Napisane przez: pirath | 31 sierpnia 2019

Cartier Declaration Parfum, czyli miałeś chamie złotą formułę…


Tak, wiem że tytuł już Wam mówi że to gniot, ale pozwólcie przejechać się memu szyderstwu po tych perfumach, niczym internet po siostrach Godlewskich… I wierzcie mi, jedno i drugie zasłużyło… Ale nim, przejdę do meritum ,pozwólcie na pewną dygresję w roli wstępniaka do roast’u Declaration w wersji Parfum’owanej. Pamiętacie czemu w jednym z ostatnich wpisów na blogu rzuciłem fochem na Dior Fahrenheita i samozwańczo obwieściłem zaprzestanie jego produkcji? Tak w skrócie Dior tak bardzo wykastrował i pochlastał formułę legendarnego klasyka, że obecnie sprzedawane pod tą nazwą perfumy, nijak nie przypominają zacnego oryginału – zatem nijak nie zasługują by nosić jego kultową nazwę. Oryginału dzięki któremu miarka Dior jest dziś gdzie jest, więc choćby z szacunku do klasyka, buce od reformulacji zostawiliby to pachnidło w spokoju…

Ale nie, „poprawili go” tak bardzo, że zamiast tego charakterystycznego, gorzkawego i petro – głogowego niuansu w tle, zapach pachnie jakimś chińskim gumolitem… Wiem wyszło nazbyt lapidarnie, więc pozwólcie, że rozwinę za pomocą przykładu z życia codziennego… Chyba każdy z nas kojarzy jak pachnie i smakuje kiełbasa wędzona naturalnym dymem wędzarniczym. Taką kiełbaskę czuć z kilometra i nawet weganie dostają od tej woni ślinotoku – a do tego dzięki właściwościom owego dymu, produkt wędzony ma specyficzny kolor oraz smak. Ale jakiś czas temu UE w trosce o interesy lobby, tfu nasze zdrowie, zakazała wędzenia owym naturalnym dymem, bo ekologia, zdrowie, bla bla bla… Ale nikt mi nie wmówi, że chemiczny zamiennik wędzenia, symulujący smak i zapach dymu wędzarniczego za pomocą jakiejś syntetycznej farbki jest korzystniejszy dla mego zdrowia i co istotniejsze – jest w stanie zastąpić przede wszystkim efekt procesu naturalnego wędzenia, czyli radykalne powstrzymanie efektu psucia się wędzonej żywności. Nie inaczej było ze wspomnianym Fahrenheitem, którego specyficzne brzmienie kojarzy chyba każdy człowiek na ziemi, nawet jeśli nie zna jego nazwy. I Fahrenheit poddany ostatniej reformulacji pachnie właśnie jak kiełbaska potraktowana tymi farbkami do pseudo wędzenia, czyli niby pachnie znajomo – ale syntetycznie, bez dawnej charyzmy, obco i nijako. Jego tytułową, ostrą, wysoce charyzmatyczną nutę spłycono i rozmiękczono, czyniąc z niego zapach beznamiętny i po prostu nudny, że o radykalnie słabszych parametrach projekcji i trwałości nie wspomnę.

Nie inaczej jest z najnowszą odsłoną kultowego Declaration, któremu również „pomógł” ktoś życzliwy i uczynił z niego niemrawego eunucha… Żeby nie było kocham Declaration EdT i wysoko cenię samego Cartier’a, gdyż ta marka dała światu masę doskonałych i niestety, w większości już nie produkowanych pachnideł… Szkoda, bo wspomniane Declaration EdT zaliczam do kanonu najwybitniejszych zapachów ever i jednocześnie jedno z najwybitniejszych dzieł Jean Clauda Elleny, boga wśród perfumiarzy… Dostrzegłem niedawno Parfum na półce perfumerii i oczy przetarłem ze zdumienia, zastanawiając się jak może pachnieć „siekiera” podniesiona do potęgi „parfum„, co trudno sobie wyobrazić, znając siłę rażenia przedreformulacyjnego klasyka. Ponoć jedynie gazy bojowe Saddama i rozbity flakon z przedreformulacyjnym Joop Homme pachniały intensywniej… 😉

Jak pamiętacie, jakiś czas temu klasyczne Declaration zepsuto, a mówiąc bardziej eufemistycznie – jego parametry trwałości i projekcji poddano niewielkiej korekcie. Czyli przedtem pachniało dobę, teraz 3 godzinki i fajrant. Wówczas zadawałem sobie pytanie czemu to zrobiono, ale całkiem niedawno sam wpadłem na całkiem sensowną i pasującą do współczesnych realiów odpowiedź. Otóż uważam, że Declaration EdT wykastrowano po to, by zrobić miejsce na mające z czasem nadejść Declaration Parfum. Czemu? bo to nie wypada by Eau de Toilette pachniało dłużej i intensywniej niż z definicji najbardziej zintensyfikowane EdP lub Parfum. Oczywiście w teorii, bo praktyka wygląda zgoła inaczej i każde z Was może się łatwo przekonać, iż teoretycznie mniej stężone EdT pachnie intensywniej i nierzadko dłużej niż w teorii bardziej skoncentrowane EdP/Parfum Czemu? Bo praw fizyki nawet kreatywny marketing nie oszuka i zapach bardziej stężony potrzebuje więcej energii, czyli ciepła – by móc swobodnie parować/emanować z naszej skóry, wydzielając wokół nosiciela intensywną i donośną woń.

Zatem spece od marketingu swoje, a brutalna rzeczywistość swoje i testowany przeze mnie Declaration Parfum, pod względem czystości i ostrości brzmienia, trwałości i projekcji może ewentualnie lizać buty swemu zacnemu kastratowi, tfu protagoniście. Serio, nie dość że go spłycono w stosunku do rozpiętości bukietu klasyka, to jest on mniej wyrazisty oraz wytrawny i obecnie przypomina niemrawe ciepłe kluchy. Declaration Parfum gdzieś tam w tle przypomina charakterystyczne brzmienie swego protoplasty, ale ściszono je i spłycono względem klasyka, w efekcie czyniąc z Parfum zapach po prostu nieciekawy. Declatarion EdT wybrzmiewało cudnej urody kardamonem i kminem, zręcznie spreparowanym przez mistrza Ellenę, gdy wersja perfumowana pachnie jak ksero z ksera oryginału, gubiąc gdzieś kompletnie ostrość faktury wspomnianych przypraw. Brzmienie Declaration to wyrazisty, wibrujący i żywy kardamon, więc zagłuszenie go i rozmycie toną czegoś co ma emulować, ambrę, zamsz i skórę (bo wiadomo że Parfum musi być otulający, jowialny, miękki i ciągnąć się po skórze, niczym welon ślubny księżnej Diany po ziemi) zrobiło temu pachnidłu krzywdę. Pewnych kompozycji po prostu nie powinno się poddawać metamorfozie na EdP/Parfum, bo ich bukiet po prostu nie konweniuje z tą formą i Declaration Parfum jest tego niechlubnym przykładem. Przepraszam z tego miejsca wybitnie zdolną Mathilde Laurent, czyli nos, który stoi za Declaration Parfum i dała światu min. mego ukochanego Cartier Roadstera, ale nie kupuję tego… Jak widać nawet tak zdolna perfumiarka aka perfumiarz, ( bo mnie zaraz puryści językowi obedrą ze skóry 😉 ) starając się poprawić geniusz mistrza Elleny, porwała się na formułę Declaration, z przysłowiową motyką na słońce i poległa…

W moim odczuciu Cartier wylansował zapach, który zamiast dopełnieniem i godnym zwieńczeniem serii Declaration, stał się antagonistą dla swego zacnego pierwowzoru. Parfum nie pachnie ani przekonywająco, ani ciekawie, ani adekwatnie do swej nazwy – będąc jedynie wciśniętą na siłę odsłoną, która miast dopełniać serię Declaration, stanowi jej najbardziej ułomną i mierną odsłonę. Całości obrazu zniszczenia dopełnia umiarkowana jak na standardy do których przyzwyczaił nas klasyk, trwałość i projekcja, więc jeśli chcecie poczuć Declaration w formie ekstremalnej, to polecam odsłonę Essence, która choć będąc jedynie EdT – deklasuje niemrawego i nieciekawego Parfum o kilka długości, będąc przy tym o wiele ciekawszą, wierniejszą, zaiste intensywniejszą i dużo tańszą alternatywę dla tej wydumanej zapchajdziury… Ufff takiego zdania wielokrotnie złożonego, nie powstydziła by się nawet Orzeszkowa, pisząc Nad Niemnem 2 😉

 

p.s. I tu mam pytanie do dyrektora kreatywnego, odpowiadającego za paletę produktową marki Cartier: Serio wykastrowaliście Declaration EdT, by zrobić miejsce na to? hahahahahaha 😀

rok powstania: 2018

nos: Mathilde Laurent

projekcja: słabowita i bliskoskórna

trwałość: raptem kilkugodzinna

Głowa: gorzka pomarańcza,
Serce: kardamon, przyprawy, kmin,
Baza: cedr, skóra, drzewo bursztynowe, benzoes, balsam tolu, wetyweria,

Reklamy

Responses

  1. Obiecałeś, że po powrocie będziesz pisać krócej ale marnie Ci to wychodzi 😉 po co wylewać pomyje i marnować czas na coś co nam się nie podoba? Potem ciężko to się czyta. Sam zapach nie jest taki zły ale do protoplasty nigdy nie dorówna

    • cierpliwości, to trudne 🙂

  2. A ja myślałem, że to tylko mi EdP wydaje się mdłą odmianą starego poczciwego EdT lub ew trafił mi się trefny flakon. Zapach znam od samego początku, czyli 1998 r, a zacząłem używać kilka lat później gdy było mnie na niego stać. Również skusiłem się ostatnio na EdP, na szczęście mały flakon. I dobrze, że już się kończy i będę mógł powrócić do szacownego EdT.

    • No niestety, nie jesteś odosobniony w swych odczuciach. Wprawdzie konwencja EdP rządzi się swoimi prawami, ale tak jak wspomniałem, konwersja na EdP nie każdej kompozycji wychodzi na dobre, ewentualnie autorka poszła w złą stronę, bo już taki Encre Noiore Exrtreme pachnie bosko i właśnie wykańczam druga flaszkę


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: