Doszedłem do wniosku, że nie ma co owijać w bawełnę i troszczyć się o poprawność polityczną. Skoro Dior ma swoich klientów gdzieś i serwuje im nędzne popłuczyny pod nazwą swego flagowego zapachu, to pora adekwatnie odpowiedzieć na ten afront i uśmiercić ten zapach na dobre. Skąd ma irytacja?. Ano ostatnimi czasy miałem nieprzyjemność poznać jak obecnie pachną te kultowe perfumy, a które znam i używam od lat 90-tych. Więc jakie było me osłupienie, gdy psiknąwszy w nadgarstek testerem „aktualnej wersji” (a wypuszczają je częściej niż Adobe serwuje kolejne wersje Flash Playera), bynajmniej nie poczułem znajomych rytmów Fahrenheita!. A to co „umownie” i w „dużym uproszeniu” rozszyfrowałem jako potencjalne brzmienie „mocno odświeżonego klasyka„, zniknęło z mojej skóry po zaledwie dwóch godzinach!. Powiem tak, poczułem się oszukany i haniebnie zdradzony, jako klient, fan zapachu i fan marki Dior. Jakim prawem to się nadal nazywa Fahrenheit skoro Fahrenheita nie przypomina? Serio, nazywanie tych siuśków Fahrenheitem poważnie i rażąco narusza semantykę definicji „Fahrenheit„!.

Ale serio serio? Tak, bo wyobraźcie sobie, że idziecie do sklepu kupić powiedzmy masło, a w środku są drożdże. Idziecie z reklamacją, a tam słyszycie że wszystko jest OK, bo teraz u tego producenta drożdże sprzedawane są jako masło. Idziecie do salonu samochodowego kupić busa, a dostajecie rower górski, ale ze znaczkiem np. Transit, bo od dziś taka jest polityka producenta, że zrywają z przeszłością, śmierdzącymi dieslami i w ogóle chcą uchodzić za markę trendy i eko. Albo chcecie kopić kawę, a personel kawiarni przynosi Wam herbatę z jarmużu i uparcie wmawia, że to właśnie zamawialiście, bo u nich herbata to kawa i jak się nie podoba, to możecie nie kupować. Kuriozalne prawda?
Ale nie w świecie perfum!, gdzie nazwa i wykaz składników do niczego producenta nie zobowiązuje i prawnie nic nie można takiemu krnąbrnemu producentowi za to zrobić!. (za to można skutecznie bojkotować jego produkty, a to największa i nieco zapomniana tajemna moc każdego kupującego). W tej branży można dowolnie zmodyfikować znany i kultowy zapach, albo dowolnego flankiera nazwać chwytliwą nazwą handlową jakiegoś kultowego klasyka – i ponownie sprzedawać frajerom, licząc że nikt się nie zorientuje i grzebanie w recepturze Fahrenheita znów ujdzie im płazem. Dior pewnie też liczył, że o dawnego Farenheita nie upomną się zarówno starzy, jak i nowi klienci – i wszyscy dalej pozwolą się dy*ać marce, oferującej im za ciężką kasę jedynie mit i nazwę, za którą nie stoi nic konkretnego, bo przecież to Dior!* A więc jedyne co można zrobić w sytuacji gdy Dior sprzedaje zapach noszący nazwę Fahrenheit, ale w treści i jakościowo nie przypominający go niemal w ogóle – to zapomnieć, że w ogóle jest oferowany i mentalnie skreślić go z listy wciąż produkowanych perfum!. Najlepiej zaorać pamięć i w ogóle zapomnieć, że ten zapach kiedykolwiek istniał. No co? Skoro producent jawnie kpi ze mnie (nabywcy) i świadomie działa na moją niekorzyść, przez okłamywanie mnie, że nadal mam do czynienia z Fahrenheitem, którego przecież znam – to ja mam prawo uznać i obwieścić, że nie jest już produkowany.
*normalnie rośnie nam w świecie perfum drugie i równie krnąbrne Apple, tylko jest jeden problem. Perfumy kiepsko się sprawdzają w epatowaniu snobizmem – a ja nie jestem fanbojem, by ślepo łyknąć wszystko, co Dior mi wspaniałomyślnie wciska!
Skoro na aktualnie oferowane klientom siuśki, Dior bezwstydnie i bezczelnie mówi Fahrenheit i na domiar złego bierze za ten badziew ciężki hajs – to wedle tej samej nomenklatury, na wołowinę od dziś mówmy szpinak, na kota mówmy pies, a od dziś polityk lub duchowny to synonim cnót, uczciwości i prowadzenia się zgodnie z tym co prawi. 🙂 Coś mi mówi że jeśli ten trend spłycania i nieodwracalnego psucia perfum (w imię szczytnej walki o rosnące słupki sprzedaży) utrzyma się, to za najdalej dekadę we flakonach będzie czysta woda źródlana, „zabrudzana” dla niepoznaki jakimiś ekologicznymi i hypoalergicznymi farbkami. I niech mi nikt nie wmawia, że to szaleństwo pseudo „poprawiania i unowocześniania” klasyków jest jakimś ulepszeniem i ewolucją**, bo nie jest!. Nazwa zobowiązuje, a perfumy mają pachnieć i zdaje się, że ktoś u Diora o tym zapomniał!. Fahrenheita którego znaliśmy, a którego na przestrzeni ostatnich dwóch dekad nie raz już reformuowano – jeszcze nikt nigdy tak źle nie potraktował, ostatecznie zabijając go w sensie dosłownym. Obecny „Fahrenheit” to jakiś drastycznie spłycony, sprofanowany i haniebnie nietrwały kastrat, więc powtórzę ponownie: Dior Fahrenheit przestał być produkowany!.
**no chyba że mowa o uwstecznianiu się w rozwoju i postępującej degradacji marki, co akurat ostatnimi czasy wychodzi Diorowi świetnie!
I weźcie sobie mą deklarację do serca, choć miłośnikom Fahrenheita, do których notabene sam się zaliczam – bynajmniej miło i wesoło nie jest, bo łatwo powiedzieć, zapomnij i uznaj za niebyły… Zapach był tak specyficzny, piękny, męski i niepowtarzalny, że znalezienie brzmienia nadającego się na godnego naśladowcę tego genialnego klasyka, graniczy niemal z cudem. Ale uszy do góry, albowiem przypadkiem trafiłem w Rossmanie na całkiem zacny zamiennik, który szczerze Wam polecę – ponieważ to co obecnie Dior nazywa Fahrenheitem, jest jakimś niesmacznym żartem i sromotnym nieporozumieniem. Dlatego sam nie wierzę że to piszę, ale śmiało kupujcie podróbki, tfu zapachy inspirowane Fahrenheitem, bo niestety oryginał nie jest już produkowany… Nie wiem czy właśnie o to Diorowi chodziło z ubiciem kury znoszącej złote jaja, ale gratuluję krótkowzrocznemu ignorantowi, odpowiedzialnemu za politykę marki w zakresie sygnowania i reformulacji perfum, tego jakże trafnego posunięcia wizerunkowo ekonomicznego… Moje szapo ba! Widać Fahrenheit był za dobry i zbytnio odstawał poziomem od ostatnio sygnowanych popłuczyn, w rodzaju Dior Sauvage – a wiadomo, że w takich sytuacjach „dobija się” wystającego gwoździa…
Aha!, zapominałbym, że Dior nie jest już samodzielną marką, ponieważ został kupiony przez koncern LVMH (tak, ten sam od rodzinki naszego dobrze znanego wśród miłośników niszy – Kiliana Hennessy, który niedawno sprzedał swą starannie wypromowaną markę by Kilian, koncernowi Este Lauder), więc ani zarząd Diora, ani sam Demachy (nadworny perfumiarz domu mody Dior i ojciec kultowej serii Dior Homme) nie mają nic do gadania w temacie doboru repertuaru. Garnitury od LVMH chcą szybko tę kasę odzyskać, więc pomyśleli, że najszybciej to osiągną – przerabiając jedne z flagowych perfum Diora na nijaką, populistyczną, pozbawianą jaj i wyrazu miksturę, którą wraz z opiewającą ów zapach legendą – można za ciężką kasę wcisnąć każdemu, kto dzięki silnemu wsparciu marketingowemu, złapie się na haczyk, tfu logotyp Dior… Gratuluję, ale wiedzcie jedno pazerne małpy, tą drogą kokosów nie zrobicie, bo nadziany małolat z erekcją na widok każdej rozpoznawalnej marki, a któremu próbujecie obecnego Fahrenheita wcisnąć, nie należy do klientów stałych i lojalnych!. Ultra spłaszczone, rozmyte oraz koszmarnie nietrwałe odniesienie do klasyka, które prezentujecie w obecnej dosłownie tych perfum – nikogo nie zatrzyma przy marce i tym produkcie na dłużej. Nie zatrzyma, bo to może uczynić tylko zapach z charyzmą, klasą i jajami, a taki „odświeżony” Fahrenheit bynajmniej nie jest. Ale co jakiś księgowy, koniunkturalny ignorant z marketingu lub dyrektor kreatywny (którego za chwilę wyleją, bo nie zrobił planu) może o tym wiedzieć?…

Reasumując, Dior Fahrenheit jakiego znaliśmy przestał istnieć, więc radzę szybko o nim zapomnieć i przede wszystkim szerokim łukiem omijać to g*wno, które aktualnie uzurpuje sobie prawo do noszenia po nim nazwy… Jako rekomendowane zastępstwo (bo mimo wszystko kupowania podróbek, czyli nabijania kieszeni złodziejom nie polecam) proponuję pachnącego naprawdę podobnie oraz co nikogo nie powinno dziwić, dwukrotnie tańszego La Martina Hombre. Wprawdzie nie jest to kopia idealna, ale mimo wszystko zapach przypomina Fahrenheita bardziej, niż aktualnie oferowany oryginał 🙂 Z właściwą recenzją powrócę, gdy znów zechce mi się pisać o perfumach… 😉

Smutne to… o zgrozo z Dior Homme jest to samo. No i aktualnie nabyty flakon Terre D’Hermes też już jakiś nie taki sam jak kiedyś… 😦
By: Wicher on 8 października 2017
at 22:24
A ja myślałam że mam omamy węchowe( dotyczące Terre) . Żal…żal…
By: hanka on 9 października 2017
at 01:12
obawiam się, że prędzej czy później to spotka każdy zapach…
By: pirath on 9 października 2017
at 08:14
dlatego doszedłem do wniosku, że nie ma sensu przywiązywać się do perfum i marek, trzeba używać jak rzecz, beznamiętnie i skakać z kwiatka na kwiatek, gdy tylko pojawi się coś ciekawego i o przyzwoitych parametrach.
By: pirath on 9 października 2017
at 08:16
Zmiany są od tego, żeby ożywić trupa. Mam starą (pierwszą) wersję Fahrenheita która warta jest dzisiaj majątek, jaki mogę na nim zbić na frajerach kochających zapachy geriatryczne, i nową chyba przedostatnią (seria 2007 – 2011) i zdecydowanie wolę nowszą. Jest uwspółcześniona, bardziej noszalna, odmłodzona i nie odstrasza dziewczyn 😉
A że trwałość niewielka? Ja akurat to lubię. 5-6 godzin to dla mnie max dla perfum. Lubię po pracy zmienić zapach, który nawet najpiękniejszy, po ośmiu godzinach zwyczajnie mnie nuży.
Tylko przechodziłem pozdrawiając… 🙂
By: Roq on 9 października 2017
at 00:58
Mój drogi, to że uciekały od Ciebie dziewczynki, na pewno nie było zasługą Fahrenheita, prawdopodobnie za mocno ciągnąłeś je za warkoczyki 🙂
By: pirath on 9 października 2017
at 08:13
Roq !!!! Jak miło Cię czytać! Kopę lat…
By: hanka on 9 października 2017
at 12:55
Hej 🙂
By: Roq on 10 października 2017
at 11:18
Dobrze że wróciłeś.-)
By: hanka on 9 października 2017
at 01:13
jeszcze nie, ale dzięki 🙂
By: pirath on 9 października 2017
at 08:14
Ale ześ się wk.rw.ł. Popieram i przyłączam się do akcji.
By: ice numéro cinq on 9 października 2017
at 02:34
no ździebko 😉
By: pirath on 9 października 2017
at 08:14
Przykre, jak niszczy się ikonę
By: Adam on 9 października 2017
at 08:17
Dior z mojej ulubionej marki mainstreamowej staje się firmą, którą omijam w perfumerii. Ich polityka ostatnich 3 lat ma wręcz znamiona sabotażu. Dior Homme Sport 2017 to jest przecież gniot czystej wody. Jedyne co w nim dobre, to fakt, że poinformowali o zmianie receptury. Dior Homme to już w ogóle ruletka. Co pół roku pachnie inaczej. Mam swojego Fahrenheita Aqua, którego używam okazjonalnie i tak będzie musiało pozostać. Szok jak szybko można zepsuć dobre imię, na które pracowało się latami. Nie wiem tylko w imię czego. Oszczędności?
By: ice numéro cinq on 9 października 2017
at 10:18
Wątpię, by Dior zepsuł sobie renomę, po prostu rzesza „zwyczajnych” użytkowników perfum w życiu nie słyszała o czymś takim jak reformulacja lub IFRA a ekspedientka, wespół z producentem, powiedzą, że nie ma czegoś takiego. Ludzie kupują swoje od lat ulubione zapachy i albo myślą, że nabyli podróbkę, wierzą w gorsze perfumy na polskim rynku lub zwalają winę na przyzwyczajenie się do zapachu.
By: J. on 17 października 2017
at 21:29
Wygląda na to, że trzeba już całkowicie pominąć obszar środkowy perfum (seforzano-daglasowski), bo ten jest ściśle zależny od marketingu, i grzebać albo w niszy, która chyba rzadziej i mniej brutalnie dokonuje reformulacji, albo przeprosić się z Rośkiem albo Hebe, gdzie trafiają się cudeńka zbyt tanie, żeby ktokolwiek bawił się w zmienianie im składu.
Sam pisałeś wcześniej o bardzo wdzięcznych Axe (kacza noga, jak to brzmi!), które nie były siermiężną siekierą, tylko zapachami z pomysłem. Teraz dołączasz do tego Martinę. A ja znalazłam w Hebe przytulasa polskiej firmy Allvernum, który ma w sobie sensowną ambrową kawę z zawijaskami, i który tańczy na człowieku ponad dziesięć godzin. Nie jest szczególnie finezyjny, ale ma sens.
Tak bajdełejem, bardzo się cieszę, że wróciłeś; szkoda tylko, że furią niesion.
By: shiraishi on 9 października 2017
at 11:23
Polecam zobaczyć jak zepsuli Jadore I Miss Dior… Nie są podobne do pierwowzoru 😦
By: Karolina on 9 października 2017
at 19:09
Wracaj wracaj bez ciebie nudno. Bądź twardy. PZDR
By: Draco on 9 października 2017
at 19:40
Tak sobie pomyślałem, że warto zapoznać „garnitury” Diora z odczuciami jakie masz względem ich produktów, zresztą nie od dzisiaj i nie tylko Diora,
Na początek krucjaty, proponuję Diora. Jak pamiętam, w temacie Deklaracji Cartiera kontaktowałeś się z „centralą” i nawet odpowiedzieli, więc może pójść w tym kierunku…..
Pozdrawiam
By: Kantysta on 9 października 2017
at 23:21
A ten w miarę ”podobny” zapach do F to jak się nazywa dokładnie? Na stronie Rossmana znalazłem ”La Martina, …una pasion Argentina”, woda toaletowa dla mężczyzn, 100 ml, 169,99 złociszy, flakon i opakowanie wyglądają jak na zdjęciu w twoim wpisie zaś w jednej z perfumerii internetowych znalazłem „La martina Hombre for men” 100 ml 200 zł z groszami i na zdjęciach również chyba też taki sam flakon. Czy to są te same zapachy? Który zapach miałeś na mysli? z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam P.S F i F Absolute te zapachy bardzo mi się podobają (opieram się na wrażeniach i próbkach sprzed kilku lat) nie wiem jak teraz pachną ani jak pachniały ich pierwsze dziewicze wersje – no ale ja w ”perfumiarstwie” jestem laikiem 🙂
By: Marcinnn on 11 października 2017
at 01:38
gwoli ścisłości – jestem laikiem ale wiem iż F Absolute nie jest już produkowany (mi osobiście podobał sie bardziej niż zwykły F). raz jeszcze pozdrawiam
By: Marcinnn on 11 października 2017
at 01:41
…pięknych zapachów tyle do wyboru a życie takie krótkie jest…Pozdrawiam.
By: romekmadomek on 11 października 2017
at 07:03
Niech Pan powącha Simply Jil Sander – może humor się poprawi 😊
By: A. on 20 października 2017
at 16:14
Witam.Rozumiem Twój mix rozgoryczenia,frustracji i rozczarowania,ale pamiętaj że masz wierne grono stałych czytelników i choć domyślam się że jeśli kiedyś wrócisz do recenzowania to na początku będą pełne rezerwy,to zapewniam że czekam na tą chwilę.Pozdrawiam.
By: Radosław on 11 listopada 2017
at 19:18
Fahrenheit umarł w 2015 roku, wraz ze zmianą pudełka. Pachnie jak mydło, z dodatkiem nuty fahrenheita, parametry jakbyśmy się kostką szarego mydła wymyli, Quo Vadis Dior…
By: Czarny on 19 listopada 2017
at 17:42
Zaglądamy i tęsknimy za wpisami na najlepszym blogu perfumowym…
By: Perfumateusz on 22 stycznia 2018
at 12:23
Przestań się mazać tylko bierz się za robote i recenzje bo masz braki 😉
By: Ukradziony Cartier Listonoszowi... on 24 lutego 2018
at 18:40
Wyjebka i tyle :-). Każdy ma prawo.
By: G666 on 5 marca 2018
at 20:15
Może Dior zaczął różnicować rynek i zostaliśmy sklasyfikowani jako trzeci świat.. ot wszystkie opakowania w S i D mają tureckie napisy na spodzie.
Choć przyznam szczerze że nie wiem czy wcześniej też tam były, czy nie… jeżeli ktoś ma kartoniki ze starszych wypustów to mógłby się podzielić wiedzą na ten temat. Jedno jest pewne, obecny Fahrenheit to nieporozumienie.
By: Bastian on 16 marca 2018
at 20:03
Nie ma różnicowania rynków, kupiłem Fahrenheita w Sephorze w Paryżu i taka sama padaka jak w polskim Douglasie, Sephorze, czy Hebe. Można też poczytać komentarze do perfum na sephora.fr Ja akurat znam franc. więc poczytałem i Francuzi tak samo na nich narzekają, to samo jest z Eau Sauvage, moim drugim ukochanym zapachem od Diora, w tym samym miejscu kupiłem zestaw Eau Sauvage z perfumetką 10 ml i rzeczywiście, przyda się, bo w ciągu dnia trzeba ponawiać aplikacje.
By: J. on 19 marca 2018
at 17:11
A mi pasuje i nie narzekam bo i tak jest niż większość
By: Brutal on 21 marca 2018
at 21:51
Dzień dobry,
od niedawna interesuję się perfumami. Niedawno kupiłem sobie pierwsze – Davidoff Adventure. Bardzo mi się podoba ten zapach, ale jest raczej bardzo mało intensywny i mało trwały, a na tych cechach mi też zależy.
Mam pytanie do Pana nt. kultowego Chanel Égoïste. W wielu źródłach, m.in. blog Nez de Luxe, trafiam na opinie, że zapach jest meeega trwały (wręcz czołówka) i ponadczasowy, tymczasem w Pańskim wpisie sprzed bodajże pięciu lat znajduję informacje o reformulacji, która ten zapach „wykastrowała”, przez co ciągle jest bardzo dobry, ale i mniej trwały, i ogólnie „mniej”. Tymczasem mnie zapach obecny, oczywiście tylko ten wąchałem, bardzo się podoba. Moja reakcja po pierwszym „niuchu” raczej aprobująca nie była, ale cośtam się poczytało, że legenda, powąchało się więcej i w sumie doszedłem do wniosku, że jest extra i że to obecnie mój ulubiony zapach razem z Grey Vetiverem producenta pewnej marki samochodów ;), bardzo mi się podoba.
No i właśnie, zastanawiam się czy go kupować, bo ten Pan wpis trochę mną zachwiał, czy teraz po pięciu latach Pana zdanie jest takie samo? A może były jeszcze inne reformulacje, które jeszcze inaczej wpłynęły na Egoistę? Bo zastanawiam się czy kupować, jak jest z tą trwałością, czy w końcu są trwałe czy nie, czy są intensywne czy nie, czy dają jakiś efekt sillage, co by Pan doradził i mógł jeszcze powiedzieć o tym zapachu?
Pozdrawiam, Jan L..
By: Jan L. on 2 kwietnia 2018
at 13:54
Panie Janie,
nikt z nas – ani autor bloga ani inni miłośnicy perfum – nie zagwarantują panu trwałości, czy projekcji perfum na pańskiej skórze, bo to są kwestie indywidualne. Najnowsza wersja to jest ta w kwadratowej butelce. Najlepiej będzie, jeśli uda się pan do perfumerii, zobaczy jak wygląda tester (nowa, czy stara butelka) i użyje go globalnie (tzn. tak jak zazwyczaj aplikuje perfumy) i w ten sposób sprawdzi jak zachowuje się zapach na pana skórze. Sprawdzał pan Dior Homme Parfum?
By: J. on 6 kwietnia 2018
at 18:38
…..Panie pisz Pan coś bo nuda straszna a na ….forum same malolaty z nosem niewyrobionym perfumiarsko!…pisz Pan cokolwiek!
By: józef on 16 kwietnia 2018
at 19:40
Bardzo ciekawe spojrzenie na coraz większy problem reformulacji zapachów.
By: Ania on 6 czerwca 2018
at 09:56
Pytanie z innej beczki. Czy ktos może miał do czynienia z zapachami marki Harve Gambs?
By: Wiesiek on 12 lipca 2018
at 20:02
Szanowny Pirath-cie.
Jeśli żyjesz i jeżeli jeszcze – choćby czasem – zaglądasz na swój blog, jako wieloletni czytelnik pozwalam sobie do Ciebie napisać. To nie jest kurtuazyjna formułka, że jestem zmartwiony zaprzestaniem wpisów i ocen perfum. Tak jest w rzeczywistości. Mimo wielości tego typu recenzji w sieci, twój blog był naprawdę wyjątkowy. Pisany z wielką swadą i polotem oraz znajomością rzeczy, czyli recenzowanych zapachów. Nie zawsze zgadzałem się z Twoimi opiniami, choć czesto – właśnie po czasie – przyznawałem Ci rację. Ale też czasem, przeciwnie, utwierdzałem się w przekonaniu, że gusty zapachowe są krańcowo różne. Zawsze jednak Twoja opinia była – jeśli nie decydującym – to istotnym kryterium, wyboru kolejnego zapachu. Zawsze był to wybór trafny (z wyjątkiem Ungaro III – bardzo dobrze przez Ciebie ocenionego, który mi całkowicie nie odpowiadał).
Zdaje sobie sprawę, że wszystko ma swój początek, trwanie i koniec. Każdy może w pewnym momencie uznać, że nie zamierza kontynuować swojej działalności, szczególnie gdy była ona w sieci i nosiła znamiona non profit. Ale tzw. przyzwoitość nakazuje złożenie w tym przedmiocie jednoznacznego oświadczenia. Ostatni wpis na Twoim blogu o przerwie miał miejsce 8.10.2017 r., czyli prawie rok temu. Natomiast twz. regularny wpis oceniający zapach był 24.07.2017 r. czyli grubo ponad rok temu. Lojalność w stosunku do wiernych czytelników (do których się zaliczam) nakazuje złożenie jasnej deklaracji. Czy blog został definitywnie zamknięty. Wówczas będę traktował go jako źródło wiedzy archiwalnej, o zapachach do 2017 r. Jeśli nie, na co ja (i pewnie rzesze innych) liczę i rzeczywiście jest to przerwa, to oczekuję informacji, kiedy Twój blog zostanie wznowiony. Przypuszczam, że nie tylko ja, chcę wiedzieć, czy jest to blog archiwalny. Czy też mam sprawdzać, czy nie wznowiłeś, tak bardzo oczekiwanej przeze mnie działalności. Jeśli szanujesz swoich wiernych czytelników, proszę o odpowiedź. Nie trzymaj nas w niepewności trwającej już prawie rok. Napisz co dalej z blogiem. Czekam na odpowiedź, nie tylko ja.
By: dark on 27 września 2018
at 23:13
Mija czas a co się dzieję, z Piratem nie wiadomo. Perfumy to takie hobby a nawet pasja, że trudno ją całkowicie porzucić.
By: Czarny on 10 grudnia 2018
at 00:08
Panie Piracie proszę wrócić do pisania bloga. Bez Pana recenzji wchodzę do perfumerii i się gubię, nie wiem co wąchać a co omijać.
By: tiromil on 12 grudnia 2018
at 23:23
kurde to juz tyle czasu odkad nic nie bylo zrecenzowane
szkoda wielka szkoda 
By: karlos on 13 grudnia 2018
at 20:43
krótko. Bloga czytam od wielu wielu lat i dzięki niemu – w sumie to dzięki Tobie (bo przecież pisze do Ciebie) odkryłem wiele ciekawych zapachów… Nie wiem czy to przeczytasz ale PROSZĘ wróć do recenzowania tego co aktualnie na rynku – nawet jeśli miałbyś jechać po wszystkim jak po łysej kobyle – bo dzięki temu, tacy jak ja odkrywają świat zapachów!
amen.
By: cicik on 6 lutego 2019
at 06:15
Umarłeś?
By: Twój fan on 26 marca 2019
at 21:46
Halo? Trochę długa ta przerwa, a szkoda. Tyle ciekawych pozycji do przetestowania. Panie, weź się do roboty :f. Na start proponuję S.T. Dupont Passenger, Montblanc Starwalker i Baldessarini Concentree. Bo czemu nie?
🙂
By: Val on 21 lipca 2019
at 18:26
Budzim się, ale powolutku i wszystko w swoim czasie mój drogi 🙂
By: pirath on 26 sierpnia 2019
at 20:47
Ktoś mi powiedział, że Hitfire firmy La Rive pachnie jak Fahrenheit z lat 90, bardziej przypomina pierwowzór niż aktualna wersja i ma większą trwałość. To prawdziwy chichot losu – podróba pokazuje gdzie jest miejsce Diora i jak bardzo stoczył się jakościowo.
By: Martius777 on 15 sierpnia 2019
at 23:00
Otóż to… podróbkę cechuje większa trwałość i zbierzność tematyczna z oryginałem, niż sam oryginał…, wstydź się spadkobierco dziedzictwa Diora, który pewnie przewraca się dziś w grobie, z prędkością turbosprężarki…
By: pirath on 26 sierpnia 2019
at 20:47