Napisane przez: pirath | 20 kwietnia 2017

najbardziej żenujące i nieuczciwe praktyki w perfumeriach – uzupełnienie…


Mam nadzieję, że nie będzie z tego stałej serii i jakość obsługi klientów w rodzimych perfumeriach będzie ulegała sukcesywnej poprawie i patologii będzie mniej – ale póki co, mam kolejne perełki do kolekcji… 🙂 Dziś serdeczna znajoma przypomniała mi o sytuacji, której notabene – sam przed laty doświadczyłem, w jednej z dużych sieciówek. Otóż na moje pytanie o jakiś zapach, usłyszałem informację, że już go nie będzie, bo został wycofany. No cóż zasmuciłem się, bo bardzo chciałem te perfumy ponownie kupić, a tu taki pech… Ile to się wówczas człowiek nazłorzeczył w duchu i napomstował, na podłego producenta – a jak się nierzadko okazuje, bezpodstawnie… Niestety manipulacja, niedomówienie, a kolokwialnie rzecz ujmując wyrachowane kłamstwo, którego używają zapewne specjalnie w tym kierunku szkolone konsultantki – polega na tym, że zapachu wcale nie wycofano… A dokładnie: nie wycofano/ zaprzestano jego produkcji, tylko został on wycofany/ przestał być oferowany – jedynie w tej konkretnej perfumerii!. Oznacza to, że inne perfumerie prawdopodobnie nadal go oferują i zapach wciąż jest produkowany oraz dystrybuowany – tyle, że z różnych przyczyn zniknął z oferty tej konkretnej firmy lub oferty lokalnego dystrybutora…

Sam nie raz słyszałem, że dany produkt został wycofany i już go nie będzie, tyle że nikt nie dopowiedział magicznego „u nas” – o czym zresztą potem się naocznie przekonywałem, widząc ów produkt, nawet po latach! Stał sobie na półce u konkurencji, albo w ofercie sklepu internetowego – wciąż osiągalny i sprawdzając na stronie producenta, nadal oficjalnie dostępny. Oczywiście czasem zdarza się, że ktoś czyści magazyny i ostatnie transze produktu już oficjalnie nieprodukowanego, wypływają gdzieś w większej ilości na rynek – ale wycofanie z lokalnej oferty, nie jest tożsame z wycofaniem z produkcji w ogóle!. Oficjalnie ciężko zarzucić tak spreparowanej informacji celowe działanie na szkodę klienta i prawdopodobnie niewiele osób jest na tyle zorientowanych w zasadach dystrybucji, by temat drążyć i dociekać jak jest naprawdę. Większość klientów poczuje się mniej lub bardziej rozgoryczona niedostępnością ulubieńca, ale pogodzi się z tym i poszuka na miejscu alternatywy. Szkoda tylko, że najczęściej damy zarobić tej samej perfumerii, która nas przed chwilą wprowadziła w błąd – celowo zmanipulowanym przekazem, opartym na korzystnie dla niej przedstawionej półprawdzie…

Powiecie, że przesadzam, bo przecież konsultantka nie psiknęła mi testerem po oczach, a druga, zaczajona z tyłu – nie zdzieliła mnie w łeb innym testerem, bym stracił przytomność. Przecież nie ukradły mi portfela, ani nie wyczyściły karty robiąc mi lipną sprzedaż Diora Sauvage, gdy leżałem nieprzytomny na posadzce – nim koniec końców wywlokły mnie w w dwójkę i porzuciły nieprzytomnego, gdzieś w zaułku pasażu galerii… 😉 Wreszcie ktoś powie, że to tylko drobne niedopowiedzenie, niewinna kwestia wizerunkowa – bo perfumerii jest głupio przyznać się przed światem, że wycofała się z produktu, który wcześniej z takim przekonaniem oferowała… Fajnie, ale to wciąż dbałość o interes firmy, a nie klienta i niesmak pozostaje – a zwłaszcza gdy sprawa się rypnie. Wyrachowanie tej zagrywki polega na tym, by klient przypadkiem nie poszedł do konkurencji szukać swego ulubieńca, a został tu gdzie przyszedł i kupił co innego. Tak ma to w zamyśle wyglądać, tyle że raz oszukany w ten sposób klient, już raczej nie wróci do sklepu gdzie został okłamany / zmanipulowany – tylko po to, by sprytnie nakłonić go do zakupu innych perfum, bo skoro już tu jest, to głupio wypuścić go z pustymi rękoma, nie?

____________________________________________

Może to o czym teraz wspomnę, bardziej podpada pod wydumanego offtopa niż temat pokrewny – ale również podpada pod swoistą żenadę. Nie wiem, czy zauważyliście, ale Guerlain zmieniło i ujednoliciło kształt flakonów swoich męskich zapachów. Niby fajnie, ale mi to śmierdzi na kilometr cięciem kosztów i szukaniem oszczędności – wszak bajerancki flakon z drewnianym lub metalowym korkiem, o wymyślnym kształcie kosztuje krocie (w hurcie nawet kilka euro), więc oszczędności idą w miliony i pewnie dzięki temu nie zbankrutują (tak, to był sarkazm)… Tyle, czy ekskluzywnej, elitarnej i wysoce prestiżowej marce pokroju Guerlain – przystoi cięcie kosztów tam, gdzie najmocniej to widać i gdzie negatywne oddziaływanie na klienta, ma największy nacisk? W walce o klienta wygląd flakonu ma kluczowe znaczenie, ale Guerlain postanowiło cofnąć się w ewolucji i zaproponować butelkę z odzysku – po jakiejś hipsterskiej maści odczulającej na gluten?

Ocena ich obecnego wyglądu, to oczywiście kwestia gustów, ale nowe flakony wyglądają jak oldskulowe flaszki, po dziadkowych wodach kolońskich, z przed 50 lat – więc jest raczej mało prawdopodobne, by po taki zgrzebny, retro flakon, spontanicznie sięgnął ktoś młody… Powiecie że produkty Guerlain skierowane są do dojrzałych i wyrobionych koneserów, fajnie tylko każdy dojrzały koneser też kiedyś był młody i eksperymentował z nowymi markami. I jak ma się nie zrazić i podświadomie uprzedzić do marki (a umówmy się, Guerlain cenione jest wyłącznie przez klientów obytych), która na dzień dobry (już za młodu, gdy skorupka nasiąka) odstrasza go niezbyt atrakcyjnym flakonem? Więc jak dla mnie marka strzeliła sobie w stopę i ostro w przyszłości za to beknie – ale tak to już jest, gdy decydujący głos mają księgowi…

____________________________________________

No i coś co irytuje mnie najmocniej, to sugerowanie że zapach zawiera w sobie różniej maści afrodyzjaki lub feromony, które sprawią, że wszystko co żyje (włączając w to drzewa i tablicę rejestracyjną ze skutera mojego sąsiada) będzie się chciało ze mną przespać lub mi się oddać… 🙂 Ja rozumiem, że kreatywność kreatorów marketingowego bełkotu (w tym skryptów dla sprzedawców) nie zna granic (a zwłaszcza w kontekście wypowiedzi Einstein’a, że jedynie wszechświat i ludzka głupota są niekończone), ale pogrywanie na tak niskich i tanich instynktach, jest już samo w w sobie tak żenujące – że odechciewa się tłumaczyć (merytorycznie), dlaczego takie perfumy rzekomo zawierające feromony, nie mają prawa zadziałać. No chyba, że ktoś czuje się lochą i aktualnie poluje na jurnego knura… 😉 Jeśli kogoś interesuje temat perfum z feromonami i chciałby wiedzieć dlaczego jest to mit – to polecam zapoznać się z jego rozwinięciem TU.

____________________________________________

I na koniec „kwiatuszek„, o którym przypomniała mi jedna z czytelniczek (serdecznie pozdrawiam Panią/Pannę Avarati). Chodzi o „voodoo” z dobieraniem ludziom perfum, z rzekomym uwzględnieniem koloru ich włosów, tudzież karnacji. Eeeee a jak kobitka, albo facio przefarbuje włosy, to czy z automatu zmienią im się gusta zapachowe i mają wymienić już posiadane flakony, na bardziej adekwatne do ich aktualnego „outfitu i look’u” lub o zgrozo wzrostu??? 😉 A ja głupi sądziłem, że o doborze perfum decydują wyłącznie indywidualne i niemożliwe do odgórnego zaszufladkowania gusta zapachowe i ewentualnie pora roku oraz okazja. A tu się okazuje, że o wszystkim decyduje kolor włosów (a chodzi o aktualny, czy naturalny?), karnacja (to czy jest się „latem, albo zimą”), albo znak zodiaku… 😀 Swoją drogą, ciekawe czy na zachodzie pytają klientów o wyznanie, bo przecież powinni – co by przypadkiem nie urazić jakiegoś migranta, oferując mu zapach, który nie jest koszerny, albo halal… 😀

Tylko patrzeć jak konsultantki w perfumeriach zostaną przeszkolone z zakresu numerologii, astrologii i wróżbiarstwa, by móc stawiać klientkom tarota, sprawdzać aury oraz na poczekaniu oczyszczać im czakramy. Dzięki czemu będą mogły efektywniej wciskać kit, tfu. dobierać im kosmetyki i zapachy – bo przecież pytanie o gusta zapachowe i preferencje jest takie bezpośrednie, banalne i wścibskie… Lepiej postawić klientce kabałę, albo powróżyć jej z magicznej kuli, dobierając jej odpowiedni krem i zapach, wedle fazy księżyca i znaku zodiaku – niż uwzględniając właściwości jej skóry i dotychczasowe doświadczenia… 😀 A może krótkie spojrzenie na linię życia, na dłoni? Od razu będzie wiadomo, czy opłaca się inwestować w drogie kremy przeciwzmarszczkowe – chociaż lepiej nie, bo to mogłyby negatywnie wpłynąć na sprzedaż tego rodzaju produktów… 🙂

I pomyśleć, że kiedyś konsultantki dociekliwie pytały klientów o ich ulubione zapachy, drążąc w którym kierunku ewoluują klienta gusta zapachowe. Gdy wystarczy wcisnąć babeczkom, że właściwy dobór perfum zależy od koloru ich włosów – a facetom wciskać, że laski będą na nich lecieć, gdy użyją perfum X. No i co zrobić gdy ktoś włosy przefarbuje, zetnie, albo założy perukę? A co jeśli klientka nosi, albo założy koloryzujące szkła kontaktowe? Czy wówczas, aby odczynić zły urok, wystarczy splunąć trzykrotnie przez lewe ramię – czy też trzeba sięgnąć po solidniejsze argumenty i nasmarować się na noc np. niedźwiedzim sadłem* (oczywiście hypoalergicznym i w bezglutenowej wersji wegańskiej). Oczywiście szydzę i wyśmiewam, bo konia z rzędem kto wskaże choćby najmniejszy związek przyczynowo skutkowy (merytorycznie i rzeczowo) pomiędzy powyższą „szarlatanerią„, a rzetelnym doradztwem – ale dobrze wiedzieć że w XXI wieku, wciąż są perfumerie posługujące się równie „profesjonalnym” i rzetelnym doradztwem… 🙂

*czy dostrzegacie tu życiową szansę dla producentów leków? Od teraz taki syrop na kaszel, można sprzedawać już nie tylko w wersji dla suchego i mokrego kaszlu!. Huraaa!, od teraz oba mogą być dostępne w wersji dla blondynek i brunetek oraz dodatkowo w wersji bezglutenowej i bezlaktozowej! Tyle nowych możliwości łupienia, tfu stwarzania urojonych potrzeb, tfu dogadzania klientom 🙂

____________________________________________

Mam świadomość że powyższe, może sugerować iż konsultantki w perfumeriach to wyrachowane harpie – bezwzględnie czyhające na nasze portfele, choć wcale nie jest tak źle. Niestety najmocniej widoczna i rzutująca na postrzeganie ogółu jest patologia i skrajności, ale nie dajmy się zwariować (zaleca się nie zabierania ze sobą do perfumerii osikowego kołka i wody święconej). Niestety ceną za powyższe nadużycia jest dystans i nieufność klientów, którą odzyskać jest czasem niemożliwe – ale tym akurat spece od obmyślania strategii efektywnej sprzedaży, zdają się nie zawracać sobie głowy. Owszem zalecana jest ostrożność i czasem warto zaufać własnemu instynktowi i zakup na spokojnie przemyśleć – ale w perfumeriach naprawdę można spotkać profesjonalistów o zdrowym podejściu do klienta i sprzedaży – słowem ludzi, którzy wciąż kierują się w swej pracy etyką i zadowoleniem przede wszystkim klienta. I jako konkluzję do dzisiejszego wpisu, chciałbym Wam i sobie z tego miejsca życzyć dużo częstszego kontaktu, z właśnie tego pokroju doradcami.

Reklamy

Responses

  1. Kompletnie nie rozumiem ujednolicania flakonów Guerlaina, stara butelka Homme była charakterystyczna, podobnie jak L’instant i Vetiver a teraz mamy ujednolicone flakony jak u jakiegoś Mexxa. Nawet Chanel nie opakowało Antaeusa, czy Egoiste w butelki a’la Allure Homme/Bleu. Idzie za tym również fakt, że co prawda Homme EDP jest w nowym wydaniu aż 20 ml więcej, ale L’instant zmniejszył się o 25 ml a cena poszybowała do góry. Nie podoba mi się również trend robienia EDP ze wszystkich zapachów. Tzn. skasowanie EDT Homme a zostawienie EDP z tej samej linii. Jeśli już chcieli ujednolicić, to mogli użyć flakonów z linii Ideal, które, co by nie mówić, są piękne i nie budzą staromodnych skojarzeń jak flakon, który wszystkie zapachy „odziedziczyły” po Coriolanie/Habit Rouge.

  2. lepiej bym tego nie ujął… 😉 też jestem zawiedziony, bo jakby nie patrzeć ujednolicenie szaty graficznej, wprowadziło pewne rozmycie i chaos w ofercie, bo zrezygnowano z rozpoznawalnych i znanych klientom flakonów, a część kojarzyła je nie po marce i nazwie, a właśnie wyglądzie, specyficznym i wywołującym miłe skojarzenia. Efekt, starzy klienci szybko zapomną o Guerlain, nie widząc znanych sobie flakonów na półce, a nowi nawet nie będą sięgać po te retro dziwadła… A co do przerabiania wszystkiego na EdP, to po pierwsze stoi na tym głupia moda na intensyfikowanie wszystkiego co popadnie, a po drugie chodzi o sztuczne poszerzenie oferty. Efekt jeszcze większy chaos i rozmycie, bo w efekcie nic nie sprzedaje się dobrze… 😉

  3. Super tekst, który potwierdził moje obawy i obserwacje. Dzięki:)

    Podchodząc do półki z kilkoma flakonami różniącymi się jedynie etykietą od razu ma się wrażenie, że to kolejny massmarket. Dla zorientowanych pozostaje niesmak (i nieodparte wrażenie, że przy okazji zapach wykastrowano), dla niewprawionych – kolejna seria „jakiejśtamfirmy”, której nie ma co sprawdzać, zwłaszcza, że leżąca obok Puma Sync, Mexx czy inny Tiffi jest o krocie tańszy, a flakon ładniejszy. I przynajmniej można nazwę wymówić.

    Co do ‚dobierania perfum na podstawie koloru włosów’ – masakra. Zauważyłem dawno temu, że w innych dziedzinach wciska nam się ‚wyspecjalizowane’ produkty. Proszek/płyn do prania do białego i koloru jest już passe. Teraz koniecznie trzeba mieć jeszcze specjalny do sweterków, dla dzieci i do prania ręcznego. Zaraz pojawią się jeszcze do prania bielizny i skarpetek (koniecznie kilka wersji – do lewych, prawych i frotte).
    Tak samo jest lekami: zwyczajne tabletki od bólu głowy już nie wystarczą. Muszą być w wersji max, ultra max i koniecznie na noc. Czekamy na pojawienie się wersji na weekend oraz na konkretne pory roku.
    I oczywiście wszystkie posiadają inteligentne składniki, które same wyszukują źródło bólu lub zabrudzenia (jakby były takie inteligentne, to chyba jedna wersja spokojnie poradziłaby sobie ze wszystkim, nie?).

    Ale po co zadowalać się sprzedażą jednego produktu, jak można klientowi wcisnąć całą torbę kilku(nastu) takich samych, tylko inaczej pokolorowanych. Za odpowiednią ceną, wszak to produkty specjalistyczne.

    Chore, ale z drugiej strony skoro działa i ludzie kupują, to nic innego nie robić, tylko zgarniać hajs. Z punktu widzenia producenta to żyła złota.

    Niedługo pojawi się pewnie masło w wersji dla mężczyzn i kobiet. I dzieci. A potem to już poleci kaskadą i każdy dostanie swoje wymarzone masło – weganie, ślązacy, rudzi….

    • Hahaha uśmiałem się, bo trafiłeś w punkt 🙂 Ale coś w tym jest, bo z owej specjalizacji, która sama w sobie nie jest zła, a wręcz szczytna ze względu na maksymalizację efektywności – jakiś kreatywny oszust wyczuł koniunkturę i zrobił z owej specjalizacji maszynkę do robienia pieniędzy. Maszynkę działającą już w każdej możliwej branży i na każdą, zwykle urojoną okazję oraz wydumany, w zasadzie nieistniejący lub marginalny problem, który wedle zmanipulowanej retoryki reklamy – urasta do rangi nierozwiązywalnego problemu i globalnej apokalipsy 😉 . Tak więc już wkrótce perfumy będą się dzielić już nie tylko na męskie, damskie i uniseks, porę roku i okazję (co jeszcze można racjonalnie wytłumaczyć), ale i dla rudych, introwertyków, anarchistów, leworęcznych, ateistów, dla mniejszości seksualnych, wyznaniowych, politycznych, daltonistów, etc. – oraz special edition w wersjach UBER bezglutenowych, bez laktozowych i zgodnych z aktualnymi trendami mody 🙂 Ale tak jak piszesz, dopóki ludzie nie używają mózgów i nie analizują przydatności tak skleconych produktów – drogą racjonalnej weryfikacji ich realnej przydatności – to nic tylko golić frajerów z kasy 🙂 Dopuki takie praktyki nie będą szeroko potępiane, że w 21 wieku nie sposób zrobić syropu przykładowo na suchy i mokry kaszel w jednym (technologia i nauka już od 40 lat na to pozwala), to wciąż będziemy karmieni uwsteczniającymi w rozwoju „przełomami”, które zamiast usprawniać nam życie, jedynie je komplikują i mnożą zbędne wydatki (by zarabiać mógł pazerny koncern farmaceutyczny).

      p.s. a najbardziej rozwalił mnie tekst pewnej nawiedzonej trendsetterki kulinarnej, która w jednym z prozdrowotnych tekstów o odżywianiu się, zachęcała do zakupu ryb z tzw. szczęśliwych hodowli… WTF? Ja rozumiem i popieram agitację za prawami zwierząt, szanuję wegetarian, ale skrajność w żadną ze stron nie jest dobra – zwłaszcza gdy zamienia szczytny cel w pretekst do drwin i naraża cały powyższy wysiłek na śmieszność… Tylko patrzeć jak lansowane będą bez laktozowe i bezglutenowe jogurty, ze szczęśliwymi kulturami bakterii z solarnego chowu bezstresowego… 🙂
      pozdrawiam serdecznie 🙂

  4. No to pośmiałem się nieco. 🙂

    • śmiech prze łzy? 😉

  5. Co do karnacji i koloru włosów, to chyba pokłosie bardzo starego i chyba nieprawdziwego wierzenia, że ludzie o naturalnie ciemniejszej cerze i włosach mają intensywniejszy, cięższy naturalny zapach – i niby właśnie dlatego uniosą też cięższe perfumy. Że jak niby zapachu szuka dorodna sahiba w typie bliskowschodnim albo ognista Latina, to poradzi sobie z orientalnym zajzajerem, a taka eteryczna skandynawsko-słowiańska lelija od samego spojrzenia na flakon Opium czy inne Montalacze omdleje – i dlatego ma nosić zapachy zwiewne i lekkie.

    • tak, wiem że na upartego da się to merytorycznie wyjaśnić, ale w dzisiejszych czasach, gdy większość ludzi ma przytępiony lub spacyfikowany mnogością stosowanej chemii węch – powoływanie się na tak subtelne zależności nie ma sensu. Używamy takie ilości mydeł, kremów, balsamów, żeli, detergentów, perfum i innych perfumowanych mazideł, że kondycja i chemia skóry przestaje mieć w sumie wpływ i znaczenie na postrzeganie najsubtelniejszych niuansów, które po prostu giną w natłoku innych bodźców 😉

      • Ależ oczywiście. Do tego myjemy się znacznie częściej i skuteczniej niż w osiemnastym, dziewiętnastym, czy wręcz dwudziestym wieku – i główną funkcją perfum nie jest już przewalczenie naturalnego zapachu człowieka.
        Zresztą o wiele dokładniej pisałeś o tym w tekście o perfumach na siłowni.

        • Ojej miło mi że to również przeczytałaś, pozdrawiam serdecznie 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: