Napisane przez: pirath | 24 lipca 2017

Azzaro Chrome Pure EdT, czyli jeszcze bardziej Chrome…


Wprawdzie lubię i cenię klasyczne Azzaro Chrome, ale po poznaniu wersji Pure, doszedłem do wniosku, że mój proszek do prania pachnie ciekawiej – zaś wybierając z tej dwójki, to nim chciałbym pachnieć. Tak wiem, trudno o gorszą rekomendację dla perfum i w zasadzie na tym etapie niniejszy wpis mógłbym zakończyć, darując sobie i Wam stratę czasu – no ale wtedy nie mógłbym sobie poużywać i ponarzekać 😉 Serio, uważam że mój proszek do prania bieli (zielony Persil w żelu) pachnie ciekawiej i bardziej oryginalnie niż najnowszy Azzaro Chrome Pure. Tyle że ta uwaga tyczy się wyłącznie wtórności tych perfum, wynikającej bezpośrednio z obranej grupy olfaktorycznej oraz kopiowaniu przez Azzaro samego siebie – gdzie trudno zaskoczyć świat czymś nowym. Ja wiem że to flankier i nie powinienem się czepiać zgodności tematycznej z protoplastą, ale nie miejmy złudzeń, że skoro Azzaro umieściło w nazwie słowo wytrych „Chrome” – to liczy na bonusy z przysłowiowego odcinania kuponów, od popularności legendarnego już dziś protoplasty serii.

Zapewniam waz że z klasycznym Chrome, mają te perfumy wiele wspólnego i nie chodzi tylko o bezczelne i czcze epatowanie nazwą. To nie jest kolejny bezczelny skok na portfele klientów, choć wielu z Was zada całkiem przytomne pytanie, „jaki jest sens robić wersję Pure perfum, które słyną z tego że są Pure? Chłodna, minimalistyczna, zielono ozonowo metaliczna świeżość klasycznego Chrome, z łatwością przypadła klientom do gustu. I szczerze powiedziawszy, nie ma co im się dziwić, że najęci przez Azzaro perfumiarze (bardzo zresztą zdolni) poszli tym samym tropem. I nie ma co ukrywać, że zrobili to dla zapewnienia swemu zleceniodawcy ruchu w interesie oraz łatwych i dużych pieniędzy… 😉

No dobrze, nie będę się pastwił i wprowadzał Wam zamęt. Chrome w wersji Pure pachnie nadspodziewanie dobrze – tym bardziej, że jest to odgrzewany kotlet z odgrzewanego kotleta. Zapach jak na swą dość frywolną i lekką tematykę, zwykle eksploatowaną, nad interpretowaną i szarganą przez rzesze idących na łatwiznę producentów – tu wyszedł nadspodziewanie dobrze, rzeczywiście bardziej świeżo, przekonywająco i co najistotniejsze, wciąż lekkostrawnie. Klasycznego Chrome nie sposób nie lubić, ani nie sposób odmówić mu lekkości, finezji oraz wdzięku i podobnie jest z wersją Pure. Paradoksalnie Pure to takie Chrome w wersji intense, gdzie pod niewinną nazwą Pure, ktoś sprytnie ukrył ślepą pogoń za modą na intensyfikowanie wszystkiego co popadnie. Postanowił uwypuklić i wydobyć z tych już na wskroś świeżych perfum – kolejne, dotąd nie uwolnione pokłady świeżości, wręcz podwajając (intensyfikując) bijącą od tego bukietu świeżość i podbijając ją odrobiną słodkości.

Trudno powiedzieć o bukiecie Pure coś odkrywczego, poza tym że jest naprawdę miły dla nosa i bardzo poprawnie wykonany – przy udziale prawidłowo i rzetelnie wyartykułowanych ingrediencji. Nie ma tu chropowatości i drapania siermiężnych i tandetnych nut o rasowo chemicznym rodowodzie, ani wyrw w bukiecie – Pure sprawia wrażenie kompozycji bardzo naturalnej, wiernie wyartykułowanej i niewymuszonej, a to duży plus w kontekście tej grupy zapachowej. Witający nas akord otwarcia to doskonale wszystkim znany motyw przewodni, ukręcony naprędce z soczystych owoców i cytrusów, z domieszką jakiejś orzeźwiającej zieleniny – ale nie wnosi sobą nic nowego.

Podobnie „interesująco” brzmi nieco bardziej wartkie, acz równie wtórne, energetyzujące i podkręcone kardamonem i nutami morskimi serce. Jedyne co je wyróżnia to szlachetność artykulacji, sugestywność i jakość nut, odtwarzających ten oklepany motyw przewodni, znany nie tylko z Chrome ale i połowy mainstreamowych świeżaków i casualowców na rynku. Za hipotezą intensyfikacji Chrome, przemawia fakt, iż jest tu sporo zgrabnie zakamuflowanej słodyczy, która ujawnia się dopiero u schyłku akordu serca i nastania akordu bazy. W tle pojawia się kwiat pomarańczy i tonka, których subtelna acz stanowcza słodycz – wskazuje iż bardziej jest to zakamuflowany „intense” niż rasowy, jeszcze bardziej purystyczny świeżak… Dopiero schyłek właściwy jest nieco wytrawny, suchy i wyraźnie piżmowo drzewny – a wspomniana wcześniej słodycz, w ty stadium zanika zupełnie. Powiedziałbym że stylistycznie Pure przypomina nieco Loewe Solo, zmieszane z klasycznym Chrome.

Spodziewałem się, że będzie to kolejna syntetyczna pulpa, albo groteskowo przerysowany świeżak, pachnący jak woda po kwiatach, ale nie… Chrome Pure wciąż trzyma wysoki poziom wykonania i charakter klasyka – co więcej nie jest męczący, upierdliwy ani drażniący chropowatością swych zintensyfikowanych akordów ozonowo metaliczno morskich. Jeśli przepadacie za nieco zwalistą, ozonowo morską świeżością Isseyów, Bvlgari Aqua, tudzież Acqua di Gio, to możecie śmiało sięgnąć po te perfumy – acz uprzedzam, że to nie jest stricte świeżość morska, co ozonowo metaliczno morska, z delikatną domieszką subtelnej tonkowej słodyczy. Mi osobiście zapachy morskie średnio leżą i kiepsko komponują się z chemią mojej skóry, za to kompozycje ozonowe znoszę i toleruję już dużo lepiej. Kampania tych perfum ponownie nawiązuje do wielopokoleniowej uniwersalności tych perfum i o ile w przypadku klasyka nie mam ku temu żadnych obiekcji – to w przypadku Pure, uważam ten zapach za nieco zbyt wyrazisty, dla kilkunastolatka.

Jaki jest więc sens w kupowaniu tych perfum?. Mam wrażenie że ten zapach powstał trochę na siłę i niepotrzebnie, wszak Azzaro ma już w ofercie Chrome Intense, całkiem niezłe zresztą. Pure powstał jako kolejny flankier, a że kończy się modne i chwytliwe nazewnictwo – to musiano go jakoś ulokować w ofercie, raczej nie przejmując się zgodnością nazwy z powalająco wtórną treścią. Pure broni się wysoką jakością użytych do jego spreparowania nut zapachowych oraz łagodną i elegancką linią bukietu – który czerpie garściami z charakteru i charyzmy, wiecznie młodego Chrome. A przecież o zgodność z kultowym Chrome i zarabianiu na nim chodziło, a po co zmieniać coś co jest dobre? Ten zapach nie wprowadził nic nowego, poza jeszcze większym rozmyciem i chaosem w ofercie marki, ale to już nie nasz problem. Powiem więc tak, nie ważne czy sięgniecie po Chrome, Chrome Intense czy Pure, każdy Wasz wybór będzie dobry.

rok powstania: 2017

nos: Jacques Huclier i Olivier Pescheux

projekcja: bardzo dobra

trwałość: dobra

Głowa: bergamotka, mandarynka,
Serce: akigalawood, kwiat pomarańczy, nuty wodne,
Baza: cedr, fasolka tonka, mate, białe piżmo,

Reklamy

Responses

  1. Zerknę gdyż w klasycznym Chrome ochronę zbyt sztywno jak dla mnie.

  2. Witam ! Tak jak kiedyś Ci pisalem Piracie, kupilem Chanel Egoiste – zapach specyficzny – ale OK. Będac w drogerii bardzo spodobał mi się również inny zapach Chanela – Chanel Allure Homme Sport. Zastanawiam się nad zakupem, ale … spytam Ciebie jako fachowca. Bo w jednym z Twoich wcześniejszych wpisów na blogu napisałeś, że przemilczysz tego Allure Sport Chanela 🙂 Dlaczego ??? Twoja opinia …


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: