Napisane przez: pirath | 6 lipca 2017

Calvin Klein – Eternity Summer 2017, czyli świeżak z powikłaniami po sterydach…


Powiem wprost, że najnowszy Eternity Summer 2017, totalnie mnie rozczarował – zarówno mizerną trwałością, nieakceptowalną nawet w przypadku letnich świeżaków oraz nieadekwatnym, przekombinowanym i w efekcie niezbyt strawnym bukietem. Rozczarował tym bardziej, że to pierwszy od baaaaaardzo długiego czasu zapach od CK, który przerywał (w moich oczach) trwającą od ładnych 4 lat serię zwycięstw Calvin Kleina – w kategorii naprawdę niezłych premier, wysoko trzymanej gardy jakości oraz inwencji w kreowaniu nowości. I jak na ironię łapa poślizgnęła im się właśnie przy „odcinaniu kuponów” od klasycznego Eternity, którego sukces powielano od lat – co roku oddając w nasze ręce kolejny rocznik Summer 20xx

Jak przystało na rasowy, Calvinowyowocowy soczek” na lato, są tu owocki, czyli jabłuszka, jakiś tam cytrusik, coś „zielonego” – a wszystko umiarkowanie słodkie, soczyste i zabójczo przyjemne. Niestety amazing Eternity Summer, jak w zasadzie każdego letniego świeżaka, kończy się wraz z przeminięciem zwodniczo pięknego akordu otwarcia (ten akord to taka swoista i niepisana reklama każdych jednych perfum). A trudno ocenić i przyznać wysoką notę wyłącznie w oparciu o jakże zwodniczy i ulotny akord głowy, za to o coraz bardziej pokracznie wybrzmiewającym akordzie środkowym, można powiedzieć nieco więcej. Linia Summer to w sumie edycja limitowana i taki swoisty Hyde Park brandu, więc cudów oczekiwać nie powinienem – no i trudno zrąbać swieżaka, prawda?…

Teoretycznie prawda, ale choć zapach w swej początkowej fazie pachnie przyjemnie i zupełnie „przewidywalnie” – to już po kwadransie okazuje się iż jego brzmienie ma niewiele wspólnego zarówno z jego natywną segmentacją. A już najmniej z jego oficjalnym wykazem nut, który określiłbym kolokwialnie jako jeden wielki stek bzdur i pobożnych życzeń… No chyba, że użyto dosłownie śladowych i pomijalnych przez ludzką percepcję ilość co niektórych, a deklarowanych ingrediencji – byleby formalności stała się zadość, tyle że w praktyce, nic z tego nie czuję. Sorry, ale jaśmin, imbir i kokos, to nuty tak specyficzne i wyraziste, iż nie sposób ich obecności zignorować/pominąć. Sądzę więc że jakiegoś „kreatywnego pijarowca” poniosła inwencja i wiedząc, że i tak nikt tego nie zweryfikuje – prawdopodobnie wpisał jakieś kocopoły, by zrobić lepsze wrażenie na potencjalnych klientach. Taktyka to podła, ale wbrew pozorom dość powszechna w świecie perfum, bo pozawala epatować snobów i kusić urojonymi ingrediencjami klientów, złaknionych eklektycznych nowości. Sądziłem że Calvin Klein już z tego typu zagrywek wyrósł – ale nie, bo wśród tworzących bukiet nut, możemy podziwiać mityczny „nektar kokosowy” (WTF? bo jak niby to pachnie?)…

Nie będę się pastwił, że zapach wybrzmiewa słabo i wtórnie, bo w tej konwencji i opiewanej tematyce – wręcz nie sposób uciec od schematyczności, banału i miałkości formy. Mam tego świadomość i biorę poprawkę, że w tematyce zwiewnych letnich świeżaków trudno pokazać coś świeżego i naprawdę nowego, ale tym razem Calvin tak bardzo chciał się wykazać, że aż przesadził… Zamiast pójść na łatwiznę i jedynie zmienić numerek na jednej z wcześniejszej i udanej edycji Eternity Summer na aktualny – tudzież poddać ją niezauważalnemu liftingowi, by ów nowy numerek w nazwie jakoś usankcjonować (taktyka działała bez pudła od najmniej dekady 😉 ), stworzyli coś nowego, ale odnoszę wrażenie, że na siłę i sromotnie przestrzelili…

Kompozycje z pod szyldu Eternity Summer nigdy nie grzeszyły inwencją, ani porywającą sugestywnością aranżacji zapachowej – zresztą to nie jest konwencja / półka, w której górnolotny artyzm byłby oczekiwany i gdzie zostałby doceniony, no sorry to nie liga i klientela na np. ogródki Hermesa. Za to były to kompozycje neutralne, poprawne i bardzo przyjemne i tylko tego, czy też „aż tego” się od nich wymagało. Niestety odnoszę wrażenie, że spokój i jowialną sielankę wersji Eternity Summer z bieżącego rocznika zaburzono i zmącono, próbując przy zapachu nieumiejętnie grzebać i efekt końcowy hmmm, co najmniej uwiera. Coś w zwykle neutralnym, przyjemny i przewidywalnym modelu Eternity Summer zostało zachwiane, zmącone i naruszone – a w tle kompozycji pojawiły się dziwne, wręcz nieznośne i ewidentnie niepasujące do charakteru bukietu wtrącenia. Ciężko mi to wyrazić, bo seria Summer choć nigdy nie była „ambitna„, to przynajmniej była przyjemna i miło oraz łatwo się ją nosiło – gdy edycja 2017 jest trochę jak kiełkujące (odrastające po depilacji) włosy, na pieszczonych wierzchem dłoni nogach dziewczyny.

Zupełnie jakby ktoś chciał stworzyć zapach jeszcze bardziej uniwersalny i wszechstronny, wzmacniając jego bukiet o nuty nieco cięższego kalibru, by poza przysłowiową „plażą„, zapach pasował też do biura, albo klubu?… I chyba coś jest na rzeczy, bo w późnym akordzie serca, w pewnej chwili ujawnia się dodatek sandałowca, acz surowego, suchego i bardzo „komercyjnego w brzmieniu” i podejrzewam, że to jego szorstkość, plus deklarowane konotacje z piżma (syntetycznego pochodzenia), wprowadzają te mącące bukiet chropowatości. Chropowatości, która wprowadza zamęt i przydaje kompozycji masywności, przechylając jej krój w stronę nieco nadpobudliwego casualowca – irytującego swą ni to ostrą, ni to hermafrodytyczną, fizjonomią, miotającą się od nieco siermiężnych nut kwiatowo owocowych (fiołek i cytrus), przez syntetyczne nuty drzewne i piżma, wywołując u nosiciela zamęt i niepokój. Ostatni raz czułem się podobnie wąchając któryś zapach od Police i JPG Le Male Summer, bodaj rocznik 2015* – a tu sandałowiec tak bardzo gryzie się z fiołkiem, a całość z niezobowiązującą stylistyką „letniego świeżaka” iż nie sposób to spokojnie wąchać!.

*zauważyliście, że kolorystyka feralnego CK Summer 2017 i JPG Le Male Summer 2015 pokrywają się? Przypadek? Nie sądzę, choć po powąchaniu CK nie zbierało mi się na nudności… 🙂

jeden z największych olfaktorycznych koszmarów, z jakim miałem w życiu styczność, czyli JPG Le Male Summer 2015…

Ale spokojnie, na szczęście zapach (jak na swój wybujały kaliber) ma tak żenująco słabą trwałość, że nie będziecie się zbyt długo męczyć w jego irytującym towarzystwie. Z każdą aplikacją, zapach znikał ze skóry w zasadzie bez śladu po 3-4 godzinach, bo tego piżmowo wiórowego smędzenia przy samej skórze, trudno określić mianem efektywnego projektowania do otoczenia. Zatem wychodzi na to, że Eternity Summer pachnie nie jak zwiewny, letni świeżak – a nieco zwalisty, irytujący i nadpobudliwy casualowiec, o jak na ironię, żenująco słabej trwałości. W moim odczuciu perfumiarz zanadto przeszarżował, zamieniając zachowawcze i spokojne brzmienie świeżaka, w nieco groteskowego i karykaturalnego casualowca, epatującego agresywnym sandałowcem i przejaskrawionym fiołkiem oraz kardamonem – czym zupełnie zrujnował jego świeży, niewinny, niezobowiązujący i przede wszystkim odprężająco lekki charakter. W moim odczuciu tegoroczna odsłona Eternity Summer, nie nadaje się na lato – a już kategorycznie nie na upały, gdzie zmęczy nosiciela i wykończy jego otoczenie. Używacie na własne ryzyko – jakby co, ostrzegałem!… 😉

rok powstania: 2017

nos: anonimowy reformator

projekcja: dobra

trwałość: mizerna

Głowa: szałwia, bergamotka, imbir,
Serce: jaśmin, nektar kokosowy, liść fiołka,
Baza: wetyweria, drzewo sandałowe, piżmo,

Advertisements

Responses

  1. Do przewidzenia Piracie…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: