Napisane przez: pirath | 10 czerwca 2011

Lalique – Encre Noire Man


Dzień ustępował z wolna nadchodzącej niechybnie nocy… robił to niechętnie, opóźniając niemiłosiernie to co nieuniknione… jakby wiedział co niedługo nastąpi… ostatnie promienie słońca, niczym ostatni obrońcy na murach obronnych, odpierają niekończące się fale napastników… porażka jest nieunikniona, ale honor rycerza nie pozwala się poddać… wieczorne promienie słońca konają więc w agonii… na wszystkim kładzie się mrok…

Ostatnie promienie znikają w gęstwinie lasu, wydając ostatni niemy krzyk… jakby mówiły jin-jang… noce i dnie… ten cykl trwa bez końca od zawsze… ale świt będzie znów nasz – wyszeptał ostatni promyk światła – zmiażdżony ciężarem nocy…. choć nieznośny żar lejący się z nieba i palący na popiół wszystko co żywe znikł za horyzontem, to jednak uporczywe fale gorąca nie ustępują… gorąc tłoczony za dnia w każdy kamień i drzewo teraz o zmroku uwalnia się tworząc nieprzyjemną, malaryczną aurę…

Parność i duchota, ściskająca za krtań i wyciskająca na skórę siódme poty nie pozwala swobodnie oddychać… nawet ptaki zamilkły w oczekiwaniu przebudzenia jego…
w tą nieznośną duchotę mało kto ma ochotę się ruszać, gdyż każdy najmniejszy wysiłek sprowadzał na umęczone upałem ciało strugi potu… koszule nieprzyjemnie sklejają się z ciałem…. jakież to szczęście, że nieumarli się nie pocą….

Nie obchodzi ich również upływający czas, to też Laszo nieśpiesznie wybudził się z letargu – tego, w którym trwa za dnia od setek lat… zresztą gdzie ma się śpieszyć syn nocy, którego wieki temu obdarowano okrutnym darem nieśmiertelności… czy tęsknił za dniem i słońcem?  raczej nie, bo wspomnienia ostatniego świtu są odległe o tysiące mil nawet dla jego pamięci…  Od najmłodszych lat świt kojarzył mu się z rannym wstawaniem i pędzeniem bydła na pastwisko… irytującym pokrzykiwaniem matki, próbującej zapanować nad liczną dziatwą stłoczoną w ich malutkim domku, która stawała się nieznośna w oczekiwaniu na kolejny powrót ojca z zamku wielkiego Bojara…
To właśnie ten wielki pan na zamku w Osucze na zawsze odmienił życie młodzieńca….

Laszo miał zaledwie 15 wiosen, gdy ojciec stwierdził, że jest już wystarczająco duży, by pomagać mu przy intratnych zleceniach snycerskich, mających uprzyjemnić dla oka zimne wnętrza rezydencji Bojarów… młodzieniec czuł się na zamku nieswojo… ta przerażająca wyniosłość budowli i panujący nawet latem przejmujący chłód kamieni przyprawiały go o gęsią skórkę za każdym razem, gdy wyskakiwał z wozu na zamkowym dziedzińcu… nie było tu śpiewu ptaków, innych dzieci do zabawy, ani żadnej ze znanych mu atrakcji, którym lubił oddawać się w rodzinnych stronach… przez cały czas pobytu na zamku odczuwał niepokój… po jego plecach przemykały dreszcze za każdym razem, gdy słyszał w nocy przejmujący skowyt zawiasów otwieranych drzwi i trzeszczącą podłogę nad izbą w której z ojcem sypiali…

Ojciec nie podzielał niepokoju syna i patrzył na niego podejrzliwie, gdy młodzieniec wolał pozostać w komnacie, miast spacerować po licznych dziedzińcach, ogrodzie przyozdobionym misternie pociętymi krzewami sprowadzonymi tu z różnych stron świata i niekończącymi się krużgankami… Chłopiec nie mógł wyzbyć się wrażenia, że ktoś go cały czas obserwuje…. nawet gdy nerwowo odwracał się za siebie, szybko przemykając korytarzami, zawsze zdawało mu się, że widzi za sobą cień… niewidzialne ślepia śledziły każdy jego ruch… nocą wtulał się w ojca i zaciskając z całych sił powieki modlił się o rychłe nadejście snu…

Pewnej nocy, gdy prace nad zdobieniami dobiegały w zasadzie końca, wydarzyła się niespotykana dotąd rzecz… zaszczycił ich swą obecnością sam wielki pan!… nigdy wcześniej go nie widzieli z tak bliska, nigdy do nich nie przemówił, to też zdziwienie ojca i syna było przeogromne, gdy nagle za ich plecami wyrosła potężna sylwetka Bojara we własnej osobie…. wyrósł jak z pod ziemi i nakazując im gestem powstanie z klęczek i uśmiechnął się nieznacznie…. Był mężczyzną o imponującej posturze…. wysoki, barczysty, co jeszcze mocniej podkreślała ciężka peleryna zwisająca do samej ziemi… Z jego twarzy o ostrych rysach twarzy bił niespotykany majestat… długie czarne włosy spływały po bokach jego twarzy, podkreślając nieskazitelność i bladość jego skóry…. i te oczy….. czarne jak węgle i błyszczące niczym tafla wody… jego głębokie, przeszywające spojrzenie hipnotyzowało….  z tych oczu wyzierała głębia toni jeziora… lodowaty chłód, któremu nic i nikt nie mogło się oprzeć… Laszo nie był w stanie znieść dłużej tego lodowatego spojrzenia pana zamku i z niewymowną ulgą wbił wzrok w posadzkę… 

Bojar pochwalił ojca za talent z jakim przeobraża te surowe mury w godną królów komnatę i wyraził zdziwienie, że pracujemy do tak późna…. ojcu oczywiście zależało na jak najszybszym zakończeniu prac i powrocie do domu jeszcze przed żniwami, stąd wydłużony dzień pracy do późnych godzin nocnych… Bojar słuchał wywodów ojca o planowanych zmianach wystroju, jednak zdawał się kompletnie tym niezainteresowany, był jakby nieobecny…. zupełnie jakby jego nagłe pojawienie się miało z goła inny cel… po dłuższej chwili przerwał pochłoniętemu wywodem ojcu przez znaczące podniesienie dłoni i rzekł jakby od niechcenia…..

– wiem mistrzu, że twoja praca jest ważna i nie mam sumienia odrywać cię od rzemiosła, jednak zapominasz, że twój syn to w sumie jeszcze dziecko…. pracuje z tobą od rana, a zapewne wieczerzy jeszcze nie jadł…. zresztą to już pora gdy młodzieńcy w jego wieku powinni odpoczywać….
Ojciec speszony zarzutem Bojara natychmiast kazał mi udać się na spoczynek, jednak Bojar dał ramieniem znak bym się zatrzymał i rzucił…
– biedaku, pewnie nie jadłeś nic ciepłego przez cały dzień i mizernie coś wyglądasz… pójdź zatem chłopcze ze mną do jadalni, gdzie właśnie północek podano… nie lubię jadać w samotności, a ty opowiesz mi o waszych stronach….

Onieśmieleni tym niespodziewanym zaszczytem, który spadł na nas tak nagle, aż zaniemówiliśmy…. ojciec kłaniając się w pas zapewniał, że to zbytek łaski, a ja nie wiedziałem cóż mam począć w tej sytuacji…. Bojar jakby wyczuwając mój lęk i wahanie, objął mnie po ojcowsku ramieniem, a drugą dłonią w zapraszający sposób wskazał korytarz prowadzący do swych prywatnych komnat…. idąc korytarzem obok tego potężnego męża okutego w stal i obwieszonego ozdobami ze złota będącymi atrybutami jego władzy, nie mogłem wyjść z podziwu, jak mogliśmy go nie usłyszeć w tym żelastwie, gdy się do nas zbliżał…. no właśnie, przecież w tym stroju to niemożliwe by przejść niezauważonym…

Dalszych rozterek Laszo już nie zdążył przemyśleć, gdyż z chwilą gdy strażnik zatrzasnął za nimi ciężkie okute drzwi, na jego karku zacisnęła się dłoń, a druga schwyciła go mocno za głowę…. uścisk był tak silny, iż miał wrażenie, że zmiażdżono mu wszystkie kosteczki…. trwało to ułamek sekundy gdy poczuł potężny ból i uścisk zębów na swej szyi… Bojar wbił swe usta w szyję chłopca tak szybko, że ten nie zdołał wydać z siebie nic poza zduszonym jękiem… W głowie słyszał uspakajający głos Bojara, nic się nie bój… nic ci się nie stanie…. zachowaj spokój chłopcze, a zostaniesz wynagrodzony….
Laszo trwał w otępieniu przez nieokreślony czas który wydał mu się całą wiecznością… czuł postępującą bezwładność wszystkich kończyn i niebywałą ociężałość…. ostry ból na szyi i ramionach ustąpił, albo przynajmniej chłopiec przestał go odczuwać… pojawiła się błoga senność i uczucie tępego zobojętnienia… czuł resztą świadomości, że Bojar nadal trzyma go w ramionach, jednak nie był to już ucisk sokoła porywającego swą zdobycz, lecz delikatne niemal matczyne utulenie w ramionach… Laszo miał wrażenie, że wisi w powietrzu… unosi się wysoko nad posadzką i trwa w tym dziwnym stanie…. jakby zawieszenia…. pomiędzy życiem, a śmiercią… a Bojar nadal łapczywie pił…. Laszo stracił przytomność….

Przebudził się w ogromnym łożu z baldachimem w komnacie bez okien… było przejmująco zimno… naciągnął na siebie mocniej wyszywaną złotem kołdrę… był przytomny, ale nadal lekko otępiały… słyszał wyraźnie głos Pana zamku tłumaczącego mu spokojnie co się stało… Chłopiec poderwał się na łóżku i nerwowo rozejrzał wokół, ale pana zamku nigdzie nie było…. wówczas zrozumiał że to co słyszy jest tylko w jego głowie…. nie tyle zrozumiał, co Bojar usłyszawszy jego wystraszone myśli utwierdził go w tej myśli i prosił o spokój i wysłuchanie co ma do powiedzenia… Laszo myślał, że to sen… okrutny koszmar z którego nie mógł się obudzić…. nie wie jak długo Bojar przemawiał… ale chłonął każde jego słowo poddając się jego woli… Bojar mówił o wspaniałym darze…. z chwilą gdy chłopiec skosztował krwi z jego nadgarstka otrzymał życie wieczne…. nigdy nie zazna starości, bólu i śmierci… szkoda tylko że nie wspomniał o niewyobrażalnym palącym pragnieniu, którego nie było w stanie ugasić całe wino tego świata…

Wkrótce nauczył się zaspokajać swe pragnienie… wpierw z kielicha podawanego przez Bojara, potem polując samodzielnie…. Jego wzrok, węch i słuch wyostrzył się wielokrotnie… z czasem opanował sztukę czytania w ludzkich umysłach…. ach ileż paskudztw i plugastwa się nasłuchał… z czasem nauczył się przemawiać w myślach do swoich ofiar… uspokajać je i wyciszać… obiecując że nic im się nie stanie…. oczywiście to był tylko blef, ale przynajmniej gdy przestawali krzyczeć i milkły ich myśli, mógł spokojnie się nasycić…

Lata spędzone na zamku Bojara pozwoliły mu zrozumieć czym się stał, istotą wyższą… wyrobić sobie instynkty i zachowania niezbędne do przetrwania ich gatunku…..
stosunkowo łatwo pojął, że musi jeść by żyć, to też skrupuły szybko minęły… tym bardziej, że na swe ofiary wybierał zwyrodnialców, morderców i prawdziwych niegodziwców… nie było trudno wyłowić ich nawet w mroku nocy… wampiry widzą inaczej… a z ludzkiej aury można wyczytać wszystko…  otrzymał życie wieczne i wieczną młodość…. dopiero to było gorzkie, złudne i okrutne…. patrzeć jak wszystko co znasz i kochasz przemija, starzeje się i umiera… a ty wiecznie trwasz… samotny w wieczności…
Jedną z rzeczy, które dość szybko wychwycił, był fakt, że tacy jak on nie są bezpieczni pomimo swej nieograniczonej siły i mocy, i to bez względu na swoje urodzenie…. nim zaczęto podejrzewać dlaczego pomimo swych dwudziestu kilku lat nadal się nie goli i zachował chłopięcą fizjonomię… wiedział, że musi opuścić wielki zamek…. ale przede wszystkim dlatego, że wampiry są samotnikami z silnie zarysowanym instynktem terytorialnym…. Bojar nigdy mu nie powiedział dlaczego wybrał właśnie jego… Laszo opuścił zamek pewnej nocy tak jak młode ptaki opuszczają swe gniazda… instynktownie…

Tułał się po okolicznych księstwach i grodach, wielokrotnie zakładał nowe domostwa – pamiętając udzieloną na odchodnym radę Bojara, by często je zmieniać … Przez pierwsze dwieście lat odczuwał telepatyczną wieź ze swym mentorem i…. ojcem… potem nagle ta więź znikła… zrozumiał, że pan zamku odszedł…. sam na własną prośbę  – zmęczony „błogosławieństwem” wiecznego żywota, lub też stał się zbyt nieostrożny…. nieważnie…. nie było mu go żal… w końcu zamienił jego życie w niekończące się piekło….

Laszo nieustannie przemieszczał się i wykorzystywał swoje fenomenalne zdolności by przeżyć i zgromadzić majątek na tyle duży, by zapewnić sobie odpowiednie warunki do bezpiecznego trwania…. w końcu jednak ościenne krainy zaczęły pogrążać się w wielkiej wojnie, więc chłopak zrozumiał, że już pora osiąść w bardziej bezpiecznym miejscu…. wybrał Nowy Orlean… tu nikt nie patrzał na niego podejrzliwie, bo to miasto pełne przyjezdnych, przybłęd i wszelakiego elementu żyło własnym karnawałowym rytmem…. tu noc nigdy nie zapadała w sensie staro europejskim… zabawa, hulanki i swawole trwały do bladego świtu…. oj tu Laszo mógł się wreszcie wybawić… nie wzbudzając absolutnie żadnych podejrzeń co do swojej osoby… nikt o nic nie pytał… a jedzenia nigdy nie brakowało… i nikt specjalnie się nie zastanawiał nad tajemniczymi zwłokami znajdowanymi co rusz w podejrzanych zaułkach miasta….

Teraz opuszczając swą samotnię co noc, już nie musi wyłącznie rozpamiętywać przeszłości… żyje chwilą obecną…. choć nieco znużony, dalej uprawia tę maskaradę… stojąc na balkonie swego domu – chłonie w swe nozdrza zapach nocy…. lepki, gorący i przesycony wieczorną wonią kwiatów z ogrodu… pomimo duchoty i nieznośnej wilgotności powietrza jego koszula pozostaje sucha…. skóra chłodna i biała jak papier… upał uporczywie doskwierający wszystkim kompletnie mu nie przeszkadza….
Lekki jak mgiełka powiew wiatru pchnął w jego nozdrza mdłą woń zastałej wody z niedalekiego lasu mangrowego… butwiejące rośliny i stojąca woda… istna wylęgarnia komarów…. jego jednak nic nie kąsa…

Ta mdła, woń bagnistej wody przywiana przez wieczorny wiatr miesza się z zapachem traw, kwiatów i ciepłem bijącym od nagrzanego dziennym słońcem drewnianego tarasu….
Wiatr się zmaga, a po niebie przetaczają się ciemne obłoki… znak to, że za niedługo będzie burza… lepka od wilgoci stęchlizna wisząca w powietrzu co rusz jest wzbogacana o nowe wonie przynoszone z coraz częstszymi i silniejszymi powiewami wiatru….. powietrze robi się coraz bardziej rześkie i chłodne…. pora zmienić koszulę – pomyślał…. co prawda nie jest przepocona, lecz przesiąknięta stęchlizną zamszowej wyściółki jego samotni… potem trochę różu na policzki, by tchnąć odrobinę życia w jego zimne, posągowe oblicze i już można się przespacerować ulicami miasta i zerknąć co dziś mamy w karcie dań….

Tak właśnie pachnie Encre Noir… mroczną, tajemnicą i gorącą nocą, w którą spowito Nowy Orlean…. Niesamowita woń przyprawiająca o dreszcze i ciarki na plecach…. Nie jeden nos odbywający dziewiczą podróż w tę kompozycję ucieknie w popłochu… Woń wilgoci i ziemi…. tajemnicza kompozycja utkana z wetiwery tak mrocznej i czarnej jak dusza wampira…

Lalique – Encre Noir to bardzo specyficzna woń… ciężka i trudna w interpretacji… więc wybaczcie ten przydługawy wstępniak i jego teatralny wydźwięk, ale ten zapach zasługuje na szczególną oprawę… to doskonały zapach dla kogoś, kto gardzi banalnymi świeżakami, kwiatowymi słodkościami i tandetą skleconą na bazie słupków ankieterów… Encre Noir nie jest grzeczny, milusi ani słitaśny… to zapach indywidualisty i marzyciela w jednym… prawdziwie niszowy, charyzmatyczny zapach, który ktoś zupełnie przypadkowo postawił na półce w perfumerii sieciowej… według prawideł rynku, powinien raczej zasilać szeregi zapachów sygnowanych na rynek niszy….

Encre Noir łamie stereotyp, że sieciówki i znane domy mody oferują zapachy łatwe i sztampowe… gwarantuję Wam, że odbywając pierwsze chwile z tym dość trudnym zapachem w lot zrozumiecie co mam na myśli… mnie uwiódł od pierwszego niucha…. jest szlachetnym arystokratą o sile obezwładniania otoczenia, porównywalnej z M7 od YSL, jednak nie tak liniowym jak M7ten zapach jest jak odwieczna wojna pomiędzy światłem a nocą… zimno, mrok i tajemnica vs. ciepło, przytulność i żar, który kotłuje się na skórze…

Ta kompozycja od Lalique to prawdziwe arcydzieło…. zaskakuje i konsternuje swą dyskretną, wyniosłą kompozycją… łamie stereotypy i wyczynia na skórze nieprawdopodobne rzeczy… czy chłodny, dostojny i ciężki zapach może być jednocześnie ciepły i zielony? otóż może... Do tego dochodzi bardzo dobra projekcja z subtelnym ogonem i trwałość do 10 godzin…. ta kompozycja naprawdę intryguje…. Z racji swego dekadenckiego klimatu, raczej lepiej sprawdzi się w chłodniejsze pory roku i na wieczór…

Pachnidło zamknięto w niezwykle sugestywnym i pasującym jak ulał do jego charakteru flakonie…. Czarne masywne szkło w formie kwadratu o równych bokach przypominające nieco kałamarz – doskonale oddaje klimat zawartości… Dyskretny biały napis Encre Noir (w identyczne flakony ubrał ostatnio swoje zapachy Eisenberg i mam nieodparte wrażenie, że „pożyczył sobie”  nie tylko kompozycje zapachowe innych wytwórców w najnowszej kolekcji) informuje nas skromnie co jest zawartością kałamarza… Zwieńczeniem jest minimalistyczny drewniany korek imitujący drewno Wenge… (sprawdziłem, że to tylko bejcowane drewno), ale całość wygląda bardzo gustownie i solidnie…. Całość została zapakowana w bardzo solidny kartonik z czerpanego papieru wysokiej jakości… oczywiście w matowej czerni….

Jeśli jesteś niepoprawnym romantykiem, samotnikiem, indywidualistą albo Emo, to ten zapach jest dla Ciebie stworzony….

głowa: cyprys, frakcja wetiweru, frezja?
serce:
wetiwer burboński, wetiwer haitański
baza:
piżmo, drewno kaszmirowe

Reklamy

Responses

  1. W tle powinien być jeszcze kawałek Evanescence”brin me to life” i byłby idealny opis:-)

    fajny blog-tak trzymaj

  2. he he dzięki 😉

  3. Świetne…:D zachęciłeś do wypróbowania…

  4. Owszem zgadzam się z opinia co do kwalifikacji zapachu w półke z niszowcami, a tak na marginesie przynajmniej w moich okolicach jest on mało popularny-więc pomimo tego ze „masowiec półkowy” to jednak mało ludzi go wybiera. I niech tak zostanie:-)
    Zachęcam do wypróbowania Lui Rochas-a znakomity zapach pokroju GUCCi-ego PH

  5. chętnie sprawdzę…
    co do popularności Encre, to jest on stosunkowo trudny w odbiorze i niszowy również pod względem kompozycji, dlatego nikła popularność która również mnie cieszy, absolutnie mnie nie dziwi… 😉

  6. „encre noir” to zapach szlachetnych popiołów, wypalonego drewna który zostawia „gucci pour homme” : )

  7. Kochany, już wiem jak pachną, teraz powiedz mi tylko, jak je zmyć? 😀 Po prostu szok…fakt, zapach jest intrygujący, ale będę uciekać gdzie pieprz rośnie jak spotkam pana, który tak pachnie 😉 Nadaje się bardziej jako ciekawostka do wąchania niż do pachnienia 😉

    Daria z temptmenow.blogspot.com

  8. hmmm, Tobie Dandysie ten zapach będzie pasował jak ulał 😉
    Dario – wróć do testów na jesień gdy nastanie chłodniejszy czas…
    letnie upały to fatalny okres na noszenie encr noir… zapach staje się przytłaczający i męczący… jestem wielkim fanem tego zapachu, ale nawet mi wydaje się w upały nieznośny i na granicy noszalności….
    spróbuj za 4 miesiące i daj znać 😉

  9. Dziś faktycznie zauważyłam, że jestem nadwrażliwa na zapachy, nawet wspomniana Prada Infusion d’Homme mnie irytowała strasznie. Nie mogłam też znieść czarnego Adasia, którego uwielbiam…ostatecznie zostaję dziś przy DKNY Pure, bez szału ;]

    Daria

  10. każdy z tych zapachów ma w sobie coś 😉

  11. temptmenow, nadwrażliwość to mało powiedziane, jeśli prada ciebie tak irytowała, to lepiej żeby faceci trzymali się od ciebie z daleka w odległości kilkuset metrów ; >
    pirath – encre noir jest dla mnie spoko, ale raczej nie będę go nosił – tak jak bardzo lubie fahrenheita ale to również nie dla mnie, inna bajka to dior homme, ale jestem na razie na etapie wykupowania połowy składu YSL i hermesa. chociaż może lalique kiedyś… flakon i koncept mistrzostwo świata

  12. w takim razie trzymam kciuki, a zwłaszcza za ukoronowanie Twoich wysiłków odpowiednim tytułem 🙂

  13. dandys – Pradę Infusion ogólnie lubię , mam nawet swoją flaszkę. Czasem każdy zapach może być irytujący. Niestety Encre Noire dla mnie nie pachnie, tylko śmierdzi. Być może to przez niego wszystkie inne zapachy tak mnie drażniły tego dnia. Dzisiaj testowo pachnę Czarnym Adasiem , który wtedy też mnie denerwował, a dziś jest ideałem.

  14. zapach przyznaje, „ciemny” a takie lubie – lubie kadzidlo koscielne, dym, drewno. a tu czuje drewno, ognisko, wegiel, spalenizne. w sumie ok.
    musze zobaczyc jak uklada sie na skorze.

  15. kadzidło w Encre Noir? to jest wetivera z bardzo mrocznym klimacie…
    ale mimo wszystko jest to doskonały zapach i właśnie idzie na niego idealna pora roku… Encre Noir w przeciwieństwie do równie cudownego Gucci Envy lubi wilgoć 😉

  16. jeszcze raz psiknalem na nadgarstek i musze przyznac, ze Encre Noire jest wyjatkowy! rozwija sie rewelacyjnie. jest chlodny, troche duszny i masz racje ze mimo to czuc w nim „zielen”
    w zapachach tych „ciemnych”, troche „mrocznych” musze przyznac, ze jest duzo ciekawszy niz Zirth Ikon – tamten jest troche slodkawy.
    ciekawe ktory lepiej bedzie pachnial jak bedzie chlodniej….

  17. Ikon jest słodszy przez drzewne tło, które odrobinę wygładza jego mroczny przebieg… za to w Encre Noir nic nie wytłumia brutalnego mroku kompozycji… wetivera jest brutalna, ostra i przeszywająca…. najbardziej ubóstwiam dojrzałą fazę Encre… gdy na skórze zostaje sama wytrawna wetivera bez jakichkolwiek ozdobników… pulsuje i wwierca się w skórę… stan ten da się zaobserwować mniej więcej po 6-98 godzinach od aplikacji….

    psiknij sobie kilka chmurek w szyję i po kilku godzinach przejedź po tym miejscu zewnętrzna stroną dłoni i powąchaj ją… urywa dupsko 😉

  18. no nie chce miec urwanego dupska….. 😉

  19. jakos moja lista ulubionych zapachow jest w jednym kierunku……
    CdG Zagorsk
    Heeley Cardinal
    Durbano Rock Crystal
    CdG Avignon
    Montale Full Incense
    Profumum Roma Olibanum

    L’artisan Timbuktu

    podoba mi sie Lalique Encre Noire
    Zirth Ikon – jeszcze sie nie przekonalem

    ale widac ze mam ciemny charakter…. no i lubie czarny kolor ……

  20. oj tak 😉
    choć najlepiej mi w bieli 🙂

  21. dziewica??!?!?!?!?!?
    😉

  22. nie 8)

  23. zastanawiam sie nad kolejnym zakupem – encre noire lalique czy fleur du male JPG?

  24. koniecznie oba 😉

  25. co lepsze na jesien?
    oba moga byc na dzien?

  26. fleur na jesień na daje się średnio przez swoje pudrowo pomarańczowe konotacje… a Burberry London znasz? to jest IMO idealny zapach na uświetnienie jesiennej aury…

    encre noir teoretycznie jest wieczorowy, przez wzgląd na jego ciemny wydźwięk, ale ja się nie krępuje i używam go za dnia…

  27. cholera, mamy podobny gust jesli chodzi o perfumy……
    encre noire jest tak ciemny ze musze miec.
    zirth kojarzy mi sie z dymem, smola ….

  28. też to zauważyłem 😉
    co do dymu i liści jesienną porą, spróbuj jeszcze Black Tourmaline Durbano… dopiero będziesz zbierał szczękę z podłogi 😉

  29. probowalem i jakos mi nie podchodzi. moze wymaga drugiego podejscia lub mialem zly dzien na testy gdy go odrzucilem …

  30. to zapach wybitnie jesienno zimowy, ciężki, mroczny i trudny w noszeniu… jest bardzo awangardowy i część populacji odrzuca go w przedbiegach… to ostatnie akurat bardzo mnie cieszy 😈

  31. tez lubie zapachy odrzucane przez innych
    moje otoczenie nie znosi kadzidla a ja uwielbiam

    swoja droga ciesze sie ze nie jestem fanem jak 80% ludzi CK, paco rabanne, lacoste czy boss. to sa dopiero tragedie!

  32. encre noire, cardinal, avignon, ikon, rock crystal durbano – tez tez postrzegasz jako jesienno/zimowe?

  33. wszystkie co do jednego 😉

    a co do CK i innych „topowców, to czuję się szczęśliwy z faktu, że ktoś kiedyś otworzył mi oczy i pokazał świat prawdziwych perfum… reszta populacji żyje po prostu w błogiej nieświadomości, sięgając po to co jest na wyciągnięcie dłoni…
    by dostrzec prawdziwe piękno świata perfum trzeba sięgnąć nieco dalej niż po pierwszy z brzegu flakon na półce z hiciorami i przede wszystkim nie obawiać się eksperymentów…
    szczerze i z serca każdemu życzę takiego „przebudzenia” jak z Matrixa 😉

  34. hobby mamy malo meskie chyba – moi znajomi nie pojmuja tego, jedynie slysze zawsze ze „fajnie pachne” 🙂
    ale fascynacja perfumami odbierana jest jako…. sam nie wiem… malo meska, zniewiesciala…..
    ale mam to w d…. – to moje jedyne wielkie uzaleznienie (poza dobra kawa).

  35. … i chyba niewielu facetow ma taka fascynacje

  36. cóż jedni podniecają się jedenastoma facetami w skarpetach po kolana, biegającymi po trawniku za kawałkiem wygarbowanej świni… ja z kolei tego fenomenu nie potrafię rozkminić…
    moi znajomi też traktują moje hobby jako lekkie dziwactwo, ale jest odbierane pozytywnie…zresztą nie zwierzam się komu popadnie, bo w naszym społeczeństwie dezodorant i maszynka na żyletki wciąż stanowią szczyt wyrafinowania i kształtują światopogląd polaków na temat perfum i ogólnie kosmetyków dla panów… w Polsce to wciąż niewygodny temat, niemal tabu…

    p.s. facetów ceniących dobre perfumy jest bardzo wielu… tylko wszyscy zazwyczaj nie bardzo się z tym obnoszą… ale im dłużej siedzę w tej tematyce tym więcej poznaję sobie podobnych co nie ukrywam, bardzo mnie cieszy 😉

  37. to bedzie moj koleny zakup…. bardzo mi sie spodobal… kojarzy mi sie z mokra ziemia, mokra zielenina i wszystko przesiakniete dymem.

    zastanawiam sie tylko na jakie okazje moze byc to pachnidlo. zirh moze byc na codzien, EN chyba bardziej na wieczorowe okazje…. czy nie?
    slyszalem opinie, ze EN jest dla starszych facetow (kolo 50) ale mnie sie wydaje, ze taki gosc raczej nie siegnie po ten zapach….

    ale jest na mojej liscie

  38. he he nie czuję się na 50 latka, a po EN sięgam, bez oporów kiedy mam tylko ochotę, choć swoje skrzydła ten zapach rozwija w chłodniejsze pory roku… polecam serdecznie

  39. absolutnie zakochalem sie w tym zapachu!!!
    Pirath, mamy zdecydowanie podobne gusta! Ikon, teraz EN.
    Plus inne kadzidlaki i zapach letni Prada Infusion….

    Dzis przyjechala trzecia 🙂 🙂 🙂 flaszka Ikona.
    Teraz zamowie EN – jestem na musiku w tym zakresie … biedne moje konto …

  40. he he moje konto już dawno osiągnęło zawał…
    faktycznie gusta mamy mocno podobne 😉

  41. udalo mi sie kupic 100 ml EN za 140 zl. 🙂 nie wiem czemu rozni ludzie pisza, ze jest kadzidlany. dla mnie jest to mokra ziemia w lesie z igliwiem, duzo wetiwery – wszystko sie pali, duzo dymu, ale jest wszystko zielone, bez spalenizny. swidruje w nosie jak mieta. swietny.
    na Tobie podobnie? pytam, bo chyba jestes fanem tego zapachu.

  42. też nie czuję tam kadzidła… czemu wszystko co mroczne to od razu kadzidło? tam rzeczywiście czuć wilgotną glebę, ciężką zieleninę i nieprzebrane zasoby ciężkiej vetivery… dla tego też jest to tak trudny w noszeniu zapach… to nie jest grzeczna, lekka vetivera

  43. ale chyba jestes jego wielbicielem?

  44. widziales, ze jako „doskonalosc roku 2011” wygral zapach ze stajni Houbigant – Fougere Royale? wachalem go dzis ale jakos mnie nie powalil, nie zachwycil, nawet nie zachecil do wziecia probki.

  45. tak cenię i EN i Vetiver, choć EN cenię bardziej…
    ja już dawno temu przestałem zwracać jakąkolwiek uwagę na to co wygrywa konkursy i zdobywa branżowe nagrody… jeśli zapachy pokroju Bleu Chanel i inne im podobne zgarniają laury, to albo mamy na rynku totalną posuchę (choć to nieprawda) albo wybory są sterowane i z rzetelnym wyborem nie mają nic wspólnego… jest w tym teraz za dużo polityki, zupełnie jak przy Noblach i Oscarach… więc nagrody branżowe straciły w moich oczach na prestiżu i znaczeniu…

  46. Encre Noire to chyba jeden z Twoich sztandarowych zapachow. Dzis uzylem i na mnie jest dym, jest palona wetiwera ale i cos slodkiego. ta slodycz mnie zastanawia.
    u Ciebie tez tak pulsuje?

  47. Bardziej podoba mi się wersja męska, nawet nie wiem czy sobie nie kupię dezodorantu w sztyfcie. Jest bez alkoholu, więc będzie łagodny. Może to fajna baza pod moje kadzidlaki 🙂
    I u mnie też się robi słodki po pewnym czasie.

  48. hmmm zafrapowaliście mnie… ja słodyczy co prawda nie czuję, ale owszem zapach bardzo pulsuje… aż bucha swą projekcją jak czajnik…

    p.s. Marto, owszem męskie En jest znacznie lepsze od damskiego, tzw jest konkretniejsze i bardziej wyraziste… sporo kobiet sięga właśnie po męską wersję… 🙂

  49. No w końcu kupiłam dezodorant Potion Dsquared 2 for man, w sticku. Zobaczymy jak się będzie nosił. Jakieś gołe baby są na reklamie. Ma wzbudzić pożądanie. Zobaczymy czy wyjdzie ono zza damskiej pachy 🙂 Generalnie brzmi zachęcająco bo jest cynamon, drzewo kaszmirowe, ambra i piżmo. Znasz ten zapach?

  50. tak znam, bardzo ciekawy zapach, choć trochę wtórny…
    choć wyznam, że nie wyobrażam sobie testowania zapachu w oparciu o dezodorant w sztyfcie… 😉 odważna jesteś, bo ja bym się nie porwał na tak osobliwą formę olfaktorycznej edukacji 😉

    co do gołych babeczek w reklamie, no cóż… golizna zawsze dobrze się sprzedawała… ;D

  51. tego wlasnie i szukalem i znalazlem …dokladnie!!!! to zapach Nowego Oleanu! Tak wlasnie pachnie NO noca!! dzieki!!! wracajac do korka, drewniany wystepuje tylko w dosc limitownej wersji perfum a nie wody toaletowej, poza tym sam kalamarz w tej wersji jest nizszy i szerszy…cena oczywiscie adekwatna do zawartosci…

  52. dzięki za cynk, bo nie miałem pojęcia skąd u wujka Google zdjęcia spłaszczonego Encre Noir 😉
    mój korek EN jest drewniany, ale to bejcowane drewno, a nie lite venge…
    a jak pięknie przesiąkł zapachem… 😉

  53. EN to arcydzieło o bardzo słabej projekcji i trwałości. Brakuje mu ‚density’, lecz i tak uwielbiam. Recenzja – napisana świetnie.

    • słaba projekcja i moc? spsikałem się nim dziś o 8.30 rano i nadal go czuję przy każdym ruchu… to jedno z najbardziej „żywotnych” pachnideł jakie mam…
      zaufaj mi, Twoje otoczenie czuje go cały czas…

  54. W końcu poznałem ten zapach. Na kolana mnie nie powalił. Otwarcie mi się podoba, ale może mocno zmylić. Bo to, co później się dzieje, to czyste szaleństwo. Gdy do głosu dochodzą ziemne akordy mam wrażenie jakbym był w jakimś starym grobowcu. Jednak zaskakujące jest to, iż nie jest to zimny i mroczny grobowiec, tylko taki ciepły i budzący zainteresowanie. Mam mieszane uczucia, bo nie do końca wiem, czy chciałbym pachnieć ziemią. Z drugiej strony zapach jest na tyle ciekawy i pociągający, że chce się z nim często obcować. Za to wielkie brawa dla twórców tego pachnidła, bo jest to absolutnie dizajnerski produkt nie będący jednocześnie kolejnym świeżakiem. Na pewno w kolekcji go trzeba mieć. To jest bezdyskusyjne.

  55. o tak EN jest subkategorią zapachową sam w sobie… jest czymś zupełnie nowym i świeżym… pionierskim…

  56. w koncu jakis dobry zapach w sieciowkach

  57. IMO najbardziej wyrafinowany i niszowy…

  58. Mam pytanie do autora: sam pisałeś wstęp do tej recenzji?

  59. tak, jestem jedynym autorem wszystkich tekstów zamieszczonych na tym blogu… (oczywiście pomijam niektóre przytoczone cytaty z oficjalnych reklam niektórych zapachów)
    ale muszę wyznać, że w tym przypadku mocno zainspirował mnie „Wywiad z Wampirem”, a konkretnie fragment związany z przemianą głównego bohatera w wampira… ostatni świt Brada Pita przy grobie zmarłej żony i ogólnie klimat „kolonialnego południa”, idealnie komponuje mi się z Encre Noir…

  60. Jeśli tak, to marnujesz się pisząc recenzje produktów zapachowych. Jeśli taka byłaby Twoja proza to byłoby to lepsze od 99% ścierwa na rynku – polskim i międzynarodowym. Rzadko co we mnie wywołuje lawinę skojażeń, obrazów, pragnień itd. ale ten opis…. Az zatęskniłem za latem i zachodem słońca, upałem i chłodnym cieniem zamkowych murów. Mistrzostwo.

  61. dziękuję Ci za słowa uznania, i choć to bardzo miłe, to zdecydowanie przeceniasz moje umiejętności 😉
    nie sądzę, by opisywanie tak niewyobrażalnie bogatego piękna jakim są perfumy było marnotrawieniem potencjału…
    ale nie ukrywam, że miło by było podjąć kiedyś współpracę z jakąś gazetą, portalem albo wydawnictwem 🙂
    offtop jak powszechnie wiadomo korci mnie niemiłosiernie 😀

  62. Szefostwo każdego liczącego się kolorowego miesięcznika, w którym serwują nam slogany reklamowe i obrazek na pół strony, powinno już dawno dojść do wniosku, że fajnie byłoby o zapachach dodać coś więcej, a pismo zyska niezaprzeczalnie. Pirath będzie pisał !!!. Niech sobie tu poczytają o Encre Noire Pour Homme. Szczerze mówiąc gdy jestem w perfumerii na literę „D” to często powyższe aplikuję. I nie mogę się zdecydować, może nie będę miał odwagi nosić?:) Moim zdaniem świetna kompozycja nie do zapomnienia. Czy to jeszcze zapach?

  63. bezsprzecznie EN jest dziełem sztuki najwyższych lotów… podobno za jego magią stoi bardzo wysoka domieszka ISO-E, ale osobiście nie wierzę, by ten mistyczny składnik mógł aż tak drastycznie wpływać na odbiór i układanie się tej kompozycji…
    skuś się jeśli Ci się podoba… to Tobie ma być przyjemnie… 😉

  64. Po jego aplikacji nie mogłem powstrzymać się od odwracania głowy i analizy tego co do mnie dociera. Jest rewelacyjny. Jednakże zastanawiam się czy rychło nie nadejdzie moda na różne ekstrawagancje, bo zapachy jakby się kończą. Dla mnie dynamicznie było tak do 2005? Coraz rzadziej jestem mile zaskakiwany, tylko deja vu. Wyjątkiem oczywiście jest EN. Może niedługo będziemy pachnieć czymś, co szczególnie odważnie kojarzy się ze smarem, etyliną, pastą do podłóg czy płynem do dezynfekcji sal operacyjnych. Och.. do głupich przemyśleń taki EN skłania:)

  65. faktycznie, coraz mniej perfum teraz zaskakuje, ale podobieństwa były, są i będą zawsze…. to nieuniknione, przy takiej ilości zapachów ana rynku… często nie są to podobieństwa zamierzone…

    podobnie jest z Twoimi, całkiem racjonalnymi zresztą przemyśleniami..
    nisza faworyzuje ten trend… i chwała jej za to… a podobne perfumy osadzone w mniej więcej takim koncepcie są już na rynku od dawna… co prawda nie zaliczam się do aż takich indywidualistów, by pachnieć pastą do podłóg, ale inspiracje w tej branży można czerpać zewsząd… 😉
    i jest to całkiem pozytywne… bo inaczej każdy nowy zapach będzie pachniał podobnie do czegoś tam i suma summarum skończymy z pierdylionem klonów One Milion, Code i L’homme…

  66. ostatnio pojawily sie perfumy o nazwie Petroleum – zapach ropy naftowej i smaru (ze stajni Histoires des Parfums). to jest cudak… ale jak ktos chce pachniec warsztatem samochodowym…..

  67. Pirath pisał Iso E super w EN. Może jakiś osobny temat. Lepszy niż na inynch forach?.

  68. hmmm sam chętnie coś na ten temat przeczytam 😉
    podobno samo ISO E nie pachnie… ale ponoć ma tę właściwość, że wyciąga z kompozycji perfum, jej drugie, często niewidzialne dno, a z zapachu ludzkiego ciała jest w stanie wyczarować prawdziwe perfumy…
    jak jest w rzeczywistości ciężko powiedzieć… całkiem możliwe (moje czysto hipotetyczne założenie), że ISO E jest dla perfum ty, czym dla jedzenia wszelkie wzmacniacze smaku… wiesz, to coś co sprawia, że po zjedzeniu pierwszego chipsa masz nieodpartą chęć sięgnąć po następny…
    a skoro powstało coś takiego dla rynku spożywczego, to niewykluczone że chemia przyszła z odsieczą też do branży perfum… w końcu dla wielu osób (do których się zaliczam) nie ma znaczenia czy ich ulubione perfumy są naturalnego czy chemicznego pochodzenia (użyte składniki) i liczy się sam efekt końcowy…

  69. Andrzeju, czytałem o tej nowej trójce od Histoires de Parfums… to trzy nowe zapachy, których wspólnym tematem jest oud… 🙂 jednak każdą z kompozycji postanowiono rozwinąć w innym kierunku… samemu jestem ciekaw jak to pachnie, ale nie uśmiecha mi się płacić za tę opcję aż 9 zł 🙂

  70. jasne
    placenie za probki to niepowazna sprawa

  71. nie no płacenie za próbki jest generalnie akceptowalne, ale nie aż tyle…

  72. nigdy nie zaplacilem za zadna probke i tego nie zrobie

  73. rozumiem, ale Ty nie musisz pozyskiwać nowych zapachów w takiej częstotliwości jak osoba pisząca bloga o perfumach 🙂

  74. no prawda….. mozemy sie umowic 😉
    czesto bywam w Q – piszesz mi na mailu co bys chcial, ja biore od nich i Ci wysylam (placisz tylko za przesylke ktora nadaje na poczcie)

  75. o! bardzo kusząca oferta, ale niestety nie skorzystam… mam Quality w Oppeln, więc sam mógłbym zatroszczyć się o darmowe samplery, ale dla zasady i z wrodzonej przekory wstrzymam się…
    po pierwsze są inne źródełka do pozyskiwania próbek (w imię walki z monopolem)…
    a po drugie musiałbym być skończonym fiutem, by wytykać Quality zdzierstwo na łamach bloga i jednocześnie wyłudzać grzecznościowo free samplery w ich perfumeriach… 😉

  76. Do pewnej chwili wydawało mi się że jedynym zapachem mogącym zastąpić mi nieodżałowanego Gucci PH jest Dior Homme. Tak było do chwili kiedy wyszedłem z perfumerii „D” spryskany po szyi Encre Noire. Ludzie jakoś dziwnie zaczeli na mnie patrzeć bo co kilka kroków przystawałem i odwracałem głowę żeby poczuć ten genialny „ogon” który za sobą ciągnąłem. Robiłem nawet kilka kroków wstecz żeby go lepiej poczuć. Wcześniej zdażało mi się „posmakować” tego zapachu na nadgarstku czy pasku i to nie było do końca to. Widocznie chyba do niego dorosłem i nie wyobrażam sobie żeby nie był to mój następny zakup. Wetiwer, do którego też dorastam, w tej kompozycji jest absolutnie fenomenalny. Brutalny, ostry nie pozostawiający kompromisów i przez to tak pociągający. Czyżby Signature Scent? Bardzo możliwe…

    P.S.
    Czytając dyskusję pod recenzją nie zgadzam się tylko z jedną rzeczą. Wśród fanów, a nawet więcej…miłośników piłki nożnej, też znajduja się entuzjaści, a nawet więcej…miłośnicy wspaniałych zapachów 🙂

    Pozdrawiam

  77. muszę Ci się przyznać, że sam robię dokładnie to samo by lepiej poczuć to czym pachnę, szczególnie gdy staram się wybadać trwałość i projekcję danej mikstury na sobie… 🙂
    Encre to piękny zapach i strasznie sie cieszę, że przypadliście sobie do gustu i również pozdrawiam i życzę udanych łowów przy okazji następnej wizyty wśród słabiej obleganych regałów, gdyż wiem, że ten Lalique do szlagierów tej perfumerii nie należy… 🙂

  78. witam. podkuszony opisem i zachwytami zakupilem w ciemno flakon. okazalo sie ze byl to jeden z najlepszych perfumeryjnych zakupow w zyciu. zapach po prostu powalil mnie na kolana. dodatkowo przypadl do gustu zonie i barszo spodobal sie kolezankom w pracy.

    a tak wogole na „na dniach” wychodzi Encre Noir Sport – ciekawe czy bedzie zapachem genialn jak oryginal

    • gratuluję CI zatem świetnego zakupu, bo to jedne z najciekawszych i najbardziej oryginalnych perfum w zasobach mainstreamu jakie znam… zaś temat ENS pilotuję na bieżąco… 😉

  79. Właśnie zakupiłem flaszke EN za 104zł,zapach piekny! Pozdrawiam.

    • gratuluję Ci zatem wyszarpania pięknych perfum w równie atrakcyjnej cenie… 🙂
      p.s. a jak trwałość, bo znów mnie straszą, że reformulacja jakaś była?…
      również pozdrawiam 🙂

  80. No i tu pojawia sie problem:( piekny i mocny aromat podejrzanie szybko przygasa,nie tego się spodziewałem :((

  81. Jutro dokładnie to jeszcze sprawdzę…

  82. A ja własnie kupiłem flaszkę 100ml za 85 zeta w jednej z internetowych perfumerii. Co prawda tester ale jest dla mnie to nie muszę mieć opakowania. Na razie się oswajam z zapachem na bloterach a dziś wrzucam na siebie. Faktycznie z początku jest kwaśny w odbiorze i tan nuta się przewija przez cały czas tracąc na swojej mocy jednak jest wyczuwalna – na bloterze po około 12-13h w dalszym ciągu ją czuję.

  83. bo bloter zupełnie zniekształca i wypacza brzmienie perfum, stąd nie używa się go do testowania perfum na sobie, gdyż między innymi niemiłosiernie wydłuża akordy… psiknij na bloter i na nadgarstek to sam zobaczysz, że akord otwarcia, który ze skóry znika po kilku minutach, na bloterze trwa dobre pół godziny… 🙂

  84. a mnie rozczarował… czyżby był po reformulacji? cena w perfumeriach internetowych żałośnie niska..o sssoo chozziii?

    • ponoć był reformuowany kilka lat temu, a co do ceny w necie, to jest ściągany przez perfumerie własnym sumptem z pominięciem oficjalnej dystrybucji „na kontenery” i przez to stał się taniutki i dość popularny jak na takiego dziwoląga… 🙂

  85. moje wrażenia – postanowiłem wypróbować próbkę Encre Noir,zapach dość ciekawy…”zapodałem” trzy chmury na szyję…wącham,wącham i jakos z początku nic nie czuje,dołożyłem kontrolną chmurkę na nadgarstek i jeszcze jedną ”awaryjną” he he he 😀 na odzienie (a dokładniej na sweter….perfum ma kolor zalatujący dynksem czyli tzw.”nalewką na kościach” i ciekaw jestem czy nie zabarwiłby np.jasnej koszuli)….a tu nagle bum! zapach dotarł do moich nozdrzy i myślę sobie: O SHIT! chyba LETKO przesadziłem! he he …bo zapach z początku jest dość (oczywiście według mnie perfumowego laika) wyrazisty…..ale potem jakoś się uspokaja i jest całkiem OK…trwałość dość dobra,w godzinach przedpołudniowych się psikałem a wieczorną porą jeszcze go wyczuwałem (nie czuje,że rymuje heh)…pozdrawiam

    • he he bo En działa z opóźnieniem i niejako zdradziecko… podpowiem Ci, że te perfumy lubią ciepło i wilgoć, choć w każdym z tych środowisk pachną inaczej, ujawniając wąchającemu zupełnie odmienne oblicze… i właśnie za tą zmienność i kapryśność tak bardzo kocham te perfumy… 🙂

  86. Idę przez ciemny gęsty las. Wszytko co mnie otacza wywołuje na mnie drżenie i gęsią skórkę. Jestem wciągnięty i zawładnięty przez klimat tutaj panujący. Nagle moim oczom ukazuje się stary i mocno zaniedbany opuszczony budynek. Coś mnie ciągnie do jego środka. Otwieram skrzypiące wielkie żelazne drzwi i widzę piękne choć mocno zniszczone i zabrudzone wnętrze. Ciągnie mnie w kierunku małych drewnianych drzwi. Nie wiem co mnie za nimi spotka ale siła tego miejsca sprawia że idę dalej. Schodzę skrzypiącymi i już spróchniałymi schodami. W tle słychać tylko głuche echo. Kiedy znajduję się już na samym dole moim oczom ukazuje się stara drewniana piwnica , lecz ta nieokreślona siła ciągnie mnie w jej głąb. Widzę stare książki, drewniane meble i spalone kartki. W tle unosi się niepowtarzany zapach jakiego nigdy dotąd nie poczułem. Z jednej strony pobudza w mnie wyobraźnie dawnego życia tego miejsca, a z drugiej strony nie daje mi spokoju i przyprawia mnie o dreszcze, Zapach który zwie się Encre Noire . Tak mroczne skojarzenia wywołują u mnie te jakże niecodzienne perfumy. Aby poczuć piękno tej kompozycji przeszedłem wiele trudów i odtrąceń. Nie jest to łatwa dla nosa woń ale trzeba ją zrozumieć i pokochać. Gdyby te perfumy powstały 100 lat wcześniej zapewne mówiono by o nich w programach historycznych 🙂

    • piękne porównanie, gratuluję pióra 🙂 a co do wcześniejszego datowania, to gdyby ten zapach powstał w średniowieczu, to palono by za niego na stosie 🙂

      • a ja myślałem że to średniowiecze pachniało jak EN

        • obawiam się, że nie chciałbyś nosić perfum pachnących jak średniowiecze 🙂

  87. Hmmm, z tego co czytałem średniowiecze było odmienne od obrazu znanego nam z filmów. Ludzie dbali o chigienę, prężnie rozwijała się nauka i medycyna, czytać uczono nawet mieszkańców wsi, a większość ksiąg , głównie wszelkiej maści psałterzy przepisywały kobiety. Dopiero schyłek średniowiecza (wszak epoka ta obejmuje prawie 1000 lat) to np pogląd że choroby przenoszą się przez powietrze i wnikają przez skórę. Kolejny pogląd dotyczył tego, że brud idealnie konserwuje i zabezpiecza skórę , a tym samym również jej właściciela przed chorobami. Od tego był już tylko krok do kąpieli nie częstszej niż raz w miesiącu i traktowanej jako zło konieczne. W średniowieczu popularne były łaźnie dostępne dla każdego, w epoce w której królowały peruki, a szczytem wyrafinowania rozwoju techniki stało się wynalezienie młoteczka na pchły , łaźnie zaczęto postrzegać jako źródło chorób i czyste zło. I tak oto nastała złota era perfumiarstwa 😁
    Znany nam obraz skryby mnicha nie wziął się z powietrza. Wszak to przedstawiciele kościoła zastrzegli sobie prawo do wiedzy, a za szczególnie niebezpieczne uznano drukowane kobiety, które nagle stały się czarownicami i nałożnicami diabła.
    EN mam i uwielbiam. Czy tak mogłoby pachnieć średniowiecze? Czemu nie? Ja natomiast tak upodobałem sobie czernidło, że nawet nosząc terre zapodaję sobie chmurkę EN na nadgarstek ☺
    Jest cierpią, ale bez przesady. Tam gdzie Kilian Smoke for the soul już nakręcał wytwarzanie kwasów żołądkowych Lalique po prostu intryguje , a nadgarstek sam unosi się w kierunku nosa ☺

    • Ach te autokorekty, miało być edukowane kobiety. A co do ery perfum, był pewien król znany z tego, że w całym swoim dorosłym i świadomym życiu nie wykompał się ani razu. Więcej, jeśli ktoś mył się zbyt często to mogło oznaczać że jest żydem albo maurem☺a przynajmniej że dzięki konszachtom z diabłem mimo częstych kąpieli nie choruje. Od tego było o krok od odwiedzin inkwizytora i zwieńczenia własną osobą stosu. I tym samym zasadne stało się powiedzenie ” częste mycie skraca życie”. Jak leciało to chińskie przekleństwo? Obyś żył w ciekawych czasach! ☺

      • coś w tym jest i choć nie należy traktować tego dosłownie, trzeba zwracać uwagę czym się myjemy, w czym pierzemy – tak jak zwracamy uwagę na to co jemy, bo w końcu jesteśmy tym co jemy… 🙂

    • owszem, jest tak jak piszesz, w pierwszych wiekach średniowiecza ludzie jeszcze dbali o higienę, zapaść dbałości o higienę osobistą nastąpił dopiero później i trwał aż do 17 wieku. Smród był niewyobrażalny, bo wierzono (zresztą i dziś wielu lekarzy to powtarza i poniekąd jest to słuszne), że częste mycie ciała zabija naturalną powłokę ochronną skóry i szkodzi. To też prawda, bo skóra przecież wchłania tę całą chemię i syf z proszków do prania, mydeł, żelów, balsamów, kosmetyków, kremów, mydeł, szamponów i innych pachnących środków czystości, opartych na chemii. I stąd dzisiejsza plaga alergii, bo organizm w odruchu obronnym broni się przed tym czym jest bombardowany i odrzuca to. Kluczem jest umiar i sięganie po środki czystości w miarę naturalne i organiczne, pozbawione chemii, ale niestety takie specyfiki są drogie. No i do tego dochodzi kompletny brak świadomości tej zależności, że agresywna chemia i środki czystości w nadmiarze szkodzą. A co do kościoła, to żadna religia nie lubi by wierni myśleli i się uczyli. Bo prędzej czy później każdy wykształcony i świadomy człowiek zacznie zadawać sobie pytania i w efekcie odrzuci w całej rozciągłości ten stek bzdur i mitologi.. 🙂

      • Kupiłam w sobotę 9 mają .Piękny,przypomina mi moje wizyty w sali lutnika, pachniało w niej drzewem, lakierami i tytoniu z fajki.Od soboty jest cały czas na mojej apaszki. Cudny.Ale tak jak polecacie zostawię go na jesień

        • te perfumy kochają chłód i wilgoć, więc latem moga blednąć lub przytłaczać, za to jesienią…. 🙂 na lato polecam równie genialnie acz lżej pachnącą wersję Sport 🙂

  88. Encre Noire à L’Extrême
    http://www.parfumo.de/Parfums/Lalique/Encre_Noire__L_Extrme

    • Będzie ostro :>

      • mam szczerą nadzieję (w końcu to Lalique), że to nie okaże się przerostem mody i marketingu nad treścią…

    • o! brzmi arcy intrygująco, choć czy aby na pewno da się zintensyfikować to – co już jest kwintesencją paczuli i vetivery?

  89. Cudowny zapach. Uwielbiam takie pozbawione goryczki, wytrawne ujęcie wetywerii

    • ten zapach jest jak chorągiewka, w zależności od skóry i warunków otoczenia, jego wetivera pachnie w skali, od płomiennego gorąca, po grobowo ziemisty chłód. I jak tu nie kochać, uwielbiać i adorować tego niesamowitego pachnidła? 🙂

  90. Ktoś wie jak jest z jego reformulacjami ? Nigdzie nie widziałem wersji z plastikowym korkiem, wszystkie EN w perfumeriach mają zwykły brązowy drewniany korek, pachną trochę inaczej. Kiedyś ten zapach był trochę mdlący, ostatnio sprawdziłem kilka flakonów i zapach był świeższy, intensywniejszy i lżejszy w odbiorze a zarazem bardzo złożony.

    • pierwsze słyszę o reformulacji, ale abstrahując od tego, nie wierzę by Lalique pozwoliło sobie na taką sztukę, by korek drewniany zastąpić tandetnym plastikiem…

  91. Od pierwszego niucha wiedziałem, że muszę mieć ten zapach i oto sprawiłem go sobie jako prezent świąteczny. Dzięki pirathcie 😉 można powiedzieć, że odkryłeś przede mną świat prawdziwych perfum i co ciekawe zaczynają podobać mi się zapachy, które wcześniej wywoływały ucieczkę i intensywne szorowanie nadgarstka np. Chanel egoiste. Ciekaw jestem reakcji mojego uświadomionego już nosa na terre d’hermes, ponieważ pierwsze spotkanie z nim nie można zaliczyć do udanych 😀

    • Ależ cała przyjemność po mojej stronie, cieszę się że mogłem pomóc – wszak uświadamianie że można pachnieć inaczej, to podstawowa misja tego bloga, więc dziękuję Ci 🙂 Terre jest bardzo ostrym, nośnym, inwazyjnym i władczym zapachem, jeśli lubisz Egoistę, a zwłaszcza Platynowego – to powinien Ci się spodobać, ale nic na siłę. Do niektórych perfum trzeba dojrzeć, a im trudniejszy i bardziej wymagający bukiet, tym dłużej to trwa. Daj sobie czas, spróbuj inną porą roku, albo inną wersję. EDT jest zdecydowanie najostrzejszy i najbardziej irytujący w odbiorze dla osób nieprzywykłych, więc spróbuj jeszcze wersję EdP i Eau Tres Fraiche, bo pachną lżej i nieco inaczej. pozdrawiam 🙂

  92. Encre Noire w perfumach, To Amon Tobin Portishead w muzyce. A dopiero co zacząłem wąchać… mainstream. Nabyłem wyżej wymieniony:) i Carbone Balmain:). A dzięki Twojej encyklopedii tworzy się pokaźna lista i przepychanki w kolejce. Więc z radością, promieniującą z nadgarstka, Dziękuje:) Pozdrawiam:)

    • Drobiazg, również dziękuję i życzę przyjemnego rujnowania portfela na rzez kolejnych flakonów i również pozdrawiam serdecznie 😉

  93. Ja powiem tak. Skusiłem się na niego (wziąłem w ciemno) sugerując się opiniami och-ów i ach-ów. Mając wcześniej do czynienia z Hommage L’homme Voyager stwierdziłem, że warto się pokusić. Jak wrażenia ? Cóż nie wiem jak można się nim zachwycać. Ilość wetywerii w składzie powoduje iż mój nos stwierdza iż pachnę jak naelektryzowane włosy. Tak właśnie pachnie Encre Noire. Nie pachnie jak wspomniany atrament. L’homme Voyager właśnie tak pachnie. Kiedy noszę na sobie Voyagera mam wrażenia jak bym czół Indyjski błękit. Ten zapach kojarzy mi się właśnie z dobrze skrojonym garniturem i i piórem marki MB*. Czy jest tajemniczy ? Dla kogoś owszem może być. Czy Encre Noir pachnie jak mokry granit ? NIE ! Ponieważ raz jest słodko, raz gorzko, a potem sucho. Gdyby do zapachu dodać nuty wodne, aldehydy albo coś z ozonem no to może tak. Dobrze, że mam dużo zapachów na swojej półce więc nie ma problemu aby pomęczyć te sto ml. A na koniec muszę przyznać, że L’homme Voyager bije go na głowę.

    *- są to pierwsze dwie litery marki specjalizującej się w produkcji wiecznych piór. Nie chciałem robić reklamy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: