Napisane przez: pirath | 26 sierpnia 2014

perfumy a reklamacja, czyli które ich cechy i wady podlegają reklamacji…


Niestety nieżyt górnych dróg oddechowych nieco się przeciąga, więc dziś zmuszony jestem znów zaserwować Wam temat zastępczy… gospodarka wolnorynkowa przyzwyczaiła nas, że różne towary (i co ważne usługi) mamy prawo reklamować… jeśli coś ma wadę lub zepsuło się reklamujemy, a ostatnio reklamujemy na potęgę i z byle powodu – zwykle na osławioną „niezgodność towaru z umową„… to doprowadziło do swoistej batalii sklepy-konsumenci, bo w efekcie bezczelności grupy cwaniaków i naciągaczy, niemiłosiernie nadużywających tego przepisu – sklepy oddalają reklamacje jak leci, nawet te zasadne, tudzież imają się wszelkich forteli, by nam przyjęcia reklamacji odmówić…”chciałabym to zwrócić, bo odpadł mi frędzelek przy pantoflu„, że posłużę się przykładem bezczelnego babsztyla, oddającego ostatnio przy mnie do reklamacji rozpadające się ze starości czółenka, które zmasakrowała swym końskim platfusem przez niemal dwa lata eksploatacji, a do końca gwarancji został ledwie tydzień… szczerze powiedziawszy obuwie w lepszym stanie wykopuje się na stanowiskach archeologicznych, ale ja nie o tym…

Nie chcę się rozpisywać o prawach konsumenta, choć w naszym własnym interesie jest je znać, by móc skutecznie dochodzić swoich roszczeń – dlatego postanowiłem naświetlić temat reklamacji perfum – ponieważ dość często poruszacie ten wątek w wiadomościach… niestety perfumy to nie krem/balsam/maseczka i inne smarowidło do ryja, które choć również mogą uczulać (i tu słowo wyjaśnienia, bo znam taki przypadek osobiście – ale problemem okazał się alkoholowy nośnik, a nie jeden z toksycznych i śmiertelnie trujących składników, których profilaktycznie IFRA pospołu z UE chce dla dobra producentów syntetycznych zamienników, tfu naszego dobra, profilaktyczne zakazać)… nie słyszałem by przyjmowano zwroty perfum, gdzie jako powód podano „uczulenie” lub „alergię” na któryś ze składników, co może wydawać się dziwne – gdy zwroty na powodujące uczulenia kremy drogerie i perfumerie jak najbardziej przyjmują… może ktoś z czytelników zechce naświetlić temat?…

Załóżmy, że kupiliśmy perfumy i zrobiliśmy to zgodnie ze sztuką, czyli nie w oparciu o papierek, lecz gruntowne testy skórne (więcej na temat kupowania i testowania perfum TU), zakup jest świadomy, ale produkt nie spełnia naszych oczekiwań… no właśnie jakich oczekiwań? nie pachnie, pachnie za słabo, zbyt krótko?… paradoksalnie trwałości i nośności perfum nie da się zagwarantować, miarodajnie zmierzyć, ponieważ jest to cecha indywidualna dla każdej z osób które tych perfum użyją…. niestety chemia i specyficzne właściwości naszej skóry sprawiają, że na jednym ten sam produkt będzie pachniał dłużej i mocniej, a na innej osobie znacznie krócej i słabiej – stąd powszechne i krzywdzące opinie, że kupiło się produkt niepełnowartościowy, zepsuty, albo co gorsza podróbkę… „bo na koleżance pachnie cały dzień, a na mnie 2-3 godzinki i koniec„… – i słusznie, bo skóra koleżanki to nie nasza, więc na niej przykładowo zapach „trzyma się” niemal dobę, a indywidualne właściwości naszej własnej skóry sprawią, że zawartość nawet tego samego flakonika wyparuje ze skóry znacznie szybciej i zapewniam Was, że to nie jest wada produktu, tylko zwykły pech… stąd nikt nie przyjmie nam reklamacji, na podstawie argumentu trwałości określonego produktu na naszej skórze – tak jak, że kupione lody chcemy zwrócić bo nie odpowiada nam ich smak (są za słodkie, za cierpkie, za mało/za bardzo malinowe, etc)… niezadowolenie z osiąganej na naszej skórze trwałości perfum, nie jest podstawą do ich reklamowania, bo nie jest to parametr dający się zagwarantować przy tylu niezależnych od wytwórcy zmiennych (co człowiek to inna skóra)… dlatego odradzam spontaniczne zakupy w ciemno, lepiej odwiedzić perfumerię, zdobyć próbkę lub skorzystać z darmowego testera i przeprowadzić stosowny test na własnej skórze…

Inna sprawa to zachowanie tych samych kryteriów porównania… „kupiłam ten sam perfum co koleżanka z biura, ale na niej pachnie inaczej i dłużej, a na mnie krótko i zupełnie nie tak„… ciekawe, ale czy aby na pewno kupiła pani ten sam produkt?… zbieżna nazwa perfum i to samo logo producenta nie wyklucza, że jedna z Was kupiła EDP/Parfum, a druga EdT, albo Eau Fraiche, bo nawet jeden zapach może występować w przynajmniej kilku odsłonach w kontekście stężenia (choćby Miss Dior, które można nabyć w czterech wersjach koncentracji, a każda pachnie mniej lub bardziej inaczej niż reszta)… tak więc nim zaczniemy ciskać gromami, sprawdźmy czy aby na pewno mówimy o porównaniu dokładnie tych samych perfum (koncentracja) i czy w celu porównania ich właściwości/parametrów użyliśmy tej samej metody porównawczej… kwestionowanymi perfumami (naszymi i koleżanki) trzeba psiknąć jedną osobę, w to samo miejsce, np. po jednej na każdy nadgarstek (wyłącznie skóra a nie ubranie, na którym perfumy pachną inaczej i znacznie dłużej) i w tej samej ilości – i dopiero wówczas, gdy porównanie obu flakonów (gdzie oba to np. EdP, a nie EdP i EdT) wypada zauważalnie inaczej, możemy mówić o kupieniu podróbki, albo produktu poreformulacyjnego (koleżanka mogła kupić swoje perfumy wcześniej, a my przed miesiącem)… reformulacja też nie jest powodem do reklamacji, bo żaden producent nie gwarantuje, że formuła perfum nie może ulec modyfikacji… całkiem też możliwe, że trafił nam się nieuczciwy sklep, sprzedający perfumy o niższym stężeniu, bo przeznaczone np. na rynek amerykański – ale takie w ogóle nie miały prawa trafić do sprzedaży na terenie Europy, właśnie przez drastycznie odmienne od europejskiego odpowiednika właściwości… można to sprawdzić śledząc kody EAN (13 cyfrowy kod produktu, wybity pod kodem kreskowym) na opakowaniu i jeśli wciśnięto nam produkt nie przeznaczony do dystrybucji na terenie UE, wówczas wydaje mi się, że mamy prawo do reklamacji – gdyż ten produkt przez wzgląd na odmienne parametry jakościowe, nie jest przeznaczony do dystrybucji w Europie…

Bo na papierku pachniał mi tydzień, a na skórze nie wytrzymał nawet 8 godzin„… i słusznie, bo papierek (bloter) nie służy do podejmowania wiążącej decyzji o zakupie perfum – tylko wstępnej oceny, czy dana kompozycja zapachowa w ogóle nam odpowiada…. zamiast nanosić perfumy na zwykle deficytową w obliczu wizyty w perfumerii, wolną powierzchnię skóry – wpierw sprawdzamy wstępnie zapach na papierku i gdy jesteśmy nim zainteresowani, nanosimy go na skórę (koniecznie naszą a nie koleżanki/kolegi!) i przeprowadzamy właściwy test na sobie… na każdym ten sam zapach ułoży się i będzie pachniał nieco inaczej, dlatego nie wolno sugerować się wonią perfum z papierka (zawsze jest przekłamana, by nie powiedzieć oszukana – szczególnie w kontekście czasu trwania poszczególnych akordów), ani jak ktoś pachnie tymi perfumami, bo dla nas istotne jest wyłącznie jak dana kompozycja pachnie na nas… do tego możemy się nadziać na wersję poreformulacyjną (czyli partia o mniej lub bardziej różniącej się od wcześniejszej wersji formule) o czym żaden wytwórca ani perfumeria nie ma obowiązku nas informować (ani interesu, bo zwykle jest to zmiana na gorsze), więc mniej lub bardziej czytelne różnice w brzmieniu, trwałości i nośności nie są podstawą do reklamowania perfum…

Na jakiej podstawie możemy reklamować perfumy?

Podstawą do reklamacji jest na pewno rażące odbarwienie, wtrącenia i widoczny osad wewnątrz flakonu (czasem jest to spowodowane nieco innym doborem składników, głównie naturalnego pochodzenia), które z czasem mają prawo zacząć się wytrącać lub kolor może w pewnym stopniu odbiegać od wcześniej nam znanego – z tym, że dotyczy to bardzo wąskiego grona perfum niszowych, produkowanych w niewielkich seriach i z użyciem naturalnego pochodzenia składników, gdzie bardzo trudno o zachowanie niezmiennej powtarzalności cech poszczególnych składników… ale jeśli kupiliśmy produkt, który w sposób rażący odbiega kolorem od wzorca (np, kupiliśmy któryś z kolei flakon), albo na dnie pływają kłaczki, farfocle lub dziwne drobinki, które bynajmniej nie są przewidzianym przez producenta ozdobnikiem (opiłki złota, płatki, korale, kamienie, piasek, etc) – wówczas jak najbardziej mamy prawo taki flakon reklamować – zarówno ze względów estetycznych jak i przez podejrzenie, że z zawartością flakonu może dziać się coś niedobrego (psują się)… zwykle właściwości i zapach perfum odbarwionych lub z wtrąceniami nie odbiega od wzorca (coś mogło się dostać do flakonu przed napełnieniem w rozlewni), ale takie coś dyskwalifikuje taki zakup jako prezent – więc w takim wypadku mamy pełne prawo do złożenia reklamacji…

Źle i zbyt długo przechowywane perfumy mogą i będą się psuły i choć teoretycznie ich termin przydatności liczy się od chwili otarcia (ikonka przedstawiająca otwarte pudełeczko z wieczkiem i wyrażoną liczbowo ilością miesięcy tzw. minimalnej trwałości), więc jeśli podczas pierwszego użycia zleżałych/zepsutych perfum poczujemy specyficzną woń, zwykle zapach kojarzony z przyprawą maggi (lubczyk), pleśnią i stęchlizną, a zapach sprawia wrażenie zepsutego/niepełnego – wówczas prawdopodobnie mamy do czynienia z perfumami przeterminowanymi (pomimo iż nigdy nie były otwarte), a które w wyniku zbyt długiego, nieprawidłowego (narażenie na wysoką i szokująco zmienną temperaturę) po porostu się zepsuły i to również jest podstawą do reklamacji…

Jeśli kupiliśmy perfumy z myślą obdarowania nimi kogoś bliskiego, a dostaliśmy egzemplarz z uszkodzonym opakowaniem (naderwana folia, wgnieciony kartonik/puszka, uszkodzony flakon i korek) również mamy prawo żądać wymiany na egzemplarz wolny od wad – ale tu uczulam, że podstawą do uznania takiej reklamacji jest rozpakowanie przesyłki w obecności kuriera/urzędzie pocztowym i niezwłoczne złożenie reklamacji przez protokół szkodowy… nierzadko towar został uszkodzony/naruszony nie z winy perfumerii/sklepu, a w trakcie transportu – ale to już jest wewnętrzny problem perfumerii i spedytora… my tylko zgłaszamy uszkodzenie zawartości przesyłki, więc dobrze jest zrobić na tę okoliczność zdjęcia i załączyć jako dowód… czemu?, często kupujemy produkt z myślą o sobie, flakon po rozpakowaniu okaże się nienaruszony, a kartonik nie będzie nam więcej potrzebny – ale zgłaszając to sprzedawcy, zwykle możemy liczyć na drobny upominek w ramach rekompensaty, zniżkę lub kod rabatowy do zrealizowania przy następnych zakupach…

Niewątpliwie wadliwie pracujący, przeciekający atomizer jest jak najbardziej podstawą do reklamacji i co warto zaznaczyć, wada ta wcale nie musi wystąpić tuż po zakupie… dopóki we wnętrzu flakonu znajduje się ciecz, mamy prawo reklamować wadliwy atomizer (gdzie wadliwy oznacza przeciekający, zacinający się, sikający, nie pompujący), bo choć hałaśliwość i skrzypienie może drażnić, ale bynajmniej powodem do reklamacji już nie jest – ponieważ samo w sobie nie ogranicza podstawowej funkcjonalności flakonu… warto też zaznaczyć, że produkt możemy reklamować zarówno w perfumerii gdzie został zakupiony jak i u oficjalnego dystrybutora na terenie Polski (zakładając, że perfumy pochodzą z polskiej dystrybucji)… w przypadku perfum przywiezionych z urlopu, podróży, nabytych na lotnisku lub w innym kraju, można skontaktować się bezpośrednio z producentem (poprzez jego stronę) i spróbować reklamacji tą drogą… owszem wymaga to więcej zachodu, ale z własnego doświadczenia wiem, że kontakt z producentem nie jest obarczony spychologią i podejrzliwością, jak często ma to miejsce w relacjach z polskimi podmiotami – skrzywionymi cwaniactwem i nadużyciami ze strony nieuczciwych kupujących, próbujących nierzadko reklamować zupełnie puste flakony…

Warto zwrócić uwagę, że spora część (choć nie wszystkie) perfum jest fabrycznie foliowana i jeśli trafił nam się egzemplarz bez tego zabezpieczenia (tu przed złożeniem reklamacji warto się upewnić, czy producent fabrycznie zabezpiecza kartoniki folią), lub jest ono naruszone (ślady otwarcia) mamy prawo podejrzewać, że nie dostaliśmy produktu nowego, a flakon został nadpoczęty – o czym możemy się przekonać już przy pierwszym naciśnięciu atomizera… fabrycznie nowe perfumy zaczynają pryskać cieczą z atomizera, dopiero po jego kilkukrotnym naciśnięciu – więc jeśli tuż po rozpakowaniu, już po pierwszym naciśnięciu atomizera, zaczął on rozpylać, wówczas mamy do czynienia z produktem używanym, prawdopodobnie z wcześniejszego zwrotu… niestety udowodnienie tego nieuczciwemu sprzedawcy może być bardzo trudne, bo równie dobrze to my mogliśmy produkt użyć, rozmyślić się i zażądać zwrotu…

Na koniec warto zaznaczyć, że od wielu, wielu lat, do złożenia reklamacji nie jest potrzebny paragon (którego zwykle już nie mamy) – o czym wielu sprzedawców nie wie lub nie chce wiedzieć…  a więc wymaganie paragonu jako podstawy do przyjęcia/uznania reklamacji jest po prostu nieetycznym i niezgodnym z prawem nadużyciem – ponieważ zakup możemy udowodnić sprzedawcy na wiele sposobów, np. pokazując wyciąg z konta (przelew za zakup), okazanie potwierdzenia płatności kartą, lub podając numer zarchiwizowanego zamówienia (dotyczy panelu klienta w wielu sklepach internetowych, który często pozwala przejrzeć historię zakupów, co dotyczy również portali aukcyjnych)… tak więc jeśli ktoś odmawia nam przyjęcia reklamacji na podstawie braku dowodu zakupu (paragonu), łamie prawo i warto uświadomić takiemu sprzedawcy iż jest w błędzie i co mu grozi w przypadku zgłoszenia tego faktu stosownym instytucjom…

Advertisements

Responses

  1. Spoko wpis, co prawda ja mam w małym paluszku ustawę o szczególnych warunkach sprzedaży (z racji kilku lat w sprzedaży www) ale wiele osób nie zna swoich praw, a to bardzo niedobrze!

    • a sprzedawcy bardzo chętnie tą niewiedzę i brak świadomości wykorzystują. Z tym, że ja poszedłbym w wymuszenie na samych wytwórcach polepszenia standardów, norm i wydłużenie gwarancji, a wówczas jakość wzrosłaby odgórnie, przekładając się na zmniejszenie ilości samych reklamacji. Tu nie jest winny sklep, który tym handluje, tylko wytwórca który się nie przykłada, bo może…

  2. Ależ by mi się przydał ten wpis parę miesięcy temu! Otóż nie mając kompletnie pojęcia jak się to robi zareklamowałam w Quality perfumy „Jade” Durbano, które zakupił mąż. Powodem był inny zapach zakupionej wcześniej próbki, a inny we flakonie. Oficjalnie nie było reformulacji „Jade”. Ale ja dostałam flakon z nowej serii, zapakowany w bawełniany woreczek i w kartonik (wcześniej ponoć był tylko woreczek). Tak mężowi zależało na zapachu, że poprosił o flakon, z którego robiono próbkę, nawet jeśli już dużo ubyło. Perfumeria się zgodziła, odesłałam „gorszy” flakon, Quality przysłało tester, brakowało ok. 20 % (różnicę w cenie zapłacono). Wszystko OK. Aczkolwiek do teraz nie wiem, czy TEN flakon był jakiś zepsuty, czy naprawdę była reformulacja?

    • Durbano produkuje perfumy w krótkich seriach, a w przypadku jego perfum rozbieżności kolorystyczne (zwłaszcza w przypadku BT) trafiają się stosunkowo często i bynajmniej nie jest to wadą, co cechą specyficzną dla kompozycji aranżowanych w oparciu o naturalne składniki i krótkie serie wyrobu, gdzie ciężko zagwarantować niezmienność. To samo tyczy się drobnych różnic w brzmieniu konkretnych partii, z tego samego powodu, bo czasem nie da się dostać ponownie danego składnika z tego samego źródła i o identycznych walorach, co częstokroć przekłada się na subtelne ale wyczuwalne różnice w brzmieniu. Cieszę się że perfumeria podeszła do tematu profesjonalnie i nie mydlili Wam oczu, że coś sobie uroiliście, bo zwykle to wmawia się klientowi, który zorientował się że kupił produkt poreformulacyjny. Takich sytuacji nie da się uniknąć, dlatego szanujące się perfumerie gdy dowiadują się o reformulacji, wymieniają testery na takie, których woń odpowiada bieżącej partii produktu, właśnie by uniknąć rozczarowań u klienta który decyzję o zakupie podjął w oparciu o produkt, który w międzyczasie mniej lub bardziej celowo zmodyfikowano. Cieszę się że sprawę udało się rozwiązać w formie dla Was satysfakcjonującej.

  3. Dzieki za ten wpis, bardzo przydatny 🙂

  4. Kolejny potok rzetelnych informacji. Całe szczęście że nigdy nie musiałem reklamować swoich pachnideł 😉

    • dzięki, ale takie rzeczy warto wiedzieć dla własnego dobra…

  5. Prawidłowo przechowywane perfumy (takie, które nie są narażone na długotrwałą ekspozycję na światło słoneczne i wysoką temperaturę) NIE będą się psuły. Data przydatności – te 36 miesięcy od otwarcia to dla mnie jest jakiś mit. Mam Diora Homme Sport z 2008 r i Diora Homme z 2007 r oraz Bvlgari Pour Homme Extreme z 2008 r – wszystkie trzy pachną wyśmienicie!

    • Marcinie, podawana na piktogramie przez producenta cyferka (12/24/36) określa minimalną i teoretyczną przydatność do zużycia, zależną min. od czynników które podałeś – co nie zmienia faktu że zapach równie dobrze może zachować swe właściwości prze lat 10 albo i więcej… tyle, że większość ludzi nie trzyma swoich perfum w zamkniętych szafkach, z dala od ciepła – tylko na toaletce w sypialni, albo w łazience… też mam w kolekcji niemal 10 letnie flaszki w bardzo dobrej kondycji, co jest zasługą zarówno „przyłożenia się” producenta do samej formuły i szczelności samego flakonu, jak i mojej własnej zapobiegliwości… żywotności perfum oscylującej około 10 lat nikt nie zagwarantuje, poza zakresem minimalnym, opartym o uśrednione warunki w których zwykle są przechowywane i wówczas nawet ekstremalnie niekorzystne warunki przechowywania wystarczają do tego co producent minimalnie deklaruje…

  6. Co do tego pełna zgoda. Wydaje mi się, że trzymanie perfum poza zamkniętą przestrzenią, gdzie teoretycznie może przez dłuższy czas świecić na nie światło słoneczne niekoniecznie mija się z celem – ale tutaj przydałoby się pudełko. A nie wszystkie (zwłaszcza testery) są sprzedawane razem z pudełkami, poza tym – niektórzy pudełka wyrzucają zaraz po zakupie…

    • sam wyrzucam pudełka tuż po zakupie, bo nie wyobrażam sobie mordowania się z ich każdorazowym otwieraniem, wyjmowaniem i upychaniem w drugą stronę po użyciu… za dużo zachodu, a kwestię braku dostępu do światła załatwi szczelna szafka lub zbiorcze pudełko/pojemnik na flakony – szczególnie gdy kolekcja idzie w dziesiątki jak nie setki flakonów…

  7. myślę że reklamacji zdecydowanie podlega przypadek kupna produktu przeterminowanego. I tu pytanie: jaki jest okres przydatności wody toaletowej i perfumowanej? Czy jest okres taki sam dla wszystkich marek? w necie przeważają informacje że okres trwałosci perfum to 36 m-cy, ale zdarzają się inne informacje np. 4 lub 5 lat. Jestem lekko skonsternowany, kupiłem mojej piękności Madly! Kenzo, sprawdzam w domu a tu termin produkcji maj 2012 i checkcosmetics wywala mi że okres przydatności zawartości flakonu kończy sie w przyszłym miesiącu… I co – mam dać ukochanej flakon wody perfumowanej a zamiast ‚kocham Cię’ powiedzieć jej do uszka .’zużyj w ciągu miesiąca’.? czy coś takiego podlega reklamacji? Jak to jest z tym okresem przydatności perfum?…

    • tę kwestię dość precyzyjnie regulują przepisy. Na każdym opakowaniu z kosmetykiem, nieważne jakiego producenta masz ikonografikę informującą o tzw. minimalnej przydatności produktu do zużycia, liczoną od chwili otwarcia (zdjęcie otwartej puszki i liczba 12,24,36 oznaczająca czas wyrażony w miesiącach). Przyjmuje się, że data ważności, liczy się od chwili otwarcia (pierwszego użycia), gdy fabrycznie zamknięte opakowanie traci hermetyczność. Data produkcji to jedno (wszak na rynku są dostępne flakony vintage liczące po 20 lat z okładem), a termin zużycia tego od chwili otwarcia to zupełnie inny temat. Na opakowaniach z sokami też masz zwykle termin przydatności liczony w miesiącach lub latach, a jednocześnie informację, że po otwarciu masz go trzymać w lodówce i wypić/zużyć w ciągu kilku dni. Inna kwestia to jak (w jakich warunkach) dany produkt był przechowywany przed sprzedażą do klienta końcowego, bo może się zdarzyć, że kupisz ocet, bo trzymali to latami w jakimś ukropie. Ja mam na ten przykład flaszki wyprodukowane w okolicach roku 2000-2008 i wciąż świetnie pachną, pomimo iż ich teoretyczny okres przydatności upłynął lata temu, więc uważam, że możesz wziąć sporą poprawkę na checkcosmetics.

      • ok, dzięki, troche mnie uspokoiłeś, zresztą perfumki sa już w użyciu i parametry są bardzo dobre 🙂

        • super, a więc świat uratowany 🙂

  8. Co do przechowywania perfum. W stacjonarnych perfumeriach nie raz zdarzyło mi się testować nadpsute perfumy , głównie z racji złych warunków przechowywania ( mocne podgrzewające falkon światło żarówki , brak korka oraz kartona , czy chociażby nie umiejętne obchodzenie się z flakonem innych osób). Ostatnio wpadłem sprawdzić Polo od Ralpha Laurenta i pachniało skwaśniałym cynamonem , zamiast pachnieć charakterystycznym tytoniowo – skórzano – leśnym akordem. Kolejny przykład miałem z Antaeusem od Chanel. Pachniał , lekko , niewyraźnie i bardzo krótko , pomimo że była to nowa poprawiona wersja w stosunku do słabej partii 2010-2013. Dlatego zawszę wolę kupować próbki. Po primo mogę na spokojnie bez nerwów przetestować dane perfumy , po secundo mam pewność że są w dobrym stanie i oryginalne. Do zakupu próbek polecam sklep odlewkiperfum.pl lub do zakupu niszowych dekantów e-scential.pl

    • Dokładnie, sam byłem świadkiem jak relatywnie kilkumiesięczne flakony z testerami śmierdziały Maggi lub zwietrzałym winem, bo stoją non stop w cieple i naświetlane przez designerskie podświetlenie regałów. W tych warunkach perfumy psują się dosłownie w oczach, więc warunki przechowywania/eksploatacji (np. toaletka w nasłonecznionej sypialni lub półka w zaparowanej łazience) mają wybitny wpływ na żywotność zawartości. Czas to jedno, ale warunki przechowywania mają jeszcze większe znaczenie dla zachowania parametrów i kondycji perfum jak najdłużej.

  9. Dzień dobry

    Napisał Pan – ” warto też zaznaczyć, że produkt możemy reklamować zarówno w perfumerii gdzie został zakupiony jak i u oficjalnego dystrybutora na terenie Polski (zakładając, że perfumy pochodzą z polskiej dystrybucji)”

    Przy okazji zakupów w perfumerii DOLCE -pl .chciałem się dowiedzieć kto jest dystrybutorem kosmetyków Issey Mijake. Pani konsultant oznajmiła że oficjalnym dystrybutorem tej marki jest firma Pollux lecz „skąd oni mają mi nie powie bo to tajemnica handlowa”.
    W kontekście przytoczonego fragmentu , u jakiego dystrybutora miałbym ewentualnie reklamować produkt, jeśli sklep nie udziela takich informacji, zasłaniając się tajemnicą handlową. Choć jedynym oficjalnym dystrybutorem jest wspomniana firma.
    I czy firma ma prawo odmówić podania źródła pochodzenia produktu?
    Proszę o komentarz.

    • Witam serdecznie,

      Poruszył Pan bardzo ciekawy problem i zagadnienie, bo przepisy dość precyzyjnie określają jakie informacje sklep (również internetowy) MUSI podać na życzenie klienta, nawet jeśli jeszcze nic nie kupił. Szczegóły zamieszczam tu: https://prokonsumencki.pl/blog/nowa-ustawa-o-prawach-konsumenta-co-musi-podac-sprzedawca-o-produkcie/

      Pana problem polega na tym, że kupił Pan produkt pochodzący prawdopodobnie z importu własnego (perfumerie kupują na własną rękę poza oficjalnym obiegiem, bo tak jest taniej), więc jego źródło pochodzenia jest niewiadomą (zwłaszcza, że sklep od razu zaznaczył że nie pochodzi on z oficjalnej dystrybucji). Można spróbować reklamować go przez polskie przedstawicielstwo, ale jak znam życie i ich nastawienie do klientów, którzy skusili się na atrakcyjną cenę kosztem nieokreślonej jakości i co najważniejsze skorzystania z możliwości reklamowania go bezpośrednio u dystrybutora/producenta – prawdopodobnie, (proszę wybaczyć kolokwializm) spuszczą Pana na drzewo 🙂

      Powołali się na tajemnicę handlową, nie chcąc ujawnić u kogo kupują i wydaje mi się, że mają takie prawo – choć na wezwanie stosownego organu, muszą ujawnić takie dane. Na każdym produkcie kosmetycznym musi znajdować się informacja o producencie i generalnym importerze i w takiej sytuacji to on odpowiada za jakość produktu, który wprowadza do obiegu i staje się w myśl prawa gwarantem. W tej kwestii musiałby się wypowiedzieć prawnik, biegły w interpretacji przepisów konsumenckich i handlowych – ale obawiam się że ze względu na koszta, gra jest niewarta świeczki. Wpierw polecam skontaktować się z firmą Pollux, może wykażą chęć pomocy, albo dadzą namiary na samego producenta, bo ci zazwyczaj zachowują się bardzo honorowo i takie reklamacje realizują od ręki, ze względów wizerunkowych.

  10. Dzień dobry

    Ja proszę Pana jeszcze nic nie kupiłem .Chciałem lecz nie kupiłem ponieważ mam , jak sądzę, uzasadnione wątpliwości ,
    Wybrałem perfumerię E-Glamour ze względu na ceny i Pańską rekomendację a Pan sugeruje iż skusiłem się na atrakcyjną cenę kosztem nieokreślonej jakości ? Sądziłem że polecając tę perfumerię staje się Pan również gwarantem jakości ,oferowanych przez nią produktów.
    Nieoficjalne źródła , własny import, brzmią naiwnie i dość pokrętnie.
    Kto i w jaki sposób rozpatruje reklamacje dotyczące ewentualnych wątpliwości co do oryginalności perfum. Czyżby to sklep był sędzią we własnej sprawie??? Pani z E-Glamour oznajmiła że najlepiej jak kupię u nich polecę porównać do Sephory bądź Douglasa, dodając jakby na pożegnanie że: jeśli mam tyle wątpliwości to zawsze mogę kupić w stacjonarce (eureka!) Przepraszam, ale to sugestie na poziomie handlarzy z nielegalnego targowiska, które do zakupów raczej nie zachęcają.
    P.S.
    Czy firma córka E-Glamour o nazwie Testery Perfum również jest przez Pana polecana?

    • Moja rekomendacja (każdej perfumerii, którą wymieniam) dotyczy tego, że sam u nich kupuję jako klient i jak dotąd nie zdarzył mi się przypadek bym zakwestionował oryginalność i jakość produktów, które u nich nabyłem. Opieram się wyłącznie na moich własnych doświadczeniach i rekomenduję tylko te, do których osobiście mam zaufanie – acz niczego nie gwarantuję, bo skąd mam wiedzieć co lub skąd perfumeria kupiła lub co jej wciśnięto?

      Pokrętnie?, toż to szara rzeczywistość e-handlu, bo niby skąd biorą się tak drastycznie niższe ceny na ten sam produkt?

      Jeśli nie masz zaufania i zaświeciła Ci się „czerwona lampka” po usłyszeniu komentarza od Pani z perfumerii, to kup stacjonarnie. Ja przynajmniej ja bym tak zrobił, słysząc że sprzedawca nie jest pewien jakości towaru który sprzedaje.

      Nie popieram handlowania testerami perfum, bo to niezgodne z ich przeznaczeniem i prawem.

  11. Jeśli perfumerie internetowe nie zaopatrują się u oficjalnych przedstawicieli bądź dystrybutorów danej marki , to skąd pewność że kupujemy oryginał.Na słowo honoru sprzedawcy?

    • na to wygląda 🙂 a tak na poważnie, największe perfumerie na rynku to naprawdę potężni gracze i tu nikt nie będzie ryzykował utratą wszystkiego (czyli reputacji), by bawić się w handel tureckimi podróbkami. Jeśli masz wątpliwości (tylko głupi ludzie ich nie mają), to zaufaj intuicji i nie kupuj online i pójdź do sklepu, który handluje towarem wyłącznie z oficjalnej dystrybucji, proste.

  12. Przepraszam temat dotyczy rozmowy z firmą DOLCE nie E-Glamour.
    Freud-owski błąd (tylko tam robiłem zakupy). Jeszcze raz przepraszam.

    • jak zwał tak zwał, w obu od lat kupuję i jak dotąd nie miałem obiekcji co do oryginalności i jakości ich perfum.

      • Taka odpowiedź w dużym stopniu mnie przekonuje.

  13. Gwoli ścisłości spytam czy firma córka Dolce, o nazwie Testery Perfum również jest przez Pana polecana?

    • Nie, ponieważ testery nie są produktem handlowym i jako takie nie powinny być w ogóle sprzedawane.

      • W odpowiedzi (bez złośliwości) przytaczam fragment Pańskiej wypowiedzi z artykułu o testerach :
        „Atrakcyjność testera tak naprawdę sprowadza się do jego niższej ceny w stosunku do produktu półkowego i jeśli nie kupujemy perfum na prezent dla kogoś (gdzie liczy się prezencja i wygląd perfum), nie zależy nam na opakowaniu i chcemy zaoszczędzić na tym parę złotych – to czemu nie kupić sobie testera?… „

        • Również bez złośliwości, ale proszę czytać ze zrozumieniem. Ja te słowa napisałem w kontekście braku różnic (poza opakowaniem) w jakości i samym zapachu, pomiędzy testerem a produktem półkowym – gdy Pan pytał czy polecam sklepy handlujące testerami. O ile co do zacytowanego fragmentu, podtrzymuję moje słowa w całej rozciągłości (nikomu kupować testerów nie bronię), to już handlowanie nimi (w ilościach hurtowych) postrzegam jako coś nagannego (niezgodność z prawem i przeznaczeniem tego produktu). Czy teraz ju z wszystko jasne?

          • Jasne. Lecz brzmi to jednak dość paradoksalnie.

          • Niewątpliwie jest to paradoks, zwłaszcza że używanie testera (dozwolone) a handel nimi (niedozwolone) to dwie skrajności. O ile wcale mnie nie dziwi, że osoba prywatna lub jakaś perfumeria sprzedaje pojedyncze egzemplarze testerów (dużo perfumerii robi to, by zbalansować sobie i odbić niskie marże na samym produkcie), albo mają nadwyżkę (wszak perfumeria online testerów nie potrzebuje/nie używa), wówczas jeszcze można przymknąć na taki proceder oko, jeśli ma charakter marginalny. Ale już robienie z tego rodzaju produktów demonstracyjnych (na flakonie jak byk stoi, że nie na sprzedaż) głównego i masowego przedmiotu działalności komercyjnej, po prostu mnie razi.

  14. ja kupiłem kiedyś w dolce flakon Isseya, używam do dziś i jestem zadowolony
    wydaje mi sie ze perfumerie internetowe, aby ich handel miał sens, starają sie obejść oficjalną w danym kraju dystrybucję aby zejść z kosztów i aby nikt im nie dyktował cen.
    być może perfumeria boi się, ze ktoś wyczai ich „źródełko” i zrobi im konkurencję cenową. fakt nie udzielenia tych informacji jest byc może spowodowane również tym, że nie pyta klient, który chce produkt zareklamować, a klient, który nic nie kupił i po prostu chce wiedzieć. Być moze obawiają się że to jakaś konkurencja pyta 🙂
    w mojej branży nie odpowiada sie na podejrzane zapytania ale oczywiscie co innego kanał B2B, a co innego klient detaliczny….

    • Myślę (nie wchodząc w szczegóły) ,że konkurencja nie miałaby większego problemu z jak to pan określił „wyczajeniem ich źródełka”

      • to zależy, bo są konkurencje i konkurencje, a firmy dopiero zaczynające przygodę w tym biznesie, próbują nierzadko różnymi metodami zabiegać o potrzebne im informacje handlowe. Uważam, że i tak bardzo dużo powiedzieli (zakładając że pytający jest rzeczywiście potencjalnym klientem).

    • Otóż to, nie dajmy się zwariować, bo nie każdy kto handluje online jest oszustem. To że w sieci i na portalach zdarzają się próby sprzedaży podróbek albo produktów niepełnowartościowych, wprawdzie rzutuje niekorzystnie na całe środowisko, ale od czego ma się język za przewodnika i lecące w tysiące komentarze pozytywne, by móc łatwo zweryfikować czym dany sklep handluje. Też jestem zdania (sam siedzę w b2b), że tak sformułowane zapytanie od klienta wzbudza u sprzedawcy niepokój. W końcu ilu klientów detalicznych jest na tyle świadomych potencjalnej różnicy, że chce drążyć temat? Sam odebrałbym takie zapytanie jako próbę uzyskania informacji poufnych, podobnie reaguje na zapytania cenowe uwzględniające kosmiczne ilości jakiegoś towaru 🙂

  15. aha i puenta 🙂
    to jest właśnie jeden z niewielu plusów perfumerii stacjonarnych – płaci się podwójną cenę, ale niby ma sie tą „pewność” 😉

    • Nie chodzi o niby pewność.Mam prawo i chcę wiedzieć co i z jakiego źródła kupuję w perfumeriach internetowych również.

      • Owszem, ma Pan prawo wiedzieć, stąd prawo nakazuje by na każdym produkcie było podane skąd pochodzi, lub kto jest głównym importerem (a więc gwarantem min. jakości). Sklep nie musi (o ile nie zachodzi podejrzenie o popełnieniu przestępca) zdradzać szczegółowo od kogo kupuje, ale skoro powiedzieli Panu, że nie od dystrybutora, to znaczy że produkt nie pochodzi z oficjalnego obiegu i nie chcą się tym chwalić (wcale im się nie dziwię, bo konkurencja nie śpi). Jak dla mnie to wystarczająca ilość informacji by podjąć decyzję czy się kupuje, albo nie.

        • Nie sądziłem że przeczytanie,skąd pochodzi i kto jest głównym dystrybutorem z opakowania, stanowi aż taki problem i tajemnicę. Rozumiem że jeśli na opakowaniu nie ma takiej informacji to pozostaje słowo honoru sprzedawcy i brak możliwości reklamacji u oficjalnych dystrybutorów/ przedstawicieli. Tym samym Pańska informacja o możliwości złożenia ewentualnej reklamacji również u dystrybutora/przedstawiciela przestaje być wtedy możliwa.

          • pozostaje jeszcze mozliwosć reklamacji bezpośrednio u sprzedawcy. Gdyby sprzedawca odesłał mnie do oficjalnego dystrybutora (kupiłeś, a teraz radź sobie sam) prawdopodobnie przyszłych zakupów dokonałbym gdzie indziej. Przecież zawsze mogą zwrócić pieniądze za feralny towar, a później próbować ją odzyskać „u źródła”. W przypadku perfum ewentualne reklamacje to raczej moment zaraz po zakupie, no bo co niby później reklamować…. budzić się z informacją, ze podróba, lub mucha pływa w środku, kiedy opróżniło sie połowę flakonu? 🙂

          • i tu właśnie jest paradoks, bo sprzedawca nie jest gwarantem (chyba że jest głównym importerem). Nadrzędnym gwarantem jest producent, po nim oficjalny dystrybutor i główny importer. Ale dystrybutor może odpowiadać tylko za produkt, który sam wprowadził do obrotu i tym najczęściej się zasłaniają, stąd najlepiej od razu uderzyć do producenta.

          • po pierwsze taka informacja musi znajdować się na produkcie handlowym (umieszcza ją producent, dystrybutor albo główny importer), a jeśli jej nie ma (a często nie ma) to sprzedawca ma obowiązek udzielić klientowi wszystkich informacji odnośnie pochodzenia produktu. Jeśli odmawia, to łamie prawo lub chce coś zataić lub nie chce w swoim dobrze pojętym interesie zdradzić od kogo kupuje.

            Proszę mnie dobrze zrozumieć. Pisząc tego tutoriala zakładam, że sprzedawca ma prawidłowo i zgodnie z wytycznymi oznaczony towar (nie jest to bazar, przemyt i szara strefa) i nie ukrywa skąd kupuje towar, który oferuje na sprzedaż. Skoro towar jest oryginalny, to plątanina pośredników, hurtowników i resailerów po drodze nie ma dla klienta końcowego żadnego znaczenia. Gwarantem jest albo producent/dystrybutor, albo podmiot który jako pierwszy wprowadził dany towar do obrotu handlowego na terenie danego kraju. Dla większości producentów nie ma znaczenia gdzie kupił Pan ich perfumy, bo w dobrym tonie i z przesłanek wizerunkowych, takie reklamacje po prostu się uznaje i już. Problem może wystąpić w przypadku dystrybutora, który ma prawo stwierdzić, że skoro kupił Pan produkt nie pochodzący z jego dystrybucji, to nie ma on obowiązku respektować żądań reklamacyjnych na towar z poza obiegu. I co najważniejsze, ma do tego pełne prawo. Wyciągnięcie wniosków z powyższego, jak i dokonanie zakupu po analizie przytoczonego przez Pana przypadku, pozostaje wyłącznie w Pana gestii.

    • Cena pewności i świętego spokoju w temacie jakości i oryginalności perfum jest dla wielu osób nieoceniona, wręcz bezcenna. Sam się do takich osób zaliczam i przez lata „świadomie przepłacałem”.

      • no tak w końcu dyskutowaliśmy na temat przepłacania w stacjonarkach dość burzliwie 🙂

  16. Przepraszam ,ale Pana wypowiedzi są sprzeczne w jednym pisze pan:

    „. Sklep nie musi (o ile nie zachodzi podejrzenie o popełnieniu przestępca) zdradzać szczegółowo od kogo kupuje, ale skoro powiedzieli Panu, że nie od dystrybutora, to znaczy że produkt nie pochodzi z oficjalnego obiegu i nie chcą się tym chwalić (wcale im się nie dziwię, bo konkurencja nie śpi).
    w następnym natomiast:

    po pierwsze taka informacja musi znajdować się na produkcie handlowym (umieszcza ją producent, dystrybutor albo główny importer), a jeśli jej nie ma (a często nie ma) to sprzedawca ma obowiązek udzielić klientowi wszystkich informacji odnośnie pochodzenia produktu. Jeśli odmawia, to łamie prawo lub chce coś zataić lub nie chce w swoim dobrze pojętym interesie zdradzić od kogo kupuje.

    Nic nie rozumiem.

    • Powoli tracę cierpliwość, ale spróbuję po raz ostatni… Pierwszy cytat dotyczy szczegółowego informowania klienta o swoim dostawcy (tajemnica handlowa), zaś drugi o konieczności umieszczania wspomnianych etykiet i zawartej na niej informacji o dystrybutorze/importerze oraz podania ich osobie zainteresowanej ich uzyskaniem!.

      Sklep MUSI OZNACZYĆ (lub dostaje towar oznaczony stosowną etykietą), umieszczając na nim informacje o jego pochodzeniu (import, dystrybucja) oprócz znajdujących się na każdym opakowaniu informacji kto jest producentem, albo udzielić takich informacji każdemu na żądanie. ALE NIE MUSI szczegółowo informować klienta o tym jak wszedł w jego posiadanie (siatka pośredników lub prywatnych importerów za pośrednictwem których kupił, bo to w przypadku firm trudniących się importem własnym (poza oficjalną dystrybucją) może być lub jest ich tajemnicą handlową.

      Proszę zacząć rozróżniać te dwa pojęcia. Niestety niefortunnie poruszyłem obie kwestie w kilku, podobnych komentarzach. Najlepiej będzie się skontaktować z FPK albo PIH, gdzie być może wyjaśnią to Panu prościej, bo ja nie potrafię.

    • pochodzenie = produkcja = producent, to zawsze jest opisane na opakowaniu
      dystrybucja w tym kupowanie u pośrednika x to już inna para kaloszy

  17. Dzień dobry.
    Pomimo wątpliwości o których wcześniej pisałem, kupiłem wodę Issey Sport (tester) i…
    …odesłałem ją dziś z powrotem.
    Zapach po 30 minutach był ledwo wyczuwalny (przez inne osoby również) a nie była to jedna chmurka. Chciałem sprawdzić datę produkcji na świeżomierzu , lecz tu kolejna niespodzianka. Informacje zawarte na spodzie flakonu były częściowo wytarte i nieczytelne, Potarłem z ciekawości palcem i reszta nadruku również zeszła. Pomyślałem ,że to nie jest normalne , zadzwoniłem do sklepu Dolce i streściłem co się stało , Pani coś mówiła o złym przechowywaniu i kazała odesłać z reklamacją. No i czekam teraz, co też mi odpowiedzą.

    • 30 minut? to zdecydowanie za krótko, oczywiście biorąc poprawkę na subiektywność odczuć, czułość i kalibrację powonienia u różnych osób. Pierwsze słyszę by numer serii/partii nanoszono na flakon farbą, która schodzi pod palcem.

      • Zawsze kiedyś jest ten pierwszy raz.

        • ponoć, ale i tak nie wierzę w tego rodzaju rewelacje

          • Tak też sądziłem i już mnie to nie dziwi.

          • nie mam zamiaru karmić trolla, zatem do widzenia.

          • Jakby pan jeszcze nie zauważył, to na głównej pana stronie jak wół jest napisane” ZAUFANE I POLECANE PERFUMERIE, Proszę wysilić swój wybiórczy wzrok i pamięć. To wstyd nie wiedzieć co zawiera główna strona własnego bloga.

          • przynajmniej znalazłem i udzieliłem odpowiedzi we właściwym wątku, co jak widzę nie dla wszystkich jest takie proste 😉

        • Istotne że właściwej osobie Widzę ,dał pan radę połączyć. Szacun.

  18. Czy testery również powinny mieć ikonkę, informującą o terminie przydatności do zużycia?

    • tester to ten sam flakon co regularny produkt półkowy, acz zwykle pozbawiony korka, ładnego opakowania i wyróżniony napisem lub naklejką iż jest to tester, więc posiada dokładnie te same oznaczenia i parametry użytkowe co normalny flakon. Na spodzie flakonu lub kartonika jest piktogram oznaczający minimalną trwałość produktu, liczoną od chwili pierwszego użycia (symbol otwartego kremu z liczbami 12/24/36 miesięcy)

      • Niestety na kartoniku i flakonie Isseya nie doszukałem się takiego oznaczenia. Również na testerze Prada Amber pour Homme z E-Glamour brak piktogramu . Co o tym myśleć? Służę fotkami.

        • proponuję obrócić flakon do góry dnem i przyjrzeć się naklejce na denku. To samo tyczy się kartonika. Na mojej Pradzie PH (z Douglsa) tez nie ma na naklejce, ale było na opakowaniu.

  19. Przepraszam ale ,napisałem wyraźnie brak, tzn że sprawdzałem i nie ma , na kartoniku i flakonie. Widzę że bardzo trudno być Panu obiektywnym.

    • a ja napisałem wyraźnie, że na moim flakonie nie ma tego znaczka, ale był na opakowaniu. W jaki sposób mam to napisać bardziej obiektywnie?

      Ponadto mój blog to nie jest miejsce do wylewania swoich frustracji i niezadowolenia z zakupu. W tym temacie proszę się kontaktować bezpośrednio z perfumerią, która sprzedała Panu produkt i jest właściwą ku temu stroną.

  20. Niestety temat tutoriala jest taki a nie inny a przez to ściśle związany z częstymi wątpliwościami i niezadowoleniem .Rozumiem ,że na Pańskim blogu nie należy podważać cech produktów zakupionych w polecanych przez Pana perfumeriach. Rozumiem i do widzenia .

    • Nie polecanych a zaufanych, a to zasadnicza różnica. Jest Pan niezadowolony z jakości? To proszę reklamować produkt u źródła, bo jeśli powyższe rewelacje są zasadne, reklamacja musi zostać uznana – no chyba że Pańską intencją jest to, czego się od początku domyślam.

      p.s. gdyby podważanie reputacji perfumerii, o których tu wspominam było mi nie nie na rękę i niedozwolone – to Pana komentarz zostałby usunięty, a Pan zbanowany. Proszę więc po raz ostatni wysilić swe szare komórki i nie insynuować mi stronniczości.

  21. witam mam pytanie odnosnie perfum bvlgari aqva pour homme 100ml, poniewaz kupilam przez internet te perfumy i po otrzymaniu okazalo sie ze pachna inaczej niz kupione wczesniej w sklepie stacjonarnym(sprawdzone jednoczesnie na obu nadgarstkach), dodatkowo opakowanie sie rozni tzn pudelko jest takie jak od 50ml wlasciwie reszta danych jest taka sama tzn edt czy stezenie. A pytanie moje brzmi czy cos Panu wiadomo na temat reformulacji czy zmiany szaty graficznej tych perfum?

    • Witam, trudno mi się odnieść, bo nie zamieściła Pani żadnych linków do konkretnych aukcji, ani nie podała źródła. Skoro opakowania się różnią, to prawdopodobnie kupiła Pani dwa różne zapachy, być może jakąś wersję limitowaną, albo podróbkę – ale przy braku jakiegokolwiek punktu odniesienia, nie jestem w stanie powiedzieć nic ponadto. Producenci czasem zmieniają/odświeżają opakowania produktu, czasem w rachubę wchodzi reformulacja, ale rzadko kiedy różnica między takimi zapachami jest aż tak drastyczna. Nie doszły do mnie żadne informacje jakoby Bvlgari zmieniało szatę graficzną ani same perfumy, pozdrawiam

  22. WODA TOALETOWA YARDLEY PACHNIE UBOŻEJ NIŻ PŁYN DO PŁYKANIA KOSZULI TO ROZUMIEM NORMA WSCHODNIOEUROPEJSKA

  23. Piracie mam do ciebie pytanie czy używane perfumy można zwrócić i reklamować ? Nieświadomy zrobiłem zakupy w perfumerii internetowej i dostałem coś czego oryginalnym pełnowartościowym produktem nazwać nie można. Od razu powiem że stanowczo odradzam sklep Perfumeria-Orpe.pl. Perfumy, które posiadają są owszem oryginalne ale pochodzą z tych „gorszych partii”, choć zastanawiam się czy podróbki już od niech lepiej nie pachną. Zużyłem około 5 ml z 59 ml flakoniku, aby się utwierdzić w tym fakcie. Co gorsza nie wiem nawet czy perfumy są oryginalne bo nie byłem w stanie zdjąć korka, musiałem go podważać nożem i z całej siły wyciągnąć. Myślisz że się uda i warto spróbować ?

    • Oczywiście że tak. Jeśli zapach wyraźnie odbiega od tego co znasz, to dokonujesz zwrotu, powołując się na niezgodność towaru z umową i jako wadę wskazujesz wyraźne odstępstwo w brzmieniu od wcześniej używanych perfum – a np. zakupionych w perfumerii stacjonarnej. Perfumy mogą być oryginalne, ale mogły się zleżeć – bądź tak jak wspominasz, mogą pochodzić z partii gorszego sumptu, więc jak najbardziej masz prawo reklamować taki produkt. Jak widać czasem atrakcyjna cena nie idzie w parze z jakością – o czym sam niedawno się przekonałem, kupując atrakcyjnego cenowo Davidoffa Zino…

  24. nie wiem czy dobrze zrozumiałam kwestię z kodami – mam na perfumach kod 00E93H1. co w takim razie miałby oznaczac? mam perfumy z sieci.. mądrze nie zrobilam. nie wiem jak to mozliwe zeby tak duza perfumeria internetowa sprzedawała towar nieoryginalny.. nie bardzo wiem jakby to bylo możliwe ale perfumy, jakie kupiłam znam świetnie, a te ktore dostałam nie wątpliwie są dalekie od oryginału.. nie wiem jak z tego wybrnąć.. czy już ‚pozamiatane’ i nalezy odpuscic.

    • Pojęcia nie mam o jakich perfumach piszesz, ale możesz taki kod sprawdzić w którejś z aplikacji do sprawdzania kodów, w celu ustalenia daty produkcji. Jeśli produkt odbiega (zwłaszcza znacznie) od produktu który dobrze znasz, to zareklamuj jako niezgodny z umową. Mógł się przeterminować, mógł być źle przechowywany, albo trafił Ci się gorszy sort, odrzut lub produkt nie przeznaczony na rynek EU. Np. damska Euphoria EdP pachnie zupełnie inaczej w wersji europejskiej, a inaczej w amerykańskiej i nie powinna w ogóle trafić do sklepu w europie, właśnie dlatego że znacząco różni się brzmieniem od tego co stoi np. w rodzimych perfumeriach. Widzisz taniej nie zawsze znaczy korzystnie…

      • pisze o bvlgari men in black, ktore zupelnie inaczej sie rozwijaly na mnie kiedy sprawsdalam je w wiedniu, wloszech, francji. ale spieszylo mi sie, nie bylo promocji to kupilam na iperfumy. no i mam..plaski zapach, i choc trwalosc to noe jakosc to jednak oryginal sie fajnie rozwijal w kilka godzin a te ..znikaja w swojej plaskiej wymowie juz po 2.. zrobilam skan kodu wskazuje mi takie np dane :metadane:us/ca a na sieci wyskakują same rosyjskie strony pod numerem kodu produktu. czy jest to podstawa do zwrotu? mogę prosić o opinie:)?

        • no cóż, można reklamować na podstawie znacznej rozbieżności z produktem wąchanym, a najlepiej kupionym w innym sklepie, ale takowego nie posiadasz…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: