Napisane przez: pirath | 8 października 2017

koniec produkcji Fahrenheita, czyli przerwa w przerwie od blogowania…


Doszedłem do wniosku, że nie ma co owijać w bawełnę i troszczyć się o poprawność polityczną. Skoro Dior ma swoich klientów gdzieś i serwuje im nędzne popłuczyny pod nazwą swego flagowego zapachu, to pora adekwatnie odpowiedzieć na ten afront i uśmiercić ten zapach na dobre. Skąd ma irytacja?. Ano ostatnimi czasy miałem nieprzyjemność poznać jak obecnie pachną te kultowe perfumy, a które znam i używam od lat 90-tych. Więc jakie było me osłupienie, gdy psiknąwszy w nadgarstek testerem „aktualnej wersji” (a wypuszczają je częściej niż Adobe serwuje kolejne wersje Flash Playera), bynajmniej nie poczułem znajomych rytmów Fahrenheita!. A to co „umownie” i w „dużym uproszeniu” rozszyfrowałem jako potencjalne brzmienie „mocno odświeżonego klasyka„, zniknęło z mojej skóry po zaledwie dwóch godzinach!. Powiem tak, poczułem się oszukany i haniebnie zdradzony, jako klient, fan zapachu i fan marki Dior. Jakim prawem to się nadal nazywa Fahrenheit skoro Fahrenheita nie przypomina? Serio, nazywanie tych siuśków Fahrenheitem poważnie i rażąco narusza semantykę definicji „Fahrenheit„!.

Ale serio serio? Tak, bo wyobraźcie sobie, że idziecie do sklepu kupić powiedzmy masło, a w środku są drożdże. Idziecie z reklamacją, a tam słyszycie że wszystko jest OK, bo teraz u tego producenta drożdże sprzedawane są jako masło. Idziecie do salonu samochodowego kupić busa, a dostajecie rower górski, ale ze znaczkiem np. Transit, bo od dziś taka jest polityka producenta, że zrywają z przeszłością, śmierdzącymi dieslami i w ogóle chcą uchodzić za markę trendy i eko. Albo chcecie kopić kawę, a personel kawiarni przynosi Wam herbatę z jarmużu i uparcie wmawia, że to właśnie zamawialiście, bo u nich herbata to kawa i jak się nie podoba, to możecie nie kupować. Kuriozalne prawda?

Ale nie w świecie perfum!, gdzie nazwa i wykaz składników do niczego producenta nie zobowiązuje i prawnie nic nie można takiemu krnąbrnemu producentowi za to zrobić!. (za to można skutecznie bojkotować jego produkty, a to największa i nieco zapomniana tajemna moc każdego kupującego). W tej branży można dowolnie zmodyfikować znany i kultowy zapach, albo dowolnego flankiera nazwać chwytliwą nazwą handlową jakiegoś kultowego klasyka – i ponownie sprzedawać frajerom, licząc że nikt się nie zorientuje i grzebanie w recepturze Fahrenheita znów ujdzie im płazem. Dior pewnie też liczył, że o dawnego Farenheita nie upomną się zarówno starzy, jak i nowi klienci – i wszyscy dalej pozwolą się dy*ać marce, oferującej im za ciężką kasę jedynie mit i nazwę, za którą nie stoi nic konkretnego, bo przecież to Dior!* A więc jedyne co można zrobić w sytuacji gdy Dior sprzedaje zapach noszący nazwę Fahrenheit, ale w treści i jakościowo nie przypominający go niemal w ogóle – to zapomnieć, że w ogóle jest oferowany i mentalnie skreślić go z listy wciąż produkowanych perfum!. Najlepiej zaorać pamięć i w ogóle zapomnieć, że ten zapach kiedykolwiek istniał. No co? Skoro producent jawnie kpi ze mnie (nabywcy) i świadomie działa na moją niekorzyść, przez okłamywanie mnie, że nadal mam do czynienia z Fahrenheitem, którego przecież znam – to ja mam prawo uznać i obwieścić, że nie jest już produkowany.

*normalnie rośnie nam w świecie perfum drugie i równie krnąbrne Apple, tylko jest jeden problem. Perfumy kiepsko się sprawdzają w epatowaniu snobizmem – a ja nie jestem fanbojem, by ślepo łyknąć wszystko, co Dior mi wspaniałomyślnie wciska!

Skoro na aktualnie oferowane klientom siuśki, Dior bezwstydnie i bezczelnie mówi Fahrenheit i na domiar złego bierze za ten badziew ciężki hajs – to wedle tej samej nomenklatury, na wołowinę od dziś mówmy szpinak, na kota mówmy pies, a od dziś polityk lub duchowny to synonim cnót, uczciwości i prowadzenia się zgodnie z tym co prawi. 🙂 Coś mi mówi że jeśli ten trend spłycania i nieodwracalnego psucia perfum (w imię szczytnej walki o rosnące słupki sprzedaży) utrzyma się, to za najdalej dekadę we flakonach będzie czysta woda źródlana, „zabrudzana” dla niepoznaki jakimiś ekologicznymi i hypoalergicznymi farbkami. I niech mi nikt nie wmawia, że to szaleństwo pseudo „poprawiania i unowocześniania” klasyków jest jakimś ulepszeniem i ewolucją**, bo nie jest!. Nazwa zobowiązuje, a perfumy mają pachnieć i zdaje się, że ktoś u Diora o tym zapomniał!. Fahrenheita którego znaliśmy, a którego na przestrzeni ostatnich dwóch dekad nie raz już reformuowano – jeszcze nikt nigdy tak źle nie potraktował, ostatecznie zabijając go w sensie dosłownym. Obecny „Fahrenheit” to jakiś drastycznie spłycony, sprofanowany i haniebnie nietrwały kastrat, więc powtórzę ponownie: Dior Fahrenheit przestał być produkowany!.

**no chyba że mowa o uwstecznianiu się w rozwoju i postępującej degradacji marki, co akurat ostatnimi czasy wychodzi Diorowi świetnie!

I weźcie sobie mą deklarację do serca, choć miłośnikom Fahrenheita, do których notabene sam się zaliczam – bynajmniej miło i wesoło nie jest, bo łatwo powiedzieć, zapomnij i uznaj za niebyły… Zapach był tak specyficzny, piękny, męski i niepowtarzalny, że znalezienie brzmienia nadającego się na godnego naśladowcę tego genialnego klasyka, graniczy niemal z cudem. Ale uszy do góry, albowiem przypadkiem trafiłem w Rossmanie na całkiem zacny zamiennik, który szczerze Wam polecę – ponieważ to co obecnie Dior nazywa Fahrenheitem, jest jakimś niesmacznym żartem i sromotnym nieporozumieniem. Dlatego sam nie wierzę że to piszę, ale śmiało kupujcie podróbki, tfu zapachy inspirowane Fahrenheitem, bo niestety oryginał nie jest już produkowany… Nie wiem czy właśnie o to Diorowi chodziło z ubiciem kury znoszącej złote jaja, ale gratuluję krótkowzrocznemu ignorantowi, odpowiedzialnemu za politykę marki w zakresie sygnowania i reformulacji perfum, tego jakże trafnego posunięcia wizerunkowo ekonomicznego… Moje szapo ba! Widać Fahrenheit był za dobry i zbytnio odstawał poziomem od ostatnio sygnowanych popłuczyn, w rodzaju Dior Sauvage – a wiadomo, że w takich sytuacjach „dobija się” wystającego gwoździa…

Aha!, zapominałbym, że Dior nie jest już samodzielną marką, ponieważ został kupiony przez koncern LVMH (tak, ten sam od rodzinki naszego dobrze znanego wśród miłośników niszy – Kiliana Hennessy, który niedawno sprzedał swą starannie wypromowaną markę by Kilian, koncernowi Este Lauder), więc ani zarząd Diora, ani sam Demachy (nadworny perfumiarz domu mody Dior i ojciec kultowej serii Dior Homme) nie mają nic do gadania w temacie doboru repertuaru. Garnitury od LVMH chcą szybko tę kasę odzyskać, więc pomyśleli, że najszybciej to osiągną – przerabiając jedne z flagowych perfum Diora na nijaką, populistyczną, pozbawianą jaj i wyrazu miksturę, którą wraz z opiewającą ów zapach legendą – można za ciężką kasę wcisnąć każdemu, kto dzięki silnemu wsparciu marketingowemu, złapie się na haczyk, tfu logotyp Dior… Gratuluję, ale wiedzcie jedno pazerne małpy, tą drogą kokosów nie zrobicie, bo nadziany małolat z erekcją na widok każdej rozpoznawalnej marki, a któremu próbujecie obecnego Fahrenheita wcisnąć, nie należy do klientów stałych i lojalnych!. Ultra spłaszczone, rozmyte oraz koszmarnie nietrwałe odniesienie do klasyka, które prezentujecie w obecnej dosłownie tych perfum – nikogo nie zatrzyma przy marce i tym produkcie na dłużej. Nie zatrzyma, bo to może uczynić tylko zapach z charyzmą, klasą i jajami, a taki „odświeżony” Fahrenheit bynajmniej nie jest. Ale co jakiś księgowy, koniunkturalny ignorant z marketingu lub dyrektor kreatywny (którego za chwilę wyleją, bo nie zrobił planu) może o tym wiedzieć?…

Reasumując, Dior Fahrenheit jakiego znaliśmy przestał istnieć, więc radzę szybko o nim zapomnieć i przede wszystkim szerokim łukiem omijać to g*wno, które aktualnie uzurpuje sobie prawo do noszenia po nim nazwy… Jako rekomendowane zastępstwo (bo mimo wszystko kupowania podróbek, czyli nabijania kieszeni złodziejom nie polecam) proponuję pachnącego naprawdę podobnie oraz co nikogo nie powinno dziwić, dwukrotnie tańszego La Martina Hombre. Wprawdzie nie jest to kopia idealna, ale mimo wszystko zapach przypomina Fahrenheita bardziej, niż aktualnie oferowany oryginał 🙂 Z właściwą recenzją powrócę, gdy znów zechce mi się pisać o perfumach… 😉

Reklamy

Responses

  1. Smutne to… o zgrozo z Dior Homme jest to samo. No i aktualnie nabyty flakon Terre D’Hermes też już jakiś nie taki sam jak kiedyś… 😦

    • A ja myślałam że mam omamy węchowe( dotyczące Terre) . Żal…żal…

      • obawiam się, że prędzej czy później to spotka każdy zapach…

    • dlatego doszedłem do wniosku, że nie ma sensu przywiązywać się do perfum i marek, trzeba używać jak rzecz, beznamiętnie i skakać z kwiatka na kwiatek, gdy tylko pojawi się coś ciekawego i o przyzwoitych parametrach.

  2. Zmiany są od tego, żeby ożywić trupa. Mam starą (pierwszą) wersję Fahrenheita która warta jest dzisiaj majątek, jaki mogę na nim zbić na frajerach kochających zapachy geriatryczne, i nową chyba przedostatnią (seria 2007 – 2011) i zdecydowanie wolę nowszą. Jest uwspółcześniona, bardziej noszalna, odmłodzona i nie odstrasza dziewczyn 😉
    A że trwałość niewielka? Ja akurat to lubię. 5-6 godzin to dla mnie max dla perfum. Lubię po pracy zmienić zapach, który nawet najpiękniejszy, po ośmiu godzinach zwyczajnie mnie nuży.
    Tylko przechodziłem pozdrawiając… 🙂

    • Mój drogi, to że uciekały od Ciebie dziewczynki, na pewno nie było zasługą Fahrenheita, prawdopodobnie za mocno ciągnąłeś je za warkoczyki 🙂

    • Roq !!!! Jak miło Cię czytać! Kopę lat…

      • Hej 🙂

  3. Dobrze że wróciłeś.-)

    • jeszcze nie, ale dzięki 🙂

  4. Ale ześ się wk.rw.ł. Popieram i przyłączam się do akcji.

  5. Przykre, jak niszczy się ikonę

  6. Dior z mojej ulubionej marki mainstreamowej staje się firmą, którą omijam w perfumerii. Ich polityka ostatnich 3 lat ma wręcz znamiona sabotażu. Dior Homme Sport 2017 to jest przecież gniot czystej wody. Jedyne co w nim dobre, to fakt, że poinformowali o zmianie receptury. Dior Homme to już w ogóle ruletka. Co pół roku pachnie inaczej. Mam swojego Fahrenheita Aqua, którego używam okazjonalnie i tak będzie musiało pozostać. Szok jak szybko można zepsuć dobre imię, na które pracowało się latami. Nie wiem tylko w imię czego. Oszczędności?

    • Wątpię, by Dior zepsuł sobie renomę, po prostu rzesza „zwyczajnych” użytkowników perfum w życiu nie słyszała o czymś takim jak reformulacja lub IFRA a ekspedientka, wespół z producentem, powiedzą, że nie ma czegoś takiego. Ludzie kupują swoje od lat ulubione zapachy i albo myślą, że nabyli podróbkę, wierzą w gorsze perfumy na polskim rynku lub zwalają winę na przyzwyczajenie się do zapachu.

  7. Wygląda na to, że trzeba już całkowicie pominąć obszar środkowy perfum (seforzano-daglasowski), bo ten jest ściśle zależny od marketingu, i grzebać albo w niszy, która chyba rzadziej i mniej brutalnie dokonuje reformulacji, albo przeprosić się z Rośkiem albo Hebe, gdzie trafiają się cudeńka zbyt tanie, żeby ktokolwiek bawił się w zmienianie im składu.

    Sam pisałeś wcześniej o bardzo wdzięcznych Axe (kacza noga, jak to brzmi!), które nie były siermiężną siekierą, tylko zapachami z pomysłem. Teraz dołączasz do tego Martinę. A ja znalazłam w Hebe przytulasa polskiej firmy Allvernum, który ma w sobie sensowną ambrową kawę z zawijaskami, i który tańczy na człowieku ponad dziesięć godzin. Nie jest szczególnie finezyjny, ale ma sens.

    Tak bajdełejem, bardzo się cieszę, że wróciłeś; szkoda tylko, że furią niesion.

  8. Polecam zobaczyć jak zepsuli Jadore I Miss Dior… Nie są podobne do pierwowzoru 😦

  9. Wracaj wracaj bez ciebie nudno. Bądź twardy. PZDR

  10. Tak sobie pomyślałem, że warto zapoznać „garnitury” Diora z odczuciami jakie masz względem ich produktów, zresztą nie od dzisiaj i nie tylko Diora,
    Na początek krucjaty, proponuję Diora. Jak pamiętam, w temacie Deklaracji Cartiera kontaktowałeś się z „centralą” i nawet odpowiedzieli, więc może pójść w tym kierunku…..
    Pozdrawiam

  11. A ten w miarę ”podobny” zapach do F to jak się nazywa dokładnie? Na stronie Rossmana znalazłem ”La Martina, …una pasion Argentina”, woda toaletowa dla mężczyzn, 100 ml, 169,99 złociszy, flakon i opakowanie wyglądają jak na zdjęciu w twoim wpisie zaś w jednej z perfumerii internetowych znalazłem „La martina Hombre for men” 100 ml 200 zł z groszami i na zdjęciach również chyba też taki sam flakon. Czy to są te same zapachy? Który zapach miałeś na mysli? z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam P.S F i F Absolute te zapachy bardzo mi się podobają (opieram się na wrażeniach i próbkach sprzed kilku lat) nie wiem jak teraz pachną ani jak pachniały ich pierwsze dziewicze wersje – no ale ja w ”perfumiarstwie” jestem laikiem 🙂

  12. gwoli ścisłości – jestem laikiem ale wiem iż F Absolute nie jest już produkowany (mi osobiście podobał sie bardziej niż zwykły F). raz jeszcze pozdrawiam

  13. …pięknych zapachów tyle do wyboru a życie takie krótkie jest…Pozdrawiam.

  14. Niech Pan powącha Simply Jil Sander – może humor się poprawi 😊

  15. Witam.Rozumiem Twój mix rozgoryczenia,frustracji i rozczarowania,ale pamiętaj że masz wierne grono stałych czytelników i choć domyślam się że jeśli kiedyś wrócisz do recenzowania to na początku będą pełne rezerwy,to zapewniam że czekam na tą chwilę.Pozdrawiam.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: