniał z podobnym polotem). Prostotą, której nikt nie próbował na siłę doprawić czymś męskim i wyrazistym. Nie, Iced nie jest bezprecedensowym objawianiem, w tych perfumach (a zwłaszcza w akordzie środkowym) wciąż czai się duch wcześniejszych Red, Energise, XY i Unlimited – tyle że tym razem postawiono na nieskomplikowaną, prostą i naturalnie wybrzmiewającą świeżość, bez przemyconych na siłę konotacji ziołowo morsko ozonowych oraz bez podbijania na siłę wyrazistości brzmienia. Niby niewiele, ale efekt końcowy robi niesamowicie pozytywne wrażenie, a to jest moim zdaniem najważniejsze. Tytułowemu grejpfrutowi towarzyszy wprawdzie słabo wyczuwalna mięta, herbata i odrobina jałowca, ale jest tego dosłownie odrobinka – dzięki temu zapach kipi czystą, niewymuszoną, cytrusową świeżością od początku, aż do końca…

Zapach charakteryzuje dość kameralna projekcja i przeciętna trwałość, ale biorę poprawkę na porę roku i temperaturę. Iced to świeżak skrojony wybitnie na lato i dopiero gdy za oknem temperatura dobije do dwudziestu paru stopni – wówczas zapach w pełni rozwinie skrzydła. On i całkiem ładna, a przemycona do akordu bazowego vetivera, zielona, ciepła i tak delikatna, że ledwie wyczuwalna. Szkoda, bo aż by się chciało by wypełniła finisz, jak w choćby genialnej Pradzie Infusion de Vetiver, czy Sel de Vetiver od The Different Company – ale niestety anonimowy nos postanowił utrzymać niezmiennie monotematyczny kształt kompozycji, we wszystkich jej akordach… W tej fazie Iced jest już naprawdę delikatny i blisko skórny, jakby brakowało mu mocy by poderwać się ze skóry, ale wciąż przebąkuje przebrzmiewającym akordem zielono cytrusowym. Iced powinien się spodobać miłośnikom wyrafinowanego, chłodnego minimalizmu, w Ellenowym wydaniu – i coś mi mówi że wybornie sprawdzi się latem…

rok powstania: 2017

nos: anonimowy naśladowca Elleny

projekcja: umiarkowana (latem będzie lepsza)

trwałość: dostateczna (latem będzie lepsza)

Głowa: mięta, herbata,
Serce: jałowiec, gorzka pomarańcza,
Baza: wetyweria,

Reklamy

Responses

  1. Dla mnie zbyt nudno ale że lubię cutrusowy powiem grejpfruta to miało by to sens.
    Z zapachowej ciekawości zobaczymy latem.

    • polecam, właśnie latem 😉

  2. Sprawdziłam zachęcona zimnem i grapefruitem, ale niestety Iced zrobił mi przykrość: w te grapefruitowe skórki wtarto witaminę B. Podejrzewam o ten numer jałowiec.

    • całkiem możliwe, jałowiec pięknie komponuje się z cytrusami podbijając ogólną wytrawność i achromatyczność kompozycji


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: