Napisane przez: pirath | 24 grudnia 2019

Gucci Guilty Cologne Pour Homme, czyli niedoyebane geranium i wielomianownikowy offtop…


Tym których mierzi offtop i wielowątkowe dygresje, proszę przewinąć 3 akapity w dół, chociaż pewnie będziecie żałować. 😉

Ehhh Gucci Guilty Absolute… Zapach legenda już za życia (choć nie wątpię że wkrótce go zdejmą, ponieważ jest za bardzo niszowy i awangardowy, jak na standardy miałkiego i bezpłciowego z definicji popmainstreamu*), święty Graal współczesnego perfumiarstwa i pachnidło tak niszowe i męskie**, że zawstydziło sobą całą współczesną niszę, na tak z dobrych 8 do 12 lat wstecz… Kiedy miał swoją premierę Black Tourmalin? Ahhh w 2007, no to by się zgadzało… Tak moi mili, Gucci Guilty (i tu znów dygresja, przepraszam) Absolute pozamiatał i podniósł poprzeczkę tak wysoko, że ciężko będzie komukolwiek ją przebić, lub chociaż jej dorównać, a więcej objawień pokroju Lalique Encre Noire w najbliższym stuleciu nie przewiduję. Tak w ogóle wciąż trudno uwierzyć, że można w jednym zdaniu użyć połączenia fraz Gucci Guilty i „superlatywa”, nieprawdaż? 😀

*czytać, nie sprzedaje się 😉

**tak męskie, że od samego wąchania facetowi szybciej rosną kłaki na klacie i jajkach 😉

Przepraszam, ale za każdym razem kiedy ostrożnie aplikuję na siebie ledwie kilka psików tego zacnego pachnidła, wraca do mnie jak bumerang głębia, szacunek i potężna estyma jaką darzę tę niebanalną, ultra awangardową i prawdziwie niszową kompozycję skórzaną. Zapach tak dobry, głęboki, esencjonalny i widowiskowy, że nie powstydziłaby się go absolutnie żadna, podkreślę ABSOLUTNIE ŻADNA marka niszowa na świecie, wliczając w to najbardziej pompatyczną, przeidealizowaną i przepłaconą niszę, skupioną na automasturbacji, tfu autopromocji własnego brandu… Mam na myśli prawdziwą niszę, a nie marki silące się na wytwarzanie/sygnowanie perfum niszowych, gdzie absurdalna cena, fikuśne opakowanie i przerost farmazonów nad treścią, spycha sam zapach na dalsze i mało istotne tło. Warto pamiętać, że pięciocyfrowa cena, kryształki Swarovskiego i wydumana elitarność, nie zrobią arcydzieła, z zapachu zwykle co najwyżej przeciętnego… Podobnież pierdylion premier i nowości co roku, raczej nie wzbogacą oferty, a jedynie uczynią ją jeszcze bardziej nieczytelną i nijaką. I tu mam na myśli Omańskie Xiaomi, tfu Amouage… O pardon, może kogoś obruszy to porównanie, (sorry za kolejny offtop) wszak jeszcze kilka lat temu sam bardzo wysoko ceniłem tę markę – ale obiektywnie oceniając jej aktualne poczynania, dochodzę do wniosku, że Amuage jest w świecie perfum tym, czym Xiaomi w świecie elektroniki użytkowej…

Zanadto lapidarny skrót myślowy? Już tłumaczę…

Xiaomi to takie chińskie Apple, czyli firma która bardzo chcąca zaistnieć na absolutnie każdym rynkowym poletku (wagi, oczyszczacze powietrza, smartfony, suszarki do włosów, słuchawki, etc), umiejętnie przy tym powielając minimalistyczny i purystyczny styl, najbardziej chińskiego z kalifornijskich producentów elektroniki użytkowej, który się nawiasem mówić, doskonale sprzedaje 😉 Trudno się dziwić, bo fani wysmakowanego designu, znajdą w ich ofercie masę ciekawych urządzeń, w bardzo przystępnej, by nie powiedzieć uczciwej cenie… Ale gdzie tu analogia do Amouage? Otóż Xiaomi wypuszcza tyle nowości wśród choćby telefonów komórkowych, że nie sposób się w tym połapać. A zawiła i niespójna polityka dotycząca nazewnictwa poszczególnych modeli, dodatkowo komplikuje ogarniecie ich przebogatej oferty. I podobnie jest z Amouage w kontekście serwowania nowości, którymi dosłownie rynek bombardują. I śmiem twierdzić, że częstotliwość tych premier już dawno temu przestała się przekładać na oryginalność i jakość sygnowanych przez tę markę kompozycji. Tylko patrzeć gdy Amouage wprowadzi do oferty flakony z wysuwanym atomizerem i zacznie ich kolejne wersje oznaczać lirkami i cyframi, np. 7A ;D. Ufff wybaczcie tego długaśnego offtopa, ale nie mogłem się powstrzymać od pojechania po Amuage, za ich rozmytą, rozchwianą i coraz to bardziej komercyjną i mainstreamową politykę sprzedażową. 😉

Koniec przewijania, tu offtop się kończy.

Przejdźmy zatem płynnie do bohatera dzisiejszego wpisu, czyli Gucci Guilty Cologne, a więc zapach który (zważywszy na Absolute) naprawdę bardzo, ale to bardzo chciałem poznać i zrecenzować. Nie będę Was trzymał w niepewności i od razu oznajmię, że jestem rozczarowany. Oczywistym jest że zapach nawet nie próbuje konweniować i równać się poziomem z absolutnie genialnym Absolute, ale liczyłem że skoro jego wyszukany i odważny krój oznacza powrót do dawnej formy tego zacnego i wysoce zasłużonego w dziedzinie perfum brandu – to przynajmniej zapach będzie próbował dotrzymać Absolute kroku. No niestety nie udało się, bo jedyne co je łączy, to identyczny w kształcie flakon i Gucci Guilty w nazwie… Niestety czuć że Mistrz Alberto to perfumiarz starej daty, który lubi dowalić konkretnie solidną nutą – tyle że te perfumy trącą przez to dziadem niemiłosiernie, co poniekąd kłóci się z ich tytułową lekkością, o ile takową chciano osiągnąć, tudzież ją tą nutą podkreślić… Niestety pomimo chęci, segmentacji i ładnego morskiego kolorku, którego nie powstydziłby się niejeden szampon z odżywką do włosów przesuszonych od np. Garnier – zapach pachnie dość ciężko, nieco staroświecko i odświeżającym cologne, a już w ogóle „cologne” nie śmiałbym Guilty Cologne w ogóle nazwać…

Zapach jest dziwny, ale dziwny w sensie Diorowskiego Cologne i Eau, bo niby czuć w nim świeże i nowatorskie podejście do tematu, ale efekt końcowy przypomina z jednej strony „Watę Szklaną” Lutensa, zaś z drugiej oldskulowego killera z przełomu lat 70 i 80. W moim odczuciu coś poszło nie tak na etapie płodzenia samej kompozycji, bo albo zachłyśnięto się kunsztem i warsztatem mistrza Morillasa, dając mu zbyt wolną rękę, tudzież sam Maestro uciął sobie drzemkę w trakcie opracowywania kompozycie i jakiś nadgorliwy asystent postanowił dokończyć za niego pracę. Sorry tego się nie da nosić… Wprawdzie oficjalny wykaz nut o tym nie wspomina, ale dla mnie pierwsze i jedyne skrzypce (a raczej wiolonczelę) w tej kompozycji wiedzie geranium. Ciężkie, zwaliste, staroświeckie, przekwitłe i użyte w zdecydowanie zbyt dużym stężeniu – dzięki czemu zapach jest zwalisty, ociężały i nazbyt przytłaczający jak na rześkie i lekkie z definicji cologne.

Powiem szczerze, że choć sam lubię (i niech Roquort będzie mi świadkiem, że to szczera prawda) wyraziste i charakterne, by nie powiedzieć ciężkie kompozycje, to tych perfum nie potrafiłem zdzierżyć na nadgarstku. Serio… No tak mnie biło po nosie to staroświeckie i przekwitłe geranium, jak bym psiknął się jakimiś tandetnymi damskimi perfumami różanymi. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!. Tu nie chodzi o to że zapach kompletnie odpłynął od tradycyjnej konwencji „cologne” formą i treścią, a o jego groteskowy i karykaturalny wydźwięk. Stylistyka kampanii reklamowej tych perfum wprawdzie wyraźnie nawiązuje do lat 70-tych i bardzo mi się podoba ten swoisty ukłon w stronę klasyki – jednak wykonanie samej aranżacji zapachowej pozostawia wiele do życzenia. Nie da się zjeść ciastko i mieć ciastko, więc albo trzymamy się klasyki i sygnujemy tradycyjne cytrusowe cologne osnute na modelu olfaktorycznym Muelhensa (4711), albo sygnujemy oldskulową siekierę dla mężczyzn z pokolenia 50/60+, (co w dzisiejszych czasach czyni taki zapach niemalże niesprzedawalną niszą).

W trzeciej opcji silimy się na wyszukaną i minimalistyczną awangardę i świeżość w kreacji, wypuszczając coś na podobieństwo, w mym odczuciu absolutnie genialnego i niepowtarzalnego zarazem Eau de Gentiane Blanche od Hermesa. Niestety Guilty Cologne nie jest żadnym z powyższych, jest ewentualnie hybrydą, niestety w moim odczuciu niezbyt udaną. Zapach z jednej strony męczy uciążliwością nuty przewodniej, jak i rozczarowuje jej niemodnym i niepasującym do dzisiejszych standardów*** ujęciem. Do tego jest monotonny i siermiężny w brzmieniu, by nie powiedzieć nudny i męczący. Szkoda, bo widząc przy tym zapachu utytułowane nazwisko prawdziwego wirtuoza wśród perfumiarzy, liczyłem że Maesto Morillas pójdzie w stronę swego jakże wdzięcznego i niewymuszenie urodziwego Acqua Attiva od Collistar, niebanalnego Mugler Cologne – czy purystycznego, chłodnego i pudrowego grejpfruta, rodem z fenomenalnego Bvlgari Man Extreme, ale nie…

*** jak by niskie i płytkie nie były

Rok premiery: 2019

trwałość: dobra

projekcja: dostateczna

nos: Alberto Morillas

głowa: kalabryjska bergamotka, a od siebie dodam geranium od głowy aż po bazę,
serce: hiszpański cyprys,
baza: piżmo,


Responses

  1. Miło że znowu jesteś 😊 wesołych świąt !

  2. Miło że znowu jesteś 😊 wesołych świąt !

  3. Cologne to jakiś wypadek przy pracy, na szczęście teraz wychodzi kolejny guilty który być może zmaże plamę ostatniego wypustu od Gucci.

    Polecam przy kolejnych testach przyjrzeć się nowej wodzie od Tom Forda Beau de jour która trafiła do podstawowej lini.

    https://www.selfridges.com/US/en/cat/tom-ford-beau-de-jour-eau-de-parfum_R00070920/

  4. Szacun, że w ogóle tu coś czujesz. Dla mnie to chemiczny miszmasz.

  5. Z tym Amouage to tak serio? Wiele nowych premier?
    Niska jakość ? Hmmm,mam całkiem inne odczucia,ale nie będę polemizował,ale porównanie najlepszej marki perfum świata do Xiaomi jest kompletnie nietrafione.Ale rozumiem chciałeś im pojechać,trzeba czasem i tak, żeby było lżej na duszy;)

  6. Ten zapach to jeden z największych koszmarów, jakie udało mi się poznać… 🙂

    • złośliwy prowokator 😉

  7. Jeszcze raz super i wielkie dzięki, że wróciłeś do blogowania piracie! Skoro jesteśmy już przy perfumach Gucci, to co sądzisz o wypuszczonych również w 2019 roku – Gucci Memoire D’Une Odeur? Poczytalem trochę recenzji, sam wąchałem w perfumerii i wygląda na to, że to znów zahaczający o niszę wypust, ale jakże spójny z obecną wizją marki. Wąchałeś, masz opinię, mógłbyś zrezenzować? 🙂 Dzięki i jeszcze raz pozdrawiam!

    • Witaj, dziękuję. Niestety nie miałem okazji go testować, ale dzięki za rekomendację, pozdrawiam serdecznie 😉


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: