Napisane przez: pirath | 29 sierpnia 2011

Cartier – Declaration Essence, czyli esencja Deklaracji…


Znacie moją słabość do Deklaracji – Elleny z 1998 roku… przepiękna męska kompozycja… pełna temperamentu, ostra i nie pozostawiająca złudzeń, że powstała z myślą o mężczyźnie… Mam na myśli mężczyznę… takiego, który goli się od lat – a nie „hoduje” na swej brodzie pierwsze poskręcane kępy koziego włosia…
Dlatego byłem niezmiernie ciekaw, jak pachnie odświeżona Deklaracja Essence z 2001 roku… i kolejny raz dzięki uprzejmości kolegi 1kemoT’a, mam przyjemność obcować z sequelem genialnego Declaration… czy okaże się godną nazwy własnej i nazwiska autora wariacją? W tym wypadku po kilkudniowych testach mogę śmiało powiedzieć (choć łatwo nie było), że TAK!

Ellena stanął na wysokości zadania i po pierwsze – udało mu się zapachu nie zepsuć (co w przypadku olfaktorycznego bóstwa, jest zresztą niemożliwe 😉 ), a po drugie – udało mu się wycisnąć z Essence ostatnie soki… i to dosłownie
Pierwszy niuch stawia na baczność…. jest wyraźnie inaczej… głębiej… trochę się przeraziłem tej obcej, ziołowej i gorzkiej wytrawności… w pierwszym momencie stawiałem na oleisty majeranek, tudzież inne zioło (bazylia) nadające zapachowi tej nieco przytłaczającej, duszącej momentami barwy…

Dopiero później dotarła do mnie myśl, że przecież to Ellena… mistrz minimalizmu i niedościgniony w zwodzeniu nosa geniusz!… konsternacja i emocje opadły…
Wspomniałem wcześniej o wyciskaniu z Essence ostatnich soków
Jeśli wyciskacie sok z cytrusów do ostatniej kropli, to często da sie wyczuć charakterystyczną, gorzkawą i oleistą woń olejku z jego skórki… I taki jest początek i serce kompozycji… przesycony intensywną, gorzką nutą cytrusowego olejku… Ingrediencja ta jest na tyle silna, by niemal zdominować zapach i nadaje mu innego, niż znany z klasyka przebiegu… Jest wytrawniej, ciężej, nieco ziołowo na pierwszy niuch… a całości dopełnia dobrze znana barwa deklaracji…

He he, ale ziół tu nie ma… to nuta wytrawno różanego geranium przebijająca się z serca i mieszająca się z kardamonem i akordami cytrusowymi… niech no teraz któryś heretyk otworzy swe bluźniercze usta i śmie zbrukać geniusz Ellenowego blotera!… ja nie czuję się godny, by go choćby powąchać 🙂
Niejednoznaczność, zwodnicza konstrukcja i przewrotność – to właśnie oręż Mistrza Ellenyna kolana niegodni!
Zabieg, który poczynił Władca Bloterów, polega na wzbogaceniu klasycznej deklaracji gorzkimi olejkami cytrusów, słodyczą lawendy i sążnistym geranium… Kompozycja zachowała swój styl i nadal pachnie klasyczną Deklaracją, ale wyśrubowano i podkręcono ją tak – by sprawiała wrażenie skoncentrowanej esencji pierwowzoru…

niniejsza starożytna rycina (zero fotoszopa) przedstawia Ellenę
zasiadającego na tronie Olimpu
8)

Zabieg udał się wybornie… Jeśli komuś intensywna, „tradycyjna” barwa Declaration nie wystarcza i poszukuje silniejszych wrażeń, to Essence jest odpowiedzią na jego modlitwy (Ellena dba o swe owieczki 😉 )…
Początkowe akordy wzmocniono gorzkawymi olejkami cytrusowymi, środek różanym geranium i słodką lawendą (nieco burzącą przez moment porządek środka – poprzez gwałtowne zderzenie gorzkiej wytrawności z przesłodzoną lawendą) i morzem wetivery, bodziszka i sandałowca w akordzie bazowym…
IMO tuning pierwowzoru wyszedł znakomicie i bez szkody dla kompozycji… Choć przyznam, że na początku przygody z Essence, miałem nie lada zagwozdkę jak ją ugryźć… Z zapachem trzeba się po prostu oswoić – a szczególnie z goryczą z otwarcia i lawendą z serca…

Serce Deklaracji wciąż mocno bije w Essence… mocniejsze i bardziej wyżyłowane… zachowało swój koloryt, a nawet zostało wzbogacone o nowe szlachetniejsze i głębsze ujęcie… Nie chcę popełnić świętokradztwa, by nie zostać trafionym piorunem w d… – przez zasiadającego na „olfaktorycznym OlimpieEllenę, ale w tym przypadku zapach przebił kunsztem swój pierwowzór… przyznacie, że to niezwykła rzadkość w świecie zapachów?

Gorąca zawiesistość i niesamowicie silna projekcja pozwala na stosowanie Essence nawet, czy może zwłaszcza wieczorową porą… Klasyczny flakon znany z pierwowzoru, ujęto w nieco innej szacie kolorystycznej… u spodu sprawia wrażenie tworzącej się wewnątrz zawiesiny, która wytrąciła się z kompozycji i opadła na dno flakonu… czyżby przed użyciem trzeba było wstrząsnąć? nie trzeba… zapach wstrząśnie Wami wystarczająco 🙂

Głowa: cytryna, gorzka pomarańcza, limonka, kardamon
Serce: lawenda, geranium, herbata, bodziszek
Baza: ambra, wetiwer, piżmo, drzewo sandałowe

Advertisements

Responses

  1. Ależ chciałbym powąchać 🙂 Klasyczna Deklaracja to jeden z moich ulubionych zapachów.

  2. oj jest co wąchać… essence jest tego warta… chociaż i tak wolę klasyka… dla mnie jego moc i barwa jest wypośrodkowana idealnie… essence jest deczko zbyt intensywny…
    to trudny zapach i trzeba się z nim oswoić, bo z pierwszym niuchem sam chciałem go przekreślić…

  3. haha, pirath, jaki ellena, leże ; >

  4. no toć Ellena jak żywy… zero retuszu 😈

  5. Lubię oba, a wciąż nie mam żadnego. Fajny tekst.

  6. dziękówa 😉
    mam klasyczna deklarację i wersję cologne… na lato wręcz idealna…

  7. Napaliłem sie 🙂

    • absolutnie się nie dziwię, to ciekawy zapach na tę porę roku, przynajmniej nie będzie przytłaczał swym wylewnym, mocnym bukietem… 😉

  8. A czy nie przypomina on , przynajmniej na początku, CK One ? Czy tylko mi sie tak kojarzy ?

  9. niestety nie jestem w stanie Ci odpowiedzieć na to pytanie, bo CK One (tego najpierwszego) nie dane mi było jeszcze wnikliwie poznać… 🙂

  10. Dla mnie Essence to Deklaracja w wersji light. Tu także czuję ten klasyczny przyprawowy sznyt(kombo kminkowo-kardamonowe), tyle że słabiej. Na mnie oba pachną tak samo, tylko że po prostu klasyk jest mocniejszy i trwalszy. Essence jest dobrą opcją jako zamiennik dla Declaration na lato, choć i tego ostatniego można używać w ciepłe/gorące dni.

    • uwielbiam klasyczne Declaration, ale Essence jakoś mi nie leży… w moim odczuciu zbyt zaciąga majerankiem i gęstą zieleniną, a zapach prezentuje się zbyt wytrawnie i wylewnie…

  11. No cóż, bywa i tak. Ja uwielbiam różę w perfumach, ale z kolei d’Un Soir mi nie leży…

    • bo tam jest jej bardzo mało, aby przypadkiem nie zaburzyć „męskiego zacięcia” bukietu…

  12. W ogóle on jest jakiś taki mało „Deklaracyjny”…

    • zupełnie jakby główny nurt kompozycji schowano za majerankiem 🙂

  13. Ja też lubię oba (klasyka i Essence), a wciąż nie mam żadnego 😛

    • spoko, szewc też boso chodzi 🙂

  14. Ach, i chciałbym dodać, że sam miałem wątpliwości, kto stoi za tą wersją… Długo myślałem, że jest to Mathilde Laurent, ale jednak nie… Wychodzi na to, że Essence pozostaje nietkniętym dziełem Elleny(nie wiem, kto skomponował Soir i Cologne)…
    A tak z trochę innej beczki… Widziałeś news o Declaration L’Eau? 🙂

    • Cologne namieszała Laurent i nie, nie słyszałem newsa o L’Eau? coś ciekawego mi umknęło?

  15. Najwyraźniej 🙂

    http://www.fragrantica.com/perfume/Cartier/Declaration-L-Eau-24711.html

    Tylko, że wielką tajemnicą, jak na razie są np. nuty…. I perfumiarz zresztą też…

  16. wodne Declaration? koniec świata jest nieuchronny… 🙂

  17. No cóż 😀 Ja wciąż się zastanawiam, czy zakupić klasyka, czy Essence. Najpierw wszystko przemawiało za zwykłą Deklaracją, ale Esencja ostatnio u mnie plusuje… Niewykluczone, że mnie przekona do siebie 🙂

    • ja mam dwie setki Deklaracji w starej wersji i na tym planuję poprzestać…

  18. Piracie, pisząc „mało deklaracyjny” miałem na myśli d’Un Soir, a nie Essence. Essence, mimo wszystko, to dla mnie Deklaracja, tyle tylko że troszkę odchudzona. I nie czuję w niej majeranku 🙂 Czuję kminek, tak samo jak w pierwowzorze.

    • oba są mało deklaracyjne, ale z tej dwójki i tak wybrałbym Dun Soir, bo jest mniej przytłaczający i bardziej uniwersalny… despotycznych pachnideł mam aż nadto w kolekcji 😉

  19. No właśnie dla mnie Essence jest deklaracyjne 🙂 Mógłby się spokojnie nazywać Declaration Light. Za Soir z kolei nie przepadam, wolę inne pachnidła z różą… Np. Voyage lub klasykę – Gentleman’a i oczywiście Egoiste 😉

    • a ja przeciwnie, odbieram Essence jako bardziej esencjonalną, aż do przesady odsłonę i tak już mocnej Deklaracji i na niej poprzestanę…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: